Блог О пользователеpolski

Регистрация

Polski blog - Польский блог

Календарь

<< Июнь 2017  

Пн Вт Ср Чт Пт Сб Вс
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

Теги

afera podsłuchowa  aleksander łukaszenko  antyrosyjskość  arcybiskup tadeusz kondrusiewicz  barack obama  baszar asad  białoruś  bliski wschód  braterstwo narodów  brazylia  brics  bóg  chiny  chrześcijańska rosja  chrześcijaństwo  cud nad wisłą  cyryl  cywilizacja personalistyczna  demokracja  donald trump  donbas  dymitr rogozin  eurazja  eurosojuz  evangelii gaudium  eвросоюз  globalizacja  hugo kołłątaj  i korpus polski  i полcкий корпус  ignacy potocki  igor striełkow  ipis isis  jednomandatowe okręgi wyborcze jow  jędrzej giertych  język rosyjski  katolewica  katolicyzm  konfederacja słowiańska  konserwatyzm  konstytucja 3 maja  kontrrewolucja  kurdystan  liberalizm  lobby proamerykańskie  maciej giertych  masoneria  nacjonalizm  nacjonalizm chrześcijański  narodowa demokracja  new world order  niemcy  niepodległość  noworosja  nowy przegląd wszechpolski  nowy światowy system  ordynacja wyborcza  oświecenie  papież franciszek  pax  państwo narodowe  personalizm  pokój  polityka propolska  polska  pospolite ruszenie  powstanie warszawskie  prawica  prawo duvergera  prawo i sprawiedliwość pis  prawosławie  radość ewangelii  roman dmowski  rosja  rosyjska cerkiew prawosławna  rościsław iszczenko  ruch narodowy  ruski wiek  ruski świat  rusofobia  socjalizm liberalny  socjalizm narodowy  sojusz z rosją  sprawiedliwość społeczna  stany zjednoczone  stany zjednoczone ameryki  syria  system dwupartyjny  słowianie  słowiańszczyzna  turcja  tyrania wolnego rynku  ue  ukraina  unia eurazjatycka  unia europejska  usa  war is peace  warszawa  większościowy system wyborczy  wojna  wojna to pokój  wojsko polskie  włodzimierz putin odnowiciel  zachód  александр лукашенко  антирусскость  архиепископ тадеуш кондрусевич  барак обама  башар асад  беларусь  ближний восток  бог  братство народов  брикс  варшава  варшавское восстание  владимир путин восстановитель  война  война это мир  германия  гуго коллонтай  двухпартийная система  демократия  дональд трамп  донбасс  евразийский союз  евразия  европейский союз ec  европейский союз ес  енджей гертых  закон дюверже  запад  игнатий потоцкий  игорь иванович стрелков  избирательный закон  исламское государство игил  католевые  кирилл  китай  консерватизм  конституция 3 мая  контрреволюция  курдистан  либерализм  либеральный социализм  мажоритарная избирательная система  масонство  мачей гертых  национализм  национальнaя демократия  национальное государство  национальное движение  национальный социализм  независимость  независимый интернет  новая мировая система  новый oбзор всепольский  одномандатныe избирательныe округa оио  ополчение  папa франциск  персоналиcтическaя цивилизация  персонализм  польское войско  польшa  польша  право и справедливость пс  православие  прагa  про-американскоe лобби  пропольская политика  просвещениe  радость евангелия  роман дмовский  россия  ростислав ищенко  русофобия  русская православная церковь рпц  русский век  русский мир  русский язык  сирия  скандал с прослушкой  славяне  славянская конфедерация  славянщизна  славянщина  соединённые штаты америки  союз с россией  сша  тирания свободного рынка  турция  тьерри мейсан  украинa  украина  христианская россия  христианский национализм  христианствo  христианство  чудо над вислой 

На странице



  • Port lotniczy „Mińsk”. Być może należało wylądować w Mińsku albo Witebsku i katastrofy, ani kultu smoleńskiego by nie było.
    Аэропорт „Минск”.
    Может быть, нужно было приземлиться в Минске или Витебске, и катастрофы, ни смоленскoгo культа бы не было. Фото: ais.by


    Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że miałem szczerą wolę przeżyć tegoroczną rocznicę katastrofy smoleńskiej w zupełnej ciszy i zadumie nad tą ogromną tragedią, bez jakichkolwiek dyskusji i polemik z wyznawcami kultu „smoleńskiego”. Trudno bowiem dopatrywać się czegokolwiek niewłaściwego i zdrożnego w samych, najbardziej nawet rozbudowanych jej obchodach, jeśli nie mają one określonych celów ubocznych. Nie przeszkadza mi więc w niczym sam fakt masowego palenia świeczek na grobach, odprawiania nabożeństw w intencji ofiar katastrofy i ich rodzin, a nawet gromadzenia się tłumów na Krakowskim Przedmieściu.

    Naga a brutalna rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej: stopień politycznej instrumentalizacji tych obchodów dla celów własnych organizatorów oraz realizowana konsekwentnie przy okazji niezwykle zawzięta, a przy tym uderzająco toporna antyrosyjska indoktrynacja milionów szczerych Polaków, a, mówiąc dosadniej, usilne robienie im przysłowiowej „wody z mózgu”, sprawiają, że nie można pozostawić z czystym sumieniem tychże praktyk bez jakiejkolwiek reakcji. Bowiem Naród może koniec końców sam tą toporną indoktrynację instynktownie odrzucić, choćby tylko z samego przesytu, ale może też od niej, niestety, i do końca zgłupieć.

    Piszę te słowa konkretnie w reakcji na niespotykane retoryczne figury wiceprezesa Solidarnej Polski, p. Jacka Kurskiego, które tenże wygłosił w trakcie swojej ostatniej wizyty w Radiu Zet. Już sam tytuł całego wywiadu „Rosjanie zemścili się za zatrzymanie ich czołgów” wprowadza nas doskonale w temat. Otóż na pytanie p. redaktor M. Olejnik: „Czy pan wierzy, że był zamach, że Lech Kaczyński został zamordowany?, p. eurodeputowany rzecze tak: „Od pierwszego dnia wierzę w to, że Rosjanie z premedytacją dążyli do bardzo wysokiego uprawdopodobnienia, że do takiej katastrofy może dojść. Bezpośrednich dowodów na zamach nie ma, ale Rosjanie mieli oczywisty interes w tym, żeby się zemścić za wyswobodzenie Gruzji i zatrzymanie rosyjskich czołgów i wysłanie sygnału, że doktryna Breżniewa cały czas obowiązuje i kto podniesie rękę na interesy Rosji w dawnej sowieckiej strefie wpływów, zostanie ukarany. Ten interes został zrealizowany” (p. Olejnik wyraźnie zagaja tu temat – A.T.).

    Nawet bardzo pobieżna analiza tych trzech zdań prowadzi do bardzo ciekawych wniosków. Dowiadujemy się więc z nich przede wszystkim, że te wspomniane rosyjskie knowania są dla p. Kurskiego przedmiotem nie tyle wiedzy, co wprost jakiejś mistycznej wiary. Jednak wiara ta, jak to zresztą często z mistykami bywa, jest obudowana bardzo lichymi dogmatami, a, mówiąc wprost, wcale takowych nie posiada. Czy bowiem można zakwalifikować np. jako dogmatyczne takie oto stwierdzenie: „(…) Rosjanie z premedytacją dążyli do bardzo wysokiego uprawdopodobnienia, że do takiej katastrofy może dojść…”? Przecież tego typu zarzut, to typowe „masło maślane”. Mieści się on w kategorii tych samych karkołomnych sofizmatów, kiepskiego zresztą gatunku, co niegdysiejsza wypowiedź jednego z bardzo uczonych profesorów-filozofów: „(…) Chodzi o to, że wypadek niekoniecznie musiał być zamachem, ale w jakiejś mierze został sprowokowany…”.

    Bardzo osobliwie brzmi również stwierdzenie: „(…) Bezpośrednich dowodów na zamach nie ma…”. To oznacza, że dowody na ten „zamach” właściwie są, tyle że nie „bezpośrednie”. Jakie to dowody? Objaśnia to dokładnie dalsza cześć wywodu p. Kurskiego. Ano chodzi tu, o leżące wyłącznie w sferze przypuszczeń, rosyjskie motywacje i interesy. Powtarzając do znudzenia hipotezę (a właściwie już, w jego rozumieniu, niezbitą tezę) o rosyjskiej zemście, p. Kurski robi więc po raz kolejny z przywódców Rosji, a w domyśle głównie samego Putina, polityczne dziecko, nie potrafiące myśleć racjonalnymi kategoriami, i pochłonięte jedną tylko myślą – jakby tu się jak najszybciej i najbrutalniej odegrać na największym swoim rywalu, który w międzyczasie zdążył już zostać oczywistym politycznym bankrutem, tak w kraju, jak i na arenie międzynarodowej.

    Pierwszy raz dowiaduję się też, że śp. p. prezydent nie tylko „zatrzymał rosyjskie czołgi”, ale wręcz „wyzwolił Gruzję”. W tejże kategorii wyliczania jego zasług Kurski przelicytował nawet jego rodzonego brata z najgorętszymi jego zwolennikami. Wszelako chyba najbardziej twórczym wynalazkiem jest jego spostrzeżenie, że doktryna Breżniewa nadal obowiązuje. Jak może obowiązywać, skoro odszedł od niej już Gorbaczow? Gdyby ona „cały czas” obowiązywała, to moglibyśmy sobie tylko pomarzyć o członkostwie w umiłowanej UE i NATO, zaś sam p. Kurski siedział by teraz pewnie w jakiejś podziemnej kryjówce i uprawiał antysowiecką (antyrosyjską) konspirację, zamiast dywagować spokojnie przy kawie z p. Moniką.

    W kontekście przytoczonych wywodów całkowicie nielogicznie brzmi zresztą kolejna deklaracja p. eurodeputowanego, wygłoszona wkrótce po nich: „(…) Solidarna Polska chce bardzo poważnie przyczynić się do przybliżenia się do prawdy w sprawie Smoleńska”. Jaki jest jednak sens dalszego poszukiwania czy też przybliżania się do tej prawdy, skoro autor tej deklaracji w zasadzie już ją zna? Czy nie lepiej powiedzieć wprost: „do znalezienia dowodów lepiej ilustrujących tą prawdę”? A jak, w kontekście tychże wywodów, zakwalifikować z punktu widzenia logiki jeszcze jedną jego wypowiedź: „(…) Pani redaktor, w tej sprawie nic nie wiemy. W dwa lata po katastrofie my nic nie wiemy i nie wierzę, żebyśmy pod rządami tej władzy czegokolwiek się dowiedzieli…” (ale, ma się w domyśle rozumieć, wszystko wyjdzie szybko dokładnie na jaw po dojściu do władzy SP (PiS-u)?!

    Gdyby p. Kurski został wychowany i obracał się na co dzień w kręgu cywilizacji łacińskiej, gdyby właściwa jej kategoria Prawdy miała dlań rzeczywistą wartość; gdyby podchodził do sprawy naprawdę uczciwie, to wyartykułowałby swoje pretensje wobec Rosji dużo prościej i konkretniej: np. oskarżam Was o to, że nie ścięliście brzozy rosnącej zbyt blisko lotniska, że nie chciało się Wam wymienić nawet spalonych żarówek przy pasie startowym, że nie pomyśleliście też, lekceważąc całkowicie wizytę prezydenta Polski, o wybudowaniu specjalnie na tą okoliczność konkretnej wieży kontroli lotów i nie sprowadziliście z Moskwy ILS-u; wreszcie, przechodząc do samego meritum, że perfidnie wznieciliście sztuczną mgłę, że celowo błędnie naprowadzaliście prezydencki samolot, że w decydującej chwili odpaliliście bombę próżniową, ciśnieniową i nie wiadomo jeszcze jaką itd. To byłoby postawienie sprawy rzeczywiście godne twardego mężczyzny, w tym wypadku słynnego politycznego „bulteriera” z Gdańska. A tak dostajemy kolejny raz tylko następną porcję mętnych insynuacji.

    Piszę te słowa wcale nie jako zawołany rosyjski adwokat-wolontariusz. Piszę je przed wszystkim z powodu zatroskania o rozum polityczny moich rodaków, na który wyznawcy „kultu smoleńskiego” robią bezustanne zamachy i próbują całkowicie go wykoleić. Odnoszę się do odkryć p. Kurskiego także i dlatego, że pokazują one jak na dłoni, że Solidarna Polska to nie żadna nowa polityczna jakość na „prawicy” – to kolejny klon i prosta mutacja PiS, różniąca się od macierzystej rośliny tylko barwą rumieńca: jej posmak pozostaje ciągle ten sam. A więc: ta sama pryncypialna proamerykańskość i antyrosyjskość, ten sam „eurosceptycyzm”, a nawet „eurorealizm”, ten sam demagogiczno-populistyczny styl uprawiania polityki, zupełnie podobne psudopatriotyczne slogany i ta sama miałkość programowa, ta sama tendencja do instrumentalnego wykorzystywania uczuć religijnych dla własnych, bardzo przyziemnych interesów politycznych… Pole rywalizacji sprowadza się jedynie do kwestii ambicjonalno-personalnych (wszak Ziobro nigdy nie stanie się dla Kaczyńskiego adoptowanym bratem-bliźniakiem), do licytowania się przed elektoratem „smoleńskim” w kwestii rozmiarów kultu osoby śp. prezydenta. Jedyną istotniejszą różnicą jest tutaj bardziej rodzinne i „katolickie” opakowanie SP, wynikające zresztą z przyrodzonej niejako przewagi w tym zakresie jego lidera nad wodzem PiS. I to byłoby wszystko…

    Andrzej Turek


    Źródło/Источник: http://piastpolski.pl/pis-sp-bracia-syjamscy/ (11.04.2012).

    Zob. także/См. также:

    Katastrofa smoleńska – zbiór artykułów pisanych z punktu widzenia polityki propolskiej.  Aвиакатастрофа в Смоленскe – сборник статей, написанных с точки зрения пропольской политики: http://piastpolski.pl/kategorie/katastrofa-smolenska/

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).




    Port lotniczy „Witebsk” – 130 km, czyli dwie godziny od Katynia. Specjalność: krajowe i międzynarodowe przewozy pasażerskie oraz transport towarowy.
    Аэропорт „Витебск” – 130 км, то есть два часа от Катыни. Специальность: внутриреспубликанские и международные пассажирские и грузовые авиаперевозки. Фото: riamotor.ru, planes.ru





  • Sekretarz generalny KC KPCh, przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, Hu Jintao i prezydent Rosji, Włodzimierz Putin.  Генеральный секретарь ЦК КПК, председатель КНР Ху Цзиньтао и президент России Владимир Путин. 


    Brzeziński uznał schyłek USA

    W zeszłym tygodniu amerykański politolog, Zbigniew Brzeziński, wydał szereg sensacyjnych oświadczeń. Zdaniem autora książki "Wielka szachownica: prymat Ameryki i jego geostrategicznе imperatywy" (The Grand Chessboard: American Primacy and Its Geostrategic Imperatives), USA zbliżyły się obecnie do momentu, kiedy można będzie powiedzieć, iż "światowa przewaga Ameryki jest skończona".

    Co ciekawe, Brzeziński uważał wcześniej USA za legalnego światowego hegemona i całkowicie odrzucał możliwość konkurowania jakiegokolwiek kraju z Waszyngtonem. A jednak globalny kryzys gospodarczy zmusił go do zmiany swych ocen. Teraz Brzeziński nie ma wątpliwości, że takim mocarstwem stały się już Chiny.

    Według Brzezińskiego, USA nie mogą już dłużej panować samodzielnie, w charakterze jedynego supermocarstwa na świecie – "świat jest znacznie bardziej zróżnicowany". Amerykanie powinni zachować nadzieję i próbować „dostosować się do tego nowego świata". Muszą to zrobić po to, by przetrwać. "Jeśli chcemy konkurować w nowym świecie, to powinniśmy się ożywić. Musimy wykorzystać elastyczność i inteligencję w naszych stosunkach z Chinami" – zauważa politolog.

    Jednym słowem, Amerykanie muszą być troszeczkę mądrzejsi, bardziej przebiegli i bardziej wydajni od Chińczyków. I tylko w przypadku, gdy im się to uda, Waszyngton będzie w stanie uniknąć „kolizji między Ameryką i Chinami, nawet jeśli Chiny zaczną ograniczać globalne wpływy Amerykanów i – być może – w końcu ich przerosną". W międzyczasie lepiej będzie dla Amerykanów uznać po prostu rosnącą potęgę Pekinu – uważa Brzeziński.

    I z pewnością dlatego, żeby przygotować na to swoich rodaków, Brzeziński uspokaja "byłych władców świata", że w obecnych czasach to wszystko nie jest takie straszne:
    jeżeli Amerykanie zechcą i będą gotowi na zmiany, to USA się nie rozpadną”.

    Tłum. GG.

    Źródło: „Argumenty Tygodnia” nr 8 (300)/2012 (05.03.2012)

    http://www.argumenti.ru/world/n329/160700


    Бжезинский признал закат США

    На прошлой неделе американский политолог Збигнев Бжезинский сделал ряд сенсационных признаний. По мнению автора книги «Великая шахматная доска: господство Америки и её геостратегические императивы», сейчас США подошли к тому моменту, когда можно сказать, что «мировое превосходство Америки закончено».

    Интересно: ранее Бжезинский считал США законным мировым гегемоном и полностью отрицал возможность какой-либо страны составить конкуренцию Вашингтону. Однако мировой экономический кризис заставил его поменять свои прогнозы. Теперь он не сомневается, что такой державой уже стал Китай.

    По словам Бжезинского, США больше не могут безраздельно властвовать в качестве единственной сверхдержавы на планете – «мир гораздо более разнообразен». Американцам же нужно надеяться и стремиться «приспособиться к этому новому миру». Это необходимо сделать для того, чтобы выжить. «Если мы хотим конкурировать в новом мире, то должны оживить себя. Мы должны использовать гибкость и интеллект в наших отношениях с Китаем»,  – утверждает политолог.

    Словом, американцам надо стать немножечко умнее, хитрее и работоспособнее китайцев. И только в случае если у них это получится, Вашингтон сможет избежать «столкновения между Америкой и Китаем, даже если Китай начнёт теснить американцев в глобальном влиянии, и возможно, в итоге превзойдёт их». Пока же американцам лучше просто признать растущую мощь Пекина, считает Бжезинский.

    Видимо для того, чтобы подготовить к этому своих соотечественников, Бжезинский успокаивает «бывших властелинов мира» – в настоящее время всё не так страшно: «если американцы хотят и готовы к изменениям, США не распадутся».


    Источник: «Аргументы Недели» № 8 (300)/2012 (05.03.2012)

    http://www.argumenti.ru/world/n329/160700





    Oświadczenie redakcji Piastpolski.pl w związku z wyborem Władimira Putina na stanowisko prezydenta Rosji (05.03.2012). Заявление редакции Piastpolski.pl в связи c выбором Владимира Путина на пост президента России (05.03.2012): http://piastpolski.pl/oswiadczenie-redakcji-piastpolski-pl-w-zwiazku-z-wyborem-wladimira-putina-na-stanowisko-prezydenta-rosji/

    „Wyrażamy głęboką radość w związku z wiadomością o ponownym wyborze, już w pierwszej turze wyborów prezydenckich, Władimira Władymirowicza Putina na urząd prezydenta Federacji Rosyjskiej. Widzimy w tym fakcie triumf suwerennej woli narodu rosyjskiego, kształtującego samodzielnie swoje życie narodowe i państwowe, wbrew ponawianym zakusom wrogów zewnętrznych i wewnętrznych rzeczywiście silnej i suwerennej Rosji. Jesteśmy też przekonani, że kolejna prezydencka kadencja Władimira Putina będzie czasem dalszego rozwoju Rosji i wzrostu jej znaczenia w świecie; czasem dalszej poprawy warunków życia oraz realnego wzrostu praw i swobód obywatelskich ogółu jej mieszkańców, oraz przede wszystkim postępującej odnowy moralnej tego kraju w oparciu o tradycyjne wartości wypływające z chrześcijaństwa, a przy odrzuceniu fałszywych i tragicznych w skutkach, tak dla jednostek, jak i całych zbiorowości, wzorców demoliberalnych. Wyrażamy również przekonanie, że wybór ten będzie dobrze służył sprawie zachowania pokoju na całym świecie (szczególnie zaś na Bliskim Wschodzie) i trwałemu utrwaleniu się jego wielobiegunowego kształtu, bez jednego pana i hegemona.

    Wyrażamy też w końcu głęboką nadzieję na kontynuację działań na rzecz dalszej poprawy stosunków polsko-rosyjskich i autentycznego pojednania pomiędzy naszymi narodami, dalszego rozwoju konstruktywnej współpracy we wszystkich dziedzinach życia, jak również trwałego wyjaśnienia i rozwiązania dzielących nas nadal głębokich ran historycznych, ze zbrodnią katyńską na czele.

    Nowemu rosyjskiemu prezydentowi-elektowi składamy życzenia wszelkiej pomyślności na kolejnym etapie jego politycznej pracy dla dobra swojej Ojczyzny.

    Redakcja Piastpolski.pl”


    Oświadczenie redakcji konserwatyzm.pl przesłane ambasadzie Federacji Rosyjskiej (04.03.2012). Заявление редакции konserwatyzm.pl отправленнoе посольству Российской Федерации (04.03.2012): http://konserwatyzm.pl/artykul/3848/wladimir-putin-ponownie-prezydentem-tryumf-rosyjskiego-katec

    „W imieniu polskiej prawicy pragniemy złożyć panu Prezydentowi Władimirowi Putinowi szczere gratulacje z okazji ponownego wyboru na stanowisko Prezydenta Rosji. Gratulacje te składamy jako ideowi konserwatyści wybitnemu politykowi, realiście politycznemu i nadziei Rosji na lepszą przyszłość i uznanie na arenie międzynarodowej.

    Jakkolwiek na hałaśliwej i zrewoltowanej duchowo polskiej tzw. prawicy nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale prezydent Rosji jest obecnie jedynym znaczącym politykiem, który może powstrzymać ofensywę społeczno-politycznego demoliberalizmu, homopropagandy i sodomii. Skoro bronimy wartości Cywilizacji, to naszą sympatię będą budzić wszyscy ci politycy, którzy stanowią realną przeszkodę dla zgniłej demokratycznej kultury.

    Mamy nadzieje, że nowa kadencja przyczyni się do wspólnej pracy na rzecz poprawy i umocnienia stosunków rosyjsko-polskich i rozwoju konstruktywnej, rzeczowej współpracy w najróżniejszych sprawach w tym również pozytywnego rozwiązania kwestii historycznych.

    Odpowiada to niewątpliwie interesom naszych państw, a także wpisuje się w koncepcję (R. Dmowskiego) zapewnienia wzajemnego zrozumienia i poszanowania wzajemnych interesów w Europie i szczególnie w Europie Wschodniej.

    Panie Prezydencie, życzymy Panu sukcesów i budowy nowoczesnej Rosji, gdzie tradycyjne wartości będą miały pierwszeństwo przed ideologicznymi ekstrawagancjami modnymi na Zachodzie.

    Redakcja Konserwatyzm.pl”


  • Cel prezydentury Putina: odnowienie chrześcijaństwa w Rosji i obrona chrześcijan na świecie. Цель президентства Путина: восстановление христианства в России и защита христиан в мире.



    Zapis ze spotkania Włodzimierza Putina z przywódcami kościołów i związków wyznaniowych Rosji [1].
    Запись со встречи Владимира Путина с лидерами церквей и религиозных объединений
    России [1].

    „08 lutego 2012 roku odbyło się w Monastyrze Daniłowskim, oficjalnej rezydencji patriarszej, spotkanie szefa Rządu Federacji Rosyjskiej, W. W. Putina ze Świątobliwym Patriarchą Moskwy i Wszechrusi, Cyrylem, oraz zwierzchnikami tradycyjnych wspólnot religijnych Rosji.

    Świątobliwy Patriarcha Cyryl: Włodzimierzu Władymirowiczu, witamy w klasztorze Świętego Daniela! Cieszymy się, że odpowiedział Pan na naszą propozycję spotkania się z przedstawicielami organizacji religijnych i wyznań chrześcijańskich, aby przy tym porozmawiać o przyszłości naszego kraju, porozmawiać o wszystkim tym, co wydaje się być ważne dla ludzi wierzących. Chcielibyśmy przeprowadzić tą rozmowę z Panem jak z Premierem, ale przede wszystkim jak z kandydatem na urząd Prezydenta naszego kraju, i to z kandydatem, który ma, oczywiście, największe szanse, by zamienić swoją kandydaturę na realne stanowisko. Dlatego rozmowa, którą chcielibyśmy dzisiaj z Panem przeprowadzić będzie przedmiotowa i umożliwi Panu wysłuchanie prawdziwych życzeń i sugestii przedstawicieli wspólnot religijnych naszego kraju. Bardzo prosimy!

    W. W. Putin: Bardzo dziękuję, Wasza Świątobliwość, szanowni przedstawiciele kościołów. Chcę podziękować przede wszystkim Patriarsze Cyrylowi za inicjatywę organizacji takiego spotkania. Z wieloma z tu obecnych znamy się wiele lat, utrzymujemy regularne kontakty. I w związku z tym chciałbym na początku naszej rozmowy powiedzieć, że nasz kraj – przechodząc niełatwe, burzliwe procesy od czasu upadku Związku Radzieckiego – nie mógł (jako kraj i jako każdy konkretny człowiek) opierać się moralnie na czymś innym, aniżeli na wartościach religijnych. Zarówno organizacje kościelne, Rosyjski Kościół Prawosławny, tradycyjne wyznania, jak i wszystkie inne organizacje religijne odegrały wielką pozytywną rolę w odrodzeniu się naszego kraju i – co najważniejsze – w tym, że nasz lud, obywatele Federacji Rosyjskiej, otrzymali jakąś moralną, etyczną bazę, grunt pod nogi, co jest niezwykle ważne dla stabilności społeczeństwa, dla przyszłości państwa i dla każdego konkretnego człowieka.

    Wiadomo Wam, że w ostatnich latach państwo próbowało zrobić wszystko, aby pomóc organizacjom religijnym w odzyskaniu przez nie możliwości komunikowania się z ludźmi, zaspokojenia ich roszczeń, które nagromadziły się w ciągu wielu, wielu lat władzy radzieckiej. Jeśli w latach 2008-2011 przeznaczyliśmy 2,3 mld rubli na odzyskanie religijnych budynków i budowli, będących federalną własnością i przekazanych organizacjom religijnym, to w ciągu najbliższych trzech lat – w latach 2012-2014 – będzie to już prawie 3,5 mld rubli. W tej chwili nawet nie podejmę się określić liczby tych budynków i budowli, które zostały przekazane przez państwo organizacjom religijnym. Oczywiście, najwięcej z nich zostało przekazanych Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu, ale muszę powiedzieć, że i w czasach radzieckich największą ilość tych budynków i budowli zabrano właśnie temuż Kościołowi. Lecz także inne związki wyznaniowe, inne organizacje religijne nie mogą, jak się wydaje, narzekać na to, w jaki sposób państwo się z nimi obchodzi. Na przykład wydaje mi się, że tak wielu meczetów muzułmanie nigdy jeszcze, w całej historii Rosji, nie posiadali, a jest to ilość idąca już w setki i tysiące nawet. To tak dla przykładu.

    W związku z tym chciałbym zająć Waszą uwagę, uważając za istotne omówienie kilku kwestii. Pierwsza z nich polega na tym, że, oczywiście, nasze państwo było, jest i – mam nadzieję – pozostanie (w każdym razie tak wygląda mój punkt widzenia) państwem świeckim. Państwo i Kościół są rozdzielone, a lepiej powiedzieć – bo zawsze tak to brzmiało i nadal tak brzmi: Kościół jest oddzielony od państwa. Jeszcze od czasów radzieckich ten rozdział Kościoła od państwa, ta niezależność państwa od Kościoła i niezależność Kościoła od państwa, miały, moim zdaniem, dość prymitywną interpretację. Co więcej, w poprzednich dziesięcioleciach świeckość była rozumiana w ten sposób, że Kościół i tradycyjne wyznania faktycznie były prawnie uciskane. Do takiego prymitywizmu nam w żadnym wypadku nie można dziś dopuścić. Jeśli mówimy o rozdziale Kościoła od państwa, to w obecnych warunkach powinniśmy mówić o innym rozumieniu tej świeckości, gdyż, moim zdaniem,  powinna ona polegać na tym, że pomiędzy państwem i organizacjami religijnymi powinny być ustanowione zupełnie inne relacje: system współpracy, pomocy wzajemnej i technicznego wsparcia.

    Jest rzeczą jasną, że owa namiastka, która była niedyś narzucana społeczeństwu w czasach sowieckich jako kodeks budowniczych komunizmu – to tylko prymitywne wyrażanie tych wartości moralnych, które są sformułowane przez tradycyjne światowe religie. I to nam, oczywiście, nie wystarczy. Nam jest potrzebny zaangażowany, prosty, skuteczny, codzienny udział organizacji religijnych w życiu społeczeństwa i państwa. Wiem, że organizacje kościelne, organizacje religijne są do tego przygotowane i chcą takiej współpracy z państwem. I, rzecz jasna, zadanie i obowiązek państwa polega dziś nie tylko na tym, żeby zwracać łupy zagrabione kiedyś organizacjom kościelnym przez państwo, ale i na tym, by tworzyć warunki do efektywnej wspólnej pracy dla odrodzenia i wzmocnienia naszego kraju, oczywiście przede wszystkim w sferze moralno-duchowej, w dziele wychowania młodych ludzi, w udzielaniu pomocy tym ludziom, którzy tego wsparcia potrzebują.

    W związku z tym chciałbym zwrócić uwagę na niektóre konkretne sprawy. Pozwolę sobie na nich się zatrzymać. Pierwsze, o czym my wszyscy mówimy z Wami, i to mówimy wiele, i wiele do tego jeszcze w ostatnim czasie robimy, choć być może za mało, ale jednak trend jest zupełnie oczywisty – to problem związany z demografią. Nie można rozwiązać problemów demograficznych bez wsparcia rodziny. Jest to tradycyjny kierunek działalności organizacji religijnych – wsparcie rodziny. W związku z tym uważam, że mamy sporo do zrobienia i zamierzam nastawić wszystkie struktury państwowe na jak najbardziej ścisłą współpracę z organizacjami religijnymi w tym kierunku. W związku z tym nie mogę nie poprzeć propozycji Patriarchy Moskiewskiego i całej Rusi, Cyryla odnośnie organizacji centrów pomocy rodzinie w każdym powiecie i gminie. Co więcej, przejrzałem teraz media: Rosyjska Cerkiew Prawosławna zorganizowała w Moskwie Dom Matki. Takich struktur powinno być jak najwięcej. Jak już powiedziałem, myślę, że takie centra wspierania rodziny muszą pojawić się w każdym podmiocie, w każdej gminie i to z udziałem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, innych naszych tradycyjnych wyznań, organizacji religijnych, a także społecznie zorientowanych organizacji pozarządowych. Władze wszystkich szczebli powinny zapewnić wsparcie w tworzeniu i działalności takich organizacji.

     

    Książę Daniel Aleksandrowicz Moskiewski – czwarty syn księcia Aleksandra Newskiego, pierwszy udzielny władca księstwa moskiewskiego i założyciel moskiewskiej linii Rurykowiczów, książąt i królów Rosji. Z prawej: klasztor Św. Daniela Słupnika nad brzegiem rzeki Moskwy ufundowany w 1282 roku przez księcia Daniela Moskiewskiego.
    Святой благоверный князь Даниил Александрович Московский – четвертый сын князя Александра Невского, первый удельный князь Московский, и родоначальник московской линии Рюриковичей: князей и царей России. Справа: монастырь Святого Даниила Столпника основан на берегу Москвы-реки в 1282 году князем Даниилом Александровичем.


    Drugi kierunek naszej partnerskiej współpracy, to oświata, wychowanie i edukacja. Tu kryje się jeszcze cały szereg problemów, które sztucznie wstrzymują zaangażowanie, aktywne uczestnictwo organizacji religijnych w sferze edukacyjnej. Wiadomo Wam, że po tych burzliwych i długich dyskusjach w latach 2009-2011, doszło u nas do zatwierdzenia kursu "Podstawy kultur religijnych i etyki świeckiej". W tej pracy wzięło udział prawie 0,5 mln dzieci, uczniów, 20 tys. nauczycieli i 30 tys. szkół. Nie słyszałem ani jednej poważnej negatywnej reakcji, w całym społeczeństwie praktyka ta przyjęta została pozytywnie i uzyskano bardzo dobre wyniki. Ważne jest, aby ten przedmiot nie zamienił się w przyszłości w czysto formalny program edukacyjny i dlatego, oczywiście, uczyć takich dyscyplin muszą ludzie dobrze wyszkoleni – albo teologowie, albo kapłani. I w związku z tym tutaj także niezbędna będzie pomoc państwa, ja to świetnie rozumiem; przed Ministerstwem Edukacji będzie postawione odpowiednie zadanie: udzielić wszelkiej niezbędnej pomocy i technicznego wsparcia organizacjom religijnym pracującym na tym kierunku. Swoją drogą, również samemu Ministerstwu Oświaty wypadnie wykonać szereg zbieżnych kroków, przede wszystkim, jak już powiedziałem, zabezpieczyć przygotowanie specjalistów przedmiotu.

    W związku z tym istnieje szereg konkretnych pomysłów i propozycji. Trzeba w końcu rozwiązać jeden podstawowy, systemowy problem: zrównać uczelnie i szkoły tworzone przy udziale organizacji religijnych z państwowymi – w sprawach najmu, a także w dostępie do środków budżetowych, czy pod względem wynagrodzeń dla wykładowców i nauczycieli, którzy nauczają przedmiotów mieszczących się w edukacyjnym standardzie. Tu nie powinno być żadnej dyskryminacji. Wykonujemy, bez przesady, bardzo ważne państwowe zadanie i powinniśmy to robić wspólnie.

    Należy zwrócić uwagę na edukację przedszkolną, a dokładniej – na wychowanie przedszkolne. Dążenie stowarzyszeń religijnych do otwierania nowych przedszkoli oraz do udzielania pomocy oświatowej i wsparcia istniejącym już instytucjom – powinno być aktywnie wspierane na wszystkich szczeblach władzy, zarówno w gminach, jak i na szczeblu krajowym.

    Trzeci ważny kierunek, to wsparcie rządu dla służby społecznej. Tym bardziej, że uczestniczenie stowarzyszeń kościelnych w cierpieniach niepełnosprawnych, starców, osieroconych dzieci, ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, pozostających w miejscach pozbawienia wolności, wypływa ze szczerej motywacji duchownych, motywacji zakorzenionej w wartościach miłości bliźniego, miłosierdzia, dobroczynności, wspólnych dla wszystkich tradycyjnych religii naszego kraju.

    Uważam, że organizacje non-profit tworzone przy udziale Kościoła powinny mieć dostęp do konkursów na realizację państwowych i komunalnych zadań na rzecz usług społecznych, i to powinny mieć taki dostęp na równi z instytucjami budżetowymi. Szczerze mówiąc, myślę i o tym, że takie stowarzyszenia, tworzone przy wsparciu naszych tradycyjnych wyznań, działają często znacznie efektywniej. Poza tym, państwu wypada wspierać udział przedstawicieli tradycyjnych religii w pracach rad nadzorczych przedszkoli, internatów, domów starców, więzień i zakładów poprawczych. Trzeba dać kapłanom możliwość pojawienia się tam, gdzie są oczekiwani.

    Proszę Was także o włączenie się do opracowania metod, które przyczynią się do adaptacji  społeczno-kulturowej obywateli przyjeżdżających do nas z innych państw. Rozumiemy i dobrze wiemy, że problem ten wydaje się dzisiaj ostry – wypowiadałem się już na ten temat. Nam tutaj trzeba zaprowadzić porządek. Trzeba bronić interesów przyjezdnych, a także, oczywiście, zabezpieczyć interesy rdzennej, miejscowej ludności. Wszystko to można zrobić cywilizowanymi metodami i w związku z tym bardzo też liczę na Wasze wsparcie. Głos Kościoła, kościelnych autorytetów, mądrych nauczycieli i kaznodziejów, musi rozbrzmiewać pełną mocą. W tym także, rzecz jasna, na federalnych kanałach telewizyjnych. Mamy na niektórych kanałach wydzielony czas, który się udostępnia organizacjom religijnym, ale, jak dotąd, jest tego w zupełności za mało. Na razie oczywisty jest brak równowagi pomiędzy tym, co już wzbudza w ostatnim czasie ciągłe rozdrażnienie u ludzi i prawdziwymi wartościami. Prawdziwymi wartościami moralnymi. Państwo, oczywiście, powinno zapewnić i będzie do tego dążyć – do zapewnienia odpowiedniego odzwierciedlenia w cyberprzestrzeni interesów tych obywateli, którzy wiążą swój światopogląd z wartościami Prawosławia i innych naszych tradycyjnych wyznań.

    I jeszcze jeden priorytet, nadzwyczaj ważny i tradycyjny, ściśle mówiąc, dla naszych wyznań, przede wszystkim, oczywiście, dla Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (a w dzisiejszych warunkach dla wszystkich tradycyjnych wyznań) – to udział Kościoła w życiu Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Tradycja tego udziału i służby sięga swymi korzeniami głęboko w historię naszej Ojczyzny, jest jednym z potężnych źródeł patriotyzmu. Kościół był zawsze z narodem, zwłaszcza w najtrudniejszych czasach. Chcę przypomnieć, że 22 czerwca 1941 roku, nie sięgam tu do dawniejszych dziejów, ale 22 czerwca 1941 roku, w dniu wybuchu Ii wojny światowej, po tych wszystkich represjach, prześladowaniach, znęcaniu się nad kapłanami, metropolita Sergiusz, strażnik patriarszego tronu, zwrócił się do narodu z wezwaniem do obrony Ojczyzny. Przypominam, że uczynił to wcześniej, niż Stalin. Dobrze pamiętamy z historii: na początku był zwrot: "obywatele i obywatelki", a później, gdy oceniono już poziom zagrożenia, Stalin zwrócił się zupełnie inaczej: "bracia i siostry". Też nie przypadkowo. Uważam, że warto postawić na odpowiednim poziomie rozwój instytucji duchowieństwa wojskowego. Do rozwiązania tego zadania z powinny podejść z równą powagą organizacje religijne i samo Ministerstwo Obrony. Nie tylko Ministerstwo Obrony, ale także, jak sądzę, znowu Ministerstwo Edukacji, a to dlatego, że i tutaj, tak samo jak dla pracy na uczelniach, w szkołach, potrzebni są dobrze przygotowani, wysokiej klasy specjaliści, przede wszystkim, oczywiście, teologowie. I trzeba pomyśleć o tym, aby ta dyscyplina – teologia – pojawiła się na równi z innymi humanistycznymi dyscyplinami na naszych uczelniach. I to jest to, co chciałbym powiedzieć na początku. Drodzy przyjaciele, proszę.
    (…)
    Hilarion – metropolita wołokołamski, przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Patriarchatu Moskiewskiego: (…) Chciałbym jeszcze powiedzieć o tym temacie, który już tu częściowo się pojawił – o sytuacji na Bliskim Wschodzie i w innych krajach, tam, gdzie mieszka chrześcijańska mniejszość. I oto widzimy na przykładzie Iraku, Egiptu – tych krajów, gdzie przy pomocy zewnętrznej siły został obalony istniejący tam reżim – że sytuacja chrześcijan w tych krajach dramatycznie i katastrofalnie się pogorszyła. Pod rządami Saddama Husajna w Iraku mieszkało 1,5 mln chrześcijan, a teraz zostało ich około 150 tys. W Egipcie słyszymy o atakach na chrześcijańskie świątynie, o pożarach, o podpaleniach. Jest taka statystyka, że co pięć minut jeden chrześcijanin na świecie umiera za wiarę i dotyczy to przede wszystkim krajów Bliskiego Wschodu: to znowu Egipt, Irak, Pakistan, Afganistan, a teraz w Indiach powstaje trudna sytuacja. Zabijają chrześcijan, chrześcijańskie kobiety są gwałcone, chrześcijańskie świątynie płoną i trwa masowy exodus chrześcijan z tych terenów, na których na przestrzeni wieków współistnieli oni pokojowo i zgodnie z muzułmanami i przedstawicielami innych religii. Chciałbym życzyć, aby w czasie Pańskiej  prezydentury jednym z kierunków naszej rosyjskiej polityki zagranicznej była systematyczna obrona chrześcijan żyjących na tych ziemiach, gdzie są oni teraz prześladowani. Silna Rosja, to taka Rosja, która broni chrześcijańskich mniejszości w tych krajach, w tym także domaga się gwarancji przestrzegania ich praw w zamian za poparcie polityczne albo pomoc ekonomiczną. Dziękuję.

    W. W. Putin: Dziękuję bardzo. Nie powątpiewajcie, że tak to będzie. Nie ma żadnych wątpliwości. (...)

    [Głos zabrał także Polak z Ukrainy, absolwent Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku – ksiądz Igor Kowalewski, sekretarz generalny Konferencji Katolickich Biskupów Rosji, członek Rady ds. współpracy ze związkami religijnymi przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej.]



    I.L. Kowalewski: (…) Włodzimierzu Władymirowiczu, z pewnością Pan wie, że Federacja Rosyjska i Stolica Święta Watykanu mają wspólne stanowisko w wielu istotnych społecznie kwestiach międzynarodowych (niektóre z nich były już tu poruszone), i to nawet różniące się od stanowiska krajów Europy Zachodniej lub USA. Stolica Święta ostro reagowała na niektóre rzeczy, na przykład związane z awanturą w Iraku. Dla nas bardzo ważne jest umocnienie autorytetu stowarzyszeń religijnych, a przede wszystkim tych związków religijnych, które stanowią tutaj większość: Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w pierwszej kolejności – jako najbardziej nam bliskiego wyznania, pod względem nauczania wiary chrześcijańskiej, ducha, kultury, lecz i jako wyznania państwotwórczego, co dla nikogo tajemnicą nie jest, więc możemy o tym z czystym sumieniem mówić. (…) My, oczywiście, też zdajemy sobie sprawę, że – z jednej strony – poruszamy się w kierunku reform demokratycznych, ale jeszcze starożytni filozofowie wspaniale przypominali i zdawali relacje o tym, że w demokracji istnieje takie bardzo poważne, realne zagrożenie, a mianowicie – przekształcić się ona może w оchlokrację [rządy tłumu, motłochu]. Wśród naszych parafian są ludzie różnych przekonań politycznych, jednakże nikt nie jest zainteresowany tym, aby w naszym kraju zapanowała ochlokracja, czyli władza bieżących interesów tłumu, albowiem jest to droga do nikąd. Dla nas jest ważne, aby była prawdziwa demokracja, władza ludu („demos”), narodu[3]. I tego z całego serca życzymy przyszłemu Prezydentowi Federacji Rosyjskiej, i Rządowi, i wszystkim władzom. Dziękuję.

    [Выступил также Поляк, урождённый на Украине, окончивший высшую католическую семинарию в Белостоке (Польша) – ксёндз Игорь Леонидович Ковалевский, генеральный секретарь Конференции католических епископов России, член Совета по взаимодействию с религиозными объединениями при Президенте Российской Федерации.]

    И.Л. Ковалевский: (…) Владимир Владимирович, Вы наверняка знаете, что Российская Федерация и Святой Престол Ватикана имеют общую позицию по многим международным вопросам, социально значимым (некоторые из них здесь уже затрагивались), даже в отличие от стран Западной Европы или США. Святой Престол остро реагировал на некоторые вещи, связанные, например, с авантюрой в Ираке. Для нас очень важно укрепление авторитета религиозных объединений, прежде всего религиозных объединений, которые представляют здесь большинство: Русской Православной Церкви в первую очередь — как наиболее близкой нам конфессии и по вероучению, и по духу, и по культуре, но и как государствообразующей конфессии, что ни для кого секретом не является, и мы это можем с чистой совестью говорить. (…) Мы, конечно, тоже понимаем, что, с одной стороны, мы движемся в русле демократических преобразований, но ещё античные философы прекрасно напоминали и отдавали отчёт о том, что у демократии есть такое очень важное, серьёзное искушение, а именно — превратиться в охлократию. Среди наших прихожан есть люди разных политических убеждений, однако никто не заинтересован в том, чтобы в нашей стране была охлократия, то есть власть сиюминутных интересов толпы, ибо это путь в никуда. Для нас важно, чтобы была истинная демократия, власть демоса, народа[3]. И это мы всей душой желаем и будущему Президенту РФ, и Правительству, и всем властям. Благодарю.”

    Opr. i tłumaczył/Oбр. и перeвoд – Grzegorz Grabowski

    ---------

    [1] – Źródło/Источник: Zapis spotkania premiera Rządu Federacji Rosyjskiej W. W. Putina ze Świątobliwym Patriarchą Cyrylem i przywódcami tradycyjnych wspólnot religijnych Rosji. Стенограмма встречи председателя Правительства РФ В.В. Путина со Святейшим Патриархом Кириллом и лидерами традиционных религиозных общин России:
    http://www.patriarchia.ru/db/text/2005767.html

    [2] – Lista uczestników w oficjalnym komunikacie Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Список участников в официальном сообщении Отделa внешних церковных связей Русской Православной Церкви:
    - po rosyjsku/на русском языке: http://www.mospat.ru/ru/2012/02/09/news57962/
    - po angielsku/на английском языке: http://www.mospat.ru/en/2012/02/09/news57962/

    [3] – Dwuznaczność terminu "lud" występowała już w starożytnej Grecji, gdzie „demos” oznaczało zarówno ogół obywateli, jak i pospólstwo (klasy niższe). Demokracją nazywano formę ustroju, w której obywatele mieli wpływ na władzę. Opierając się na dwóch znaczeniach „demosu”-ludu, Arystoteles wyróżnił dwie formy ustroju oparte na jego rządach: politeię (rządy sprawowane poprzez oligarchię) oraz jej zdegenerowaną formę: demokrację (rządy pospólstwa, w tym także bezpośrednie rządy tłumu, czyli ochlokracja). Podobna dwuznaczność występuje w łacińskim pojęciu „populus” i przeniknęła do języków nowożytnych. (Wikipedia).
    Охлократия (др.-греч. от „толпа” и „власть”, лат. ochlocratia) – вырожденная форма демократии, основанная на меняющихся прихотях толпы, постоянно попадающей под влияние демагогов. Термин введён Аристотелем. Аристотель отметил две формы правления, основанные на верховенстве народа-демоса: полития (власть олигархии), и ее выродившaяся форма: демократия (власть простонародья, в том также непосредственная власть толпы, т.е. oхлократия). (Википедия).

    Zob. także/Cм. также: 

    Profesor Anna Raźny, Czy Rosja będzie z nami bronić krzyża? – artykuł z miesięcznika „Aspekt Polski” nr 148/2010 (24.02.2010). Профессор Анна Разьны, Будет ли Россия защищать вместе с нами крест? – статья из журнала "Аспект Польский" №148/2010 (24.02.2010):
    - po polsku/на польском языке: http://www.aspektpolski.com/czy-rosja-bedzie-z-nami-bronic-krzyza/
    - po rosyjsku/на русском языке: http://perevodika.ru/articles/11725.html

    W Polsce wspólną z rosyjskimi prawosławnymi obronę zwalczanego w Europie krzyża utrudniać będą nie tylko fanatyczni zwolennicy obecnego kształtu Unii Europejskiej oraz jej ustawy zasadniczej – Traktatu Lizbońskiego – ale również silne lobby amerykańskie, które kreuje naszą politykę wobec Rosji. Politykę transatlantycką, antyrosyjską. Taki charakter będzie ona miała tak długo, jak długo będą się z nim zgadzali polscy katolicy. Stanęli bowiem przed następującą alternatywą: albo będą nadal godzić się na dyktat Brukseli i Waszyngtonu w sprawach religii, albo pójdą za Ojcem Świętym i głosem sumienia, które podpowiada wspólną z Rosją obronę krzyża w Europie i świecie. (prof. Anna Raźny).

    В Польше совместную с русскими православными оборону креста будут затруднять не только фанатичные приверженцы нынешней структуры Европейского Союза и его основного закона - Лиссабонского договора, но также и сильное американское лобби, которое формирует нашу политику в отношении России. Политику трансатлантическую, антироссийскую. Такой характер она будет иметь так долго, как долго с ним будут соглашаться польские католики. Они оказались перед следующим выбором: либо они будут по-прежнему мириться с диктатом Брюсселя и Вашингтона в вопросах религии, или пойдут за Святым Отцом и за голосом совести, который подсказывает, что необходимо совместно с Россией защищать крест в Европе и в мире. (проф. Анна Разьны).




    Rosyjscy chrześcijanie chcą narodowej demokracji, a nie pogańskiej ochlokracji. Foto: arcybiskup Paolo Pezzi, przewodniczący Konferencji Katolickich Biskupów Rosji i patriarcha Cyryl (01.02.2012).
    Русские христиане хотят национальной демократии, а не языческой охлократии. Фото: aрхиепископ Паоло Пецци, Председатель Конференции католических епископов России и Патриарх Московский и всея Руси Кирилл (01.02.2012).



    "Gratulacje Konferencji Katolickich Biskupów Rosji dla W. W. Putina w związku z wyborem na urząd prezydenta Federacji Rosyjskiej

    Jego Ekscelencja
    Premier Rządu Federacji Rosyjskiej
    W. W. PUTIN

    Szanowny Włodzimierzu Władymirowiczu!

    Katoliccy biskupi Rosji – uczestnicy 35. posiedzenia plenarnego Konferencji Katolickich Biskupów Rosji, odbywającego się 6-7 marca br. w Moskwie – gratulują Panu wyboru na urząd Prezydenta Federacji Rosyjskiej.

    Obywatele Federacji Rosyjskiej powierzyli Panu odpowiedzialne i szlachetne zadanie – być Prezydentem kraju o ogromnym potencjale, troszczyć się o jego autorytet na arenie międzynarodowej, o dobro narodu, umacnianiać pokój, zgodę i sprawiedliwość społeczną, przyczyniać się do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

    Będziemy się modlić, aby Pan godnie poradził sobie z powierzonymi Panu zadaniami i utwierdził zaufanie wyborców. Jesteśmy zadowoleni ze stanu państwowo-kościelnych stosunków w Federacji Rosyjskiej i mamy nadzieję, że w dalszym ciągu będą się one rozwijać stabilnie i dynamicznie. Zapewniamy Pana, że wspólnota katolicka w Rosji jest gotowa do wniesienia wkładu, na miarę swych możliwości, w rozwój naszego społeczeństwa, we wzmacnianie w nim duchowo-moralnych wartości, w ustanowienie pokoju i zgody, w społeczną służbę, w walkę z patologiami społecznymi.

    Życzymy Panu obfitości błogosławieństwa Bożego w niełatwej pracy na rzecz naszej strzeżonej przez Boga Ojczyzny.

    W imieniu katolickich biskupów Rosji

    Arcybiskup Metropolita Paolo Pezzi
    Ordynariusz Archidiecezji Matki Bożej w Moskwie
    Przewodniczący Konferencji Katolickich Biskupów Rosji

    Moskwa, 6 marca 2012 r."

    Tłum. Grzegorz Grabowski

    Źródło: http://www.cathmos.ru/content/ru/publication-2012-03-07-11-22-29.html (07.03.2012)



    "Поздравление конференции католических епископов России В. В. Путину в связи с избранием на пост президента Российской Федерации

    Его Высокопревосходительству
    Председателю Правительства Российской Федерации
    ПУТИНУ В.В.

    Уважаемый Владимир Владимирович!

    Католические епископы России – участники 35-го пленарного заседания Конференции католических епископов России, проходящего 6-7 марта с.г. в Москве, – поздравляют Вас с избранием на пост Президента Российской Федерации.

    Граждане Российской Федерации возложили на Вас ответственное и благородное задание – быть Президентом страны с огромным потенциалом, заботиться о ее авторитете на международной арене, о благосостоянии народа, укреплять мир, согласие и социальную справедливость, способствовать развитию гражданского общества.

    Будем молиться, чтобы Вы достойно справились с возложенными на Вас задачами и оправдали доверие избирателей. Мы удовлетворены состоянием государственно-церковных отношений в Российской Федерации и надеемся, что и в дальнейшем они будут развиваться стабильно и динамично. Заверяем Вас в том, что католическая община в России готова вносить свой посильный вклад в развитие нашего общества, укрепление в нем духовно-нравственных ценностей, в установление мира и согласия, в социальное служение, в борьбу с социальными пороками.

    Желаем Вам обилия Божьего благословения в нелегком труде служения нашему Богохранимому Отечеству.

    От имени католических епископов России

    Архиепископ Митрополит Павел Пецци
    Ординарий Архиепархии Божией Матери в Москве
    Председатель Конференции католических епископов России

    Москва, 6 марта 2012 г."

    Источник: http://www.cathmos.ru/content/ru/publication-2012-03-07-11-22-29.html (07.03.2012)



  • Astana, to pierwsza stolica zbudowana w XXI wieku i pokazująca oblicze „Nowego Światowego Porządku”. Oto centrum studiów religijnych i tolerancji religijnej, w którym nie ma symboli dotychczasowych religii, za wyjątkiem symboliki okultystycznej religii: kultu Słońca.
    Астана, это первая столица, построенная в 21-м веке, и представляющая лицо „Нового Мирового Порядка”. Это центр религиозного обучения и религиозной терпимости, в котором нет существующих религиозных символов, за исключением символики оккультной религии: солнечного культа.



    „Ideologia Rządu Światowego

    Zło powinno przyjść na świat, ale biada tym, przez których ono przyjdzie.

    (…) „Nowy Porządek Świata” jest symbolem eschatologicznego, mesjanistycznego projektu, znacznie przewyższającego w swym zakresie inne, historyczne formy światowych utopii – takich jak wczesny ruch protestancki w Europie, arabski Kalifat czy komunistyczne plany światowej rewolucji. Możliwe, że tamte utopie pełniły funkcję preludiów do końcowej formy mondializmu, prób testujących mechanizmy integracyjne, efektywność struktur kierowniczych, ideologiczne priorytety, taktyczne metody osiągania celów etc. 

    Lecz na razie poprzestańmy na tym: współczesny mondializm, przyswajając doświadczenia protestantyzmu, eschatologicznych herezji, komunistycznych rewolucji i geopolitycznych kataklizmów odległych wieków, zaostrzył swój końcowy wyraz, ostatecznie określając, co było pragmatyczne i przypadkowe w poprzednich formach, a co rzeczywiście tworzyło podstawową tendencję historii na drodze do Nowego Porządku Świata. Po całej serii niezdecydowanych gestów, dwuznaczności, pragmatycznych kroków i taktycznych zaciemnień, współczesny mondializm ostatecznie sformułował swoje fundamentalne pryncypia odnośnie obecnej, przynaglającej sytuacji. Pryncypia te można podzielić na cztery poziomy:

    Ekonomiczny – ideologia Nowego Światowego Porządku zakłada kompletne i obowiązkowe rządy liberalnego, kapitalistycznego systemu rynkowego na całej planecie, bez względu na kulturowo i etnicznie odrębne rejony. Wszystkie ekonomiczno-społeczne systemy zawierające elementy „socjalizmu”, „społecznej lub narodowej sprawiedliwości”, „ochrony socjalnej” muszą być kompletnie zniszczone i zamienione w społeczności „całkowicie wolnego rynku”. Wszystkie poprzednie flirty mondializmu z modelami „socjalistycznymi” prowadzą do całkowitej klęski, a gospodarczy liberalizm staje się jedynym, dominującym systemem na planecie rządzonej przez Rząd Światowy.

    Geopolityczny – ideologia Nowego Porządku Świata nakazuje bezwarunkowo preferować kraje należące do geograficznego i historycznego Zachodu, w przeciwieństwie do państw Wschodu. Nawet w przypadku nie całkiem zachodniego położenia jakiegoś kraju, będzie on zawsze faworyzowany w przeciwieństwie do swojego sąsiada położonego bardziej na wschód. Poprzednie wprowadzone w życie programy geopolitycznego aliansu Zachodu ze Wschodem przeciwko Środkowi (na przykład kapitalistyczny Zachód razem z komunistyczną Rosją przeciwko narodowo-socjalistycznym Niemcom) nie są już używane przez współczesny mondializm. Geopolityczny priorytet orientacji zachodniej staje się absolutny.

    Etniczny – ideologia Nowego Porządku Światowego robi wszystko, co w jej mocy, by zmieszać ludzi rasowo, narodowo, etnicznie i kulturowo, dając za przykład kosmopolityzm wielkich miast. Ruchy narodowe i separatystyczne, używane wcześniej przez mondialistów w ich walce z „większym nacjonalizmem” typu imperialnego, będą zdecydowanie tłumione, jako że nie będzie dla nich miejsca w tym Porządku. Na wszystkich poziomach, narodowościowa polityka Rządu Światowego będzie zorientowana na mieszanie wszystkiego w jeden, kosmopolityczny tygiel kulturowy.

    Religijny – ideologia Nowego Porządku Świata przygotowuje do przyjścia na świat pewnej mistycznej figury, której pojawienie się spowoduje ostrą zmianę religijno-ideologicznej sceny na planecie. Ideolodzy mondializmu są przekonani, że tym, co jest przez to rozumiane, jest przyjście na świat [Pomazańca] Moshiaha, Mesjasza, który odsłoni ludzkości prawa nowej religii i uczyni wiele cudów. Era pragmatycznego używania przez mondialistów ateistycznych, racjonalistycznych i materialistycznych doktryn jest już skończona. Teraz proklamują nadejście epoki „nowej religijności”.

    Oto dokładny obraz wyłaniający się z analizy najnowszych rewelacji ideologów Komisji Trójstronnej, Klubu Bilderberg, American Council on Foreign Relations i innych autorów, intelektualnie służących międzynarodowemu mondializmowi na wiele różnych sposobów – poczynając od „neo-spirytualizmu”, a kończąc na konkretnych ekonomicznych i strukturalnych projektach politycznych technokratów.

    Ważne jest, aby pamiętać, że ideologia ta wymyka się podziałom na „prawą” i „lewą” stronę sceny politycznej. Co więcej, w jej ramach odbywa się zasadnicze i świadome nakładanie tych dwóch warstw, związane z polarnym modelem przedstawienia politycznych realiów. Nowy Światowy Porządek jest radykalnie i trwale „prawicowy” na płaszczyźnie ekonomicznej, ponieważ zakłada absolutny prymat wartości prywatnej, w pełni wolny rynek i triumf indywidualistycznego apetytu w sferze gospodarczej. Nowy Światowy Porządek jest także radykalnie i trwale „lewicowy” na froncie kulturalno-politycznym, gdyż ideologia kosmopolityzmu czy etyczny liberalizm tradycyjnie należą do kategorii politycznych priorytetów „lewicy”.

    Ta kombinacja ekonomicznej “prawicy” z ideologiczną “lewicą” pełni funkcję koncepcyjnej osi dla współczesnej strategii mondialistycznej, stanowiącej podstawę wizerunku nadchodzącej cywilizacji. Niejednoznaczność, o której tu mowa, objawia się nawet, jeśli chodzi o sam termin „liberalizm”, oznaczający w ekonomii „całkowicie wolny rynek”, a na poziomie ideologicznym „łagodny permisywizm”. Można dzisiaj zasadnie stwierdzić, że Rząd Światowy nie oprze swojej dyktatury na modelu charakterystycznym dla „totalitarnych tyranii”, ale na zasadzie „liberalizmu”. To w tym właśnie aspekcie, eschatologiczna parodia o nazwie Nowy Światowy Porządek zostanie dopracowana i ukończona.

    Po drugie, Zachód, stojący na czele geopolitycznej teorii Nowego Światowego Porządku jako półkula, na której zachodzi Słońce, Słońce historii, wciela się w rolę zarówno strategicznego jak i kulturowego modelu. W trakcie ostatniego etapu realizacji projektów mondialistycznych, symbolika naturalna musi się całkowicie zgadzać z symboliką geopolityczną. Złożoność poprzedniego bloku geopolitycznego, manewry i polityczne sojusze, których mondialiści używali wcześniej do osiągnięcia swoich celów, ustępują teraz krystalicznie czystej logice geopolitycznej, którą nawet prostak jest w stanie zrozumieć.

    Po trzecie, [Pomazaniec] Moshiah, którego przyjście ułatwić ma sieć rozległych, mondialistycznych instytucji jest niewątpliwie, z perspektywy różnorakich tendencji religijnych prawosławia i islamu, związany z ponurą postacią Antychrysta. Jak wynika z logiki apokaliptycznego dramatu, ostatnie walki nie będą rozgrywać się pomiędzy sacrum a profanum, ani między religią a ateizmem, ale między Religią a pseudo-religią.

    Dlatego właśnie [Pomazaniec] Moshiah Światowego Rządu nie jest tylko „projektem kulturalnym”, nowym „społecznym mitem” czy „groteskową utopią”, ale czymś o wiele poważniejszym, realnym i strasznym. Ze wszech miar trafnym stwierdzeniem wydaje się być, że przeciwnicy mondializmu i wrogowie Nowego Światowego Porządku muszą zająć radykalnie negatywne stanowisko w stosunku do tej ideologii. Oznacza to, że konieczne jest przeciwdziałanie Światowemu Rządowi poprzez alternatywną ideologię, sformułowaną poprzez negowanie doktryny Nowego Światowego Porządku.

    Ideologia radykalnie przeciwstawna mondializmowi objawia się na czterech poziomach:

    1. Ekonomicznym: priorytet sprawiedliwości społecznej, ochrony socjalnej i myśli wspólnotowej, narodowy współczynnik produkcji i dystrybucji.

    2. Geopolitycznym: jasno określona, wschodnia orientacja geopolityczna i solidarność ze wschodnimi sektorami geopolitycznymi w przypadku konfliktów zbrojnych, terytorialnych etc.

    3. Etnicznym: wierność narodowym, etnicznym, rasowym tradycjom, ze szczególnym uwzględnieniem „wielkiego nacjonalizm” typu imperialnego, całkiem różnego od mini-nacjonalizmów z tendencjami separatystycznymi.

    4. Religijnym: oddanie oryginalnym i tradycyjnym formom religijnym, które wyraźnie widzą „nową religijność” charakterystyczną dla Nowego Światowego Porządku, jako dzieło najbardziej złowrogiego gracza w eschatologicznym dramacie, Antychrysta (w języku arabskim: Dadżdżal).

    Antymondialistyczny front ideologicznej wojny musi łączyć w sobie elementy „lewicowych” i „prawicowych” ideologii, jednakże musimy być „prawicowi” w kategoriach politycznych (innymi słowy „nacjonalistyczni”, „tradycjonalistyczni” itp.) oraz „lewicowi” w sferze ekonomicznej (innymi słowy, zwolennikami sprawiedliwości społecznej, „socjalizmu” etc.). W rzeczywistości jest to nie tylko dowolne połączenie programów politycznych, ale warunek konieczny na tym etapie walki. Geopolityczny priorytet Wschodu to wyzbycie się „antyazjatyckich” uprzedzeń, podtrzymywanych czasami zwłaszcza przez rosyjską prawicę pod wpływem złych i całkowicie zdezaktualizowanych przykładów prezentowanych przez europejską prawicę. Orientacja antyazjatycka to swoisty akt poparcia dla Nowego Światowego Porządku.

    I wreszcie, przywiązanie do Kościoła i nauk jego ojców jest koniecznym i najważniejszym elementem walki przeciw mondialistom, ponieważ sens tejże walki leży w wyborze prawdziwego Boga, stanięciu po „właściwej stronie”. Nikt, za wyjątkiem Syna Bożego, nie będzie w stanie uratować nas od grzechu, pokusy i śmierci. Musimy stać się jego gospodarzami na Ziemi, Jego żołnierzami i misjonarzami. Rząd Światowy to ostatni bunt Otchłani przeciwko Bogu. Krótka będzie chwila ich triumfu. Wieczna za to radość tych, którzy wstąpili w szeregi „ostatnich bojowników o prawdę i wolność w Bogu”.

    Prawdziwy sędzia przybędzie niespodziewanie.”

    [Źródło: „Elementy” nr 2/2000: http://www.arcto.ru/modules.php?name=News&;file=article&sid=409]

    Tłum.: Portal Młodzieży Prawicowej Xportal.pl http://xportal.alk.pl/?p=2827



    Ilia Głazunow, Chrystus i Antychryst (1999).
    Илья Глазунов, Христос и антихрист (1999).



    „Идеология Мирового Правительства

    Извращение должно прийти в мир, но горе тем, через кого оно придет.

    (…) "Новый Мировой Порядок" представляет собой эсхатологический, мессианский проект, намного превосходящий по масштабам другие исторические формы планетарных утопий — такие как движение ранних протестантов в Европе, карматский халифат или коммунистические планы Мировой Революции. Возможно, эти утопии служили как бы прелюдиями окончательной формы мондиализма, пробами, на примере которых проигрывались интеграционные механизмы, эффективность структур управления, идеологические приоритеты, тактические методы и т.д. Как бы то ни было, современный мондиализм, впитав в себя опыт и протестантизма, и эсхатологических ересей, и коммунистических революций, и геополитических катаклизмов долгих веков, отточил свои окончательные формулировки, выяснив до конца, что являлось прагматичным и случайным в предыдущих формах, а что действительно составляло основополагающую тенденцию истории на пути к "Новому Мировому Порядку". После целой череды колебаний, двусмысленностей, прагматических ходов и тактических умолчаний современный мондиализм окончательно сформулировал свои фундаментальные принципы применительно к актуальной ситуации. Эти принципы можно распределить по 4-ем уровням.

    Экономически: идеология "Нового Мирового Порядка" предполагает повсеместное и обязательное установление на всей планете, независимо от ее культурных и этнических регионов, либерально-капиталистической, рыночной системы. Все социально-экономические системы, имеющие в себе элементы "социализма", "социальной или национальной справедливости", "социальной защищенности" должны быть полностью разрушены и превращены в общества "абсолютно свободного рынка". Все заигрывания мондиализма с "социалистическими" моделями, имевшие место в прошлом, в настоящий момент решительно прекращаются, и рыночный либерализм становится единственной экономической доминантой планеты, управляемой Мировым Правительством.

    Геополитически: идеология "Нового Мирового Порядка" отдает безусловное предпочтение странам географического и исторического Запада по сравнению со странами Востока. Даже в случае относительно западного расположения той или иной страны ей всегда будет отдаваться предпочтение по сравнению с ее более восточным соседом. Ранее действовавшая схема геополитического союза Запада с Востоком против Центра (к примеру, капиталистический Запад вместе с коммунистической Россией против национал-социалистической Германии) современным мондиализмом более не применяется. Геополитический приоритет западной ориентации становится абсолютным.

    Этнически: идеология "Нового Мирового Порядка" настаивает на предельном расовом, национальном, этническом и культурном смешении народов, отдавая абсолютное предпочтение космополитизму больших городов. Национальные и мелко-национальные движения, ранее использовавшиеся мондиалистами в борьбе против "большого национализма" имперского типа, будут решительно подавлены, и места для них в этом "Порядке" не останется. На всех уровнях национальная политика Мирового Правительства будет ориентироваться на смешение, космополитизм, melting pot и т.д.

    Религиозно: идеология "Нового Мирового Порядка" подготовляет пришествие в мир определенного мистического персонажа, появление которого должно будет резко изменить религиозно-идеологическую картину на планете. Сами идеологи мондиализма убеждены, что речь идет о приходе в мир Машиаха, Мессии, который откроет человечеству законы новой религии и совершит множество чудес. Эпоха прагматического использования мондиалистами атеистических, рационалистических и материалистических доктрин завершена. Сейчас они провозглашают наступление эпохи "новой религиозности".

    Именно такая картина получается из анализа последних откровений идеологов Трехсторонней комиссии, Бильдербергского клуба, американского Совета по Международным Связям и других авторов, интеллектуально обслуживающих международный мондиализм на самых различных уровнях — начиная от "нео-спиритуалистического" и кончая конкретными экономическими и структурными разработками прагматиков-технократов.

    Внимательное изучение этих 4 уровней идеологии Мирового Правительства — дело многих серьезных исследований и разработок. Однако на нескольких аспектах нам бы хотелось остановиться сейчас.

    Во-первых, важно отметить, что эта идеология не может быть квалифицированна ни как "правая", ни как "левая". Более того, в ней существует принципиальное и сознательное наложение друг на друга двух срезов, относящихся к полярным политическим реальностям. "Новый Мировой Порядок" является радикально и жестко "правым" на экономическoм уровне, т.е. он предполагает абсолютный примат частной собственности, полную свободу рынка и торжество индивидуалистических аппетитов в экономической сфере. Параллельно этому "Новый Мировой Порядок" является радикально и жестко "левым" в культурно-политическом плане, так как идеология космополитизма, смешения, нравственного либерализма традиционно принадлежит к разряду "левых" политических приоритетов. Это сочетание экономической "правизны" с идеологической "левизной" служит концептуальной осью современной мондиалистской стратегии, основой формулы грядущей цивилизации. Эта двусмысленность проявляется уже в самом термине "либерализм", на экономическом уровне означающем "абсолютную свободу рынка", а на идеологическом уровне — "мягкую идеологию вседозволенности". Сегодня можно с полным основанием утверждать, что Мировое Правительство будет основывать свою диктатуру не на какой-то хрестоматийной "тоталитарной тирании", а на принципах "либерализма". И показательно, что именно в таком случае страшная эсхатологическая пародия, которой, в сущности, и является "Новый Мировой Порядок", будет совершенной и законченной.

    Во-вторых, Запад, поставленный во главу угла геополитических теорий "Нового Мирового Порядка", как сторона света, где заходит Солнце, Солнце Истории, выступает и как стратегический, и как культурный ориентир. В последней стадии реализации мондиалистских проектов природный символизм полностью и до конца должен совпасть с геополитическим символизмом, и сложность предшествующих геополитических переблокировок, маневров и политических альянсов, которые мондиалисты использовали раннее для достижения своих целей, сегодня уступает место предельной кристальной геополитической логике, понятной самому простому уму.

    В-третьих, Машиах, приход которого призваны обслуживать все изощренные и разветвленные мондиалистские институты, с точки зрения таких ортодоксальных религиозных традиций, как Православие и Ислам, однозначно и безо всяких сомнений ассоциируется сo зловещей фигурой Антихриста. Как и следует из самой логики апокалиптической драмы, в последнем противостоянии должны столкнуться между собой не Священное и профаническое, не Религия и атеизм, но Священное и антисвященное, Религия и псевдо-религия. Поэтому Машиах Мирового Правительства — это не просто "культурный проект", новый "социальный миф" или "утопический гротеск", это — нечто гораздо более серьезное, реальное и страшное.

    Совершенно очевидно, что противники мондиализма и враги "Нового Мирового Порядка" должны занять в отношении этой идеологии радикально отрицательную позицию. Это означает, что нам необходимо противопоставить Мировому Правительству и его планам альтернативную идеологию, формулу которой легко получить исходя из отрицания доктрины "Нового Мирового Порядка". Идеология, радикально противоположная мондиализму, может быть описана также на 4-ех уровнях.

    Экономически: приоритет социальной справедливости, социальной защищенности и "общинного", национального фактора в системе производства и распределения. Геополитически: однозначная ориентация на Восток и солидарность с наиболее восточными геополитическими секторами при решении территориальным конфликтов и т.д. Этнически: верность национальным, этническим и расовым традициям и особенностям народов и государств, с особым предпочтением "большого национализма" имперского типа перед "малым национализмом" с сепаратистским уклоном. Религиозно: преданность подлинным и традиционным религиозным формам, — в первую очередь, Православному Христианству и Исламу, — которые однозначно отождествляют "новую религиозность", "Новый Мировой Порядок" и Машиаха с самым зловещим персонажем эсхатологической драмы — с Антихристом (Дадджалом по-арабски).

    Анти-мондиалистский фронт идеологической борьбы также должен сочетать в себе элементы "левой" и "правой" идеологий, но только мы должны быть "правыми" в политическом смысле (т.е. "националистами", "традиционалистами" и т.д.) и "левыми" в экономическом смысле (т.е. сторонниками социальной справедливости, "социализма" и т.д.). Причем именно такое сочетание является не конвенциональной и произвольной политической программой, но совершенно необходимым требованием на данном этапе борьбы.

    Геополитический приоритет Востока обязывает нас радикально отречься от всяких "анти-азиатских" предрассудков, свойственных подчас русским "правым" под воздействием дурного и совершенно неактуального сегодня примера европейских "правых". "Анти-азиатскость" играет на руку только "Новому Мировому Порядку".

    И наконец, верность Церкви, верность учению Святых Отцов, верность Православию является необходимым и самым важным элементом анти-мондиалистской борьбы, так как суть и смысл этой борьбы в выборе Истинного Бога, в выборе "одесной стороны", "благой части". И никто не сможет уберечь нас от прелести, от падения, от соблазна, от гибели на этом страшном пути, кроме Сына Божьего. Ведь мы должны стать Его ратью, Его воинством, Его служителями и Его посланцами.

    Мировое Правительство — это последнее восстание преисподней против Небес. Краток будет миг их торжества. Вечной будет радость тех, кто станет в ряды "последних борцов за Истину и Свободу в Боге".

    Истинный же Судия приидет внезапно."

    Источник: "Элементы" №2/2000: http://www.arcto.ru/modules.php?name=News&;file=article&sid=409



    Bój to będzie ostatni: zwolennicy personalizmu przeciwko liberalnemu Antychrystowi. Foto: Aleksander Dugin, redaktor naczelny pisma „Elementy” od 1991 roku.
    Это бой наш последний: сторонники персонализма против либеральногo антихриста. Фото: Александр Дугин, главный редактор журнала „Элементы” c 1991 г
    .


    Zob. także/См. также:

    Dugin w sieci (otwarta społeczność i 33 linki). Дугин в сети (oткрытое сообщество и 33 ссылки): http://vk.com/agdugin

  • Powstanie 1863 roku albo powstanie styczniowe – narodowowyzwoleńcze powstanie na terytorium Królestwa Polskiego oraz ówczesnej Litwy, Białorusi i prawobrzeżnej Ukrainy, w którym uczestniczyła także pewna część Białorusinów i Litwinów. Rozpoczęło się 22 stycznia 1863 roku i trwało do późnej jesieni 1864 roku.
    Восстание 1863 года или Январское восстание – национально-освободительное восстание на территории Царства Польского, современных Литвы, Белоруссии и Правобережной Украины, в котором участвовала также некоторая часть белорусов и литовцев. Началось 22 января 1863 года и продолжалось до поздней осени 1864 года.



    Aleksander Sochaczewski (wł. Lejba Sonder, 1843-1923), Pożegnanie z Europą, 1894.
    Александр Сохачевский (Лейб Сондер), Прощание с Европой, 1894.



    I. „Zaczęliście wielką głupotę…”

    Generał Antoni Denikin o swoim ojcu, Iwanie Denikinie (1807-1885), majorze wydzielonego korpusu straży granicznej, urodzonym we wsi Orzechówka w guberni saratowskiej, w rodzinie feudalnych chłopów i wziętym w 1834 r. „w rekruty”:

    „W 1863 roku zaczęło się polskie powstanie. Oddział, którym dowodził ojciec był rozlokowany na granicy z Prusami, w rejonie miasta Piotrków Trybunalski. Z okolicznymi polskimi mieszkańcami ojciec był w dobrych stosunkach, często bywali u siebie. Niedługo przed powstaniem sytuacja w kraju stała się bardzo napięta. Krążyły wszelkiego typu plotki.

    Posterunek graniczny otrzymał doniesienie, że w jednym z majątków, z którego właścicielem ojciec był na przyjacielskiej stopie, odbywa się tajne posiedzenie zjazdu konspiratorów. Ojciec wziął ze sobą pluton straży granicznej i rozmieścił go w ukryciu wokół dworu z krótkim nakazem:

    - Jeśli za pół godziny nie wrócę, atakować dom!

    Znając rozkład pomieszczeń, wszedł prosto do salonu. Zobaczył tam wielu znajomych. Nastąpiło ogólne zamieszanie… Niektórzy z nie znających ojca rzucili się, by go rozbroić, ale inni ich powstrzymali. Ojciec zwrócił się do zebranych:

    - Ja wiem, po co tu jesteście. Ale jestem żołnierzem, a nie donosicielem. Kiedy mi przyjdzie z wami walczyć, wtedy już nie szukajcie zmiłowania. A właśnie zaczęliście wielką głupotę. Nigdy nie dacie rady rosyjskiej potędze. Wygubicie tylko na próżno mnóstwo swoich ludzi. Zastanówcie się, póki nie jest za późno.

    I poszedł.
    (…)
    Jak wiadomo, polskie powstanie zaczęło się 10 stycznia 1863 roku i zakończyło się w grudniu zupełną klęską. Jego skutkiem były konfiskaty mienia, wielkie zsyłki na Syberię i w ogóle zaprowadzenie w kraju bardziej surowych porządków. 

    W 1869 roku ojciec przeszedł na emeryturę w stopniu majora. A po dwóch latach ożenił się po raz drugi z Elżbietą Teodorówną Wrzesińską (moja matka). O zmarłej pierwszej żonie ojca w naszej rodzinie prawie się nie mówiło; zdaje się, że to małżeństwo było nieudane. 

    Moja mama, Polka, pochodziła z miasta Strzelno, zabór pruski, z rodziny zubożałych chłopów małorolnych. Los poprowadził ją do pogranicznego miasteczka Piotrków, gdzie szyciem zdobywała dla siebie i dla swojego starego ojca środki do życia. I tam poznała się z ojcem.”

    Źródło: Antoni Iwanowicz Denikin, Droga rosyjskiego oficera, Moskwa 1991, s. 11-15. (To wydanie w pełni odpowiada, włącznie ze słowem wstępnym, książce opublikowanej w 1953 roku w USA.): http://militera.lib.ru/memo/russian/denikin_ai/index.html



    Major Iwan Denikin, ojciec gen. Antoniego Denikina (foto sprzed 1885 roku).
    Майор Иван Ефимович Деникин, отец ген. А. И. Деникина (фото не позднее 1885 года).



    I. „Вы начали большую глупость…”

    Генерал Антон Иванович Деникин о своем отце: Иван Ефимович Деникин (1807-1885) – майор Отдельного корпуса пограничной стражи, отец А. И. Деникина. Родился в 1807 году в деревне Ореховка Саратовской губернии, происходил из крепостных крестьян. В 1834 году был забран рекрутом в армию. В 1869 году Деникин с производством в майоры вышел в отставку и поселился под Варшавой. В 1871 году он женился на Елене Фёдоровне Вржесинской:

    „В 1863 году началось польское восстание. Отряд, которым командовал отец, был расположен на прусской границе, в районе города Петрокова (уездного). С окрестными польскими помещиками отец был в добрых отношениях, часто бывали друг у друга. Задолго перед восстанием положение в крае стало весьма напряженным. Ползли всевозможные слухи.

    На кордон поступило сведение, что в одном из имений, с владельцем которого отец был в дружеских отношениях, происходит секретное заседание съезда заговорщиков... Отец взял с собой взвод пограничников и расположил его в укрытии возле господского дома, с кратким приказом:

    - Если через полчаса не вернусь, атаковать дом!

    Зная расположение комнат, прошел прямо в зал. Увидел там много знакомых. Общее смятение... Кое-кто из не знавших отца бросились было с целью обезоружить его, но другие удержали. Отец обратился к собравшимся:

    - Зачем вы тут - я знаю. Но я солдат, а не доносчик. Вот когда придется драться с вами, тогда уж не взыщите. А только затеяли вы глупое дело. Никогда вам не справиться с русскою силой. Погубите только зря много народу. Одумайтесь, пока есть время.

    Ушел.
    (…)
    Как известно, польское восстание началось 10 января 1863 года и окончилось в декабре полным поражением. Следствием его были конфискация имуществ, многочисленные ссылки в Сибирь на поселение и вообще введение в крае более сурового режима.

    В 1869 году отец вышел в отставку, с чином майора. А через два года женился вторым браком на Елисавете Федоровне Вржесинской (моя мать). Об умершей первой жене отца в нашей семье почти не говорилось; кажется, брак был неудачный.

    Мать моя - полька, происхождением из города Стрельно, прусской оккупации, из семьи обедневших мелких землевладельцев. Судьба занесла ее в пограничный городок Петроков, где она добывала для себя и для старика, своего отца, средства к жизни шитьем. Там и познакомилась с отцом.”

    Источник: Деникин Антон Иванович, Путь русского офицера, Москва 1991, s. 11-15. (Это издание полностью - включая вступительную статью - соответствует книге, вышедшей в США в 1953 году.): http://militera.lib.ru/memo/russian/denikin_ai/index.html



    Bitwa o Siemiatycze – największa bitwa bratobójczej katastrofy 1863 roku. Amunicję sprzedali Polakom Żydzi z Brześcia i Siemiatycz. W 1897 r. mieszkańcami Siemiatycz byli: żydzi – 75 %, katolicy – 15 %, prawosławni – 10 % oraz nieliczni protestanci. Czy warto było się bić?
    Битва за Семятичи
    самая большая битва братоубийственной катастрофы 1863 года. Боеприпасы продали поляком евреи c Бреста и Семятич. В 1897 году жителями Семятич были: евреи – 75 %, католики – 15 %, православные – 10 % и несколько протестантов. Стоило ли бороться?


    II. „Polski bunt 1863 roku oczami obserwatora

    Ten fragment z dziennika "Litewskie Wiadomości Diecezjalne” Nr 11/1877 daje obraz polskiego buntu 1863 roku widzianego oczami współczesnych. Do poskromienia tego buntu wydelegowany został stary bojowy generał, uczestnik Wojny Ojczyźnianej 1812 roku, były gubernator witebski, Michał Mikołajewicz Murawiow. "Jestem stary, lecz albo złożę swoje kości, albo dosięgnę aż do korzeni zła" – powiedział Murawiow, a następnie szybko i skutecznie przywrócił porządek w Północno-Zachodnim Kraju. Wydaje się nam, że ten artykuł będzie interesujący dla naszych czytelników.

    "…którzy znaleźli współczucie wśród polskich właścicieli ziemskich w okolicach miasteczka Siemiatycze. Naśladując "warszawiaków", zebrali się po południu w kościele, gdzie śpiewali ogólnie znany hymn polityczny. Kiedy miejscowy proboszcz, ks. [Roch] Boguszewski, zobaczył w tym śpiewie nie tylko  antyrządowe działanie, ale również naruszenie świętości świątyni, starał się za pomocą wszelkich możliwych środków ów śpiew powstrzymać, lecz wówczas śpiewanie pieśni rozpoczęło się wokół przydrożnych krzyży  i w innych miejscach, a wysiłki księdza Boguszewskiego spotkały się z niechęcią, a nawet z pogardą ze strony okolicznych właścicieli ziemskich. Prawosławny ksiądz, I.[humen Roman] Liacewicz [Lacewicz], spotkał się w tym samym czasie z różnego rodzaju obelgami i zarówno on, jak i członkowie jego rodziny starali się nie wychodzić z domu do miasteczka, by nie zostać podczas przypadkowych spotkań z młodzieżą wyśmianymi i obrzuconymi wyzwiskami. Nawet w swoim ubogim domku on nie mógł zaznać spokoju i raz po raz wysłuchiwał „kociej muzyki” urządzanej przez ubraną w konfederatki młodzież. Jednak wszystkie te nieporządki można było jeszcze wytrzymać, dopóki w miasteczku stacjonowało rosyjskie wojsko. Gdy jednak w 1862 roku wojsko stąd wyszło, Siemiatycze stały się punktem zbornym polskich "rewolucjonistów" i miejscem przygotowań do buntu. W tym czasie wyjechała stąd rodzina właścicielki, baronessy Fenszau [Fanshawe],  a następnie zarządca jej mienia, Dombrowski [Dąbrowski], oddał cały jej dwór do dyspozycji złoczyńców, którzy tam potajemnie czynili wszystkie przygotowania do buntu.

    Na początku stycznia 1863 r. do miasteczka zaczęli się schodzić nieznani ludzie i do 20 stycznia zebrało się ich do 9.000. W tym czasie przyjechali tutaj właściciel [Bronisław] Rylski i ktoś pod pseudonimem Zameczka [Władysław Cichorski ps. Zameczek], którzy z zarządcą Dombrowskim i nadzorcą podatkowym [Stanisławem] Sangenem [Songinem] przyjmowali  przychodzących ludzi, dawali im broń przygotowaną w pałacu, przydzielali ich do oddziałów, które wzięli pod swoją komendę i pozwolili im wybrać spośród siebie bezpośrednich przełożonych. W ten sposób powstała horda buntowników pod głośnym zawołaniem "wyzwolicieli ojczyzny". Dla wykarmienia tego motłochu rozmieszczono go po dworach, w tym także do księdza skierowano ponad 30 osób, które rządziły się w jego domu, jak we własnym, zabrawszy sobie wszystkie klucze od  pomieszczeń magazynowych i stodoły. Owym ludziom powierzono zadanie czuwania nad kapłanem, by nie mógł on powiadomić władz rosyjskich, co się dzieje. Buntownicy nie zezwalali mu wychodzić z dworu, ani nawet z kimkolwiek cicho rozmawiać, grożąc mu za to śmiercią.

    25 stycznia ksiądz został wezwany na plebanię, gdzie zebrali się główni przywódcy buntowników - Rylski, Dombrowski i Sangen, i gdzie został doprowadzony pod eskortą czterech buntowników o.[jciec] I.[humen] Liacewicz. Świadkowie zaczęli go oskarżać o to, że przekonywał w cerkwi swoich parafian, aby nie słuchali obietnic Polaków, nie przyłączali się do nich i pozostali lojalnymi poddanymi swego monarchy. Chłopi posłuchali księdza i prawie nikt z jego parafian nie dołączył dobrowolnie do tej bandy, a ci, którzy zostali do niej wzięci poniewoli, przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekali do domu i ukrywali się przed Polakami. Ksiądz Liacewicz uzasadniał swoją postawę tym, że postąpił tak i będzie tak postępował ze względu na to, co dyktuje mu sumienie, na co Polacy grozili mu powieszeniem, a nawet wydali już taki rozkaz, ale interwencja księdza Boguszewskiego i jego wstawiennictwo za księdzem Liacewiczem, z którym mieszkał w zgodzie od ponad 20 lat, zostały wzięte pod uwagę. Kazano więc następnie księdzu Liacewiczowi, aby na drugi dzień odczytał w cerkwi polską odezwę do narodu, którą mu wsunięto w ręce i nie słuchając odpowiedzi odprowadzono go pod eskortą do domu. 

    Następnego dnia, Msza była sprawowana bardzo wcześnie, przed świtem, ale odezwy nie czytano. O godzinie dziesiątej rano znowu przyszli po księdza Liacewicza uzbrojeni ludzie i zaprowadzili go do pałacu, gdzie mieszkali przywódcy buntowników; ksiądz wiedział już, co go tam czeka – on już od  rano przygotował się na wszystko, co mogło się zdarzyć i wychodząc z domu pożegnał się i  pobłogosławił rodzinę, nie spodziewając się już jej zobaczyć. Żona księdza Liacewicza rzuciła się do nóg księdza Boguszewskiego i błagała go, by uratował jej męża. Ksiądz Boguszewski nie miał nadziei, że go powtórnie uratuje, ale obiecał poczynić wszelkie możliwe starania. Natychmiast udał się do pałacu i zastał tam księdza Liacewicza ze sznurem na szyi, skazanego na śmierć. Ksiądz Boguszewski z oburzeniem zaczął robić Polakom wyrzuty za ich czyny, za przemoc użytą wobec kapłana, którego znał od dawna jako uczciwego człowieka, i prosił ich, by się opamiętali, a widząc daremność swoich słów, zdecydowanie oświadczył, że pozwoli na zabicie księdza Lacewicza jedynie po swoim trupie. A oni z początku spierali się z księdzem Boguszewskim, wskazując na winę księdza Liacewicza wobec władz polskich, polegającą na tym, że namawiał swoich parafian, by im nie pomagali, i że nie posłuchał ich rozkazu i nie przeczytał ich odezwy w cerkwi, ale potem zgodzili się zaczekać z egzekucją do następnego dnia, z tym zastrzeżeniem, że na drugi dzień ma być ogłoszona w cerkwi odezwa. I uwolnili księdza Liacewicza razem z księdzem Boguszewskim. W milczeniu powrócił on do domu wiedząc dobrze, że jest to tylko odroczenie kaźni, a nie wybawienie, ponieważ twardo postanowił nie wykonywać rozkazów Polaków. Lecz Opatrzność go uratowała. 

    O siódmej wieczorem zapanowała wśród Polaków trwoga, rozległ się wystrzał armatni i pierwszy rosyjski pocisk przeleciał nad miasteczkiem. To rosyjski oddział pod dowództwem generała-porucznika [Zacharego] Maniukina[-Nieustrujewa] zbliżył się do Siemiatycz. Buntownicy zgromadzili się na otoczonym kamiennym murem cmentarzu, grupując się naprzeciwko rosyjskich wojsk. Oddział gen. Maniukina  wysłał tyralierę, która w ciemnościach natknęła się na cmentarz i rozpoczęła się walka wręcz. Tutaj zostało rannych kilku Rosjan i wielu Polaków stłoczonych na cmentarzu i stanowiących przez to dobry cel. W tym czasie drugi oddział Polaków wyszedł z miasteczka przeciwko Rosjanom, lecz ogień kartaczy zmusił ten tłum do ucieczki ze stratą połowy ludzi na drodze, zabitych i rannych. Panujące ciemności i nieznajomość okolicy przeszkodziły Rosjanom w zajęciu miasteczka jeszcze tego samego wieczora i podjęto decyzję o odłożeniu sprawy do rana. Uważając siebie za ocalonego, ksiądz Liacewicz nie wychodził w czasie całej bitwy ze swojego starego domku, który drżał od wystrzałów i w rogu izby dziękował Bogu przed świętymi obrazami za swoje ocalenie i prosił go o pomoc dla rosyjskich wojsk.

    Wkrótce do domu księdza, położonego najbliżej pola walki, zaczęto przynosić rannych powstańców, którym udzielano pierwszej pomocy i zabierano ich dalej; po ilości rannych można było poznać, że - pomimo przechwałek Polaków, jakoby to oni przegnali Rosjan - sprawa kosztowała ich bardzo drogo. W czasie bitwy nadchodziła z Królestwa Polskiego inna banda buntowników pod dowództwem [Romana] Rogińskiego, który usłyszawszy wystrzały przyjechał do miasteczka i dowiedziawszy się o wycofaniu się Rosjan poradził miejscowym dowódcom, by podjęli pościg, obiecując im pomoc swoich ludzi. Ale miejscowi buntownicy bali się ścigać Rosjan. Noc zeszła im na sporach na ten temat.  Rogiński, obrażony, że nie przyjmuje się jego rady, odjechał do swojej bandy i wraz z nią udał się w dalszą drogę do Puszczy Białowieskiej. W międzyczasie rosyjski oddział wycofał się do wsi Czartajewo, gdzie przenocował, a następnego dnia o świcie ponowił atak na miasteczko. Posuwając się trzema kolumnami z tyralierą strzelców w przodzie, nasze wojska szybko weszły do miasteczka i pobiły buntowników, którzy się rozproszyli po domach, strzelając nadal do Rosjan z okien.

    Na skutek tego Kozacy podpalili budynki i wówczas rozpoczęła się ogólna ucieczka buntowników przez miasteczko do pałacu, pod celnym ogniem artylerii. Postępując do przodu, nasz oddział doszedł  do pałacu i stwierdziwszy, że jest silnie broniony, obłożył go ogniem artylerii. Aleksandrowicz, dzielny junkier 1. batalionu strzelców zdołał podpalić słomę leżącą koło pałacu i stanął on w płomieniach. Wtedy nastąpiła ogólna ucieczka buntowników, których - według ich własnych słów - prawie ośmuset zabito i raniono. Zginęło przy tym trzech Rosjan, a kilku raniono. Podczas walki jeden z pocisków trafił w dom księdza, burząc trzy ściany i zatrzymując się w piecu. Pocisk przeleciał pięć  kroków od księdza. Bitwa trwała około dwóch godzin – ogień z płonących domów rozprzestrzenił się po całym miasteczku i zamieniło się ono w morze ognia. Pałac także został spalony. Tu i tam ulicami przemykali się ukradkiem buntownicy, a w pogoni za nimi biegali żołnierze. W wielkiej ilości zalegały na ulicach trupy buntowników, a także ciała rannych. W czasie tych wydarzeń zginęło jednak bardzo niewielu mieszkańców miasteczka.

    Wykonawszy swoje zadanie, wojska rosyjskie przeszły z Siemiatycz do Czartajewa, gdzie też nocowały. Generał Maniukin wezwał księdza Liacewicza i poprosił, aby opowiedział on wszystko, co działo się w miasteczku do przybycia wojsk, a księdzu Boguszewskiemu podziękował za ocalenie księdza prawosławnego. Chłopi z parafii siemiatyckiej łapali zbiegłych buntowników i przekazywali ich rosyjskiemu oddziałowi. Jednakże bunt nie zakończył się z chwilą rozbicia tej bandy, a Rosjanie żyjący w miasteczku, a zwłaszcza ksiądz Liacewicz, jeszcze nie raz byli wystraszeni niespodziewanym przybyciem Polaków w czasie nieobecności naszych wojsk. Pod koniec lata na polecenie przełożonych została wystawiona straż, złożona z chłopów z okolicznych wsi i uzbrojona w broń zabraną Polakom, a pozostająca pod dowództwem podoficera. Pomagała ona wojsku nie jeden raz w dziele uspokajania  Polaków. Niektórzy ze strażników zostali nawet nagrodzeni za gorliwość medalami ze wstęgą św. Jerzego. Tak minął dla miasteczka i okolicznych mieszkańców 1863 rok, pozostając na stałe w ludzkiej pamięci.
    (Wydrukowano w skrócie)”.

    Źródło: http://www.vitebsk.orthodoxy.ru/index.php/smi/art/poll1863.html

     

    Pułkownik Władysław Cichorski ps. Zameczek. Z prawej: Roman Rogiński (1840-1915), w czasie powstania komisarz województwa podlaskiego. Pod miasteczkiem Siemiatycze zebrał się w 1863 r. oddział Rogińskiego i Cichorskiego, liczący do 5 tys. ludzi. Po walce stoczonej 6-7 lutego (25-26 stycznia starego stylu) z oddziałem generała-porucznika Zacharego Maniukina-Nieustrujewa (siedem rot piechoty, jedna sotnia kawalerii, cztery działa) powstańcy uciekli.
    Полковник Владислав Цихoрcкий псeвд. Замечeк (Малый замок). Справа: Роман Рогинский (1840-1915), во время восстания комиссар Подляского воeводcтвa. У местечка Семятичи собрался в 1863 г. отряд Рогинского и Цихoрcкoгo численностью до 5 тысяч. После боёв 6-7 февраля (25-26 января по старому стилю) с отрядом генерал-лейтенанта Захарa Степановичa Манюкинa-Неуструевa (7 рот, 1 сотня, 4 орудия) повстанцы ушли.
      

    II. „Польский мятеж 1863 года глазами современника

    Этот отрывок из журнала «Литовские епархиальные ведомости» № 11/1877 дает картину польского мятежа 1863 года глазами современника. На усмирение бунта был направлен старый боевой генерал, участник Отечественной войны 1812 года, бывший витебский губернатор Михаил Николаевич Муравьев. «Я стар, но или лягу костьми своими, или дойду до самого корня зла» - сказал он, после чего быстро и эффективно навел порядок в Северо-Западном крае. Думается, что эта статья будет интересна и нашему читателю.

    «, которые нашли сочувствие среди польских помещиков в окрестности местечка Семятич. Подражая «варшавякам», они собирались в костеле после обедни, где пели общеизвестный политический гимн. Когда же местный настоятель костела, ксендз [Рох] Богушевский, видя в этом пении не только антиправительственное действие, но и нарушение святости храма, старался всеми возможными средствами прекратить его, тогда пение гимнов началось около дорожных крестов и в других местах; ксендз же Богушевский за свои действия приобрел нерасположение и даже презрение у местных помещиков. Православный священник И. [Роман] Ляцевич в это время подвергался всевозможным оскорблениям: ни он, ни члены его семейства не могли выйти в местечко, чтобы при встрече с молодежью не быть осмеянными и обруганными. Даже в своем убогом домишке он не мог быть спокойным, и не раз выслушивал от молодежи, одетой в конфедератки, «кошачью музыку». Но все эти беспорядки были еще сдержанными, пока в местечке квартировали русские войска. Когда же в 1862 г. войска вышли, Семятичи сделались сборным пунктом польских «революционеров» и местом приготовления к мятежу. К этому времени уехало оттуда семейство владетельницы баронессы Феншау [Fanshawe], после чего управляющий имением Домбровский предоставил весь двор помещика в распоряжение злоумышленников, где секретно делались все приготовления к мятежу.

    В первых числах января 1863 г. в местечко начали сходиться неизвестные люди, и к 20 числу их собралось до 9.000. Приехали к этому времени сюда помещик [Бронислав] Рыльский и некто под псевдонимом Замечка [Владислав Цихoрcкий пс. Замечeк], которые с управляющим Домбровским и акцизным надзирателем [Станиславом] Сангеном [Сoнгином], принимали приходящих людей, давали им вооружение, заготовленное во дворце, распределяли их на отряды, командование которыми взяли на себя, и дозволили им выбрать из среды себе ближайших начальников. Так образовалось полчище мятежников под громким названием «освободителей отечества». Для пропитания этот сброд был размещен по дворам - в том числе к священнику было назначено более 30 человек, которые хозяйничали в его доме как в своем, забрав к себе все ключи от кладовых и амбаров. Этим же людям было поручено наблюдать над священником, чтобы он не мог дать знать о происходившем русскому правительству. Мятежники не допускали его выходить со своего двора, и даже говорить с кем-нибудь тихо, угрожая смертью.

    25 января священник был позван в дом ксендза, куда собрались главные начальники мятежников - Рыльский, Домбровский и Санген [Сoнгин], и куда был приведен о. И. Ляцевич под конвоем четырех мятежников. Свидетели стали обвинять eго в том, что в церкви он уговаривает своих прихожан не слушать обещаний поляков, не присоединяться к ним и оставаться верноподданными своему государю. Крестьяне слушали священника, и из прихожан почти никто добровольно не пошел в шайку; а те, которые были взяты насильно, при первом удобном случае, бежали домой и скрывались от поляков. Священник оправдывался тем, что он поступал и будет поступать так по долгу совести; поляки грозили ему повешением и даже отдали приказ об этом, но вмешательство ксендза Богушевского и его заступничество за священника, с которым он мирно жил более 20 лет, были приняты во внимание. После того приказано священнику на другой день прочитать в церкви польское воззвание к народу, которое ему всунули в руки и, не слушая ответа, препроводили под конвоем домой.

    На другой день обедня была отслужена очень рано до рассвета, но воззвание не читано. В 10 часов утра за священником снова пришли вооруженные люди и повели его во дворец, где жили начальники мятежников; священник знал, что его ожидает там – он уже с утра приготовился ко всему, могущему случиться и, выходя из дома, простился и благословил семейство, не думая уже видеть его. Жена священника бросилась к ксендзу и умоляла его спасти мужа. Ксендз Богушевский не надеялся вторично спасти его, но обещал употребить все старание об этом. Он немедленно поехал во дворец и застал священника Ляцевича с веревкою на шее, приговоренного к смерти. Ксендз с жаром начал упрекать поляков за их действия, за насилие над священником, которого он знает давно как честного человека, просил их одуматься и, видя бесполезность своих слов, решительно объявил, что не даст убить священника, пока он сам жив. Те сначала спорили с ксендзом, указывая на вину священника перед польским правительством - в том, он уговаривал своих прихожан не помогать ему и что сам ослушался их приказания, не прочитав воззвания в церкви; но потом согласились подождать до следующего дня - с условием, чтобы на другой день воззвание было провозглашено в церкви. Священника отпустили вместе с ксендзом. Молча отправился он домой, зная, что это только отсрочка казни, а не спасение, так как он твердо решил не исполнять приказаний поляков. Но провидение спасло его.

    В 7 часов вечера послышалась между поляками тревога, раздался пушечный выстрел, и первое русское ядро пронеслось над местечком. Это русский отряд под начальством генерал-лейтенанта [Захарa Степановичa] Манюкинa[-Неуструевa] подошел к Семятичам. Мятежники собрались на кладбище, которое окружено было каменного стеною, особенно со стороны расположения русских войск. Из отряда была выслана цепь, которая впотьмах наткнулась на кладбище и началась рукопашная схватка. Здесь было ранено несколько русских и много поляков, столпившихся на кладбище и от этого бывших верной мишенью. В это время другой отряд поляков вышел из местечка против русских, но картечные выстрелы заставили эту толпу бежать с потерею на пути половины людей убитыми и ранеными. Темнота и незнание местности мешали русским взять местечко в этот же вечер, и было решено отложить дело до утра. Во все время сражения священник, считая себя уже спасенным, не выходил из своего ветхого домика, который дрожал от выстрелов, и в углу перед образами благодарил Бога за свое спасение и просил у него помощи русским войскам.

    Вскоре в священнический дом, самый близкий от места сражения, стали приносить раненых мятежников, которым делали первоначальную перевязку и уносили дальше; по числу раненых можно было заключить, что, несмотря нa хвастовство поляков, будто они прогнали русских, это дело им обошлось очень дорого. Во время боя приходила из Царства Польского другая шайка мятежников под командой [Романa] Рогинского, который, услыхав выстрелы, приехал в местечко и, узнав об отступлении русских, советовал местным начальникам преследовать русских, обещая помочь своими людьми. Но местные мятежники боялись преследовать их. Пока шел об этом спор, прошла ночь. Рогинский, обидевшись, что не принят его совет, уехал к своей шайке и с ней продолжал путь к Беловежской пуще. Между тем, русский отряд отступил до д. Чартаево, переночевал там и на другой день с рассветом снова начал наступление на местечко. Тремя колоннами, имея впереди цепь стрелков, наши войска быстро вошли в него и сбили мятежников, которые рассыпались по домам, продолжая стрелять в русских из окон.

    Вследствие этого казаки зажгли строения, и тогда началось общее бегство мятежников через местечко во дворец, под удачными выстрелами артиллерии. Подвигаясь вперед, наш отряд дошел до дворца и, найдя его сильно защищенным, открыл по дворцу артиллерийский огонь. Храбрый юнкер 1-го стрелкового батальона Александрович успел зажечь солому, валявшуюся около дворца, и тот запылал. Тогда последовало общее бегство мятежников, которых, по их же словам, было убито и ранено до 800 человек. Русских убито было три человека и несколько ранено. Во время боя одно ядро попало в дом священника, пробило три стены и осталось в печи. Ядро пролетело в шагах пяти от священника. Бой длился около двух часов - от горящих домов огонь распространился по всему местечку, и оно представляло собой огненное море. Дворец тоже пылал. По улицам там и сям украдкой шныряли мятежники, а за ними вдогонку бежали солдаты. Во множестве валялись трупы мятежников, а равно и раненые. Жителей местечка в то время очень мало погибло.

    Войска, окончив свое дело, выступили из Семятич в Чартаево, где и ночевали. Генерал Манюкин призвал к себе священника и просил рассказать все, что было в местечке до прибытия войск, а ксендза Богушевского благодарил за спасение православного священника. Крестьяне Семятичского прихода ловили разбежавшихся мятежников и передавали их в отряд. Но с разбитием этой шайки мятеж не прекратился, и pyсские, живущие в местечке, в особенности священник, не раз еще были напуганы неожиданным приездом поляков во время отсутствия наших войск. По распоряжению начальства в конце лета, из крестьян окрестных деревень была составлена стража, вооруженная отнятым у поляков оружием и состоявшая под командой унтер-офицера; она не раз помогала войскам в деле усмирения поляков. Некоторые из ратников были даже награждены за усердие медалями на георгиевской ленте. Так прошел для местечка и окрестных жителей 1863 год, оставшийся надолго в памяти народа».
    (Печатается в сокращении)”.

    Источник: http://www.vitebsk.orthodoxy.ru/index.php/smi/art/poll1863.html



    Cerkiew pw. św. Apostołów Piotra i Pawła w Siemiatyczach, zbudowana w 1865 r. na miejscu drewnianych zabudowań cerkiewnych księdza Lacewicza.
    Храм святых Петра и Павла в Семятичах построен в 1865 году на месте деревянной церкви священникa Ляцевича.



    III. Roman Dmowski potępił kult antyrosyjskich powstań. Роман Дмовский осудил культ анти-русских  восстаний:

    …mówię szczerze, z wyraźnym celem wpojenia w Czytelnika przekonania mego, że działania porozbiorowe w Polsce, sprzeniewierzające się pod obcymi wpływami owym niezmiennym, wiekowym nakazom polityki polskiej wynikającym z położenia kraju, gubiły Polskę i sprowadzały sprawę polską na coraz niższy poziom, że jeżeliśmy w końcu weszli na właściwą drogę, to dlatego, że znaleźliśmy w sobie siłę do przeciwstawienia się całej porozbiorowej przeszłości politycznej, żeśmy czerpali natchnienie z czasów odległych, kiedyśmy mieli państwo wielkie i wielką politykę polską.

    Wpojenie tego przekonania w rodaków uważam za jedną z rzeczy najważniejszych zarówno dla polityki polskiej, jak i dla sprawy wychowania młodych pokoleń. Jest to tym ważniejsze, że dziś w dalszym ciągu trwa u nas zorganizowana praca rozdmuchująca, w młodych zwłaszcza pokoleniach, kult powstań i tkwiącej w nich bezmyślności politycznej, starająca się uwięzić myśl polską w tym bolesnym naszych dziejów okresie, w którym Polska była w niejednym znaczeniu „służebnicą cudzą”, i w którym nie ma nic, co by mogło wykarmić twórczą myśl państwową. 
    (Roman Dmowski, przedmowa do I wydania „Polityki polskiej i odbudowania państwa”, 1925 r.)


    IV. Kościół nie popierał pomysłu powstania. Церковь не поддерживала идею восстания.

    „W dniach 12-13 maja (2008 r.) miała miejsce w Wilnie interesująca konferencja historyczna na temat „Duchowieństwo wobec Powstania Styczniowego na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów”. Niestety, wydarzenie to nie zostało specjalnie odnotowane w mediach, chociaż zasługuje na szersze nagłośnienie. W organizację tego przedsięwzięcia wiele starań włożyła dr hab. Aldona Prasmantaite, którą poprosiliśmy, by szerzej opowiedziała o konferencji. (...)

    C 12 пo 13 мая (2008 г.) в Вильнюсе проходилa интересная историческая конференция на тему „Отношение духовенствa к Январско
    му восстанию нa землях бывшeй Речи Посполитой Обоих Народов”. К сожалению, это событие не было специально отмечeнo в СМИ, хотя онo заслуживает более широкой огласки. В oрганизацию этого проекта много усилий вложилa Алдонa Прacмaнтaйтe, доктор исторических наук, которyю мы пoпросили более пoдробно рассказать o конференции. (...)

       

    Od lewej: Duchowieństwo i powstanie 1863 r. na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zbiór artykułów pod red. Aldony Prasmantaite, Wilno 2009. Dwa wydania książki prof. Eugeniusza Niebelskiego: Duchowieństwo lubelskie i podlaskie w powstaniu 1863 roku i na zesłaniu w Rosji, Lublin 2002; Nieprzejednani wrogowie Rosji. Duchowieństwo lubelskie i podlaskie w powstaniu 1863 roku i na zesłaniu, Lublin 2008.
    Слева направо: Духовенство и Восстание 1863 г. нa бывших землях Речи Посполитой Обоих Народов, сборник статей под редакцией Алдоны Прacмaнтaйтe, Вильно 2009. Два издания книги проф. Евгения Нeбeлcкoгo: Духовенство люблинское и подляское в восстании 1863 года и в ссылке в России, Люблин 2002; Непримиримые враги России. Духовенство люблинское и подляское в восстании 1863 года и в ссылке, Люблин 2008.

    Bardzo cieszymy się, że ze strony organizatorskiej konferencji była obecna taka instytucja jak KUL. Ma ona dawne tradycje badania tematów kościelnych i konkretnie tego tematu. Prof. Eugeniusz Niebelski jest autorem książki, wydanej parę lat temu pt. „Duchowieństwo lubelskie i podlaskie w powstaniu 1863 r. i na zesłaniu w Rosji” [Lublin 2002]. Jej autor przedstawia nowe podejście do traktowania roli Kościoła i duchowieństwa w powstaniu. W historiografii dominuje bowiem taki pogląd, że rola Kościoła i duchowieństwa była ogromna, że księża byli zdecydowanie za powstaniem i masowo go popierali. Jednak badania dra hab. E. Niebelskiego, oparte na materiałach diecezji lubelskiej pokazują, że to jest pewnym mitem historycznym. Że nie można tak uogólniać i twierdzić, że wszyscy duchowni popierali powstanie. Było różnie.

    Kiedy zaczęliśmy patrzeć pod tym kątem na historię diecezji żmudzkiej i wileńskiej, okazało się, że nie można tak uogólniać i mówić, że było to masowe poparcie. W historiografii funkcjonuje interpretacja, że hierarchia Kościoła była przeciw powstaniu, a niższe duchowieństwo – za. Jeżeli mówić o Litwie, to przez długi czas funkcjonował w historiografii taki pogląd, że biskup M. Wołonczewski (Motejus Valancius) był przeciwny powstaniu. W 1999 r. została wydana obszerna monografia prof. Merkysa o biskupie żmudzkim, gdzie profesor w oparciu o materiały archiwalne udowodnił, że jednak bp Wołonczewski nie był przeciwnikiem Powstania Styczniowego. Że on był wielkim dyplomatą i potrafił bronić księży, dokładnie znał sytuację w diecezji, a jako że niektórzy księża angażowali się w powstanie, bronił ich. Chociaż nie wydał on takiego polecenia, żeby wszyscy szli do powstania, ale zaliczyć go do przeciwników nie da się. Ta teza została obalona.

    Istnieje pewien paradoks, że na Litwie, tak jak i w Królestwie Polskim, biskupi, którzy nie angażowali się w dzieło powstania akurat zostali skazani i ucierpieli z tego powodu. Np. bp Krasiński, który został ukarany zesłaniem w pierwszej poł. 1863 r., choć aktywnie tego powstania nie popierał. Wystarczyło, że nie wydał odpowiedniego polecenia, na którym zależało generał-gubernatorowi Murawiowowi, że potępia powstanie. Bp Krasiński stanowczo nie odmówił, ale przeciągał z tym, starając się wygrać na czasie. Został skazany, w wyniku czego w diecezji wileńskiej powstała taka sytuacja, że przez parę dziesięcioleci diecezja w zasadzie nie miała biskupa. Biskup Wołonczewski natomiast pozostał, chociaż rezydencja została przeniesiona do Kowna.

    Na Litwie sytuacja była podobna jak i w Polsce: nie wszyscy duchowni parafialni popierali powstanie, ale to nie znaczy, że nie zapłacili za to. W historiografii funkcjonują takie dane, że prawie 25 proc. duchowieństwa zostało ukarane, a jeżeli tak, to logicznie, że popierali powstanie. Te kary były różne: zesłania na Syberię, grzywny, sekwestr majątku itd. Tak duża liczba skazanych nasuwa wniosek, że księża masowo popierali powstanie. Już teraz można powiedzieć, że wielu z nich skazano za to, że przeczytali Manifest Powstańczy, co potwierdzało (by), że opowiedzieli się za sprawą powstania. Okazało się (jednak), że pewna część tych księży była przez powstańców zmuszona do jego przeczytania. Że organizacje powstańcze wykorzystały sieć parafialną jako trybunę dla przekazania swoich dokumentów: ambona była w połowie XIX w. środkiem komunikacji, zaś autorytet proboszcza, księdza był ogromny. Jeżeli to zostało ogłoszone z ambony – to była rzecz święta. Dzięki ambonie powstańcy mieli poparcie u ludzi, liczyli na nie i go mieli. Ale czasem było i tak, że księża bywali zmuszeni do tego pod groźbą kary śmierci, przynajmniej tak pisali oni do biskupa: „Powstańcy podczas Mszy byli w kościele i nie mogłem nie przeczytać”. Niektórzy z nich podczas następnych nabożeństw już namawiali odwrotnie. Lecz ten, kto przeczytał manifest, już znalazł się w rejestrze i był karany za to: w Wilnie na śmierć skazano księży Ziemackiego i Iszorę.

    To nie znaczy, że księża sami nie angażowali się w powstanie, ale takich było niewielu, jak w przypadku ks. Antoniego Mackiewicza. Pytanie - czy to nie było przeciw powołaniu księdza - to już inna rzecz. Ale on sam nawoływał ludzi, przewodził nimi, a kiedy oddział bywał rozproszony, szedł do rodzinnej parafii i znowu wracał z ludźmi. On miał ogromny autorytet jako człowiek z charyzmą, tak jak w Królestwie Polskim ks. Brzóska. Ale takich było niewielu. Jednak tych, którzy zapłacili za to życiem było więcej. Niektórzy z księży prowadzili zamierzoną na szeroką skalę działalność duszpasterską. Faktem jest, że wielu księży z diecezji wileńskiej i żmudzkiej zapłaciło za to wysoką cenę. Dlatego można powiedzieć, że nie da się negować roli duchowieństwa i roli Kościoła w Powstaniu Styczniowym. Ta rola była ogromna. (…)”.

    Źródło: Niedostrzeżona inicjatywa – rozmowa z dr hab. Aldoną Prasmantaite z Instytutu Historii Litwy, „Tygodnik Wileńszczyzny” nr 25/2008, wyd. internetowe nr 406. Источник: Незамеченная инициатива – интервью c докторoм исторических наук из Института истории Литвы, Алдонoй Прacмaнтaйтe, "Еженедельник Виленщины" № 25/2008, Интернет-издание № 406: http://www.tygodnik.lt/200825/aktualia1.html

    Opr. i tłum./Oбр. и пер. – Grzegorz Grabowski

    Zob. także/Cм. также:

    Bitwa siemiatycka - 6-7.II.1863 – artykuł Franciszka Malczewskiego. Битва за Семятичи - 6-7.II.1863 – статья Франтишкa Мальчевскoгo:
    http://siemiatycze.com/histor1863.html

    Hekatomba powstania styczniowego – kto o niej pamięta, kto o niej wie! – artykuł Jana Matusiewicza (22.01.2012). Гекатомба январского восстания – кто помнит о ней, кто знает об этом! – статья Янa Мaтуceвичa http://piastpolski.pl/hekatomba-powstania-styczniowego-kto-o-niej-pamieta-kto-o-niej-wie/ (22.01.2012).

    Tragizm polskich zrywów – artykuł Bogdana Bosco (2008). Трагедия польских восстаний – статья Богданa Боcкo (2008):
    http://archiwum.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/641/

    Autor ten pisze: „Można zaryzykować twierdzenie, że większość społeczeństwa polskiego owego okresu była wybuchowi powstania przeciwna, było ono bowiem szaleństwem ze względu na dysproporcje sił i zupełnie złudne nadzieje na interwencję państw zachodnich: Wielkiej Brytanii i Francji. Jeszcze w styczniu 1863 r. środowiska studenckie Warszawy, a głównie studenci Szkoły Głównej i Akademii Medycznej, prawie jednomyślnie opowiedziały się przeciwko powstaniu. Przeciwny podejmowania w owym czasie walki zbrojnej był ówczesny arcybiskup warszawski bł. Zygmunt Szczęsny Feliński, który pisał po latach: „Chciałbym jasno zarysować stanowisko moje w wielkim narodowym dramacie, którego stałem się uczestnikiem, zawczasu ostrzegając, że do ostatecznego celu, którym jest niepodległość kraju, nie różniłem się wcale od innych patriotów, żądając tegoż, co i oni żądali, tylko że do celu tego innymi drogami zmierzać pragnąłem i z tego powodu w zupełnym znalazłem się odosobnieniu [...]. Nie rozpaczliwe, nieprzygotowane zrywy zbrojne, powodujące potem jeszcze większy ucisk i demoralizację słabych jednostek, ale praca nad dźwiganiem sił i zasobów narodowych opartych na nauce Chrystusa, mogą być rękojmią tego, że nie utracimy naszej indywidualności i nie zostaniemy wchłonięci przez ościenne państwa”. (…)
    Powstanie styczniowe, podobnie jak listopadowe, zostało potępione przez Stolicę Apostolską.

     

    Przeciwnicy powstania: błogosławiony Pius IX – „pogromca liberalizmu” i święty Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup warszawski.
    Противники восстания: блаженный Пий IX – „укротитель либерализма” и святой Зигмунт Щенсный Фелинский, католический архиепископ Варшавы.


    …patriotyzm zasadzający się na gotowości porwania się na pierwsze zawołanie do oręża, by walczyć o niepodległość Ojczyzny, jest jałowy, a czasem nawet szkodliwy. (abp Zygmunt Szczęsny Feliński).
    ...патриотизм, заключающийся в готовности по первому призыву cхватиться за оружие, чтобы бороться за независимость Отечества, является стерильным, а временами даже вредным. (Архиепископ Зигмунт Щенсный Фелинский).


  • Życzymy Polsce, Słowiańszczyźnie i narodom BRICS dużo sukcesów w Nowym Roku 2012. Желаем в Новом 2012 году больших успехов для Польши, Славянщизны и народов БРИКС.



    Państwa BRICS: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA.
    Страны БРИКС: Бразилия, Россия, Индия, Китай и ЮАР.


    Światowa gospodarka i geopolityka znalazły się na historycznym rozdrożu w związku z faktem, że jeszcze w ciągu obecnej dekady grupa BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny) prześcignie Stany Zjednoczone pod względem całkowitego PKB. Taki wniosek został zawarty w analitycznym sprawozdaniu Jima O’Neilla, szefa rady dyrektorów „Goldman Sachs Asset Management”, zawartym w jego nowej książce, zatytułowanej „Mapa wzrostu”, która ukazała się drukiem z okazji 10. rocznicy wynalezienia przezeń określenia BRIC – Brazylia, Rosja, Indie, Chiny – dla nazwania tej grupy szybko rozwijających się krajów. W lutym 2011 roku, po przystąpieniu do grupy BRIC Republiki Południowej Afryki (South Africa), skrót ten uzyskał nowy kształt – BRICS.  Według tego eksperta, „wysokie tempo rozwoju grupy BRIC przekracza wszelkie oczekiwania” i kraje te powinny być postrzegane jako zapewniające wzrost gospodarczy na świecie. Przed rokiem 2030 Rosja zdoła wyprzedzić pod względem wielkości produktu krajowego brutto Francję, Wielką Brytanię oraz Niemcy. Rosja nie potrzebuje przy tym imponującego tempa wzrostu, wystarczy, że po prostu będzie unikała kryzysów gospodarczych – twierdzi O’Neill. Zdaniem analityka, rozbudowa własnego potencjału przez Rosję może spowodować po jakimś czasie, że aktualna stanie się kwestia jej przystąpienia do Unii Europejskiej. (według polish.ruvr.ru, 20.11.2011 i 28.11.2011).

    Z ostatniej chwili: "31.12.2011, Nowy Jork (Media/PAP) - W piątkowym (30.12) tekście zatytułowanym "Fantastyczna czwórka globalnej gospodarki" (magazyn) "Forbes" pisze, że bez krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) światowy wzrost gospodarczy spadłby poniżej 4 proc. (...) BRICS to "najzdrowsze gospodarki świata. Bez nich globalny wzrost nie utrzymałby się na takim poziomie, na jakim jest dzisiaj" - pisze amerykański dwutygodnik. (...) "W najbardziej optymistycznym scenariuszu prognozowałem, że (BRICS) mogą wzrosnąć z poziomu, w którym stanowiły (wspólnie) 8 proc. globalnego PKB do 14 proc. obecnie". W rzeczywistości ich udział w światowym PKB "jest teraz bliższy 20 proc." - przyznał (Jim) O'Neill." (źródło: http://polonia.pap.net.pl/2011/12/20111231062027.html).

     

    Jim O’Neill z „Goldman Sachs” patrzy na BRICS.  Джим О'Нил c „Голдман Сакс” смотрит на БРИКС.

    Taki rozwój sytuacji już od dawna nie jest tajemnicą i powoduje nerwowe reakcje dotychczasowego światowego hegemona, czyli Stanów Zjednoczonych. „Kryzys finansowy spowodował, że przejęcie światowego przywództwa przez inne państwo lub grupę państw to jedynie kwestia czasu.” – pisał już w czerwcu na portalu finansowym „Gazety Bankowej” Piotr Gołdanowski – „Coraz większa grupa ekspertów skłania się dziś ku temu, iż podstawowym czynnikiem, który ukształtuje podziały w przyszłym porządku światowym, nie będzie, jak wcześniej przewidywano, organizacja społeczeństwa ani przynależność cywilizacyjna, lecz model gospodarczo-państwowy zaproponowany przez potęgę gospodarczą, której uda się zdetronizować obecnego lidera – Stany Zjednoczone. Dziś wszystko wskazuje na to, że będą to Chiny ze swym modelem, będącym połączeniem kapitalizmu z silną władzą autorytarną. Według najnowszych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Chiny staną się największą gospodarką świata już w 2016 r. Eksperci przewidują, że PKB ChRL zwiększy się w latach 2011–2016 odpowiednio z 11,2 do 19 bln dol. W tym samym okresie PKB Stanów Zjednoczonych wzrośnie z 15,2 do 18,8 bln dol.” (gb.pl, 05.06.2011). Pogląd ten podzielają również, jak donosi „Głos Rosji”, wojskowe władze amerykańskie.

    "BRICS zagrożeniem dla USA?

    Kraje członkowskie grupy BRICS stanowią wyzwanie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Brazylia, Rosja, Indie i Chiny znalazły się na jednej liście zagrożeń obok terroryzmu, ataków cybernetycznych, programów jądrowych Iranu i Korei Północnej. Podając tę listę, nowy szef Pentagonu Leon Panetta stwierdził, że w ciągu najbliższego dziesięciolecia „obowiązkiem Waszyngtonu będzie zapewnienie obrony naszemu globowi przed ewentualnymi próbami ze strony tych krajów podważenia stabilności na świecie”.

    Najciekawsze jest to, że w amerykańskim planie rozwoju, zatwierdzonym w 2010 roku, Rosji i Chin nie traktowano w charakterze źródła zagrożenia. Jednak w końcu sierpnia 2011 r. Pentagon ostrzegł Kongres w swym raporcie , że Chiny już za 9 lat zdołają zrównać się ze Stanami Zjednoczonymi pod względem wyposażenia swej armii. W amerykańskim resorcie obrony panuje przekonanie, że skala inwestycji Chin w krajowy przemysł zbrojeniowy „pozwoli mu na uzyskanie możliwości militarnych stwarzających zagrożenie dla równowagi wojskowej w regionie”. Co się zaś tyczy Rosji, to Pentagon nie musiał specjalnie zagłębiać się w szczegółach, gdyż jest to jedyny kraj na świecie, dysponujący strategicznym potencjałem nuklearnym dającym się porównać pod względem potęgi do amerykańskiego.

    Dodajmy, że jeśli ufać najnowszym rankingom zastrzyków finansowych w przemysł zbrojeniowy, to pierwsze miejsce na świecie nadal stabilnie utrzymują Stany Zjednoczone. Wydatki Pentagonu w minionym roku wynosiły 40 procent sumarycznych nakładów na te cele wszystkich pozostałych krajów razem wziętych. Rosja zajmuje drugą pozycję, dalej idą Chiny. Jednak dla inwestowania środków w nowe zbrojenia, trzeba te środki skądś wziąć. Dlatego zaniepokojenie amerykańskich analityków spowodowane zostało przez wzrost nie tylko potencjału militarnego, lecz również gospodarczego krajów członkowskich grupy BRIC – od niedawna też nazywanej BRICS, gdyż dołączyła do niej Afryka Południowa. Przecież jeszcze w szczytowym okresie światowego kryzysu finansowego eksperci zaczęli mówić o burzliwym rozwoju gospodarek w państwach członkowskich nowego bloku.



    Pierwszy szczyt BRIC (Jekaterynburg, 16.06.2009): szefowie państw-założycieli BRIC zebrali się w Rosji: premier Manmohan Singh (Indie), prezydent Dymitr Miedwiediew (Rosja), sekretarz generalny KC KPCh, przewodniczący ChRL – Hu Jintao (Chiny) i prezydent Luiz Inacio Lula da Silva (Brazylia).
    Первый саммит БРИК (Екатеринбург, 16.06.2009): главы государств-учредителей организации БРИК встретились в России: премьер-министр Манмохан Сингх (Индия), президент Дмитрий Медведев (Россия), генеральный секретарь ЦК КПК, председатель КНР – Ху Цзиньтао (Китай) и президент Луис Инасиу Лула да Силва (Бразилия).


    Najnowszy raport i wypowiedzi szefa Pentagonu można byłoby potraktować jako kolejne wystąpienie waszyngtońskiej „frakcji jastrzębi”. Tym bardziej, że już od kilku lat dyplomacja Ameryki i Rosji obraca się wokół modnego słówka „resetowanie”, ale w swych stosunkach kraje zaczęły stopniowo rezygnować z rutynowej niegdyś retoryki z czasów „zimnej wojny”. Niestety, Panetta nie jest osamotniony w swych przekonaniach. Nieco wcześniej sekretarz stanu USA, Hilaria Clinton, złożyła oświadczenie, z którego niedwuznacznie wynika, że Waszyngton nie zrezygnował bynajmniej ze swej idei amerykańskiej hegemonii nad światem. Według Hilarii Clinton, Stany Zjednoczone są liderem we wszystkim, Ameryka prowadzi za sobą resztę świata. "Właśnie na skutek takiego stanowiska Waszyngton ciągle upatruje zagrożenie tam, gdzie go nie ma" – podkreślił w wywiadzie dla radia „Głos Rosji” dyrektor Centrum Badań Społeczno-Politycznych Władimir Jewsiejew: "Bardzo smutne jest to, że Stany Zjednoczone Ameryki nadal traktują stabilność jako świat wielobiegunowy, w którym one dominują. Jeśli będą zajmować takie właśnie stanowisko, to ciągle będą one miały jakieś urojone zagrożenia NATO, jak na przykład ze strony Indii. Mamy do czynienia z olbrzymim mnóstwem zagrożeń, z którymi trzeba sobie radzić, należy to robić razem".

    "Obecnie politycy w Waszyngtonie koniecznie muszą spojrzeć w twarz rzeczywistości: świat wkroczył w nową epokę, którą już nazwano „poamerykańską” – podkreśla szef Centrum Badań Wschodnich Akademii Dyplomatycznej MSW Federacji Rosyjskiej, Andriej Wołodin: "W tym świecie Stany Zjednoczone będą odgrywać znacznie skromniejszą rolę, niż dotychczas. Dla Amerykanów nie jest to sprawa życia i śmierci, jednak problem jest nader istotny. Ttracą oni bowiem wyjątkowe prawo do ustalania własnych reguł gry w dziedzinie finansowej oraz wojskowo-politycznej. Już nie tylko Rosja, lecz również niektóre kraje Europy znajdują się w coraz mniejszym stopniu pod kontrolą Stanów Zjednoczonych".

    Jest oczywiste, że publiczne wypowiedzi amerykańskcih polityków różnej rangi należy obecnie widzieć poprzez pryzmat zbliżających się wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Aktualny prezydent Barack Obama ma wielu przeciwników. Rywale nie lekceważą żadnej sposobności dla zaprezentowania własnego programu. Za czasów imperium brytyjskiego zdobywcy nowych kolonii działali pod hasłem „Misja cywilizacyjna białego człowieka”. Nieco później wychodźcy z Wielkiej Brytanii pogłębili i rozszerzyli tę koncepcję w Stanach Zjednoczonych, nadając jej miano „demokratyzacji”. Okazało się jednak, że cywilizacji na świecie jest wiele i jeśli tylko im nie przeszkadzać, to potrafią świetnie się nawzajem uzupełniać."

    Źródło: http://polish.ruvr.ru/2011/09/12/56056291.html (
    12.09.2011).



    Drugi szczyt BRIC (Brasilia, 15-16.04.2010): przywódcy krajów BRIC zebrali się w stolicy Brazylii. Foto: Dilma Rousseff (bułg. Rusew), prezydent Brazylii od 1 stycznia 2011 r., od czerwca 2005 roku szefowa gabinetu prezydenta Lula da Silvy. Второй саммит БРИК (Бразилиа, 15-16.04.2010): лидеры стран БРИК собрались в столице Бразилии. Фото: Дилма Русеф (болг. Русев), президент Бразили c 1 января 2011 г., с июня 2005 года возглавила Администрацию президента Лулы да Силва.

    "БРИКС - угроза США?

    Страны БРИК представляют вызов национальной безопасности США. Бразилия, Россия, Индия и Китай оказались в одном списке угроз вместе с терроризмом, кибератаками, ядерными программами Ирана и Северной Кореи. Этот перечень озвучил новый глава Пентагона. По словам Леона Панетты, в ближайшее десятилетие Вашингтон обязан защитить планету от попыток этих стран „подорвать стабильность в мире”.

    Интересно, что в американском плане развития, утвержденном в прошлом году, Россия и Китай не воспринимались в качестве источников угрозы. Однако в конце августа этого года в своем докладе Пентагон предупредил конгресс, что Китай уже через 9 лет сможет догнать США по уровню оснащенности своей армии. В американском военном ведомстве уверены, что размах инвестиций Китая в свой ВПК позволит ему получить военные возможности, „угрожающие дестабилизацией военного баланса в регионе”. Что же касается России, то здесь Пентагону особо вдаваться в подробности не пришлось: это единственная в мире страна, обладающая стратегическим ядерным потенциалом, сопоставимым по мощи с американским.

    Кстати, если верить последним рейтингам по вливаниям в ВПК, то первое место в мире стабильно удерживают США. Расходы Пентагона в прошлом году составили 40 процентов от совокупных затрат на эту статью всех остальных стран. Россия занимает вторую позицию, за ней идет Китай. Однако чтобы инвестировать в новые вооружения, надо где-то брать эти финансы. Так что беспокойство американских аналитиков вызвано возрастанием не только военной, но и экономической мощи стран БРИК (с недавнего времени – БРИКС, с примкнувшей Южной Африкой). Ведь еще в разгар мирового финансового кризиса эксперты заговорили о бурном развитии экономик в государствах нового блока.



    Trzeci szczyt BRICS (Sanya, 13-14.04.2011): premier Manmohan Singh, prezydent Dymitr Miedwiediew, przewodniczący Hu Jintao, prezydent Dilma Rousseff (bułg. Rusew) i prezydent Jakub Zuma (RPA) spotkali się w Chinach. Третий саммит БРИКС (Санья, 13-14.04.2011: премьер-министр Манмохан Сингх , президент Дмитрий Медведев, председатель Ху Цзиньтао, президент Дилма Русеф (болг. Русев) и президент Джейкоб Зумa (ЮАР) встретились в Китае.

    Последний доклад и высказывания шефа Пентагона можно было бы воспринять просто как очередное выступление вашингтонской „фракции ястребов”. Тем более что уже несколько лет дипломатия Америки и России строится вокруг модного слова „перезагрузка”, и в своих отношениях страны стали отходить от привычной некогда терминологии „холодной войны”. Однако, к сожалению, Панетта в своих убеждениях не одинок. Немногим ранее госсекретарь США сделала заявление, из которого ясно: Вашингтон не отказался от идеи американской гегемонии в мире. По словам Хиллари Клинтон, США – лидер во всем  и Америка ведет за собой остальных. Именно из-за такой позиции Вашингтон периодически видит угрозу там, где ее нет, отметил в интервью „Голосу России” директор Центра общественно-политических исследований Владимир Евсеев: „Очень удручает то, что Соединенные Штаты Америки по-прежнему воспринимают стабильность как однополярный мир, в котором они доминируют. Если подходить с таких позиций, у них всегда будут появляться выдуманные угрозы, как, например, со стороны Индии. У нас существует огромное количество реальных угроз, на которые надо отвечать, и отвечать нужно вместе”.

    Сейчас политикам в Вашингтоне необходимо взглянуть в лицо реальности: мир вступил в новую эпоху, которую уже назвали „постамериканской”, подчеркивает руководитель Центра восточных исследований дипломатической академии МИД Андрей Володин: „В этом мире США будут играть  существенно меньшую роль, чем  они играли прежде. Для американцев это если не проблема жизни и смерти, то задача весьма существенная. Они лишаются исключительного права устанавливать  правила игры в финансовой и военно-политической сферах. Уже не только Россия, но и некоторые  европейские страны становятся все менее  подконтрольны Соединенным Штатам”.

    Понятно, что публичные высказывания американских политиков разного ранга сегодня следует рассматривать через призму скорых президентских выборов в США. Противников у нынешнего хозяина Белого дома, Барака Обамы, более чем достаточно. И соперники не пренебрегают любой возможностью озвучить свою программу. Во времена Британской империи у завоевателей новых колоний был лозунг: „цивилизаторская миссия белого человека”. Позже в США выходцы с туманного Альбиона эту идею углубили и расширили, переименовав в „демократизацию”. Вот только оказалось, что цивилизаций в мире множество и они – если им не мешать – прекрасно друг друга дополняют."

    Источник: http://rus.ruvr.ru/2011/09/12/56034789.html (
    12.09.2011).

    Komentarz

    Jak się wydaje, sylwestrowa konstatacja Jima O’Neilla na temat rosnącej w szybkim tempie potęgi państw BRICS nie była wcale zaskoczeniem dla ekspertów, lecz raczej dla tych szerokich kręgów społecznych na Zachodzie, które przekonane były od dawien dawna o wyższości Zachodu nad Wschodem i nie dopuszczały do siebie myśli, że poziom produkcji i konsumpcji w naczyniach połączonych tworzących światową gospodarkę musi się kiedyś zacząć wyrównywać. Można nawet przypuszczać, że państwa Zachodu, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, nie zaatakowały ostatnio rosyjskiego systemu politycznego ze względu na jego niedemokratyczność, albo szkodliwość dla mieszkańców Rosji (w której zresztą Żydom żyje się dobrze), lecz raczej z tego powodu, że władze Federacji Rosyjskiej suwerennie kontrolują swoją gospodarkę i swoje bogactwa naturalne, a przede wszystkim są siłą napędową organizacji BRICS, która grupuje "czarne konie" światowej ekonomii, będące w stanie zdetronizować gospodarcze potęgi soc-liberalnego Zachodu, i to już w bieżącej dekadzie. Drugim powodem jest zapewne budowa Unii Euroazjatyckiej, która osiągnęła z początkiem 2012 roku postać Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, a za kilka lat stanie się Euroazjatycką Unią Gospodarczą, po czym, być może, już jako Unia Euroazjatycka połączy się z Unią Europejską (jeśli ta przetrwa), czyli de facto ją wchłonie. Obserwujemy więc proces zmierzający z jednej strony do złamania hegemonii USA (i ich najbliższego sojusznika - Anglii), czyli do stworzenia nowego międzynarodowego ładu, a z drugiej strony – do opóźnienia tego za wszelką cenę.

    Co z tego wyniknie – zobaczymy. Wprawdzie Henryk de Turenne, marszałek Ludwika XIV mawiał, że „Bóg jest zawsze po stronie silniejszych batalionów”, co dawałoby szansę Ameryce, ale z kolei Gian Giacomo Trivulzio, marszałek Ludwika XII twierdził stanowczo, że „do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze”. A te, niestety, mają dzisiaj tylko państwa BRICS.

    Opr. GG.  Foto: Głos Rosji, Wikipedia.

    Zob. także/Cм. также:

    BRICS - 5 potęg – artykuł Tomasza Skowronka (29.10.2011). БРИКС - 5 сил – статья Томаса Сковрoнка (29.10.2011):
    http://www.geopolityka.org/index.php/analizy/1133-brics-5-poteg




    BRICS - pięć państw, które wstrząsnęły światem.
    БРИКС- пять стран, которые потрясли мир.
  • Te publikacje warto przeczytać. Z dużym opóźnieniem ukazał się kwietniowo-czerwcowy numer zasłużonego pisma ludowo-narodowego „Nowy Przegląd Wszechpolski”, zawierający blok artykułów związanych z tegoroczną 220. rocznicą przeforsowania konstytucji 3 maja przez katolewicę ks. Kołłątaja i masonerię Ignacego Potockiego na Sejmie Czteroletnim.
    Эти публикации стоит прочитать. В апрельcко-июньском номере заслуженного национального журнала „Новый Oбзор Всепольский” опубликовано несколько статей, связанных с 220-годовщинoй
    конституции 3 мая, введенной католевыми ксёндзa Гуго Коллонтая и масонaми Игнатия Потоцкого во время Четырёхлетнeго Сеймa.



    „Nowy Przegląd Wszechpolski” nr 4-5-6/2011. „Новый Oбзор Всепольский” № 4-5-6/2011:
    http://www.npwmag.pl/archiwum/2011/4-5-6.pdf

    W otwierającym rocznicowy blok artykule Grzegorza Grabowskiego pt. „Katolewica polskiego Oświecenia”, czytamy między innymi:

    „Jednym z najciekawszych momentów w dziejach Rzeczypospolitej był okres sejmu czteroletniego (1788-1792), zakończony tragedią drugiego rozbioru i zepchnięciem Polski na drogę beznadziejnych zrywów zbrojnych, podejmowanych w obronie kadłubowych namiastek dawnego państwa polskiego i prawa do własnej suwerenności. Były one skazane z góry na porażkę, podobnie jak działania konfederatów barskich i wysiłki animatorów stanisławowskiego „oświecenia”. Ci ostatni postawili sobie jako cel dostosowanie ówczesnego społeczeństwa polskiego do – jakbyśmy dziś powiedzieli – standardów europejskich, co w ich mniemaniu miało uratować Rzeczpospolitą od upadku. Niestety, okazało się to zwykłą iluzją.

    Pogląd, że Polska musi dostosować się do Europy wypływał z przeświadczenia katolickich „oświeceniowców” w rodzaju Kołłątaja, iż słabość państwa polskiego wynikała jakoby z przyczyn immanentnych, przede wszystkim z powodu archaicznej struktury państwa i społeczeństwa, i że z chwilą dokonania odpowiednich zmian politycznych i społecznych, zgodnych z zasadami europejskiego „postępu”, państwo polskie nie tylko wzmocni się na tyle, by przeżyć w nieprzyjaznym dla siebie otoczeniu ale, co najważniejsze, przestanie się od tego otoczenia tak bardzo różnić i tym samym stanie się dla „oświeconej” Europy akceptowalne. (…)

    W rzeczywistości tzw. Oświecenie było rewolucyjną konsekwencją szerzącego się ruchu masońskiego, który, dążąc do radykalnej zmiany obyczajów i nawyków, do zupełnego przekształcenia ducha, starał się wytworzyć nową, kosmopolityczną, prorewolucyjną warstwę przywódczą, zdolną skutecznie konkurować z Kościołem polskim i tradycjonalistycznym szlacheckim nurtem niepodległościowym. Po wstąpieniu na tron Stanisława Poniatowskiego, mandatariusza obcych mocarstw – co spotkało się w środowisku masonów europejskich z niesłychanym aplauzem – ruch wolnomularski nabrał wigoru i zaczął gwałtownie się rozszerzać, uzyskując coraz większy wpływ na życie polityczne. Do lóż zaczęli wstępować mieszczanie, szlachta, a nawet księża. (…)

    W chwili rozpoczęcia obrad sejmu czteroletniego masoneria osiągnęła w Polsce szczyt rozwoju organizacyjnego i wpływu na państwo. Co najmniej 26 wychowanków Szkoły Rycerskiej było masonami, podobnie co najmniej 5 spośród 19 członków Komisji Edukacji Narodowej wybranych do końca 1788 roku, a także kilku członków Komitetu Literackiego, zajmującego się wówczas podręcznikami. Do lóż należeli zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Stanisława Augusta i uosabianej przez niego orientacji prorosyjskiej. Z chwilą wymuszonego przez opozycję przejścia króla na stronę orientacji propruskiej, masoneria polska stała się, w zasadzie, prozachodnim monolitem. (…)

    Katolewica (duchowni pokroju Kołłątaja) i masoneria usiłowały od początku opanować sejmowe przedstawicielstwo narodu szlacheckiego, a gdy nie w pełni się to udało – doprowadziły w maju 1791 roku do zmiany ustroju Rzeczypospolitej drogą zamachu stanu (pogwałcenie regulaminu Sejmu, zastraszenie opozycji przez wojsko i tłum, zlekceważenie zgłoszonych na sali obrad i wniesionych do sądu protestów, narzucenie społeczeństwu fałszywej alternatywy w stylu: „albo Unia, albo Białoruś” - konstytucja, albo zguba państwa - oraz propagandowe zrównanie obrony ustroju stanowego ze zdradą Rzeczypospolitej).

    Ustawa Rządowa z 1791 roku stanowiła „pierwszy większy wyłom w feudalnym ustroju państwa” (Leśnodorski); „była oczywiście konstytucją wciąż jeszcze stanową. Ale jednocześnie jej postanowienia wyrażały dążność do stopniowego zniesienia stanowości” (Chojnowski). Oceny te nabierają nabierają szczególnego znaczenia właśnie dzisiaj, kiedy pojawiają się głosy (prof. H. Kiereś), że tylko powrót do personalizmu może być alternatywą dla szerzącego się socjalizmu i pojawia się postulat odbudowy społeczeństwa stanowego jako jedynej formy życia społecznego zgodnej z zasadami cywilizacji łacińskiej: „Europa musi odrzucić socjalizm, musi się zjednoczyć przez powrót do własnych korzeni, a to pociąga za sobą konieczność powrotu do państwa stanowego” (H. Kiereś, Utopie–ideologie–socjalizmy, „Cywilizacja” nr 19/2006).

    Zgadzając się w pełni z tym postulatem, uznać musimy, że rozpoczęcie demontażu ustroju stanowego przez twórców konstytucji 3 maja zapoczątkowało w Polsce odwrót od cywilizacji łacińskiej i marsz w kierunku upragnionego przez oświeceniowców „społeczeństwa idealnego”, w którym różnice między stanami, wyznaniami i narodowościami miały ulec ostatecznemu zatarciu. (…)

    Demokracja masońska od początku polegała na tajnym knowaniu, spisku politycznym, ogłupiającej presji propagandowej, kamuflowaniu prawdziwych intencji i na terrorze militarnym. I służyło to, w ostatecznym efekcie, nie dobru Rzeczypospolitej, która mimo uchwalenia Konstytucji i tak została przez „najświatlejsze w Europie narody” zlikwidowana, lecz realizacji masońskiej wizji zastąpienia cywilizacji łacińskiej przez nową cywilizację opartą na utopijnych, chorych ideałach zachodniego „oświecenia”. Przez tą „cywilizację śmierci”, w której tkwimy i z którą walczymy po dziś dzień.”

    „Katolewica polskiego Oświecenia” – zob. pełną ilustrowaną wersję tego artykułu. „Католевые польского Просвещения” – cмотрите
    полную иллюстрированную версию этой статьи: http://polski.blog.ru/120599139.html



    Odznaka loży „Świątynia Izys” (1780, Warszawa).
    Oтличие ложи "Храм Исиды" (1780, Варшава).
    Foto/Фото: artinfo.pl


    W kolejnym artykule (jest to jego wersja skrócona) p. Władysław Obrzut zajmuje się „Dylematami  związanymi ze świętowaniem rocznicy konstytucji 3 maja”, pisząc wprost:

    „Jeśli będziemy oceniać konstytucję 3 maja samą w sobie, jako pojedynczy fakt historyczny, w oderwaniu od szerszych procesów historycznych, to ta ocena musi zawsze wypaść niezmiernie pozytywnie; będzie ona wyłącznie powodem do zachwytu i narodowej dumy. Powstaje jednak pytanie, czy takie podchodzenie do zagadnienia jest najbardziej właściwe i słuszne? Otóż, wydaje się, że nie do końca. Chcąc mianowicie wyciągnąć z danego wydarzenia historycznego rzeczowe wnioski i nauki, należy patrzeć na nie w szerszym kontekście i starać się dowiedzieć jak najwięcej o jego kulisach i całej epoce, w jakiej ono się działo, a nie zadowalać się krążącymi wokoło obiegowymi opiniami. (…)

    Prusy były więc nieubłaganym, śmiertelnym wrogiem Polski. Oczywiście, Rosja była również wrogiem Polski, ale była nim na inny sposób. Nie potrzebowała aż tak bardzo polskiej czy litewskiej ziemi, bo miała dosyć swojej. Co prawda, rościła pewne pretensje do niektórych ziem zamieszkanych przez ludność ruską, wyznającą prawosławie, jednak w omawianym czasie ta tendencja w rosyjskiej polityce zagranicznej wyraźnie słabła. Dominującą bowiem tendencją w polityce rosyjskiej wobec Polski, i to już od czasów Piotra Wielkiego, było uczynienie z niej rosyjskiego satelity, tj. zachowanie Polski w dotychczasowych granicach jako państwa zależnego, jako wasala, i nie dzielenie się wpływami w niej z nikim. Taką też politykę względem Polski Rosja zasadniczo prowadziła przez długie dziesięciolecia. (…)

    Przywódcy stronnictwa ,,patriotycznego” nie potrafili widać wyciągnąć z tego wszystkiego właściwej lekcji. Wprost przeciwnie, wydawało się im, że związek z tymi samymi Prusami będzie najlepszą gwarancją polskiej niepodległości. Swoją drogą, trudno jednak zrozumieć, skąd znalazło się w ówczesnej Polsce tyle sympatii i zaufania właśnie dla Prus. Otóż, wpłynęło na to wiele czynników. Prusy miały swoich stronników w Polsce już w siedemnastym wieku. Już wtedy pruskie złoto potrafiło skusić niejednego polskiego magnata. Natomiast pod rządami saskimi wykształciło się już całe propruskie stronnictwo na czele z potężnym rodem Potockich. (…) W znacznym stopniu dopomogło mu do tego to, że było ono bardzo mocno wspierane przez masonerię. Jak się bowiem okazuje, główni przywódcy stronnictwa „patriotycznego” i duża część jego członków należała do tej tajemnej organizacji. Mało tego, należała do masonerii prawie cała elita polityczna i kulturalna czasów stanisławowskich. Wiadomo o tym z badań kilku bardzo poważnych historyków, przeprowadzonych w końcu dziewiętnastego wieku w oparciu m.in. o zachowane archiwa masońskie.

    Badania te wykazały, że wpływ masonerii roztaczał się bardzo szeroko nie tylko na ówczesną polską magnaterię, ale także na dwór królewski, część zamożnej szlachty, a nawet niektórych, co prawda nielicznych, ale bardzo wpływowych duchownych. Kto wie, czy to właśnie nie więzy masońskie były tym czynnikiem, który w ostatecznym rozrachunku pozwolił „patriotom” uzyskać przewagę w Sejmie. Prusy były bowiem w owym czasie jednym z największych światowych centrów masonerii. Co więcej, istniejące wówczas polskie loże masońskie były blisko powiązane z pruskimi i poddane ich zwierzchnikom. To właśnie tu tkwiła prawdopodobnie zasadnicza przyczyna tak silnej fascynacji i takiego zapatrzenia się stronnictwa „patriotycznego w Prusy. Jak wielkie rozmiary osiągnęła ta fascynacja może najlepiej świadczyć fakt, że wodzowie stronnictwa „patriotycznego” po prostu pozwalali komenderować sobą pruskim dyplomatom, i z reguły to tylko było uchwalane w Sejmie, co najpierw uzgodniono na tajnych spotkaniach z posłem pruskim w Warszawie. (…)

    Powszechna polska opinia to właśnie na Targowicę zrzuca niemal wyłączną winę za doprowadzenie Polski do zguby. Nie usprawiedliwiając jednak w niczym targowiczan, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że gdyby nawet ich nie było, to Rosja na dłuższą metę tak czy owak nie pogodziłaby się ze związkiem polsko-pruskim, a tym samym z utratą dotychczasowych swoich wpływów w Polsce i zapewne znalazłaby wcześniej czy później jakiś inny pretekst czy sposób, by się z Polską rozprawić. Byłoby to bardzo łatwe do przeprowadzenia właśnie z tego podstawowego powodu, że Prusy ani przez moment nie zamierzały Polski bronić, ale zamierzały postąpić wprost przeciwnie. Wniosek z tego wszystkiego może być tylko taki, że konstytucja 3 maja, przy całej jej doniosłości i wewnętrznej wartości, nie mogła utrzymać się dłużej właśnie z powodu całkowicie błędnej polityki zagranicznej sejmu czteroletniego. (…)

    „Patrioci” swoją samobójczą propruską polityką poprowadzili Polskę do katastrofy. Oddajmy tu raz jeszcze głos Jędrzejowi Giertychowi, który tak oto opisuje przypuszczalne, utajone motywy uchwalenia konstytucji 3 maja: ,,Myślę, że nie popełnię błędu, wyrażając przekonanie, że masoneria w sejmie czteroletnim wcale nie stawiała sobie za główne zadanie dokonania reform i w tym celu uchwalenia konstytucji 3 maja. To był tylko pretekst, środek do zdobycia sobie licznego zastępu stronników. Jej istotnym, głównym celem było utrzymanie Polski w systemie polityki pruskiej i poróżnienie jej z Rosją. Nie wiem, nie śmiem tego twierdzić w sposób stanowczy ale podejrzewam, że na szczytach obozu masońskiego byli ludzie – niekoniecznie rodowici Polacy – którzy dobrze wiedzieli, do czego w istocie zmierzają: do rozbioru i unicestwienia Polski” (Tysiąc lat historii polskiego Narodu).

    Czytając te słowa, otrzymałem nareszcie logiczną i przekonywującą odpowiedź na nachodzące mnie już od wielu lat myśli, dlaczego to rządzący dziś Polską fanatyczni zwolennicy Unii Europejskiej, a więc zadeklarowani przeciwnicy państwa narodowego, tak ochoczo obchodzą święto, upamiętniające przecież oficjalnie walkę o ocalenie bytu państwowego Pierwszej Rzeczypospolitej. Prawdopodobnie chodzi tu o zachowanie wszystkich możliwych, zewnętrznych pozorów wobec Polaków, że państwo nasze, pomimo wcielenia do Unii, dalej realnie istnieje i jest rzekomo suwerenne. Ponadto niewykluczone, że te huczne obchody nawiązują w jakiejś mierze i do wspomnianych powyżej przypuszczalnych, utajonych motywów uchwalenia konstytucji. W końcu orientacja geopolityczna jej twórców jest przecież, ogólnie biorąc, zbieżna z orientacją sił rządzących obecnie naszym krajem.”

    „Dylematy związane ze świętowaniem rocznicy konstytucji 3 maja” – zob. pełną wersję tego artykułu z 2008 r. „Дилеммы, связанные с празднованиeм годовщины Конституции 3 мая” – смотрите полную версию этой статьи с 2008 г.: http://npwmag.pl/archiwum/2008/5-6.pdf

     

    Fryderyk II Hohenzollern, król Prus w latach 1740-1786 oraz
    Fryderyk Wilhelm II, król Prus w latach 1786-1797
    Фридрих II Гогенцоллерн, король Пруссии в 1740-1786 годах
    и Фридрих Вильгельм II, король Пруссии в 1786-1797 годах.

    W tekście podsumowującym, „Jeszcze kilka uwag o konstytucji 3 maja” przedstawia redaktor naczelny „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego”, Andrzej Turek:

    „Jednak i konstytucja 3 maja, i całe odrodzenie stanisławowskie posiada jeszcze wiele innych, bardzo istotnych aspektów, które są jakoś powszechnie, zwłaszcza przez tzw. polską oficjalną naukę historyczną albo nie doceniane i kompletnie bagatelizowane, albo też ukazywane w krzywym zwierciadle. W pierwszym rzędzie – aspekt ideologiczny. I właśnie kompleksowe odniesienie się do tej kwestii, ukazanie konstytucji 3 maja z tej właśnie perspektywy jest szczególnym walorem artykułu p. Grabowskiego. Na ów aspekt ideologiczny – a mówiąc ściślej, oświeceniowo-masoński konstytucji – zwracano zresztą uwagę już od dawna, ale głosy te zostały przez tzw. poprawność polityczną prawie całkowicie zagłuszone. (…)

    Cała, niezmiernie wpływowa sfera „oświeceniowa” w Europie była zaciekle i niezmiernie konsekwentnie wroga Polsce. Faktycznym powodem zaś tej wrogości wcale nie był jej specyficzny, czy też, jak niektórzy twierdzą, anarchiczny ustrój, z liberum veto na czele, ani nawet jej wewnętrzny rozstrój – to były tylko preteksty do wyrażania i okazywania tej wrogości, wspomniane ośrodki były tak naprawdę zadowolone z tych wszystkich słabości i niedomagań Rzeczypospolitej. Rzeczywistym powodem tej wrogości, a nawet nienawiści, a w końcu zamordowania polskiego państwa na drodze rozbiorów była jego katolickość. (…)

    To tylko ów aspekt masoński pozwala nam logicznie zrozumieć, jak mogło w ogóle dojść do zawiązania przymierza z Prusami i uchwalenia konstytucji w oparciu o to śmiertelnie niebezpieczne dla polski państwo – inaczej tego tak wielkiego zaślepienia i politycznej głupoty nie dałoby się w żaden sposób rozumowo wytłumaczyć. Istotę tego ogromnego niebezpieczeństwa grożącego Polsce ze strony Prus oddaje znowuż dosadnie i wyczerpująco kolejne spostrzeżenie J. Giertycha: „W sensie już nie tylko ideologicznym, ale czysto politycznym, głównym wrogiem polski był Fryderyk Wielki (wódz całej ówczesnej masonerii światowej) i były Prusy. Ale Prusy były wrogiem Polski nie tylko z przyczyn geograficznych. Były sztandarową siłą tych prądów ideologicznych, które były wrogie Polsce z zasady”. Tym to sposobem, rozważając ideologiczny podkład i otoczkę konstytucji 3 maja, wkraczamy też zarazem na grunt geopolityki. (…)

    Jedno wydaje się być całkiem pewne – gdyby nie tak daleko posunięta masonizacja ówczesnego polskiego życia politycznego, i w ogóle publicznego, i wszystkie jej destrukcyjne konsekwencje, polityka polska uniknęłaby według wszelkiego prawdopodobieństwa tak wprost potwornego błędu politycznego, jakim było szukanie oparcia w Prusach, a w konsekwencji państwo nasze nie tylko uniknęłoby zapewne II i III rozbioru, ale z czasem miałoby nawet szanse się podnieść. (…) Stanisław August Poniatowski prowadził zaś przez prawie całe swoje panowanie, z chwilowymi tylko odchyleniami, które jednak w ostatecznym rezultacie jego politykę zwichnęły, przekreśliły i przesądziły o jej ostatecznym fiasku, politykę jednoznacznie prorosyjską. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro to właśnie Rosja, a ściślej jej władczyni, caryca Katarzyna Wielka, wsadziła go na polsko-litewski tron (choć niemały wkład w to mieli również Czartoryscy – jego wujowie). I trzeba tu powiedzieć jasno i otwarcie – była to w ówczesnych warunkach polityka w swych ogólnych zarysach słuszna, a przynajmniej jedyna możliwa, mimo że łączyła się ona z godzeniem się na pozostawanie Polski w roli rosyjskiego protektoratu, i nawet z szeregiem osobistych upokorzeń dla samego Poniatowskiego ze strony rosyjskich czynników rządzących.

    Nie podobało się to bardzo wielu ówczesnym Polakom, jeszcze bardziej nie podoba się współczesnym, ale zejście z tego kierunku – to była prosta droga do rozbiorów: Prusy tylko tego właśnie wyczekiwały. I, właśnie dzięki masońskim intrygom i manipulacjom, w końcu się doczekały. Rozbiory były w ostatecznym rozrachunku, niezależnie od ich wszystkich kompleksowych, sięgających kilka wieków wstecz przyczyn, efektem bezmyślnego oddania się polskiej elity politycznej, a w szczególności stronnictwa „patriotycznego” na ich służbę, zaprzężenia się przez nią do rydwanu ich nieugięcie konsekwentnej, a niesłychanie zręcznej, przebiegłej i nie krępującej się najmniejszymi skrupułami moralnymi polityki. (…)

    Znakomita większość polskich historyków przechodzi jednak nad tymi wszystkimi faktami do porządku dziennego; dominuje wyraźnie tendencja do szukania wszelakich argumentów, często nawet zupełnie sztucznych, mających służyć obronie, a nawet apoteozie wielkiego dzieła konstytucji. (…) Warto, przynajmniej od czasu do czasu, spojrzeć krytycznie na ojczystą historię, choćby kosztowało to wiele trudu i choćby było to nawet nieprzyjemne, chociażby po to, by nie ulegać różnym pseudopatriotycznym manipulacjom, które grożą nam aż do dnia dzisiejszego.”

    „Jeszcze kilka uwag o konstytucji 3 maja” – zob. ten artykuł. „Еще несколько замечаний о конституции 3 мая” – см. на эту статью: http://npwmag.pl/archiwum/2011/4-5-6.pdf

    Opr. GG.

    Zob. także/См. также:

    Dramat 3 maja – odczyt Adama Doboszyńskiego (24.05.1939). Драма 3 мая – чтение Адама Дoбoшинскoгo (24.05.1939): http://polski.blog.ru/148859491.html

    Bolszynstwo 3 Maja. Большинство 3 мая: http://polski.blog.ru/118900579.html

    Konstytucja 3 maja zgubiła Rzeczpospolitą – wywiad z prof. Andrzejem Chwalbą, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Конституция 3 мая уничтожила Речь Посполитую - интервью с проф. Андреeм Xвaльбoй, историкoм Ягеллонского университета: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/konstytucja-3-maja-zgubila-rzeczpospolita
    ,1,3351402,wiadomosc.html - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/konstytucja-3-maja-zgubila-rzeczpospolita,1,3351402,wiadomosc.html

    Zrehabilitować szlachecką Polskę. Реабилитировать шляхeтcкую Польшу: http://polski.blog.ru/119744515.html

  • Kosowscy Serbowie i uchodźcy serbscy z terenów byłej Jugosławii zwrócili się do Rosji z oficjalną prośbą o przyznanie im rosyjskiego obywatelstwa i prawa stałego pobytu. Dymitr Rogozin przedstawił w Dumie projekt przyjęcia i osiedlenia 20 tys. Serbów, a także projekt utworzenia narodowych Batalionów Słowiańskich, złożonych z Serbów i ochotników przybyłych z innych krajów słowiańskich.



    Rosjo, pomóż! Россия, помоги!

    Wstrząsający wideoklip: Lena Katina "Jugosławia" (1999). Шокирующее видео Лены Катиной „Югославия” (1999): http://my.mail.ru/mail/kolesnikd/video/31/1629.html

    http://rutube.ru/video/974e730be11103723aa3f8858be0459c/

    Kosowo jest krainą leżącą na południu Serbii, ma niespełna 11 tys. km2 powierzchni i ponad 1,8 mln mieszkańców, w tym ok. 100 tys. mieszkańców narodowości serbskiej. W roku 1999, w wyniku brutalnej agresji Stanów Zjednoczonych i innych państw NATO na Serbię (przypominającej 11-tygodniowymi bombardowaniami niedawną agresję NATO na Libię) – państwo serbskie zostało zmuszone do wycofania swoich wojsk z terytorium Kosowa, gdzie Amerykanie zainstalowali siły lądowe NATO i zbudowali swój protektorat administrowany pod flagą ONZ i przekształcony w 2008 r. w tzw. Republikę Kosowa, której nie uznało wiele krajów, m.in. Rosja, Chiny, Serbia, Hiszpania, Rumunia i Grecja.

    Od chwili zajęcia Kosowa przez NATO trwa tam dramat ludności słowiańskiej: wypędzono z tej historycznej kolebki państwa serbskiego setki tysięcy Serbów i zniszczono nie tylko wiele serbskich wsi, ale także setki prawosławnych kościołów i pomników serbskiej kultury, łącznie ze średniowiecznymi bezcennymi zabytkami uznanymi przez UNESCO za światowe dziedzictwo kultury. Odpowiedzialność za politykę antysłowiańską w Kosowie spada na formalnego zarządcę protektoratu (Tymczasowa Misja Administracyjna Narodów Zjednoczonych w Kosowie – United Nations Interim Administration Mission in Kosovo, UNMIK) i władze tzw. Republiki Kosowa, jak również na dowództwo NATO, któremu podlegają odpowiedzialne za utrzymanie tam bezpieczeństwa tzw. siły KFOR.

    Przyszłość Kosowa jest niepewna: w jednomyślnie przyjętej nowej konstytucji Serbii jest ono wprawdzie określone jako integralna część tego państwa, ale obecnie pojawiają się wśród czołowych polityków serbskich głosy, które dopuszczają możliwość podziału tej ziemi, zaś wśród kosowskich polityków albańskich stało się widoczne dążenie do przyłączenia Kosowa do Albanii. W obu tych przypadkach oznacza to trwałe pogwałcenie suwerenności terytorialnej państwa serbskiego, oderwanie serbskiego Gniezna od pozostałego terytorium Wielkiej Serbii i oddanie go w ręce popieranych przez Stany Zjednoczone wyznawców islamu. Ci ostatni, rozzuchwaleni dotychczasową bezkarnością, nasilają wobec pozostałej jeszcze w Kosowie ludności słowiańskiej kampanię szykan i terroru. Jej celem jest zniechęcenie Serbów do dalszej obrony swego stanu posiadania i skłonienie mniejszości serbskiej do wyjazdu.

    W połowie listopada 2011 roku miały miejsce w Kosowskiej Mitrowicy masowe protesty przeciwko mordom na Serbach dokonywanym każdego miesiąca w Kosowie przy biernej postawie nie tylko administracji ONZ i sił KFOR, ale i prezydenta Tadicia i jego rządu, spoglądających już bardziej w stronę Brukseli, aniżeli w kierunku pozostających na straconych pozycjach kosowskich rodaków. Doszło już nawet do paradoksalnej sytuacji, że najpopularniejszym wśród Serbów belgradzkim politykiem stał się… poseł Rosji w stolicy Serbii, Aleksander Konuzin, demonstracyjnie uczestniczący w zgromadzeniach serbskiej opozycji patriotycznej. Zrozumiawszy, że nie mogą liczyć ani na międzynarodową sprawiedliwość, ani na pomoc swego prounijnego rządu, kosowscy Serbowie i uchodźcy serbscy z terenów całej byłej Jugosławii zwrócili się w końcu do prezydenta i rządu Rosji oraz do patriarchy Moskwy i Wszechrusi, Cyryla, do Dumy Państwowej i do narodu rosyjskiego z oficjalną prośbą o przyznanie im rosyjskiego obywatelstwa i prawa osiedlenia.



    Dymitr Rogozin, przedstawiciel Rosji przy NATO.
    Дмитрий Рогозин, постпред России при НАТО.

    Dymitr Rogozin, stały przedstawiciel Rosji przy NATO zalecił poważne potraktowanie prośby 20 tysięcy Serbów, przedstawionej Rosjanom przez koordynujące zbiórkę podpisów Stowarzyszenie „Stara Serbia”. Według Rogozina, możliwe jest przetransportowanie chętnych do Rosji, a następnie ich osiedlenie na Syberii, czy na Uralu, gdzie jest dużo wolnej ziemi. „Dzisiaj Rosja stała się ostatnią nadzieją dla ludzi, których zamknięto w kosowsko-albańskim więzieniu… Mamy tyle opuszczonych wsi i miast, tak wiele terenów do zagospodarowania. Czy nie moglibyśmy sobie pozwolić na przyjęcie 20 tysięcy ludzi, przyznanie im obywatelstwa i włączenie ich do programu nie migracji, lecz właściwie repatriacji, na spojrzenie na kosowskich Serbów, jak na naszych braci i przywrócenie ich do nas?” – powiedział Rogozin podczas listopadowych obrad Dumy poświęconych projektowi Unii Euroazjatyckiej. Na tymże posiedzeniu Rogozin zaproponował sformowanie – w pierwszej kolejności spośród przybyłych do Rosji Serbów – narodowych Batalionów Słowiańskich, w których mogliby także służyć w przyszłości ochotnicy przybyli z innych krajów słowiańskich. „Dlaczego nie mielibyśmy utworzyć Batalionów Słowiańskich złożonych z Serbów, Bułgarów i przedstawicieli innych narodów, którzy zechcą służyć w składzie Sił Zbrojnych Rosji?” – pytał Rogozin, zapewniając, że projekt ten był skonsultowany z ministrem obrony, Anatolem Serdiukowem.



    „Z wiarą w Boga” - żołnierz serbski i jego sztandar bojowy.
    „С верой в Бога” - Сербский солдат и его боевой флаг.


    Nieprzyjazna temu pomysłowi liberalna „Niezawisimaja Gazeta”, skrytykowała go od razu, pisząc że nawet we francuskiej Legii Cudzoziemskiej nie tworzy się oddziałów według kryteriów etnicznych i oceniając, że idea Batalionów Słowiańskich, to „kość”, którą przed wyborami władze rzucają nacjonalistom. Ci jednak, jak pisze rosyjska prasa, przyjęli idee Rogozina pozytywnie, a przychylne opinie w tej sprawie zaczynają dobiegać nie tylko z Rosji. Igor Markow, lider wszechukraińskiej partii „Rodina” („Ojczyzna”) i radny Rady Miasta Odessa, powiedział w wywiadzie dla „Polemiki”, że na Ukrainie, a w szczególności w Odessie byłoby wielu chętnych do służby w Batalionach Słowiańskich, gdyż mogą one się przyczynić do zjednoczenia Słowian. Polityk ten stwierdził również, że Ukraina powinna razem z Rosją włączyć się aktywnie do akcji niesienia pomocy dla kosowskich Serbów, biorąc najwyraźniej pod uwagę fakt, że według włoskiej agencji Adnkronos nawet więcej niż 100 tys. obywateli b. Jugosławii może zechcieć wyjechać wkrótce do Rosji.

    Inni komentatorzy podkreślają z kolei, że przyjęcie zachodnich uciekinierów w granice Rosji byłoby najlepszym dowodem, że wolność i nadzieja na lepsze jutro nie czekają już na Europejczyków na nabrzeżu za Statuą Wolności, lecz – biorąc pod uwagę unię Białorusi, Kazachstanu i Rosji – zupełnie niedaleko, na wschodnim brzegu Bugu. Rosjanie mają przy tym nadzieję, że udzielając azylu braciom-Słowianom i dając im możliwość normalnego życia i pracy na swych bezkresnych obszarach, otworzą zarazem nowy rozdział w swej historii, porównywalny z zagospodarowaniem amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Warto chyba ten proces uważnie obserwować.

    Grzegorz Grabowski

    Źródła/Источники: Росбалт.ру, Файл-РФ, Независимая газета, Полемика.



    „Rosjanie i Serbowie – bracia na wieki”. „Русские и сербы - братья на век”.


  • Odradzająca się w 1918 roku Polska miała trzech Naczelnych Wodzów: generała Józefa Dowbor-Muśnickiego – od 4 lutego naczelnego dowódcę Polskich Sił Zbrojnych w Rosji; generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego –  od 28 października szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i brygadiera Józefa Piłsudskiego – od 11 listopada naczelnego dowódcę Wojska Polskiego, a od 29 listopada – z własnego nadania – także Tymczasowego Naczelnika Państwa.

       

    Pierwszym wodzem Drugiej Rzeczypospolitej był generał Józef Dowbor-Muśnicki herbu Przyjaciel. Po prawej: Krzyż I Korpusu, odznaka pamiątkowa wydawana żołnierzom wojska polskiego w Rosji.
    Первым вождeм Второй Речи Посполитой был генерал Иосиф Романович Довбор-Мусницкий герба Прыяцель. Справа: Крест I Польского корпуса, мемориальная эмблема, выдавaeмая солдатaм войскa польского в России.

    W roku 2012 obchodzić będziemy 95 rocznicę utworzenia Polskich Sił Zbrojnych w Rosji w czasie I wojny światowej, a także 145 rocznicę urodzin i 75 rocznicę śmierci ich współtwórcy i naczelnego dowódcy, generała Józefa Dowbor-Muśnickiego. Dla Polaków jest on nie tylko symbolem jedynego udanego powstania w naszych dziejach – Powstania Wielkopolskiego, ale także symbolem wielkiej i realnej, lecz, niestety, niewykorzystanej do końca szansy na odbudowę katolickiej Polski w oparciu o sojusz wojskowy z Rosją.

    Józef Dowbor-Muśnicki (1867-1937) był potomkiem starego litewskiego rodu Dowborów, herbu Przyjaciel, osiadłego w XVIII wieku nieopodal Sandomierza (majątek Garbów, parafia Góry Wysokie). Po okresie nauki w radomskim gimnazjum, ukończył on kilka rosyjskich szkół wojskowych, sposobiąc się do kariery w armii carskiej. Nieprzyjaciołom Polski ambitni Polacy-katolicy nie podobali się nigdy, toteż by dostać się do elitarnej Akademii Wojskowej, po ukończeniu której został mianowany kapitanem sztabu generalnego, Dowbor-Muśnicki musiał oświadczyć, że nie jest katolikiem, lecz kalwinem. Drzwi do kariery stanęły otworem.

    Do roku 1917 Dowbor-Muśnicki pełnił odpowiedzialne funkcje w armii carskiej: uczestniczył w wojnie rosyjsko-japońskiej, współtworzył okręg wojskowy w Irkucku, był szefem sztabu na szczeblu dywizji i armii, dowodził pułkiem, dywizją i korpusem. Odniósł poważne sukcesy na froncie przeciwniemieckim podczas I wojny światowej i w sierpniu 1915 r. został mianowany generałem-majorem, a w styczniu 1917 r. – generałem-lejtnantem. Za kampanię japońską dostał sześć rosyjskich orderów, a za udział w wojnie światowej – najwyższe odznaczenia rosyjskie, angielski Order Łaźni i chiński Order Smoka. A jednak – wbrew pozorom – Dowbor-Muśnicki nie był wcale wiernopoddańczym sługą rosyjskiego imperium. Ten najwybitniejszy oficer polski w rosyjskim wojsku okazał się być kimś zgoła innym: prawym Polakiem, patriotą, żolnierzem jednej Ojczyzny.

    Po rewolucji lutowej 1917 roku, która zmiotła rządy dynastii Romanowych, zaczęła się w Rosji praca żywiołów narodowych na rzecz stworzenia poważnej polskiej Siły Zbrojnej, która mogła by wykorzystać dla potrzeb przyszłego państwa polskiego jak największą liczbę spośród około 20 tysięcy oficerów i 700 tysięcy szeregowych służących wówczas w armii rosyjskiej i określanych przez urzędowe źródła jako katolicy. Było rzeczą oczywistą, że zdecydowaną większość wśród tych katolików stanowili właśnie Polacy. Ponadto w grę wchodziła stutysięczna rzesza Polaków przetrzymywanych w rosyjskich obozach jenieckich, zaś rezerwy rosyjskiej Polonii, obliczanej na trzy miliony głów, również nie zostały jeszcze wyczerpane.

    Było więc na Wschodzie dosyć materiału ludzkiego na  utworzenie nawet dużej armii, która mogła stać się ważną kartą przetargową polityki PROPOLSKIEJ, gdyby tylko stanęła w ostatniej fazie wojny w szeregach koalicji antyniemieckiej, wspólnie z wojskami demokratycznej Rosji. Obsadziwszy swój odcinek frontu, armia taka mogła stworzyć w odpowiednim momencie korzystne dla Polski fakty dokonane, i to niezależnie od woli rewolucyjnych władz rosyjskich, ententy czy państw centralnych. Polskie marzenia o półmilionowej armii w Rosji – to były w istocie całkiem realne plany powołania tam regularnego, dobrze uzbrojonego i wyszkolonego Wojska Polskiego, noszącego – póki co – swe Orzełki w ukryciu. Tak, jak Krzyżyki, na piersiach.

       

    W środku: pułkownik artylerii Armii Imperium Rosyjskiego i dowódca 2 Brygady Artylerii w I Korpusie Polskim, Tadeusz Jastrzębski (późniejszy generał WP, usunięty za antysanacyjne poglądy, a od 24 lipca 1944 r. komendant główny Narodowych Sił Zbrojnych) jako pierwszy utworzył Związek Wojskowych-Polaków Piotrogrodzkiego Okręgu Wojskowego (24.03. 1917). Później powstały organizacje ZWP Okręgów: Moskiewskiego, Kijowskiego, Zachodniego i Północnego. Z lewej: gen. lejtnant Konstanty Dowbor-Muśnicki – starszy brat Józefa, absolwent Akademii Wojskowo Prawniczej i Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu, a po rewolucji lutowej działacz Związku Wojskowych-Polaków i członek Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego (Naczpol), współorganizator I Korpusu Polskiego. Z prawej: Władysław Raczkiewicz (późniejszy prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie), szef organu wykonawczego ZWP – Naczpolu oraz Rady Naczelnej Polskiej Siły Zbrojnej.
    В середине: полковник артиллерии армии Российской империи и командир 2-й бригады артиллерии I Польского корпуса, Тадеуш Ястржембский (впоследствии генерал Войскa польского, и с 24 июля 1944 года, Главнокомандующий Национальных вооруженных сил – пол. NSZ) как первый сформировaл Союз военных поляков (пол. ZWP) Петроградского военного округа (24.03.1917). Слева направо: генерал-лейтенант Константин Романович Довбор-Мусницкий – старший брат Иосифа, выпускник Александровской военно-юридич. академии  и академии Генерального штаба в Санкт-Петербурге, а после Февральской революции активист ZWP и члeн Верховного Польского Военного Комитетa (пол. Нaчпoл), организатор I Польского корпуса. Справа: Владислав Рачкевич (во время Второй мировой президент Речи Посполитой в изгнании), глава Нaчпoлa, а затем Верховного Совета Польских вооруженных сил в России.

    A jednak wokół tej śmiałej i – jak można się było spodziewać – niepodważalnej idei rozgorzała z miejsca polityczna walka, która, jak podaje Mieczysław Wrzosek, „doprowadziła do podziału na dwa zasadnicze obozy. W jednym zgrupowali się gorliwi zwolennicy tworzenia polskich sił zbrojnych w Rosji, w drugim zaś zagorzali przeciwnicy tego zamierzenia. Obóz rzeczników idei polskiego wojska w Rosji miał w środowisku związków wojskowych (tworzonych przez Polaków w rewolucyjnej Rosji – przyp. GG) pozycję zdecydowanie silniejszą i był inspirowany przez SDN (Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, czyli Narodową Demokrację zaboru rosyjskiego – przyp. GG) oraz Stronnictwo Polityki Realnej. (…) Obóz przeciwników tworzenia wojska swoją siłę opierał natomiast nie tyle na liczebności swoich szeregów, co na poparciu ugrupowań politycznych. (…) Polskie ugrupowania rewolucyjne, SDKPiL oraz PPS-Lewica, wspomagane przez Zjednoczenie Socjalistyczne Polskie powodowały się (tu) względami natury doktrynalnej.” (M. Wrzosek, Polski czyn zbrojny podczas pierwszej wojny światowej 1914-1918, Warszawa 1990).

    Na konferencji działaczy polskich z Europy i Ameryki w Sztokholmie (maj 1917), zdecydowanie przeciwstawili się koncepcji wojska polskiego na Wschodzie politycy związani z państwami centralnymi, między innymi Włodzimierz Kunowski, członek powołanej przez Niemców Tymczasowej Rady Stanu, a zarazem zaufany współpracownik Józefa Piłsudskiego, który również w tej Radzie wówczas zasiadał. Socjaliści-piłsudczycy liczyli na objęcie pełnej władzy w obiecywanej Polakom przez państwa centralne Polsce kadłubowej i chcieli wtedy nadal tworzyć poważne struktury militarne po niemiecko-austriackiej stronie frontu i – rzecz jasna – pod swoją własną kontrolą. Nie wiadomo natomiast, czy tylko takie (lub podobne) względy powodowały działaniami polskiej masonerii, której przedstawiciele odgrywali istotną rolę w torpedowaniu akcji tworzenia wojska narodowego.

    Mowa tutaj, na przykład, o generale Aleksandrze Babiańskim[1], wydawcy „Dziennika Piotrogrodzkiego”, późniejszym członku Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego i członku Komitetu Pamięci Gabriela Narutowicza. Mowa też o Hipolicie Gliwicu, członku petersburskiej loży „Biały Orzeł” i aktywnym działaczu polityczno-gospodarczym II RP (m.in. marszałek senatu); o Bronisławie Siwiku, członku Centralnego Komitetu PPS-Frakcja Rewolucyjna w Rosji i członku loży „Wolność Przywrócona”, a także o Franciszku Skąpskim, rosyjskim przedsiębiorcy i zarazem komendancie POW na Rosję (późniejszy członek „Wielkiej Loży Narodowej” w Warszawie i członek… Kuratorium Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie). Wszyscy oni byli uczestnikami wspomnianej konferencji sztokholmskiej, a także realizatorami jej antynarodowych uchwał na gruncie rosyjskim.

    Nie zważając na veto ze Sztokholmu, zwolennicy orientacji katolicko-narodowej (konserwatyści, narodowcy, prawicowi niepodległościowcy) podjęli na Ogólnym Zjeździe Wojskowych-Polaków w Piotrogrodzie (czerwiec 1917) decyzję o utworzeniu Polskiej Siły Zbrojnej oraz powołali do jej wykonania Naczelny Polski Komitet Wojskowy (Naczpol) z późniejszym prezydentem RP, a ówczesnym chorążym Władysławem Raczkiewiczem na czele. Początkowo starania Naczpolu były skutecznie blokowane przez czołowego polskiego masona w Rosji, Aleksandra Lednickiego (właściciel znanej kancelarii adwokackiej i prezes Zjednoczonego Banku w Moskwie, członek loży „Wielki Wschód Ludów Rosji”). Prawdopodobnie za jego to sprawą ówczesny rosyjski minister wojny (a zarazem wysoko postawiony mason), Aleksander Adler-Kiereński, zignorował zupełnie postulaty Naczpolu w kwestii tworzenia armii polskiej. Było to w końcu czerwca, w przeddzień letniej ofensywy rosyjskiej.

     

    Już w 1916 roku Rosja uznała prawo Polski do powrotu na mapę Europy. W rozkazie z 25 grudnia car Mikołaj II zapowiedział utworzenie "Polski wolnej, złożonej z wszystkich trzech części, dotąd rozdzielonych, z własnymi izbami ustawodawczymi i wojskiem". Po wybuchu rewolucji demokratycznej Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich ogłosiła 14.03.1917 r., że "Polska ma prawo do całkowitej niepodległości pod względem państwowo-międzynarodowym", a w trzy dni później Rząd Tymczasowy stwierdził w oficjalnej nocie, że uznaje "prawo braterskiego narodu polskiego (do) stanowienia o swym losie z własnej woli". Foto: Rosyjscy patrioci-antykomuniści pomagali Polakom formować Korpusy Polskie – gen. Ławr Korniłow, głównodowodzący wojskami rosyjskimi w roku 1917 (Polacy nazywali go „mężem, któremu zaufało wszystko to, co jest rycerskie i uczciwe w Rosji”) oraz gen. Dymitr Szczerbaczew, dowodzący wojskami Frontu Rumuńskiego w l. 1917-1918.
    Уже в 1916 году Россия признала Польшe право на возвращение на карту Европы. В своем приказе от 25 декабря, царь Николай II объявил о создании „свободной Польши, состоящeй из трех частей, до сих пор разделеных, со своими собственными законодательными палатами и армиeй". Петроградский Совет рабочих и солдатских объявил 14.03.1917, что „Польша имеет право на полную независимость” и через три дня, Временное правительство в официальной ноте заявилo, что оно признает „право братского польского народа нa принятиe решения о своей судьбе по собственной воле." Фото: русские патриоты-антикоммунисты помогали полякам организовать польскиe корпусы – ген. Лавр Георгиевич Корнилов, Верховный Главнокомандующий русской армии в 1917 году (поляки его называли „мужeм, которому доверяет все, что есть рыцарского и честного в России”) и ген. Дмитрий Григорьевич Щербачёв, командующий войсками Румынского фронта в 1917-1918 гг.

    Jednakże po jej załamaniu się Adler-Kiereński musiał zmienić zdanie i dnia 8 sierpnia 1917 roku generał Ławr Korniłow mianował zarekomendowanego mu przez Naczpol Józefa Dowbor-Muśnickiego dowódcą I Korpusu Polskiego w Rosji. Zgodnie z uchwałą piotrogrodzkiego Zjazdu Wojskowych-Polaków, oddziały Korpusu miały za zadanie podjąć walkę z Niemcami i Austriakami „w obronie wspólnych całemu narodowi haseł Niepodległości i zjednoczenia”, a wobec problemów wewnętrznych Rosji miały zachować postawę neutralną. Korpus podlegał operacyjnie dowództwu rosyjskiemu, posiadał prawo do komendy wewnętrznej w języku polskim, lecz budowa jego została, niestety, oparta na zaciągu ochotniczym, co znakomicie utrudniło i spowolniło proces formowania poszczególnych jednostek. I Korpus Polski miał być w istocie wyższym związkiem taktycznym (etatowo: 67 tys. ludzi – wobec 48 tys. w typowym korpusie rosyjskim) i w skład jego miały wchodzić trzy dywizje piechoty, pułk kawalerii, trzy brygady artylerii, dywizjon moździerzy, dywizjon artylerii ciężkiej, pułk saperów, oddziały balonowe i lotnicze oraz formacje zapasowe i tyłowe. Jednostki te powstawać miały na rozległym obszarze pomiędzy Bobrujskiem a Rżewem, zaś sztab Korpusu ulokowano pierwotnie w Mińsku, a później w twierdzy Bobrujskiej.

    Zadanie gen. Dowbor-Muśnickiego było bardzo trudne: działając w nader niesprzyjających warunkach, starał się zbudować w jak najkrótszym czasie możliwie jak największą jednostkę operacyjną wojska polskiego, nadać jej patriotyczny, narodowy charakter i utrzymać jej organizacyjną i polityczną odrębność. Musiał przy tym przezwyciężać ograniczenia narzucane mu przez rosyjskie czynniki polityczno-wojskowe, obiektywne trudności czasu wojny, rewolucyjny zamęt na tyłach, zatargi polityczne między Polakami w Rosji, a także narastającą niechęć do kontynuowania wojny, która była obecna wśród mas żołnierskich i – niezależnie od wyznania czy narodowości – przeradzała się pod wpływem rewolucyjnej propagandy w pospolitą anarchię. W zrewoltowanych oddziałach rosyjskich zaprowadzano wówczas powszechnie tzw. demokratyzację, polegającą m.in. na odbieraniu oficerom broni i obieraniu dowódców przez podkomendnych. Temu zjawisku, dzięki uważnej selekcji kadr i zastosowaniu tzw. dyscypliny francuskiej, zdołano się skutecznie przeciwstawić, chociaż elementy wywrotowe (agitatorzy SDKPiL i PPS-Lewicy) czyniły niemałe wysiłki w celu rozbicia spoistości Korpusu.

    Niezależnie od tego, akcję paraliżowania polskich wysiłków mobilizacyjnych prowadził nadal Lednicki i wymienieni już działacze „sztokholmscy”, powiązani z rosyjskimi i polskimi lożami masońskimi oraz strukturami PPS i POW w Rosji. Ich celem było niedopuszczenie do powstania liczącej się siły militarnej o charakterze katolicko-narodowym, mogącej na dodatek oddać się pod rozkazy nowego ośrodka polityki PROPOLSKIEJ, tj. powstałego w sierpniu 1917 r. Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Jego przywódca, a zarazem przywódca zorientowanej od początku wojny przeciwko Niemcom  Narodowej Demokracji, Roman Dmowski, rozesłał latem 1917 r. memoriał pt. „Problemy Centralnej i Wschodniej Europy”, w którym uzasadniał rządom ententy postulat odbudowy Polski mocarstwowej, z dostępem do morza pomiędzy ujściami Wisły i Niemna. W przekonaniu żywiołów katolicko-narodowych armia polska na Wschodzie służyć miała temu drugiemu rozwiązaniu.

    Tymczasem, po październikowym przewrocie Trockiego, a zwłaszcza po nawiązaniu przez bolszewików pokojowych rozmów z Niemcami, polskie wysiłki militarne stały się dla jednych i drugich zbyteczne. Po niemieckiej stronie Piłsudski był już (od 22 lipca) wraz z częścią swych Legionów odosobniony, a rozbudowa siły militarnej w oparciu o Niemców przestała być dla piłsudczyków aktualna. Z drugiej zaś strony frontu, bolszewicy i współdziałający z nimi działacze lewicowi bezskutecznie starali się zanarchizować i zniszczyć I Korpus Polski, liczący w listopadzie 1917 r. ok. 15 tys., a w grudniu ok. 22 tys. żołnierzy. Gdy stara armia rosyjska zaczęła się błyskawicznie rozpadać, odpowiedzią Polaków na rewolucyjny terror było tworzenie kolejnych Korpusów Polskich (II i III – od 4 grudnia) i podjęcie lokalnych działań zbrojnych, przede wszystkim w obronie miejscowej ludności polskiej i polskiego stanu posiadania na Wschodzie. Zamiast maleć – Polskie Siły Zbrojne w Rosji nieustannie rosły. Więdły natomiast i zanikały rosyjskie struktury piłsudczykowskiej lewicy niepodległościowej (POW).



    Nieuport 11 c1 – francuski myśliwiec stał się pierwszą maszyną formującego się Polskiego Oddziału Awiacyjnego przy I Korpusie Polskim w Mińsku. Pilotował go dowódca tej jednostki kapitan Zygmunt Studziński. W grudniu 1917 roku, mimo niesprzyjającej pogody, samolot dokonał 150-kilometrowego przelotu z Mińska do Bobrujska. Po zdobyciu większej ilości samolotów powstała w Bobrujsku Polska Baza Lotnicza pod dowództwem syna oficera gwardii carskiej, ppłk. pil. Piotra Abakanowicza herbu Awdaniec, późniejszego szefa sztabu Narodowych Sił Zbrojnych.
    Ньюпор 11 с1 – французский истребитель стал первым самолетом формирующегося Польского Авиационного Отдела при 1-м Польском корпусе в Минске. Самолет принадлежал командиру подразделения капитану Зигмунду Студзинскому. В декабре 1917 года несмотря на очень плохие условия самолет совершил 150-км перелет Минск-Бобруйск. После того, как поляки дoбыли больше самолетов, основана былa в Бобруйске Польская авиабаза под командованием сына офицера Царскoй гвардии, подполковника пил. Петра Абакановичa (герб Aвдaнeц), во время Второй мировой начальника штаба Национальных вооруженных сил (пол. NSZ).

    Taki rozwój sytuacji zmusił świeżo zreorganizowaną centralę POW (czyli tzw. Konwent) do zmiany polityki wobec formacji polskich w Rosji. W grudniu 1917 roku szefem Komendy Głównej POW został Edward Rydz ps. Śmigły („Wielka Loża Narodowa”), członek wspomnianego Konwentu, w skład którego wchodzili również między innymi: Bogusław Miedziński (PPS-FR, loża „Łukasiński”), Medard Downarowicz (PPS-FR, loża „Machnicki”), Juliusz Poniatowski (PSL-Wyzwolenie) i Andrzej Strug vel Tadeusz Gałecki (PPS-FR, loża „GO” i „Wielka Loża Narodowa”, mason 33 stopnia). Podwładnymi Rydza-Śmigłego w Komendzie Głównej POW byli między innymi: Wacław Stachiewicz (szef sztabu KG POW, loża „Tomasz Zan”) oraz Bolesław Wieniawa-Długoszowski (od 1918 r.  członek komendy POW na Rosję, loża „Łukasiński”). Tak dobrane kierownictwo krajowe POW postanowiło wkrótce poprzeć rozbudowę formacji polskich na Wschodzie, stworzyć pozory współpracy z Naczpolem i organizacjami jednoczącymi Polaków w Rosji, a de facto – przejąć kontrolę nad tamtejszymi strukturami politycznymi i militarnymi w celu wykorzystania ich dla realizacji własnych planów.

    Ograniczając relację do dziejów I Korpusu, należy tutaj wspomnieć, że pod koniec 1917 roku uaktywniła się w nim pewna grupa oficerów („Związek Broni”), do której przynależeli m.in.: rotmistrz Ignacy Matuszewski – gorliwy przeciwnik tworzenia armii polskiej na czerwcowym Zjeździe Wojskowych-Polaków (późniejszy szef wywiadu Wojska Polskiego, minister skarbu II RP i członek tzw. sanacyjnej grupy pułkowników); porucznik Henryk Bagiński (pierwszy komendant Polskich Drużyn Strzeleckich, późniejszy pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, pierwszy szef sztabu Komendy Głównej ZWZ-AK), a także, starszy od nich o 10 lat, dr Stefan Hubicki (członek PPS-Proletariat i POW, późniejszy generał Wojska Polskiego i komendant Oficerskiej Szkoły Sanitarnej, trzykrotny minister pracy i opieki społecznej, mason 33 stopnia). Grupa ta zajęła się szykowaniem gruntu dla nowej „polityki wschodniej” lewicy niepodległościowej.

    Już bowiem w lutym 1918 roku Konwent wysłał do akcji ekipę nowych emisariuszy, którzy otrzymali zadanie „opanowania formacji organizowanych dotychczas w Rosji” i „przekształcenia (ich) w siłę zbrojną obozu piłsudczyków” (Wrzosek). W akcji tej czołową rolę odgrywali: Przemysław Barthel de Weydenthal, Tadeusz Hołówko, Bogusław Miedziński (nowy komendant POW na Rosję), Leopold Lis-Kula i Tadeusz Schaetzel. Po omówieniu zastanej sytuacji na naradzie w Kijowie (15 marca), Barthel de Weydenthal pojechał opanowywać korpusy na południu Rosji, a słynny Lis-Kula udał się do Bobrujska, gdzie nawiązał kontakt z grupą rotmistrza Matuszewskiego. Skutki tego ujawniły się już niebawem.

    Nieco wcześniej, bo w styczniu 1918 roku, bolszewicy podjęli próbę rozbrojenia I Korpusu, liczącego już prawie 29 tys. oficerów i żołnierzy. W odpowiedzi na to gen. Dowbor-Muśnicki wypowiedział Sowietom otwartą wojnę, poprzedzoną zresztą stosownym ultimatum. W trakcie kilkutygodniowych walk siły polskie stopniały do kilku tysięcy ludzi i w praktyce Korpus ocalał dzięki generalnej ofensywie państw centralnych na froncie wschodnim (19 luty) oraz dzięki podpisaniu porozumienia z dowództwem niemieckim (26 luty), gwarantującego oddziałom polskim formalną neutralność na obszarze sześciu powiatów w rejonie Mohylew-Słuck-Żłobin. Mimo rozciągnięcia nad Korpusem ścisłej kontroli niemieckiej, porozumienie ze sztabem Ober-Ostu było jedynym rozsądnym wyjściem z zaistniałej sytuacji, zaś opozycyjna grupa Matuszewskiego mogła przeciwstawić temu posunięciu jedynie utopijny i kompromitujący jej członków pomysł przedarcia się przez szyki niemieckie i wzniecenia na ziemiach polskich powstania zbrojnego. Na szczęście, żołnierze polscy pomysłu tego wcale nie poparli.

     

    Gen. Sylwester Stankiewicz, ze szlachty wołyńskiej – absolwent Kijowskiej Szkoły Junkrów, 10 stycznia 1918 roku gen. Szczerbaczew, na wniosek Komitetu Wykonawczego ZWP Frontu Rumuńskiego, wyznaczył go na stanowisko dowódcy II Korpusu Polskiego. Z prawej: gen. Eugeniusz de Henning Michaelis
    – absolwent Warszawskiej Szkoły Junkrów, organizator i dowódca III Korpusu Polskiego, Naczelny Inspektor PSZ na Ukrainie.
    Генерал-лейтенант Сильвестр Львович Станкевич – происходил из дворян-однодворцев Волынской губернии, окончил Киевское пехотное юнкерское училище, 10 января 1918, ген. Щербачёв, по просьбе Исполнительного комитета ZWP Румынского фронта, назначил его командующим II Польского корпусa. Справа: генерал Эугениуш де Хеннинг-Михаэлис (в русской армии известeн как Евгений Михелис-де-Генниг) – выпускник Варшавской школы юнкеров, организатор и командир III Польского корпуса, главный инспектор Польских вооруженных сил в Украине.

    Działania gen. Dowbor-Muśnickiego miały już zresztą zupełnie inną podstawę, bowiem politycy katolicko-narodowi w Rosji (późniejszy prezes SN, Joachim Bartoszewicz, a także Stanisław Grabski i Jerzy Zdziechowski) doprowadzili w końcu stycznia 1918 r. do przekształcenia Naczpolu w Radę Naczelną Polskiej Siły Zbrojnej (z chorążym Raczkiewiczem jako prezesem). Występując w charakterze najwyższej polskiej władzy wojskowej na Wschodzie, Rada Naczelna PSZ mianowała gen. Dowbor-Muśnickiego naczelnym dowódcą Polskich Sił Zbrojnych w Rosji, któremu podporządkował się także formalnie generał Eugeniusz de Henning Michaelis, rezydujący w Kijowie Naczelny Inspektor PSZ na Ukrainie (II i III Korpus), a zarazem członek wspomnianej Rady Naczelnej PSZ. Nominacja z dnia 4 lutego upoważniała zatem Dowbor-Muśnickiego do podjęcia działań w interesie już nie tylko I Korpusu, ale i całego Wojska Polskiego w Rosji. Mając na uwadze realną sytuację polityczno-militarną (faktyczna kapitulacja Rosji przed Niemcami), Naczelny Wódz skierował do Warszawy mieszaną delegację Rady Naczelnej PSZ i dowództwa I Korpusu, która w dniu 4 marca 1918 roku przekazała władzę zwierzchnią nad Polskimi Siłami Zbrojnymi w Rosji członkom Rady Regencyjnej.

    Rada Regencyjna objęła to zwierzchnictwo, zatwierdziła porozumienie wojskowe z Niemcami, ustanowiła prezesa Raczkiewicza swym nieoficjalnym pełnomocnikiem w Rosji i nakazała skupienie się wszystkich polskich oddziałów pod dowództwem gen. Dowbor-Muśnickiego. Naczelny Wódz i żołnierze wszystkich formacji I Korpusu złożyli w połowie marca uroczystą przysięgę na wierność Ojczyźnie oraz Radzie Regencyjnej „jako naczelnej władzy Państwa Polskiego”. Owo symboliczne, na razie, wskrzeszenie Rzeczypospolitej miało miejsce w chwili, gdy stara imperialna Rosja była już trupem szarpanym na strzępy przez bolszewików, Ukraińców i elementy białogwardyjskie, natomiast triumfujące Niemcy zwróciły całą swoją potęgę na Zachód i szykowały się do zadania ostatecznego ciosu wojskom ententy (ofensywa 21 marca). Właśnie wówczas Polska jęła powstawać z grobu po przeszło wiekowej niewoli, budując wysiłkiem działaczy katolicko-narodowych, wysiłkiem prawicy niepodległościowej, zaczątek Wojska Polskiego (PSZ w Rosji), władzy cywilnej (RR) i reprezentację przyszłego państwa na forum międzynarodowym (KNP w Paryżu).

    Towarzyszyło temu również inne, nie mniej symboliczne wydarzenie. Oto bowiem, na wieść o bezprawnym przekazaniu przez Niemców Chełmszczyzny i części Podlasia na rzecz proklamowanej 22 stycznia 1918 r. Ukraińskiej Republiki Ludowej, zbuntowała się II Brygada byłych Legionów, wojująca jeszcze dotąd po stronie państw centralnych. Żołnierze płk. Józefa Hallera (późniejszego pierwszego polskiego dowódcy Armii Polskiej we Francji) rozbili 15 lutego 53. pułk piechoty austriackiej (a właściwie: chorwackiej) w starciu pod Rarańczą, po czym przekroczyli linię frontu i w kilkanaście dni później połączyli się z II Korpusem PSZ generała Sylwestra Stankiewicza. Tym samym Legiony Piłsudskiego ostatecznie przestały istnieć, a ostatnia jego Brygada znalazła się pod nominalnym dowództwem gen. Dowbor-Muśnickiego.

    Jednakże do faktycznego przejęcia przezeń dowodzenia nad całością sił polskich w Rosji dojść już nie mogło, a to wskutek zdecydowanego przeciwdziałania zarówno lewicy, jak i czynników decyzyjnych państw centralnych. Zbrojne manifestowanie niezależności i stworzenie przez Dowbor-Muśnickiego aktywnego ośrodka polskości, deklarującego podległość wyłącznie odradzającemu się Państwu Polskiemu oraz szkolącego oficerów i żołnierzy na „uświadomionych obywateli kraju”, mogących w każdej chwili przystąpić do decydującej walki o pełną Niepodległość swej Ojczyzny – postrzegane było jako realne zagrożenie dla niemieckiej polityki wschodniej. Toteż w maju 1918 r. Niemcy – będący, jak się zdawało, o włos od zwycięstwa na Zachodzie – przystąpili do likwidacji Korpusów Polskich, rozrastających się mimo wszelkich przeciwności na Wschodzie. W dniu 21 maja dowództwo niemieckie zażądało od Polaków natychmiastowej zgody na rozbrojenie i demobilizację I Korpusu i poparło swoje ultimatum groźbą całkowitego zniszczenia ponad 23-tysięcznej formacji polskiej. Generał Dowbor-Muśnicki, zważając na bezcelowość stawiania oporu i perspektywę przewiezienia wszystkich żołnierzy do kraju, gdzie wkrótce mogli się sprawie polskiej bardzo przydać – ultimatum to przyjął.

    Decyzja powyższa nie spodobała się grupie Matuszewskiego i Lisa-Kuli, którzy pod wodzą przybyłego specjalnie płk. Barthela de Weydenthala dokonali nocą z 21 na 22 maja przewrotu sztabowego w Bobrujsku, aresztowali gen. Dowbor-Muśnickiego i wydali oddziałom Korpusu rozkaz przystąpienia do samobójczej walki z Niemcami. Zamachowcy świetnie zdawali sobie sprawę, że popychają swoich rodaków na bezsensowną rzeź – wszak stawianie oporu Niemcom 11 maja pod Kaniowem przez płk. Hallera skończyło się zdziesiątkowaniem i zagładą II Korpusu – a ich rzeczywistym celem było głośne zamanifestowanie faktu podjęcia akcji antyniemieckiej przez lewicę niepodległościową, która wiązała do niedawna swe widoki na przyszłość właśnie z państwami centralnymi i nie miała czym się wykazać wobec przywódców ententy. Ruchawka bobrujska stanowiła więc w istocie jeden z elementów nowej „polityki wschodniej” żywiołów socjalistyczno-masońskich, a zarazem była fragmentem planu wyprzedzenia orientacji katolicko-narodowej w otwartym już wyścigu do objęcia władzy nad odradzającą się Polską.

    A jednak i tym razem konspiratorzy skompromitowali się doszczętnie, gdyż wojsko polskie zignorowało zupełnie ich rozkazy i pozostało wierne swemu prawowitemu dowódcy. Jeden z zamachowców, porucznik Gielniewski, popełnił od razu samobójstwo, a inni (za wyjątkiem Melchiora Wańkowicza) po prostu uciekli: „Epilog tej całej awantury, czyli "zamachu" na mnie, był smutny – pisał we wspomnieniach Dowbor-Muśnicki –  ale i niemniej komiczny. Główni wykonawcy "zamachu", jak Lis, Matuszewski, Bartha, Hubiccy i inni, sądząc, że życiem Gielniewskiego opłacili za inscenizowaną awanturę, uciekli, a część ich nawet tak się śpieszyła, że użyła do tego aż aeroplanu. Niemcy ich nie ścigali.” Generał zastanawiał się „na czym polegały przypuszczenia (zamachowców), że wojsko usłucha rozkazów obcych mu ludzi? Chyba tylko na prestige’u imienia komendanta Piłsudskiego. Ale w Korpusie nikt go nie znał i nawet mało kto o nim słyszał…” („Wspomnienia”, Wyd. Bellona, s. 199 i 200).

    Po tym incydencie demobilizacja potoczyła się bez większych problemów, według ustalonego przez Niemców harmonogramu. Ostatni transport Polaków odjechał z Bobrujska w pierwszej dekadzie lipca, a sam Naczelny Wódz również znalazł się w kraju i zamieszkał w Staszowie. Nie był to wszakże koniec jego aktywności – wprawdzie w pierwszych dniach Niepodległości generał Dowbor-Muśnicki nie otrzymał od Piłsudskiego przydziału i został odsunięty od ośrodków decyzyjnych, ale już w styczniu 1919 r. Wielkopolanie postawili go na stanowisku naczelnego dowódcy Polskich Sił Zbrojnych w byłym zaborze pruskim. Gen. Dowbor-Muśnicki nie tylko wyzwolił od Niemców całą Wielkopolskę, ale także udzielił liczącej się pomocy bohaterskim obrońcom Lwowa. Jesienią 1920 r. zakończył służbę czynną i został przeniesiony w stan spoczynku w stopniu generała broni. Do końca życia mieszkał w Batorowie pod Poznaniem, gdzie zmarł w 1937 roku. Spoczął na cmentarzu parafialnym w pobliskim Lusowie.



    Twierdza Bobrujsk, kopiec na cmentarzu 2000 polskich żołnierzy usypany przed ewakuacją  rozbrojonego I Korpusu Polskiego nad Wisłę. Czy ktoś o tym miejscu pamięta?
    Бобруйская крепость, курган на кладбище 2000 польских солдат, который был наcыпан до эвакуации разоруженого I Польского корпуса в центральную Польшу. Кто-нибудь помнит об этом месте?

    Józefowi Dowbor-Muśnickiemu z pewnością należy się miano pierwszego Wodza II Rzeczypospolitej, bowiem kierował on tworzeniem podstaw państwowości polskiej na ziemiach polskich na długo przed objęciem zwierzchnictwa nad wojskiem przez Rozwadowskiego i Piłsudskiego – nominatów powołanej przez Niemców Rady Regencyjnej, która zresztą wybór Dowbor-Muśnickiego na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych także zaaprobowała. Inicjatywa polityczno-militarna firmowana przez Dowbor-Muśnickiego miała autentycznie polski charakter i zmierzała w kierunku zmobilizowania wielkiej, patriotycznej, niezależnej od obcych dyrektyw siły, która z powodzeniem mogła stać się głównym narzędziem walki ze słabnącymi zaborcami i rozmaitymi innymi przeciwnikami Polski mocarstwowej i zarazem katolickiej.

    I nie było winą Generała, że inicjatywa ta napotkała od samego początku na tak wielkie, ograniczające ją niesłychanie trudności, że wielusettysięczne rzesze żołnierzy polskich nie zostały jednak zorganizowane pod polską komendą i nie przejęły w swe ręce tych ogromnych zasobów broni i porzuconego sprzętu, jakie pozostawiła po sobie rozpadająca się armia rosyjska, i że w efekcie zmarnowana została znakomita sposobność podyktowania warunków naszej Niepodległości przez zorganizowaną zawczasu Siłę Zbrojną polskiego narodu. Zaważyły tu różne okoliczności, także te niezależne od Polaków, ale istotna odpowiedzialność za zniweczenie próby odbudowy Polski w oparciu o gotowe struktury militarne na Wschodzie – spada właśnie na lewicę rewolucyjną i niepodległościową. Kto wie, może to za sprawą intryg Polaków-masonów i Polaków-komisarzy musiała Polska broczyć krwią jeszcze przez dwa długie lata po zakończeniu wielkiej wojny?

    Chociaż historia dziwnie zwleka z ostatecznym sprawiedliwym osądem tamtych brzemiennych w skutki wydarzeń, chociaż każe nam się wciąż widzieć jedynego Wskrzesiciela-Wodza Ojczyzny w Piłsudskim – to jednak dla nas, Polaków, pierwszym budowniczym zbrojnej Niepodległości był i jest nie kto inny, tylko generał Dowbor-Muśnicki i jego sławni żołnierze. Zostaną oni na zawsze w pamięci potomnych i pozostanie też z nami ich symbol: Orzeł polski przytwierdzony do Krzyża.

    Grzegorz Grabowski

     

    Pieśń armii generała Dowbor-Muśnickiego (1917) 

    Niesiemy wolność na bagnetach!
    Niech żyje cały polski lud!
    Kto chce, niech trawi czas w Sowietach,
    My wierzym w święty Polski cud!

    W tysiącu bitew za ich sprawę
    Leliśmy próżno polską krew.
    „Za Poznań, Kraków i Warszawę”,
    To nasz jedyny dzisiaj śpiew!

    Od źródeł Niemna po szlak morza,
    Po Odry brzegi, szczyty Tatr
    I hen, po stepy Zaporoża,
    Niech wieść na skrzydłach niesie wiatr!

    Do braci naszych, co w Alp śniegu,
    Na polach Francji obcą straż
    W niewolnym pełnią dziś szeregu,
    Leć z wieścią, szczęsny Orle nasz.

    Nieś ty im, Orle, pieśń żołnierza,
    Zwątpienie z piersi wyżeń, zduś.
    O zmartwychwstaniu mów Przymierza,
    Głoś: żyje Polska, Litwa, Ruś!

    I tam za sine oceany,
    Gdzie Waszyngtona wdzięczny kraj –
    Rodakom zanieś z serc wyrwany
    Okrzyk: „Szczęść Boże! Boże daj!”

    Hej, generale, skiń żelazem!
    Armaty lśnią, bagnety skrzą.
    Pod częstochowskim my obrazem,
    Rotę przysięgi skropim łzą!

    Niesiemy wolność na bagnetach!
    Niech żyje cały polski lud!
    Kto chce, niech trawi czas w Sowietach,
    My wierzym w święty Polski cud!


    * * *

    [1] - Nazwiska masonów za: L. Hass, Masoneria polska XX wieku, Warszawa 1996. Występuje częstokroć zjawisko późniejszego datowania przynależności do loży, np. Babiański przynależał do „loży Więckowskiego” („zał. w 2 poł. 1918 bądź w początkach 1919”) w latach 1919-1920, co kazałoby mniemać, że w Sztokholmie (maj 1917) nie występował jeszcze jako mason. Tymczasem:
    a/ w nocie biograficznej Babiańskiego jest informacja: „1915-17 czł. Zrz.(eszenia) Niep.(odległościowego)”, a na str. 47 czytamy: „A. Więckowski i przynajmniej niektórzy członkowie piotrogrodzkiej loży >Biały Orzeł< , jak H. Gliwic, utworzyli w 1915 r. wespół z kilku innymi polskimi działaczami niepodległościowymi w Rosji tajne Zrzeszenie Niepodległościowe. Współpracowało ściśle ze specjalnie w tym celu powołanym do życia z inicjatywy Wielkiego Wschodu Ludów Rosji, również tajnym, Kółkiem Przyjaciół Niepodległości Polski.”
    b/ podawane przez Hassa daty przystąpienia do masonerii niekoniecznie muszą być ścisłe, o czym świadczy jego uwaga na str. 41: „Ludzie ci przeważnie od lat już znali się ze sobą i w różnych konfiguracjach personalnych współdziałali w rozmaitych akcjach i stowarzyszeniach legalnych, półlegalnych bądź nielegalnych.”, a także informacja ze str. 53, że Więckowski założył w wyzwolonej Warszawie swą lożę z pomocą „swoich bliskich znajomych, jak carski generał w stanie spoczynku, prawnik Aleksander Babiański”.

    Zob. takż
    e/См. также:

    Józef Dowbor-Muśnicki, Wspomnienia, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2003, 2008. („Ekipa rządowa związana z marszałkiem Piłsudskim starała się zdezawuować dokonania generała. On sam złożył dymisję i usunął się do swojego majątku. Pod koniec życia postanowił jednak przedstawić swój ogląd minionego czasu.” - od Wydawcy). Иосиф Романович Довбор-Мусницкий, Воспоминания: 
    http://books.google.pl/books?id=ipSI5JqpZW0C&;printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false

    Fotogaleria: Korpusy Polskie w Rosji. Фотогалерея: Польскиe корпусы в России:  http://dzieje.pl/galeria/11-listopada-1918-zdjecia-cz-10

    Od październikowego orędzia do 11 listopada – budowa zrębów Niepodległej przez Radę Regencyjną i polskie najwyższe władze wojskowe jesienią 1918 r. – Wykład dra Mariusza Patelskiego, autora najlepszej biografii drugiego Naczelnego Wodza, zatytułowanej "Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski żołnierz i dyplomata". Восстановлениe Независимой Речи Посполитой Регентским советoм и польскими высшими военными властями осенью 1918 года. – Лекция доктора Мариуша Пaтeльскoгo:
    http://opole.kik.opoka.org.pl/rocznica_niepodleglosci.htm

  • Żołnierze polscy idący ramię w ramię z Armią Czerwoną na Berlin realizowali pragnienie wszystkich Polaków, by zakończyć II wojnę światową zwycięstwem nad naszym odwiecznym wrogiem – Niemcami i zabezpieczyć narodowi polskiemu taką granicę i takie warunki pokoju, które nie pozwoliłyby już nigdy żywiołowi germańskiemu zapanować nad słowiańską i katolicką Polską.



    Nasz cel: obronić zachodnie granice. Foto: Wbijanie słupów granicznych na Odrze - 27 lutego 1945 roku żołnierze 6 Samodzielnego Batalionu Mostowo Pontonowego 1 Armii Wojska Polskiego jako pierwsi ustawili drewniany słup z tabliczką z orzełkiem i napisem „Polska” w Czelinie (niem. Zellin) koło Mieszkowic, powiat gryfiński, woj. zachodniopomorskie. Tym samym oznaczyli nową granicę Polski z Niemcami.
    Наша цель: защитить западные границы. Фото: Вбивaние пограничных столбoв на реке Одрe - 27 февраля 1945 года, солдаты 6-го отдельного понтонно-мостового батальона 1-й армии Войска Польского были первыми, которые поставили деревянный столб сo знаком орла и надписью "Польша" в Челине (немецкий Zellin), район городa Мешковице, Грыфинский повят, Западно-Поморское воеводство. Таким образом они отметили новую границу между Польшeй и Германиeй.


    I.
    W najnowszym swym artykule pt. „Pamięć o żołnierzach ze wschodu”[1] Adam Śmiech pisze: „13.10.11 r. minęła 68 rocznica zakończenia bitwy pod Lenino. 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga, stoczyła w istocie przegrany, krwawy bój z Niemcami, dysponując nieprzygotowanym do walki, na takim froncie jakim był front wschodni w 1943 r., żołnierzem. Dywizja została zmasakrowana, a polska krew obficie zrosiła pole bitwy. Zginęło 510 żołnierzy, 776 dostało się do niewoli lub zostało uznanych za zaginionych, a 1776 zostało rannych. Stanowiło to 25% stanu dywizji. A jednak nie znalazłem, ani wczoraj, ani 12 października (rozpoczęcie bitwy i dawne, PRL-owskie święto żołnierza polskiego) żadnych informacji o upamiętnieniu Polaków poległych i walczących pod Lenino.

    Dziś o tym się nie mówi. Nie tylko o Lenino, ale i o przyczółku magnuszewskim, o straszliwych walkach w powstaniu warszawskim, o zbrodni w Podgajach, o Wale Pomorskim, o wielkiej bitwie o Kołobrzeg, o zdobyciu Gdańska, o forsowaniu Odry, o Budziszynie, wreszcie o Berlinie i polskiej fladze nad Tiergarten.

    Dlaczego tak się dzieje? Otóż, mamy do czynienia z ohydną zemstą polityczną na niczemu nie winnych żołnierzach 1 i 2 Armii WP idących ze wschodu. (…) A przecież byli to, zwłaszcza do czasu wejścia wojska na teren tzw. Polski lubelskiej, w przeważającej większości Kresowiacy i Sybiracy, często będący jednymi jak i drugimi jednocześnie. Ludzie ci nie zdążyli do armii Andersa nie z własnej winy. (…) Walczyli dzielnie, tysiące spośród nich oddało życie za Polskę, nie za komunizm, czy partię. (…) W sposób karygodny zaprzestano mówić o tym polskim wkładzie w pokonanie hitlerowskich Niemiec, o ciężkich walkach toczonych przez polskich żołnierzy na dawnych piastowskich i słowiańskich ziemiach, które w dużej części przypadły powojennej Polsce. Ten aspekt jest dzisiaj przedstawiany jako wstydliwy relikt minionej epoki. Zupełnie niesłusznie.”



    Most na Odrze, marzec 1945. Мост на реке Одре, март 1945.


    II.
    To kolejny, po „Apoteozie zbrodni”, trafiający w sedno tekst redaktora Śmiecha. Zgadzając się z zaprezentowaną przez niego oceną Wojska Polskiego idącego do Polski ze wschodu, podkreślić musimy dwie rzeczy. Najpierw tą, że po stronie nie-polskiej widać nie od dzisiaj znaczny wysiłek propagandowy idący w kierunku zdezawuowania wysiłku zbrojnego Polaków na szlaku walk od Lenino do samego Berlina i w kierunku ukazania jego rzekomej daremności, jeżeli już nie bezsensu.

    Przykładem tego mogą być ubiegłoroczne kontrowersyjne publikacje na łamach polskojęzycznego pisma „Focus Historia”, wydawanego w Warszawie przez niezbyt swojsko nazywające się wydawnictwo „Gruner+Jahr Polska Sp. z o.o. & Co.”, którego czasopisma czyta podobno aż „11 milionów Polaków”. W artykułach: „Orzeł nad Berlinem”[2] i „Flaga jak bomba”[3] zawarta została propagandowa sugestia, jakoby żołnierze Wojska Polskiego uczestniczący w szturmie Berlina traktowani byli nie jak wojenni sojusznicy, lecz gorzej niż zwykłe „mięso armatnie”. Dowodem na to miało być – według „Focusa” – uniemożliwianie nam wieszania flag biało-czerwonych w zdobytym Berlinie, zdzieranie ich przez żołnierzy sowieckich po wymianie ognia z Polakami, a nawet rozstrzeliwanie zatrzymanych w tych starciach żołnierzy polskich.

    Na czym oparte zostały te oskarżenia, które wywołały w internecie prawdziwą falę antyrosyjskich komentarzy i posądzeń o celowe pomniejszanie polskiego wkładu w zwycięstwo? – Na dwóch relacjach pochodzących, niestety, „z trzeciej ręki” („Flaga jak bomba”):
    1. „Mariusz Skotnicki, kustosz Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, tak mówi o incydencie w Reichstagu: „Wspominał kiedyś o tym w telewizji prof. Paweł Wieczorkiewicz. Krąży taka informacja, ale nie jestem w stanie jej potwierdzić. Traktuję to raczej w kategoriach takiej półlegendy. Ale może coś w tym wszystkim było?”... Prof. Wieczorkiewicz zmarł w 2009 r. Swoich źródeł więc już nie ujawni.”
    2. „Na forum portalu Odkrywca.pl znajduję wypowiedź krewnego pewnego weterana z 1. Dywizji Piechoty, który był ponoć świadkiem tego, co się stało w Berlinie. Z jego opowieści wynika, że po tym, jak Polacy dostali się na dach Reichstagu, część z nich została zaatakowana przez nadbiegających Rosjan. Wywiązała się krótka i zażarta strzelanina, ale czerwonoarmistów było więcej. Polaków, biorących udział w walce, zatrzymano i rozbrojono. Ci, którzy się tylko przypatrywali zajściu, zostali odesłani na tyły z dodatkową porcją jedzenia oraz wódki. Musieli jednak przysiąc pod groźbą śmierci, że zachowają skandaliczne i tragiczne wydarzenie w sekrecie. Co stało się z innymi zatrzymanymi? Podobno zostali rozstrzelani. A przynajmniej strzały słyszeli zobowiązani do milczenia świadkowie, odchodzący z okolicy Reichstagu pod uzbrojoną eskortą...
    Żołnierzem, który miał to opowiedzieć, był śp. Mieczysław Kossakowski ze Złotorii pod Tykocinem. Zwiadowca 1DP, który przeszedł szlak od Lenino do Berlina. Słuchaczem – jego krewny Wojciech Fabin, funkcjonariusz policji i pasjonat historii z Łomży. „Jeszcze raz potwierdzam w całości to, co napisałem” – mówi „Focusowi Historia” Fabin. (…) Wciąż mamy więc jednego człowieka i jedną opowieść (bardzo dramatyczną), przekazaną kolejnemu pokoleniu. Żadnych więcej dowodów i relacji...” – przyznaje autor rewelacji „Focusa”.

    Rosjanie odpowiedzieli na to w licznych publikacjach zdziwieniem, oburzeniem i jednoznaczną sugestią, że Polacy nie byliby zdolni do wymyślenia tak zuchwałej w swej kłamliwości antyrosyjskiej akcji propagandowej. W komentarzu „Jak rozstrzeliwali Polaków za flagę nad Reichstagiem”[4] Maksym Kupinow pisał ironicznie, lecz słusznie: „Jest rzeczą jasną, że atmosfera masowej histerii związanej z katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem stworzyła nową wersję znanego "Katynia". Tym razem wydarzył się on w… Berlinie w 1945 roku. Rozumie się samo przez się, że flagę nad Reichstagiem wciągnęli nie żołnierze sowieccy, lecz polscy. Za co, oczywiście, ich skrzywdzono. (…) Przychodzi od razu na myśl anegdota z czasów sowieckich: „Wojsko Polskie Berlin brało, a sowieckie pomagało.” (…) Polaków można za wiele rzeczy obwiniać, podarkiem dla ludzkości trudno ich nazywać, ale taka propagandowa podłość (…) nie może pochodzić z ich narodowego repertuaru.”



    Plan szturmu Reichstagu 30.04-02.05.1945. Карта штурма Рейхстага 30.04-02.05.1945.

    Wikipedia.pl/ru: „Polacy wkroczyli do walki o Berlin 30 kwietnia rano i od razu weszli do boju o centralny, najsilniej umocniony rejon obrony, m.in. w zachodniej części Tiergarten, skąd przebijali się do Reichstagu, walcząc również w rejonie Politechniki i przy Bramie Brandenburskiej.

    Pierwszy atak w kierunku Reichstagu, rozpoczął się 30 kwietnia o godz. 11:30, następny wyruszył półtorej godziny później. Obydwa ataki załamały się pod ogniem niemieckiej obrony wspieranej przez ZOO Flaktürm. O godz. 14:25 dowodzący 150. DP generał-major W. M. Szatiłow zameldował, że widział czerwoną flagę nad schodami Reichstagu, ale kiedy wkrótce dotarł do niego tłum korespondentów wojennych, okazało się, że wojska radzieckie tkwią wciąż w połowie Königsplatz.

    Podrażniona duma radzieckiego generała doprowadziła do wydania przez niego rozkazu zawieszenia na gmachu Reichstagu czerwonej flagi za wszelką cenę. Atak ponowiony o godz. 18:00, wsparty przez czołgi i artylerię, doprowadził do wdarcia się żołnierzy Armii Czerwonej na schody niemieckiego parlamentu. O godz. 21:45 pododdziały 150. DP oraz 171. DP dowodzonej przez płk A. I. Niegodę zajęły pierwsze piętro budynku Reichstagu. O godz. 22:50 zawisła na nim flaga z sierpem i młotem. Wczesnym rankiem 1 maja nad Reichstagiem został podniesiony szturmowy sztandar 150. DP, jednakże bój о Reichstag przedłużył się jeszcze о cały dzień i dopiero w nocy 2 maja załoga Reichstagu skapitulowała.

    W dniu 2 maja 1945 roku ok. godz. 6 rano, podczas rajdu przez park Tiergarten dokonanego przez 2. batalion, część 1. batalionu 3. pułku piechoty i batalion czołgów 66. Brygady Pancernej, żołnierze 7. baterii 3. dywizjonu 1. pułku artylerii lekkiej z 1. Dywizji Kościuszkowskiej, zatknęli na środku trzeciej kondygnacji Siegessäule (pruskiej kolumnie zwycięstwa) w parku Tiergarten biało-czerwony sztandar. Drugą flagę na balustradzie drugiej kondygnacji, na polecenie por. Piotra Potapskiego, powiesili żołnierze z 8. baterii 3. dywizjonu. Trzecią flagę powiesiło pięciu polskich żołnierzy z 1. Dywizji Piechoty (byli to ppor. Mikołaj Troicki, plut. Kazimierz Otap, kpr. Antoni Jabłoński oraz kanonierzy Aleksander Karpowicz i Eugeniusz Mierzejewski). Po kapitulacji, na Kolumnie Zwycięstwa i na Bramie Brandenburskiej zawisły biało-czerwone flagi. Tuż obok czerwone sztandary wieszali żołnierze radzieccy. Hitlerowskie Niemcy były pokonane.”



    Berlin, flagi na Bramie Brandenburskiej, maj 1945. Stojąca na górze kwadryga powożona przez uskrzydloną boginię Nike została podczas bitwy o Berlin kilkakrotnie ostrzelana przez Niemców, chcących strącić zawieszoną na niej czerwoną flagę, wskutek czego uległa zniszczeniu, a jedyną częścią jaka pozostała w całości była głowa jednego z koni. Podobnie działo się z flagami sowieckimi  wywieszanymi przez Rosjan przed kapitulacją Berlina na budynku Reichstagu. 
    Берлин, флаги на Бранденбургских воротaх, май 1945. Во время штурма Берлина стоящaя наверху квадригa крылатой богини Ники была полностью разрушена, когда немцы пытались уничтожить висящий на ней красный флаг Победы. То же самое относится к советским флагам, которые перед капитуляцией Берлина русские вешали на здании Рейхстага.

    III.
    Natomiast po stronie polskiej istnieje ciągle wyraźna bariera psychologiczna: „berlingowcy” to ci, którzy służyli Stalinowi, pomagali mu zniewalać nasz kraj, instalować komunistyczne rządy, odbierać przedwrześniowym elitom polityczne i gospodarcze znaczenie, zastępować je żydowskimi „intelektualistami” w rodzaju Szymborskiej.

    Jest w tym pewna racja, albowiem, istotnie, rządy komunistyczne nie były rządami suwerennymi i – przynajmniej od upadku Gomułki do 1956 roku – rządami polskimi, a porozumienie ze Stalinem, który wiosną i latem 1939 r. sprowokował Hitlera do rzucenia się „z motyką na słońce” i eksterminował polskich oficerów – było chyba niemożliwe.

    Jednakże rację ma i red. Śmiech mówiąc, że nie ma tego złego, które by na dobre nie wyszło. Powrót nad Odrę i Nysę Łużycką i nad całe nasze dzisiejsze wybrzeże Bałtyku – warty był z całą pewnością ofiar żołnierzy komunistycznego Wojska Polskiego, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i niezliczonych ofiar lat niemiecko-sowieckiej okupacji.

    Żołnierze polscy idący ramię w ramię z Armią Czerwoną na Berlin realizowali w istocie – niezależnie od politycznych celów Wschodu i Zachodu – pragnienie wszystkich Polaków, a zwłaszcza bohaterów Lenino, Monte Cassino i Warszawy, by zakończyć II wojnę światową zwycięstwem nad naszym odwiecznym wrogiem – Niemcami i zabezpieczyć narodowi polskiemu taką granicę i takie warunki pokoju, które nie pozwoliłyby już nigdy żywiołowi germańskiemu zapanować nad słowiańską i katolicką Polską.

    Szanujmy ten wysiłek i tą krew przelaną naszych przodków na drodze do Berlina. Komunizm już przeminął i – da Bóg – przeminą też dzisiejsze zależności. A granicę na Odrze i Nysie wciąż mamy i musimy ją dzisiaj już „tylko” obronić.

    Grzegorz Grabowski



    Żołnierze polscy przy Bramie Brandenburskiej. Berlin, maj 1945 roku.
    Польские воины у Бранденбургских ворот. Берлин, май 1945 года.


    [1] – Pamięć o żołnierzach ze wschodu – artykuł Adama Śmiecha (14.10.2011).
    Память о воинах с востока – статья Адама Смехa (14.10.2011):
    http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=380

    [2] – Orzeł nad Berlinem – artykuł z „Focus Historia” nr 5/2010.
    Орел над Берлином – статья из „Фокус История" № 5/2010:
    http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/orzel-nad-berlinem/

    [3] – Flaga jak bomba – artykuł z „Focus Historia” nr 10/2010.
    Флаг, как бомба – статья из "Фокус История” № 10/2010:
    http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/flaga-jak-bomba/ ;

    [4] – Jak „rozstrzeliwali” Polaków za flagę nad Reichstagiem – komentarz Maksyma Kupinowa w Segodnia.ru (01.08.2011). 
    Как поляков за флаг над Рейхстагом „расстреливали” – комментарий Максимa Купиновa в Сегодня.ру (01.08.2011):
    http://segodnia.ru/index.php?spos=1&;spor=1&rst=0&srch=%CA%E0%EA+%AB%C2%EE%E9%F1%EA%EE+%CF%EE%EB%FC%F1%EA%EE+%C1%E5%F0%EB%E8%ED+%E1%F0%E0%EB%EE&srchtp=0&pgid=2&cldday=&srv=segodnia.ru&partid=56&newsid=14458&snewsid=0&gallery_id=0&imgnum=1



    Sowiecka grupa szturmowa zmierza do Reichstagu.
    Советская штурмовая группа движется к Рейхстагу.


    „Очевидно, атмосфера массового психоза, связанного с авиакатастрофой под Смоленском, породила новую версию пресловутой «Катыни». На сей раз произошла она… в Берлине в 1945 году. Само собой разумеется, что флаг над Рейхстагом водрузили не советские солдаты, а польские. За что и пострадали, конечно.

    Со ссылкой на польское издание Focus недавно появился в блогосфере следующий потрясающий текст: «Наши солдаты были скошены очередью [русского] то ли максима, то ли ручного пулемета после водружения польского флага на крыше рейхстага. Мой дядя Мечислав Коссаковски из Тыкоцина прошел весь путь от Ленино до Берлина в разведке одного (не помню сейчас, которого) из дивизии 1DP ( так в тексте - автор). Три раза он бежал из плена во время выполнения боевых задач, несколько раз ранен, но это неважно. Еще во времена «коммуны» как большую семейную тайну он рассказал, как он стал непосредственным свидетелем, как наши парни впервые вбежали на крышу [Рейхстага] и водрузили польский флаг, и через секунду некоторые из них были расстреляны подбежавшими русскими. На площади перед воротами началась короткая, но очень ожесточенная перестрелка между польскими и русскими солдатами. Но русских было слишком много, и наши были вынуждены прекратить стрельбу. Польские части, которые участвовали в перестрелке, были задержаны и разоружены, а тех, кто не принимал активное участие в столь важном для нас, поляков, моменте, но были там, они получили несколько порций жрачки и самогона с приказом отправиться в тыл, предупредив держать это в тайне под страхом смертной казни. Уже покидая площадь перед Рейхстагом, они вроде бы слышали, как русские расстреливают разоруженные польские части, что первыми водрузили флаг над Рейхстагом, но они ничего не могли сделать, так как были под вооруженным конвоем. Дядя очень переживал это, рассказывая. Это я услышал, как семейную тайну, которая передается потомству».

    Сразу вспоминается анекдот советской эпохи: «Войско Польско Берлин брало, а Советско помогало». Можно, конечно, поразмыслить над тем, с каких пор в Красной Армии стали самогон выдавать, или над тем, почему участия поляков в штурме Рейхстага до сих пор никто не замечал. Но самое забавное не в этом.

    Очевидно, распространители этой залипухи просто не подумали о том, какой омерзительной субстанцией выглядят в этом описании польские солдаты и офицеры. У них на глазах их боевые товарищи, водрузившие якобы флаг на Рейхстаге, бьются со злостными москалями, а они своим на помощь не приходят – «русских было слишком много». Потрясающая причина. Суворовский тезис - «сам погибай, товарища выручай», только наизнанку.

    Более того, они слышат, как расстреливают их героических соплеменников, но ведь поляки «получили несколько порций жрачки и самогона с приказом отправиться в тыл, предупредив держать это в тайне под страхом смертной казни». И отправились себе в тыл, и помалкивали, подкупленные всего лишь жрачкой и самогоном, Иуды дешевые. Христопродавец хоть 30 сребреников - солидную в свое время сумму за предательство получил. А эти…

    Если, конечно, допустить, что воспоминания дяди Мечислава - не бред сивой кобылы, вызванный употреблением этого самогона. Поляков за очень многое можно упрекнуть, подарком человечеству их никак не назовешь, но такая массовая жрачко–самогонная подлость по отношению к своим сослуживцам как–то мало на них похожа. Это не из их национального репертуара.

    Наверное, «дядя Мечислав Коссаковски из Тыкоцина» и его племянничек впопыхах просто не сообразили, какой унизительный для поляков пасквиль они состряпали.

    Максим Купинов



    Reichstag po walce. Вид на Рейхстаг после боев.

  • 3 октября 2011 | 00:29 Rosja z Bogiem - Россия с Богом 


     

    Prezydent Miedwiediew i premier Putin w cerkwi prawosławnej. Po prawej: Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl.
    Президент Медведев и премьер Путин в православной церкви. Справа: Патриарх Московский и всея Руси Кирилл.


    INTERFAX, Moskwa, 7 września 2011:
    W pobliżu placów budów 200 świątyń w Moskwie będą funkcjonować tymczasowe cerkwie.


    Tymczasowe świątynie z elementów prefabrykowanych planuje się postawić w szeregu miejsc Moskwy, w której będzie zbudowanych 200 nowych cerkwi prawosławnych.

    "Ustaliliśmy z patriarchą, że będziemy budować jednodniowe świątynie w ramach Projektu 200 jako świątynie pierwszych liturgii, a po zakończeniu budowy i po konsekracji wielkich kamiennych świątyń odjadą one do innych dzielnic, albo też przewiezione zostaną do innych województw Rosji" – powiedział w środę korespondentowi Interfax-Religia Andrzej Pokłoński, szef zarządu Rosyjskiego Klubu Prawosławnych Mecenasów, który realizuje w regionach kraju projekt budowy tzw. jednodniowych świątyń z elementów prefabrykowanych.

    Według niego, takie cerkwie zaczną być budowane w Moskwie od listopada 2011 roku.

    Tradycja budowy świątyń w jeden dzień narodziła się w Rosji w XVI wieku. Właśnie dlatego takie świątynie nazywały się "jednodniowymi" - dosłownie "stawianymi w jeden dzień": najpierw przygotowuje się i montuje drewniane moduły przyszłej świątyni, a następnie organizuje się ich dostawę na plac budowy, gdzie dokonuje się montażu cerkwi.

    Jak już informowaliśmy, 21 września (2011), w święto Narodzenia Bogurodzicy, drewniane jednodniowe świątynie zbudowane będą w siedmiu rosyjskich miastach: w Twerze, Kaliningradzie, Ufie, Soczi, Jekaterynburgu, Irkucku i Jużno-Sachalińsku.

    Miasta te połączy w czasie budowy transmisja na żywo. Planuje się, że udział w akcji wezmą gwiazdy rosyjskiej estrady i telewizji: Oleg Gazmanow, Michał Leontiew, Oksana Fiedorowa, Abraham Russo, Andrzej Małachow, Grzegorz Gładkow i inni.

    Pierwszą cerkiew w ramach tego projektu wzniesiono w 2008 roku w Kemerowie, a podobne świątynie były wówczas zbudowane w Moskwie, Kijowie i Mińsku.

    Za: interfax-religion.ru

    Tłum./Пер. Grzegorz Grabowski



    Rosja, budowa drewnianej cerkwi. Россия, строительство деревянной церкви.



    Москва. 7 сентября 2011. ИНТЕРФАКС:
    Близ строительства 200 храмов в Москве будут действовать временные церкви

    Временные быстровозводимые храмы планируется установить в ряде мест Москвы, где будут строиться 200 новых православных церквей.

    "С патриархией мы согласовали, что будем строить обыденные храмы в рамках "Программы-200" как храмы "первых литургий", которые после строительства и освящения больших каменных храмов "уедут" в другие микрорайоны вплоть до "переброски" в другие области России", - рассказал корреспонденту "Интерфакс-Религия" в среду глава правления Российского клуба православных меценатов Андрей Поклонский, который реализует проект строительства в регионах страны т.н. обыденных быстровозводимых храмов.

    По его словам, такие церкви в Москве начнут возводить с ноября 2011 года.

    Традиция сооружения храмов за один день возникла в России в XVI веке. Именно поэтому такие храмы назывались "обыденными" - буквально "об один день": сначала изготавливаются и собираются деревянные модули будущего храма, затем организуется их доставка к месту возведения, где и производится монтаж церкви.

    Как сообщалось, 21 сентября, в праздник Рождества Богородицы, деревянные обыденные храмы построят в семи российских городах - в Твери, Калининграде, Уфе, Сочи, Екатеринбурге, Иркутске и Южно-Сахалинске.

    Эти города на время строительства свяжет онлайн-трансляция. Планируется, что участие в акции примут звезды российской эстрады и ТВ - Олег Газманов, Михаил Леонтьев, Оксана Федорова, Авраам Руссо, Андрей Малахов, Григорий Гладков и другие.

    Первую церковь в рамках проекта возвели в 2008 году в Кемерово, в тот же год подобные храмы были построены в Москве, Киеве и Минске.

    http://www.interfax-religion.ru/?act=news&;div=42119

    Zob. także/См. также:



    Tylko odrodziwszy Wiarę w sercach można uczynić nasz kraj silnym i kwitnącym. Apel przewodniczącego Rosyjskiego Klubu Prawosławnych Mecenasów (RKPM), Andrzeja Pokłońskiego. 
    Cделать сильной и процветающей нашу страну можно, только возродив Веру в сердцах. Обращение председателя Российскoгo Клубa Православных Меценатов (РКПМ), Андрея Поклонского: http://7hramov.ru/content/view/90/

    Międzynarodowy projekt „Siedem świątyń w siedmiu miastach w jeden dzień”.
    Международный проект „Cемь храмов в семи городах за один день”
    : http://rkpm.ru/content/view/613/120/

    Fotogaleria projektu. Фотогалерея проекта: http://rkpm.ru/index.php?option=content&;task=view&id=1132




    Rosja, nowa cerkiew. Россия, новая церковь.
  • Słowiańszczyzna i Rosja – Славянщизна и Россия  http://polski.blog.ru/126388051.html (09.09.2011).

    Słowiańszczyzna – żywioł słowiański, rodzina słowiańska, krąg wszystkiego, co słowiańskie: ziem, państw, narodów i ich kultury.
    Славянщизна – славянщина, славянский элемент, славянская семья, совокупность всего славянского, славянские народы, земли, страны и культурa.



    Jest wiele pięknych miejsc na świecie, ale najpiękniejsza jest Słowiańszczyzna.
    Есть много красивых мест в мире, но самой красивой является Славянщизна.

    Фото: foto.mail.ru

    Słowiańszczyzna i Rosja

    Wrzesień…

    Pochylając się nad smutną narodową przeszłością, z niepokojem spoglądamy na naszą teraźniejszość i na dosyć mgliście rysującą się przyszłość. Zastanawiamy się, co czeka Polskę i co czeka świat w nieodległym czasie.

    A świat, w którym żyjemy zmienia się bardzo szybko. Weszliśmy w nową epokę, którą zdążono już nazwać „epoką poamerykańską”. Wbrew obawom wielu ludzi, może to być duża zmiana na lepsze. Możemy, oczywiście, tej zmiany się lękać, możemy straszyć się nawet Rosjanami, Chińczykami i muzułmanami, ale będzie to już tylko przebijanie dna. Epoka poamerykańska stała się faktem i Polska powinna na tej zmianie także skorzystać. Nie możemy wlec się w ogonie przemian. Za Ameryką.

    Byliśmy jako żołnierze często pierwsi w boju, występując bardzo często jako obrońcy straconej sprawy: przegranych powstań, bitew i kampanii. Krew naszą spijały maki na wielu polach bitewnych Europy i świata, lecz kto inny konsumował owoce naszych klęsk i zwycięstw.

    W 1989 roku miało być inaczej. Miała odrodzić się wolna Polska. Miał powstać z kolan wolny naród. W sojuszu z Zachodem.
    Jakże bolesna iluzja!

    Dlatego dzisiaj nie wyglądajmy już wskazówek, natchnienia i wsparcia od „zachodnich demokracji”. – „Po owocach ich, poznacie ich.” – Poznaliśmy zbyt dobrze.

    Dzisiaj trzeba nam wejść w epokę poamerykańską ze szczerym postanowieniem porzucenia prozachodnich mrzonek i antyrosyjskich uprzedzeń, z pragnieniem dokonania zasadniczej zmiany w naszym myśleniu i naszych sercach. To nieprawda, że jedynym ratunkiem dla Polski jest kontynuacja polityki proamerykańskiej (proatlantyckiej) i tworzenie z naszego kraju, z naszych ciał jakiejś bariery, zapory pomiędzy Niemcami i Rosją. Byłaby to polityka błędna.

    W epoce poamerykańskiej należy postawić na współpracę z całym światem, a więc także z potężniejącymi państwami BRICS, z krajami muzułmańskimi (jak to chcą robić nawet Węgrzy), z czarną Afryką, o którą rywalizują zaciekle Amerykanie i Chińczycy, a Polacy mają tam wśród miejscowych elit wielu katolickich wychowanków polskich misji.

    Ale przede wszystkim postawić należy na budowę bloku polsko-słowiańskiego, na wskrzeszenie idei Słowiańszczyzny. Jesteśmy Słowianami i zajmujemy olbrzymie obszary Europy, posiadamy żyzne ziemie, morza, drogi handlowe i wielkie bogactwa naturalne, a narody słowiańskie nie ustępują w niczym pozostałym narodom świata. Ale żyjemy stosunkowo biednie i boimy się o jutro, bo jesteśmy podzieleni. Podzieleni tak samo, jak od tysiąca lat podzielone jest chrześcijaństwo.

    Musimy się porozumieć i zjednoczyć. Musimy zbudować Słowiańszczyznę jako porozumienie ponad podziałami cywilizacyjnymi i ponad narzucanymi nam zzewnątrz podziałami politycznymi. Musimy oprzeć to porozumienie Słowian na jednej wspólnej zasadzie akceptacji personalizmu jako filozoficznej wykładni człowieka. Ma ona tą zaletę, że stawia na pierwszym miejscu zadanie dbałości o dobro i godność każdego człowieka – co powinno być celem dobrej władzy – a przy tym nie generuje  podziałów religijnych, skoro „nie trzeba być chrześcijaninem, aby dostrzec i zaakceptować personalizm” (prof. H. Kiereś).

    Pójść nam trzeba jednak pod znakiem Krzyża. Z pełną świadomością, że „W Polsce wspólną z rosyjskimi prawosławnymi obronę zwalczanego w Europie krzyża utrudniać będą nie tylko fanatyczni zwolennicy obecnego kształtu Unii Europejskiej oraz jej ustawy zasadniczej – Traktatu Lizbońskiego – ale również silne lobby amerykańskie, które kreuje naszą politykę wobec Rosji. Politykę transatlantycką, antyrosyjską. Taki charakter będzie ona miała tak długo, jak długo będą się z nią  zgadzali polscy katolicy. Stanęli oni bowiem przed następującą alternatywą: albo będą nadal godzić się na dyktat Brukseli i Waszyngtonu w sprawach religii, albo pójdą za Ojcem Świętym i głosem sumienia, które podpowiada wspólną z Rosją obronę krzyża w Europie i świecie.” (prof. A. Raźny).

    W „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” (1923-24) Roman Dmowski pisał tak: „Z chwilą, gdy polityka narodu wie, gdzie leży główne niebezpieczeństwo, ma już wytkniętą drogę do szukania sojuszów. (…) Istotą naszej polityki względem Rosji nie były kombinacje z jakimikolwiek czynnikami przemijającymi - widzieliśmy konieczność porozumienia z tym, co jest trwałe w Rosji, z narodem rosyjskim, zrozumieliśmy znaczenie tego porozumienia i dla nas, i dla Rosji. (…) Wejście na równą drogę z Rosją przyszłości to praca wymagająca wielkiego wysiłku myśli i energii. Jest to najtrudniejsze z zadań naszej polityki, nie tylko ze względu na przeszłość, ale także i dlatego, że wobec jego wagi dla naszej przyszłości, najwięcej tu napotykamy przeszkód ze strony obcych, wrogich wpływów zarówno u nas, jak w Rosji.”

    Pamiętając o tym, nie możemy dziś układać się przeciwko Rosjanom z jakimikolwiek nowymi "bolszewikami", którzy chcieliby opanowywać Rosję. Nie tylko dlatego, że działać to może w dwie strony, ale przede wszystkim dlatego, że nasz stosunek do narodu rosyjskiego powinien być wreszcie oparty – w naszym własnym interesie – na ewangelicznym: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Od tego zależy nasza przyszłość. I przyszłość Słowiańszczyzny.

    Dlatego dzisiaj polityka PROPOLSKA, to polityka uwzględniająca aspiracje Polaków i innych Słowian, wskazania Dmowskiego, żałosne doświadczenia opierania się na Zachodzie i palącą potrzebę ułożenia się z sąsiadami w taki sposób, by żaden Paderewski nie musiał już żebrać w Waszyngtonie o pomoc.

    Grzegorz Grabowski



    Dawni Słowianie. Древние Славяне.

    Poniżej nieśmiertelne wiersze rosyjskiego poety i słowianofila Fiodora Iwanowicza Tiutczewa (1803-1873).
    Ниже бессмертные стихи русского поэта и славянофилa, Фёдорa Ивановичa Тютчевa (1803-1873).

    Słowiańszczyzna
    (ros. „Od Rosjanina po przeczytaniu urywków z prelekcji Pana Mickiewicza”)

    Niech Bóg w niebiosach błogosławi
    Twoje dobre początki –
    Mężu niewątpliwego powołania,
    Mężu godzącej nas miłości...

    Nie na darmo szaty znoszone
    Tyś ochoczo z ramion swych zrzucił.
    Bóg zwyciężył – oczy przejrzały.
    Byłeś poetą – a stałeś się prorokiem.

    Czujemy zbliżenie Światła –
    To natchnione twoje Strofy,
    Jak zwiastuny Nowego Testamentu,
    Okrążyły cały Słowiański świat...

    Czujemy światło – i niedaleka ta chwila –
    Ostatni zburzony jest mur –
    Przebudź się, rozproszone plemię
    I  złącz się w jeden Naród –

    Przebudź się – nie Polsko, nie Rosjo –
    Przebudź się, Słowiańska Rodzino! –
    I otrząsnąwszy się ze snu, po raz pierwszy –
    Wymów słowo: To Ja!

    Ty, który cudownie umiałeś
    Wrogość uleczyć w sobie –
    Tak oto na duszę rozjaśnioną
    Spływa łaska Boga!..

    1842


    Tłum./Пер. Grzegorz Grabowski

    Wiersz ten był przesłany na ręce Adama Mickiewicza i – jak pisze jego wydawca, Jan Orłowski – "wyrażał charakterystyczną ewolucję poglądów Tiutczewa na "kwestię polską" i przyszłość Słowiańszczyzny. Świadczył też o czasowym odejściu Tiutczewa od pozycji rusocentryzmu i wielkomocarstwowego szowinizmu".

    От Русского, по прочтении отрывков из лекций г-на Мискиевича (!)
    (пол. „Славянщизна”)

    Небесный царь благослови
    Твои благие начинанья —
    Муж несомненного призванья,
    Муж примиряющей любви…

    Недаром ветхие одежды
    Ты бодро с плеч своих совлëк.
    Бог победил — прозрели вежды.
    Ты был поэт — ты стал пророк.

    Мы чуем приближенье Света —
    И вдохновенный твой Глагол,
    Как вестник Нового Завета,
    Весь мир Славянский обошел…

    Мы чуем свет — уж близко время —
    Последний сокрушен оплот —
    Воспрянь, разрозненное племя,
    Совокупись в один Народ —

    Воспрянь — не Польша, не Россия —
    Воспрянь, Славянская Семья! —
    И опряхнувши сон, впервые —
    Промолви слово: Это Я!

    Ты ж, сверхъестественно умевший
    В себе вражду уврачевать —
    Да над душою просветлевшей
    Почиет Божья благодать!..

    1842


    Это стихотворение было направлено Адаму Мицкевичу, – и как пишет его издатель Ян Орловский – „выражалo характерную эволюцию мнения Тютчева по „польскому вопросу” и будущему Славянщизны. Также свидетельствовалo о временном отклонении Тютчева от позиции русоцентризмa и великодержавного шовинизма".

    Źródło/Источник: Jan Orłowski, "Nieznany wiersz Tiutczewa do Mickiewicza", "Slavia Orientalis", т. XLII, nr. 1, 1993, с. 71-73. Za/Из: ru.wikisource.org





    Flaga Słowiańszczyzny, zatwierdzona na zjeździe wszechsłowiańskim w Pradze w 1848 r. (z dodanymi herbami państw).
    Флаг Славянщизны, утверждённый на панславянском съезде в Праге в 1848 г. (с добавленными гербами государств).
    Фото: vk.me


    Rosja
    (ros. „Umysłem Rosji nie zrozumiesz”)

    Umysłem Rosji nie zrozumiesz,
    Ogólną miarą nie pomierzysz:
    Ona ma osobliwą postać –
    Bo w Rosję można tylko wierzyć.

    1866


    Tłum./Пер. Grzegorz Grabowski

    ***
    („Умом Россию не понять”, пол. „Россия”)

    Умом Россию не понять,
    Аршином общим не измерить:
    У ней особенная стать —
    В Россию можно только верить.

    1866


    To jedna z ważnych charakterystyk państwa rosyjskiego i mentalności Rosjan, podkreślająca pewną   irracjonalność ich zachowań. Składnik literackiego obrazu "tajemniczej duszy rosyjskiej", mającego romantyczny charakter.
    Это одна из важных характеристик российского государства и менталитета русских, акцентирующая определённую иррациональность поведения. Элемент литературного образа „загадочной русской души”, носящего романтический характер.

    Źródło/Источник: ru.wikisource.org



    Fiodor Tiutczew, rosyjski nacjonalista, panslawista i kontrrewolucjonista, fotografia z ok. 1860 r. W ministerstwie spraw zagranicznych cesarza Rosji i b. króla Polski, Mikołaja I Romanowa, zajmował od 1848 r. stanowisko starszego cenzora i nie pozwolił na rozpowszechnianie w Rosji manifestu komunistycznego („Das Manifest der Kommunistischen Partei“ Marksa i Engelsa) w języku rosyjskim, stwierdzając krótko: „komu potrzeba, ten przeczyta i po niemiecku“. Tiutczew był autorem myśli politycznej (w artykule "Rosja i rewolucja"), że w "świecie współczesnym" istnieją tylko dwie siły: rewolucyjna Europa i konserwatywna Rosja. W tymże artykule przedstawiona została idea stworzenia prawosławno-słowiańskiego sojuszu państw pod egidą Rosji.
    Ф. И. Тютчев, русский националист, панславист и контрреволюционер,
    фотография из ок. 1860 г. В министерствe иностранных дел императорa Всероссийскoго и бывшего польского короля, Николая I Павловичa, с 1848 года занимал должность старшего цензора. Будучи им он не разрешил распространять в России манифест коммунистической партии („Das Manifest der Kommunistischen Partei“ Маркса и Энгельса) на русском языке, заявляя что „кому надо, прочтут и на немецком”. Тютчев был автором политической мысли (в статье "Россия и революция"), что в "современном мире" существуют только две силы: революционная Европа и консервативная Россия. Тут же излагалась и идея создания союза славянско-православных государств под эгидой России.

    Panslawizm – nurt ideowy i koncepcja polityczna, szczególnie popularny w rosyjskich kręgach inteligenckich i częściowo politycznych za panowania Aleksandra II (1855-1881). Identyfikował on słowiańskość z rosyjskością i sprowadzał się do postulatu dominacji politycznej i kulturalnej Rosji wśród narodów słowiańskich, a w skrajnych wersjach do projektów utworzenia wielkiego pansłowiańskiego imperium, które miało stanowić realizację idei tzw. trzeciego Rzymu.” (T. Wituch).

    Roman Dmowski: „W roku 1907 zabrałem się do napisania książki, przeznaczonej przede wszystkim dla czytelnika rosyjskiego i francuskiego… [mowa o książce „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, która ukazała się w 1908 r. we Lwowie, a w roku następnym jej przekłady wyszły w Petersburgu i Paryżu]. Panslawizm, tak energicznie swego czasu propagowany przez Rosję, należał już właściwie do przeszłości. Zadała mu cios ewolucja narodowa ludów słowiańskich. Rosnące szybko poczucie samoistności narodowej tych ludów sprowadziło do absurdu idee „zlania strumieni słowiańskich w morzu rosyjskim" [określenie Puszkina z wiersza pt. „Oszczercom Rosji”]. Solidarność słowiańska mogła się już oprzeć tylko na uznaniu samoistności każdego z narodów słowiańskich, na jej poszanowaniu przez innych Słowian i na współdziałaniu tych narodów zarówno w ich rozwoju cywilizacyjnym, jak w obronie przeciw wspólnym wrogom. Zrozumienie tego sprawiło, że słowianofilstwo w samej Rosji szybko zanikało, że Rosja dla Słowian znacznie ochłodła i przestała podsycać propagandę słowianofilską.
    (…)
    Dawny panslawizm, który patrzył na Słowian jako na potencjalnych Rosjan, mógł ogłaszać nas za zdrajców Słowiańszczyzny, bo jako naród z bogatą przeszłością dziejową, z opartą na niej wybitną indywidualnością narodową i odrębnym a bogatym życiem duchowym, związany przez swą religię i cywilizację ze światem łacińskim, a nie bizantyńskim – najmniej ze wszystkich Słowian mieliśmy kwalifikacji do tego, żeby się stać Rosjanami. Wszelkie też wysiłki zwrócone ku zrobieniu z nas Rosjan były beznadziejne. W nowym położeniu, kiedy rozwój narodowy Słowian zachodnich i południowych zrobił ogromne postępy, kiedy Czesi, Serbowie, Bułgarzy poczuli się odrębnymi, samoistnymi narodami i ta samoistność stała się im drogą, kiedy solidarność słowiańska mogła się tylko na uznaniu tej samoistności każdego z narodów oprzeć – zarzut zdrady sprawy słowiańskiej można było zwrócić tylko do Rosji, która wespół z Niemcami pracowała nad zniszczeniem bytu wielkiego narodu słowiańskiego, Polski.

    Podniesienie tedy na nowo idei słowiańskiej, niedogodne dla Rosji z jej przeciwpolską polityką, dla Polski przedstawiało ogromne korzyści. O ile by się dało postawić sprawę szczerze, uczciwie w świadomości ludów słowiańskich, a to przy należytej pracy z naszej strony było możliwe, przed Rosją stawała alternatywa: albo zerwać współpracę z Niemcami przeciwko Polsce, zmienić swą politykę polską, albo wyrzec się poważniejszego wpływu na Słowian zachodnich i południowych.
    (…)
    Przez ogłoszenie książki „Niemcy, Rosja i kwestia polska” oraz przez akcję na terenie słowiańskim wykroczyliśmy poza ramy polityki miejscowej, dzielnicowej, wystąpiliśmy jako jeden, niepodzielny naród z jedną, obejmującą całość Polski polityką i jako tacy stanęliśmy niedwuznacznie w obozie przeciwniemieckim. Pomimo skromnego zakresu tej akcji – bo na szerszy środki nasze nam nie dozwalały – był to krok wielkiej doniosłości.”

    (R. Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, t. 1, Warszawa 1989, s .139-140.)



    Poseł Roman Dmowski – trzecia Duma Państwowa Imperium Rosyjskiego (1910).
    Депутат Роман Дмовский – 3-й созыв Государственной Думы Российской империи (1910).


    Zob. także/Cм. также: 

    Czas na geopolityczne zmiany – artykuł prof. Anny Raźny z biuletynu katolickiego ruchu społeczno-politycznego „Błękitna Polska”. Время на геополитические изменения – статья проф. Анны Разьны из бюллетеня католического социально-политического движения „Голубая Польша” http://polski.blog.ru/149984355.html
    (28.04.2012).

    O politykę propolską. O пропольской политикe http://polski.blog.ru/121578435.html (25.06.2011).

    Jędrzej Giertych o sojuszu z Rosją. Енджей Гертых о союзе с Россией http://polski.blog.ru/216448675.html (01.04.2015).

     Grabski o sojuszu Polaków z Rosją. Грабский o союзе поляков с Россией http://polski.blog.ru/214001587.html (12.08.2014).

     Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).

     Dmowski o sojuszu Polaków z Rosją. Дмовский o союзе поляков с Россией http://polski.blog.ru/221711347.html (14.08.2016).

     

    Фото: agregator.pro/polski.blog.ru


  • Drugi „cud nad Wisłą” polegał właśnie na tym, że Polska wywalczyła swoją suwerenność terytorialną bez utraty suwerenności gospodarczej, a co za tym idzie – bez utraty niezależności politycznej. Второе „чудо над Вислой” состоялo именно в том, что Польша выиграла свой территориальный суверенитет без потери экономического суверенитета, а следовательно – без потери политической независимости.

     

    Gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski herbu Trąby – faktyczny naczelny wódz Wojska Polskiego w bitwie warszawskiej 1920 r., szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego do kwietnia 1921 r. Генерал-майор Тадеуш Иордан-Розвадовский герба Трубы – настоящий Главнокомандующий Войска Польского в битве под Варшавой 1920 г., начальник Генерального штаба Войска Польского дo апреля 1921 г.

    Lejba Dawidowicz Bronstein ps. Lew Trocki
    - główny organizator Armii Czerwonej, komisarz ds. wojny i marynarki wojennej, szef Rewolucyjnej Rady Wojennej RFSRR, naczelny wódz wojsk bolszewickich w 1920 r. Лейба Давидович Бронштейн псевд. Лев Троцкий - главный организатор Красной Армии, комиссар по освещению войны и флота, глава Реввоенсовета РСФСР, главный командир большевистских сил в 1920 г.

    Wyzwalanie się Polski spod rozbiorowej niewoli zaczęło się w październiku 1918 roku i trwało ponad dwa lata. Równolegle do walk zbrojnych i zabiegów dyplomatycznych miały miejsce działania zmierzające do odbudowy ziem polskich ze zniszczeń wojennych i zapewnienia normalnego funkcjonowania kraju. Podstawowym problemem była likwidacja strat jakie zastano w przemyśle, rolnictwie i infrastrukturze. Zniszczona była połowa mostów, 2/3 stacji kolejowych i 1,9 mln budynków, głównie na wsi, a straty w przemyśle były ogromne: na terenach byłego Królestwa Polskiego tylko 14 % robotników zatrudnionych przed wojną mogło podjąć na nowo pracę w 1918 roku. W roku następnym produkcja wyrobów przemysłowych sięgała zaledwie poziomu kilkunastu-kilkudziesięciu procent produkcji z roku 1913 (ropa naftowa – 78 %, węgiel – 66 %, lecz stal, surówka żelaza – tylko 3-3,5 %).

    Produkcja była więc katastrofalnie niska, brakowało węgla i wielu surowców, których na dodatek nie można było dostarczyć w odpowiednich ilościach do ocalałych i odbudowywanych fabryk, gdyż Polska została ograbiona z lokomotyw, wagonów, urządzeń kolejowych i mostów. Sytuację pogarszał fakt, że kontrahenci zagraniczni bojkotowali współpracę z Polakami w obawie przed tzw. sezonowością państwa polskiego i trudnościami płatniczymi naszego kraju. Utrudnienia w wymianie gospodarczej wynikały też z faktu zerwania się więzi poszczególnych dzielnic rozbiorowych z organizmami finansowo-gospodarczymi byłych państw zaborczych. Pierwsza pomoc finansowa dla rządu w Warszawie napłynęła od Polaków zamieszkałych w USA i Kanadzie, jednak odrodzona Polska dosyć szybko zrozumiała, że na realne wsparcie tzw. demokracji zachodnich nie powinna zbytnio liczyć.

    Wyraźnym sygnałem ostrzegawczym było zakwestionowanie przynależności Gdańska i Górnego Śląska do naszego państwa, co na konferencji pokojowej w Paryżu uczynił premier Wielkiej Brytanii, Lloyd George, poparty w tym dyskretnie, lecz stanowczo przez delegację amerykańską. Tworząc Wolne Miasto Gdańsk i wymuszając plebiscyt na Śląsku, anglo-amerykańska finansjera sterująca zza kulis przebiegiem konferencji paryskiej, przymknęła Polsce jej jedyne „okno” na świat i doprowadziła do pozbawienia nas większości Górnego Śląska ze znajdującym się tam przemysłem (Niemcom przypadło 50 % śląskich hut i 24 % kopalń). Politycy zachodni stanęli też po stronie Czechosłowacji, która w styczniu 1919 r. złamała obowiązującą umowę graniczną i zajęła zbrojnie większość innego polskiego obszaru przemysłowego, tj. Śląska Cieszyńskiego. Te same ośrodki dyspozycyjne przeciwstawiały się również odzyskiwaniu przez Polskę jej ziem wschodnich, w tym zwłaszcza roponośnych obszarów byłej Galicji i wysunęły kuriozalny projekt tzw. linii Curzona (grudzień 1919), którą usiłowały przekształcić latem 1920 r. w granicę polsko-bolszewicką. Pomysł ten umarł, na szczęście, śmiercią naturalną po zwycięstwie polskim pod Warszawą.

    Wszystkie te poczynania mocarstw zachodnich godziły w żywotne interesy Polski i utrudniały odbudowanie naszego państwa w sprawiedliwych granicach. Ciężka sytuacja militarna i konieczność rozbudowy Wojska Polskiego wraz z zapleczem zbrojeniowo-zaopatrzeniowym sprawiły jednak, że szukano pomocy gdzie tylko się dało i rozważano nawet pomysły daleko idących koncesji gospodarczych dla państw i podmiotów, które zechciałyby realnie wspomóc Rzeczpospolitą w jej walce o Niepodległość. Przede wszystkim chodziło tutaj o pomoc finansową niezbędną dla kontynuowania działań zbrojnych i przywrócenia mocy produkcyjnych przemysłu.

    Gorącym zwolennikiem otwarcia Polski dla kapitałów amerykańskich był Ignacy Paderewski. W lipcu 1919 roku wyraził on zgodę na przyjazd misji Henry’ego Morgenthau, który miał zbadać sytuację Żydów polskich, ale chciał również przeforsować projekt międzynarodowego Towarzystwa Akcyjnego dla eksploatacji naszych zasobów surowcowych. Paderewski nie zdołał przekonać swego rządu do wyrażenia zgody na ów pomysł, który „prowadził  do kontroli przez kapitał amerykański całej gospodarki narodowej Polski”. Inspirator „misji” Morgenthaua, późniejszy prezydent USA Herbert Hoover, przedstawił więc w sierpniu 1919 r. nową propozycję, przewidującą „reorganizację zarządzania gospodarką narodową”, m.in. poprzez powołanie Rady Ekonomicznej z udziałem amerykańskich doradców i ekspertów. Paderewski „z zadowoleniem przyjął ofertę Hoovera”, ale posłowie Sejmu Ustawodawczego dostrzegli w niej „niebezpieczne ograniczenie suwerenności gospodarczej Polski”, na co nie było jeszcze wówczas społecznego i politycznego przyzwolenia.

    Rząd polski przyjmował tymczasem Hoovera z niezwykłymi honorami: na Placu Saskim witali go najwyżsi dostojnicy państwowi, z Piłsudskim włącznie, zgotowano mu owację dziesiątków tysięcy warszawiaków i paradę 32 000 dzieci na Polu Mokotowskim. W zamian za to amerykański gość wychwalał publicznie swój liberalny system i raczył nazwać Paderewskiego oraz Piłsudskiego mianem „wybitnych mężów stanu prowadzących Polskę drogą liberalizmu”.



    Mieli szansę ocalić Polskę i świat
    przed bolszewizmem i II wojną światową. Hoover (stoi z lewej) i Wilson (w środku) w czasie paryskiej konferencji pokojowej (1919).
    У них был шанс спасти Польшу и мир от большевизма и не допустить Второй мировой войны. Гувер (стоит слева) и Вильсон (в центре) во время Парижской мирной конференции (1919).
    Foto: zamek-krolewski.com.pl

    W rzeczywistości Polska szła wtedy drogą obrony swego narodowego interesu: gdy Hoover bawił w Warszawie, półmilionowa Armia Polska toczyła bój o granice, docierając na wschodzie do Bobrujska nad Berezyną i zawierając antybolszewicki układ rozejmowy z Ukraińcami Petlury. Środki na prowadzenie tej wojny pochodziły z ofiarności społeczeństwa, z eksportu towarów (dzięki gromadzeniu obcych walut w Centrali Dewiz), a także z zachodnich kredytów i pożyczek, polegających w 90 procentach na zwykłym upłynnianiu zbędnych już zapasów wojennych.

    Gdy Polacy zaczęli się zbliżać do przedrozbiorowej granicy z Rosją, i gdy jednocześnie odrzucili amerykańskie propozycje „eksploatacji” i „reorganizacji” swej gospodarki – wówczas pojawiły się nieoczekiwane trudności. W połowie września 1919 r. Paderewski bezskutecznie zabiegał o uzgodnienie z aliantami jakiejś wspólnej polityki wobec Rosji, a 24 października rząd brytyjski odmówił nam dalszej pomocy w prowadzeniu wojny. W kilka dni później (3 listopada) Ignacy Boerner powiadomił  bolszewików, że Piłsudski wstrzymuje działania zbrojne na całym froncie...

    Chrześcijańska Rosja przegrała – leninizm został uratowany. Odetchnął z ulgą także marszałek von Hindenburg, który w tym samym 1919 roku wieścił proroczo: „Nie byłoby dla nas niebezpieczeństwa cięższego niż istnienie Polski, gdyby ona istotnie miała się utrzymać jako państwo niepodległe. Ale nie ulegamy temu niepokojowi...”. Dalszy rozwój wypadków zdawał się potwierdzać jego tok myślenia.
     
    Oto w dniu 16 stycznia 1920 r., po atakach bolszewickich na Kijów i Dyneburg, państwa Ententy podejmują decyzję, by nie udzielać Polsce realnej pomocy wojskowej. Pod koniec lutego Lenin nakazuje koncentrację wszystkich możliwych sił do walki z Polską, a 10 marca komendant Armii Czerwonej, Siergiej Kamieniew, zatwierdza plan uderzenia na zachód. Dnia 25 kwietnia rozpoczyna się polskie uderzenie wyprzedzające w kierunku Kijowa; 30 czerwca kończą się nam wszystkie kredyty wojenne; 10 lipca Grabski podpisuje w Spa narzucone mu, upokarzające i niesprawiedliwe warunki, pod którymi państwa zachodnie zgadzają się na kiwnięcie palcem w obronie Polski; 17 lipca rząd Lenina odrzuca angielską propozycję zawarcia rozejmu.

    Jak wiadomo, bolszewicy ponieśli druzgocącą klęskę. W bitwie o Warszawę zdarzył  się cud i linia działań wojennych odsunięta została daleko na wschód. W rzeczywistości zdarzyły się wówczas aż dwa brzemienne w skutki wydarzenia. Otóż w latach 1918-1920 państwo polskie uzyskało kredyty i pożyczki na łączną sumę 272 mln dolarów, z czego 59,6 % uzyskano w roku 1919, a na cały rok 1920 przypadło 30,9 % tej sumy. Tuż przed lipcową ofensywą Tuchaczewskiego strumyczek kredytów zagranicznych wysechł zupełnie. Transporty z bronią i amunicją zakupioną z wcześniejszych transzy kredytowych były blokowane w portach angielskich, w Gdańsku i na szlakach kolejowych Czechosłowacji.
       
    Było to skutkiem zarówno sabotażu organizowanego przez komunistów, jak i solidarnego oczekiwania państw zachodnich i Niemiec, że Polska wojnę z bolszewikami przegra i przestanie odgrywać samodzielną rolę w polityce europejskiej. Polska miała się ostać jedynie jako państewko kadłubowe – bez Wilna, bez Kresów Wschodnich, bez Cieszyna, bez jurysdykcji nad Gdańskiem, a może i bez Poznania, którego von Ludendorf domagał się za odparcie najazdu bolszewików.

    Po ustąpieniu Paderewskiego (listopad 1919), ministrem polskiego skarbu został Władysław Grabski. Miał on realistyczne podejście do kwestii finansowania wojny i odradzającej się gospodarki. O kredycie zagranicznym powiadał  w Sejmie: „Starać się o niego musimy, ale liczyć nań nie wolno (...) nie możemy występować ciągle wobec zagranicy jako ci, którzy nie znajdują ratunku we własnych siłach.” (27.02.1920). Grabski uważał, że ciężar walki o niezależny byt musi i może udźwignąć całe polskie społeczeństwo. Gdy mu tej wiary na moment zabrakło, gdy ugiął się i podpisał w Spa podsunięty mu, kapitulancki dokument, było to dla niego tak wielką osobistą klęską, że jeszcze po latach narzekał poniewczasie: „Jak powinienem postąpić, gdybym wierzył w siłę ofiarną i tężyznę naszego narodu? Tej wiary mi brakowało...”. Grabski, podobnie jak Piłsudski, Szeptycki i wielu innych, przytłoczony był klęskami militarnymi na froncie, widział też pustki w skarbie i prawdziwe, antypolskie oblicze tzw. zachodnich demokracji.
     
    Na odparcie agresji bolszewickiej metodą uderzenia wyprzedzającego potrzebne były (i to natychmiast) ogromne pieniądze. Państwa Ententy, jak już była mowa, postanowiły tych środków nam nie dać. W tej sytuacji rząd polski podjął w kwietniu 1920 r. specjalną uchwałę, której celem było pozyskanie zagranicznych lokat dewizowych, mających umożliwić również kontynuację zwycięskiej dotąd wojny. Według oceny naszego MSZ, „Decyzja powzięta przez KERM stanowiła wyłom w dotychczasowych zasadach postępowania w stosunku do kapitałów obcych. Wiadomość o (tej) decyzji (tj. o ułatwieniach dla lokat kapitału – przyp. GG), zakomunikowana ustnie poselstwu angielskiemu, francuskiemu i amerykańskiemu, wywołała jak najlepsze wrażenie.”

    Odpowiedzią Zachodu nie była jednak gotówka, lecz stwierdzenie pełnomocnika rządu USA, protestanta Hoovera, który 28 kwietnia powiedział wprost: „Najpierwszą rzeczą jest zawarcie pokoju z  bolszewikami. Z wojny tej Polska żadnej korzyści nie ma, wyczerpuje ona kraj, a nie ma sensu, żeby się Polacy bili za zbawienie Europy, przecież nikt im za to nie podziękuje. Póki nie będzie pokoju z bolszewikami, wszelkie kredyty dla Polski (...) będą niezmiernie utrudnione.

    Wobec takiego dictum, prawdziwie syzyfową pracą były starania Grabskiego o kredyty we Francji, USA, Belgii i Holandii. Nie pomogła w tych zabiegach nawet kolejna uchwała KERM-u (24.07.1920), upoważniająca ministra skarbu do udzielania potencjalnym pożyczkodawcom „każdej koncesji, jakiej tylko by zażądali”. Na nic się też zdały wysiłki polskich posłów w stolicach liberalnych mocarstw. Gdy Armia spod Czerwonego Sztandaru wykonywała pod Warszawą swe „zadanie dokonania światowej Rewolucji Proletariackiej, stworzenia światowej Republiki Radzieckiej” (Lenin) – w tym samym czasie Niemcy ogłosiły zakaz dostaw dla Polski przez swoje terytorium (25 lipca), a Kazimierz Lubomirski, poseł RP w Waszyngtonie, ukazywał całą prawdę w depeszach do naszego MSZ: 27 lipca: „...decyzja Departamentu Stanu o udzieleniu nam kredytów ze stoków wojskowych (...) życzliwie przyjęta przez Departament Wojny, spotkała się ze sprzeciwem Departamentu Skarbu (...) Stąd sprawa odkładana codziennie. Robimy najdalej idące zabiegi, starając się wyjednać deklarację zasadniczą prezydenta Wilsona. Ten się waha.”; 2 sierpnia: „Departament jawnie oponuje, rząd gra na zwłokę i postępuje wobec nas nieszczerze. Nie można mieć żadnych nadziei na efektywną pomoc Stanów Zjednoczonych.”; 11 sierpnia 1920: „Ponawiam oświadczenie, że wobec wewnętrznych stosunków absolutnie nie można liczyć na żadną pomoc rządu (USA), ani żywnościową, ani finansową, a tym mniej wojskową.



    Odsłonięcie Pomnika Wdzięczności Ameryce (1922) na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Pomnik dłuta Ksawerego Dunikowskiego został rozebrany w latach 30. decyzją władz miejskich stolicy.
    Открытие памятника Благодарности Америке (1922) на улице Краковское предместье в Варшаве. Памятник долота Ксаверия Дуниковскoгo был снесен в 30-х годах пo решению городских властей.


    Fakt, że w tych warunkach Polska obroniła swą niepodległość jest najlepszym dowodem na cudowny charakter Bitwy Warszawskiej i potwierdzeniem prawdy, że zbawić nas może tylko Jezus Chrystus. Drugi „cud nad Wisłą” polegał właśnie na tym, że Polska wywalczyła swoją suwerenność terytorialną bez utraty suwerenności gospodarczej, a co za tym idzie – bez utraty niezależności politycznej. Polska zmartwychpowstała, utrzymała się przy życiu, udaremniła światową rewolucję, zjednoczyła się wewnętrznie, odbudowała zniszczoną gospodarkę, a wkrótce – dzięki suwerennej polityce sejmu i rządu – awansowała do grona państw o mocnej walucie.

    Nie ucieszyło to bynajmniej państw Ententy, a zwłaszcza Anglii i Stanów Zjednoczonych. Weimarskie Niemcy kipiały wprost z wściekłości. Joseph Wirth, kanclerz Niemiec w latach 1921-1922 i współtwórca traktatu niemiecko-bolszewickiego z Rapallo, powiedział w 1922 roku wprost: „...jedno oświadczam jasno i bez ogródek: Polskę trzeba wykończyć. Polityka moja zmierza do tego celu (...) Nie zawrę żadnych układów, które mogłyby Polskę wzmocnić”. Jedynym punktem oparcia była dla nas Francja, która prowadziła politykę osłabiania Niemiec, a w krytycznym momencie wojny z bolszewikami dała nam moralne wsparcie w postaci generała Weyganda. Jak stwierdził jednak Grabski („Idea Polski”), „Nasz sojusz z Francją (...), był do maja 1926 roku długim pasmem upokorzeń. Francja patrzyła na nas gorzej niż na ubogiego krewnego, prawie jak na przybłędę (...) Pomoc dano nam – jakby z łaski – nie tak jak przystało na sojuszników, pomoc stosunkowo nikłą (...) Przekonałem się, że obchodzą ich tylko ich własne sprawy.”

    Już we wrześniu 1920 roku, po samodzielnym zwycięstwie Polski nad bolszewikami, pojawił się „Projekt odbudowy Polski przy pomocy amerykańskiej”, firmowany nazwiskiem Stanisława Arcta. W późniejszym okresie Grabski odrzucił ów projekt bez większego wahania. Wiedział już dobrze, że powojenna polityka amerykańska zmierzała do restauracji potęgi gospodarczej Niemiec, do dezintegracji pokojowego Traktatu Wersalskiego (m.in. poprzez strategiczne partnerstwo z Niemcami) i do stworzenia „międzynarodowej struktury gospodarczej, w której amerykański kapitał i handel odgrywałby pierwszorzędną rolę.” (P. Wandycz).

    W latach 1918-1928 zadłużenie Europy wobec Stanów Zjednoczonych wzrosło z 3 miliardów do 21 miliardów dolarów. Znaczną część tych długów stanowiły amerykańskie inwestycje w Niemczech. Dla porównania: rządy polskie uzyskały w l. 1921-1923 pomoc kredytową Zachodu na łączną kwotę zaledwie 14,9 mln dolarów. Nie powinno to nas dziwić, bo po zabójstwie Narutowicza prezydentem Rzeczypospolitej został Stanisław Wojciechowski, który odwiedzając w 1922 roku Gdynię rzucił hasło: „Trzeba, ażeby Polacy sobą rządzili, a nie żeby ktoś nimi rządził.” W lutym 1924 roku sytuacja była już tak jasna, że marszałek senatu, Wojciech Trąmpczyński, ocenił publicznie (w przemówieniu poświęconym zmarłemu Wilsonowi), iż Ameryka uległa „intrygantom, którzy nie chcieli pod żadnym warunkiem dopuścić do utworzenia silnej Polski”.

    Stało się to jeszcze lepiej widoczne, gdy w roku następnym Niemcy rozpoczęły wojnę celną z Polską, wstrzymały import polskiego węgla i zażądały rewizji polskiej granicy zachodniej w celu „oderwania od Polski niemieckich prowincji na wschodzie” (Streseman). Rząd Grabskiego objęty został w tym czasie międzynarodową blokadą kredytową, koordynowaną przez Bank Anglii i amerykański Federal Reserve Bank. Celem tego embarga było nie tylko obalenie premiera Grabskiego, który ośmielił się dokonać reformy walutowej i gospodarczej własnymi (!) siłami, ale przede wszystkim zmuszenie Polaków do poddania swej gospodarki pod nadzór międzynarodowych instytucji finansowych. Cel ten osiągnięto dopiero po zamachu majowym.

    W kwietniu 1927 roku przedstawiciele „wielkiej czwórki” (czyli federalnego banku USA, Banku Anglii, Banku Francji i... Reichsbanku) zatwierdzili na konferencji w Calais warunki tzw. planu stabilizacyjnego dla Polski i zobowiązali się zapewnić wspólnie kredyty asekuracyjne dla Banku Polskiego. W Radzie Nadzorczej niezależnego dotąd od obcych Banku Polskiego zasiadł przedstawiciel amerykańskiej finansjery, Charles Dewey, były wiceminister skarbu w Waszyngtonie. Zgodę na to rozwiązanie wymógł na Piłsudskim pomajowy wielokrotny premier, a zarazem wybitny mason, Kazimierz Bartel, a w negocjacjach z rządem polskim, które do tego doprowadziły, uczestniczyły tak szczególne postaci, jak John Foster Dulles (późniejszy sekretarz stanu USA, rzecznik „zimnej wojny” i współtwórca NATO; brat Allana, szefa CIA), czy Jean Monnet – szara eminencja integracji europejskiej, pierwszy dyrektor Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i członek tzw. Klubu Trzystu, który ponoć „zdalnie zarządza największymi bankami świata”.

    Herbert Hoover, rzekomy przyjaciel Polaków i propagator liberalnej „reorganizacji” naszej gospodarki, realizował w latach 1921-1929 proniemiecką politykę USA na stanowisku szefa Departamentu Handlu, a kiedy został wybrany prezydentem (1929), wówczas pozwolił swemu sekretarzowi stanu, Henry’emu Stimsonowi, na odwiedzanie „głównych zachodnich stolic Europy, gdzie próbował (on) pozyskać zwolenników dla koncepcji oderwania od Polski Pomorza i przekazania go Niemcom.”  W tej akcji na rzecz rewizji granic w rejonie Gdańska i Górnego Śląska uczestniczyły też „wpływowe dzienniki amerykańskie, a także niektórzy politycy amerykańscy z senatorem Williamem Borahem na czele”. Doszło w końcu do tego, że „Piłsudski polecił ambasadorowi w Waszyngtonie oświadczyć Hooverowi, że Polska będzie bronić granic do ostatniego żołnierza”. Deklaracja ta „została przyjęta przez rząd amerykański z dużym niezadowoleniem” (P. Wandycz).

    * * *

    Nasuwa się w tym miejscu pytanie: jak potoczyła by się historia nie tylko Polski, ale i świata, gdyby państwa zwycięskiej Ententy solidarnie poparły katolicką Rzeczpospolitą w jej krwawych zmaganiach i postawiły na jej swobodny, suwerenny rozwój? Czy ostałby się komunizm w Rosji? Czy hydra niemiecka podniosła by znów głowę? Czy doszło by do II wojny światowej?

    Dziś możemy tylko przypuszczać, że nie.

    Grzegorz Grabowski




    Rok 1946: Herbert Hoover
    wśród ruin Warszawy, przed cokołem rozebranego przed II wojną Pomnika Wdzięczności Ameryce.
    Год 1946: Герберт Гувер
    среди руин Варшавы, перед цоколем снесеннoгo перед Второй мировой памятника Благодарности Америке. Foto: zamek-krolewski.com.pl

    Zob. także:/См. также:

    Radny PiS walczy o wdzięczność Ameryce - artykuł Małgorzaty Zubik z "Gazety Wyborczej Stołecznej" (24.02.2008).
    Советник Право и справедливость борется за благодарность Америкe – cтатья Маргареты Зубик, "Gazeta Wyborcza Stołeczna" (24.02.2008): http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,86767,4958864.html

    Na Krakowskim może się pojawić nowy pomnik - artykuł Jakuba Chełmińskiego (12.03.2008).
    На улице Краковское предместье может быть размещен новый памятник – статья Яковa Хелминьскoгo (12.03.2008): http://www.pis.org.pl/article.php?id=11907

    Zasługi Herberta Hoovera, który był zaangażowany w niesienie pomocy naszemu krajowi, są nieocenione, a sam pomnik bardzo pasowałby do Krakowskiego Przedmieścia (…) Nikt nie może zakwestionować zasług Hoovera dla naszego kraju… (sic!)



    „Nie ma sensu, żeby się Polacy bili za zbawienie Europy, przecież nikt im za to nie podziękuje.” – tłumaczył obrońcom młodego państwa polskiego Hoover. Foto: Piłsudski, nuncjusz Ratti (późn. papież Pius XI) i Hoover (późn. prezydent USA) w czasie mszy na Placu Saskim w Warszawie (15.08.1919).
    "Нет смысла в том, чтобы Поляки боролись за спасение Европы, никто не будет благодарeн им за это." – объяснял защитникам молодого польского государства Гувер. Фото: Пилсудский, нунций Ратти (позднее Папа римский Пий XI) и Гувер (позднее президент США) во время мессы на Саксонской площади в Варшаве (15.08.1919).


    Kto sponsorował rewolucję marcową i bolszewicką w Rosji – artykuł z biuletynu „Polskiego Ruchu Patriotycznego” nr 267 (15.06.2011).
    Кто спонсировал мартовскую и большевистскую революцию в России – статья в бюллетене "Польского патриотического движения" № 267 (15.06.2011): http://www.wicipolskie.org/prp/PRP_267.pdf
  •  „Święty kucharz od Hipciego
    Wszyscy święci, hej, do stołu!
    W niebie uczta: polskie flaczki
    wprost z rynsztoków
    Kilińskiego!
    Salcesonów misa pełna,
    Świeże, chrupkie
    Pachną trupkiem:
    To z Przedmurza!
    Do godów, święci, do godów,
    Przegryźcie Chrystusem
    Narodów!”


    (Tadeusz Gajcy; wiersz znaleziony przy poecie po śmierci 16.VIII.44)





    Powstanie Warszawskie. Człowiek spalony żywcem na ulicy Jasnej, połowa sierpnia 1944.
    Варшавское восстание. Человек заживо сожжен на улице Ясной, середина августа 1944.


    Apoteoza zbrodni Апофеоз преступления

    67 lat temu wybuchło powstanie warszawskie. Ktoś powie - skąd i dlaczego taki tytuł? Czyżby ktoś ośmielił się wychwalać rzeźników Dirlewangera czy Kamińskiego? Oczywiście, że nie. Są za to całe zastępy tych, począwszy od Prezydenta RP, poprzez partyjnych szefów, władze samorządowe, a skończywszy na rozmaitych historykach i publicystach, którzy rokrocznie dokonują apoteozy zbrodni na Polsce i Polakach jakim było to powstanie, stawiając nadto na piedestał tych, którzy do tej zbrodni doprowadzili i są za nią odpowiedzialni. Społeczeństwo polskie karmione jest jak zwykle dużą dawką kompletnie absurdalnych stwierdzeń, które zasadność tego katastrofalnego błędu polskiej polityki mają potwierdzać.

    Podczas niedzielnych uroczystości oficjalnych w Warszawie można było usłyszeć m.in., że dzięki powstaniu mówimy po polsku, że udowodniliśmy nim światu, że patrioci gotowi są oddać życie za sprawę, że powstanie to praprzyczyna powstania Solidarności itd. Wcześniej, w tygodniu, słuchacz Radia Maryja, bez komentarza ze strony gospodarzy audycji, stwierdził, że dobrze się stało, że warszawiacy mogli zginąć z bronią w ręku, bo inaczej zostaliby spacyfikowani i wywiezieni przez Sowietów. Doprawdy ręce opadają… Nie sposób stwierdzić, w jaki sposób warszawska hekatomba wpłynęła na zdolność posługiwania się językiem polskim w, dajmy na to, Krakowie i Poznaniu, które zresztą także, razem z szeregiem innych polskich miast, nie zostały, choć nie wybuchły w nich powstania, spacyfikowane przez Sowietów a ludność ich nie została wywieziona. Oczywiście, pewną część mieszkańców tych miast poddano represjom stalinowskim, ale raz, trwały one przez lata, dwa, nie dotknęły ani całej ludności tych miast, ani nie zakończyły się śmiercią 200 tysięcy ludzi. Nadto, żeby oświecić słuchacza RM, cywilne ofiary broni w ręku nie miały, nie mieli jej też w dużym procencie, żołnierze. A co z dawaniem dowodów światu? Nic. Ani nie mieliśmy żadnego obowiązku, żeby dokonywać ofiary całopalnej na globalny pokaz, ani też świat od nas żadnej ofiary nie oczekiwał i w ogóle nic go to nie obchodziło.

    Czym było więc w istocie powstanie warszawskie? Było zbrodnią dokonaną na narodzie polskim przez beznadziejnych polityków i wojskowych, wyznających destrukcyjną ideologię powstańczą wyrażającą się słowami "tryumf albo zgon", "wszystko albo nic". Było tej ideologii ostatecznym i najkrwawszym w historii wyrazem. Było też oddaniem Stolicy, Jej ludności, Jej wielosetletniego dorobku materialnego, na pastwę rozpasanych teutońskich zbrodniarzy.

    Z punktu widzenia politycznego, było najczystszej wody szaleństwem, poddającym w wątpliwość zdolność Polski i Polaków do posiadania, i utrzymania własnego państwa. Jak dalece tkwiła w nas idea powstańcza, świadczy fakt, że powstanie warszawskie poparły różne siły polityczne, nie tylko klasyczni jej wyznawcy - piłsudczycy. Co więcej, wybitny przedstawiciel piłsudczyzny, ówczesny Naczelny Wódz, gen. K. Sosnkowski, był powstaniu zdecydowanie przeciwny. Powstańcza konspiracja w strukturach wojskowo-cywilnych rządu londyńskiego i na to znalazła sposób, przetrzymując właściwą depeszę NW.

    Nie można wyobrazić sobie gorszej kalkulacji politycznej i wojskowej od tej, jaka kierowała sprawcami powstania. Powstanie miało być politycznym zwycięstwem nad Stalinem, co nie przeszkodziło autorom tej "myśli" oczekiwać od tegoż Stalina pomocy w pokonaniu Niemców! Nie jest dobrze, kiedy politycy decydujący o losach narodu traktują wrogów, naiwnie i lekkomyślnie, jak idiotów. Chyba dla makabrycznego "żartu" nie poinformowano też o powstaniu, tracących do nas gwałtownie cierpliwość już długo przed jego wybuchem, sojuszników. Powstanie warszawskie było ostatecznym ciosem dla polityki rządu londyńskiego, pozbawiło go ostatnich atutów w tragicznej konfrontacji ze Stalinem i w beznadziejnych próbach utrzymania dlań sympatii Anglosasów. Skutkiem, na gruncie londyńskim, była dymisja Mikołajczyka i powołanie ostatniego wojennego rządu na emigracji z Arciszewskim jako premierem. Rząd ten na początku miał rację i czysto już formalne uznanie mocarstw zachodnich. Wkrótce została mu tylko racja... To naturalnie imponuje zwolennikom i wyznawcom hasła "wszystko albo nic", ale nie niosło (i nie niesie) w ogóle, żadnej wartości pozytywnej dla narodu, który pozostał w Polsce, i którego o racje, legalistyczne mrzonki i wzniosłe hasła, nie pytano. Wojskowo, powstanie było zbrodnią dokonaną przez dowódców na własnych żołnierzach. Rzucono kwiat polskiej młodzieży w bój bez broni, którą słowami jednego z odpowiedzialnych za wybuch powstania, "zdobywa się na przeciwniku". I tacy ludzie otrzymywali później w Londynie, wbrew idei tego odznaczenia, Virtuti Militari...

    W kręgach decyzyjnych, wśród koryfeuszy londyńskiej polityki polskiej zwyciężyła XIX-wieczna tradycja krwawej ofiary, zwielokrotniona w swym tragizmie poprzez warunki II wojny światowej - zdziczenie obyczajów wojennych i postęp technologiczny. Jedną z wielu przyczyn takiego stanu rzeczy była także porażająca słabość Ruchu Narodowego, któremu zabrakło politycznej dojrzałości i przywództwa po śmierci Dmowskiego. Wyznacznikami tej słabości były bierność i sojusz z piłsudczykami o podłożu rusofobicznym. Jakże inaczej było w 1914 r., kiedy to jedyny raz, dzięki Dmowskiemu i Narodowym Demokratom, uratowano Polskę od klęskowego powstania, do którego dążył Piłsudski. Szczęściem w tym nieszczęściu było, że naród sam, bez udziału przywódców, zrozumiał jak wielkie zło przyniosło powstanie. Nikomu nie udało się wywołać powstania w Polsce po 1944 r., choć wielu tego pragnęło. Stąd dzisiaj, zawiedzeni w swych nadziejach i wściekli na rozsądek Polaków, wyznawcy ideologii powstańczej wymyślają sobie różne ersatze, typu powstanie czerwcowe 1956, czy powstanie grudniowe 1970. Nigdy nie rozumiałem tych ludzi, ale obserwacja ich zachowań wskazuje na to, że już samo użycie terminu "powstanie" wywołuje u nich nienaturalne podniecenie i sztubacką satysfakcję...

    Dzisiaj znów sączy się powstańczy jad (ot, taka sobie wiadomość z 31.07 - Kilkuset szczecinian śpiewało na jednych z placów w centrum miasta pieśni patriotyczne - legionowe i powstańcze). Wszystkie oficjalne media przemawiają jednym głosem, który stanowi konglomerat naiwnych stwierdzeń i bezwzględnie budowanego mitu. Apoteoza powstania stała się również wyznacznikiem prawicowości, na równi z uwielbieniem dla Piłsudskiego i nienawiścią do Rosji. Naturalnie, przoduje w tym Prawo i Sprawiedliwość. Kiedy minister Radosław Sikorski na blogu użył w stosunku do powstania warszawskiego słów "narodowa katastrofa", powstańczycy (taki neologizm) z PiS zawyli. Najpierw radni warszawscy, później sam rzecznik PiS, Adam Hofman. Radni stwierdzili, że "Podważanie sensu heroicznego zrywu Powstańców Warszawskich, atak na ich dowódców, przywołuje w pamięci praktyki władz komunistycznych, które nie powinny mieć miejsca w Wolnej i Niepodległej Rzeczypospolitej", zaś Hofman, że "mentalność ministra Sikorskiego jest mentalnością ministra z PZPR", i że "pasuje dokładnie do systemu, który nazywał się komunizm". Pomijając absurdalną treść merytoryczną tych wypowiedzi, należy zwrócić uwagę na dwa ich aspekty. Pierwszy – w postaci trwającego procesu sprowadzania prawicy w Polsce do towarzystwa niepoczytalnych romantyków. Drugi – na zakamuflowaną chęć wprowadzenia cenzury historycznej odnośnie powstania warszawskiego, na wzór niesławnej pamięci ustawy o ochronie czci marszałka Piłsudskiego sprzed wojny i celowe obrażanie krytyków powstania porównaniami do komunistów (mała uwaga – co do zasady, nie jest ważne KTO mówi, ale CO mówi – nie przekreślam z góry historyków z PZPR, tak jak i historyków piłsudczykowskich; to dopiero treść decyduje o ocenie) itp. Heroizmu walczących i ofiar nikt nie kwestionuje. Chodzi o to, żeby ten heroizm nie był tarczą dla politycznej głupoty i nieodpowiedzialności. Dla politykierów żywiących się cudzym nieszczęściem. Jak ulał pasuje do tej sytuacji anegdota o dyskusji między emigrantami w Paryżu, kiedy Mickiewicz zarzucił wojskowym, że nie broniono do końca Warszawy "choćby miały z niej pozostać tylko gruzy i zgliszcza". Odpowiedziano mu: "po to byś Pan, Panie Mickiewicz mógł siąść na zgliszczach i opiewać ruiny". Otóż, to! Dzisiejsza prawica polska odwołująca się do tradycji powstańczej, karmi się opiewaniem klęsk, ich rozpamiętywaniem żyje. Mieliśmy tego najjaskrawszy przykład w postaci "zbrodni smoleńskiej". Jej "program" to połączenie negacji z kultem katastrof narodowych. Brak programu pozytywnego, brak myśli o wychowaniu narodu w "kulcie" politycznego racjonalizmu i realizmu.

    Taka prawica może pełnić rolę wyłącznie destrukcyjną. Jej politycznej wizji, obejmującej także narodowe dzieje, należy się zdecydowanie przeciwstawić. Stąd m.in. taki a nie inny wybór wiersza stanowiącego motto powyższego tekstu. Ten "pośmiertny" utwór poległego w powstaniu Tadeusza Gajcego poraża swoją agresywną wymową, jest wręcz obrazoburczy, uderza w "uświęcone" hasła polskiej tradycji, nie tylko przecież romantycznej, nadto, kpi z sił niebieskich, do których przywiązanie jest również dla wielu, wyznacznikiem polskiej tożsamości... A jednak - miast nerwowych tików i odruchowego łapania za nieistniejąca szabelkę, miast zakazów i świętego oburzenia, usiądźmy raczej do poważnej dyskusji nad naszą historią, żeby zminimalizować ryzyko błędów w przyszłości. Czy można, wbrew nadziei, uwierzyć że tak się stanie?

    Adam Śmiech

    Źródło: http://jednodniowka.pl/news.php?readmore=370 (01.08.2011).

    Adam Śmiech, z fotoaparatem (Warszawa, 09.05.2016).  Адам Смех, с фотоаппаратом (Варшава, 09.05.2016). Фото: Интернет


    Komentarz:

    Szczerze dziękując Panu Redaktorowi Adamowi Śmiechowi za udostępnienie powyższego tekstu, który powinien być jak najszerzej rozkolportowany jako stanowisko propolskie wobec historii i współczesności, należałoby jeszcze podkreślić, że:

    1. Formułowane są obecnie i podawane szeroko naszej młodzieży katolickiej myśli zupełnie przeciwstawne wnioskom płynącym z "Apoteozy zbrodni". Przykładowo: portal wicipolskie.org przedrukował dziś tekst Adama Kowalika z portalu piotrskarga.pl, uchodzącego za portal polski i katolicki, zatytułowany "W rocznicę Powstania Warszawskiego". W tekście tym patrzymy na fotografię samotnej powstańczej mogiły z krzyżem w hełmie na tle morza ruin i czytamy:

    "Oczywiście, można zarzucać oficerom podejmującym decyzję o powstaniu, że zrobili to w nieodpowiedniej chwili, o nieodpowiedniej porze, nawet na nieodpowiednim terenie. Można zbić argument o nieuniknioności wybuchu powstania, do którego mieli doprowadzić spragnieni walki szeregowi żołnierze Armii Krajowej, wskazując na karność tych ludzi, wykazaną choćby przed Akcją pod Arsenałem, kiedy Zośka zwinął gotowe do walki oddziały tylko dlatego, że nie dotarł rozkaz zezwalający na nią.

    Można wskazywać na dobra kultury zniszczone bezpowrotnie w wyniku barbarzyństwa Niemców. Ale jaki to ma sens? Czy wróci komuś życie? Czy dzięki samokrytyce w cudowny sposób na półkach bibliotek i archiwów warszawskich pojawią się bezcenne rękopisy i dokumenty historyczne? Czy w miejsce bierutowskiej czy gomółkowskiej architektury wyrosną na nowo zabytkowe gmachy?

    Oczywiście historycy, politolodzy niech rozdzielają włos na czworo, niech dochodzą prawdy, politycy niech uczą się na błędach przodków, ale całe społeczeństwo polskie niech robi co innego, niech kontynuuje budowę duchowego gmachu. Niech dba o dziedzictwo, które zostawili nam chłopcy i dziewczęta w biało-czerwonych opaskach na przedramieniu.

    Są szczęśliwe narody, które mogą z dumą oprowadzać obcokrajowców i pokazywać liczne zabytki kultury i sztuki. Mogą chwalić się licznymi bibliotekami, pełnymi opasłych tomów. Niestety położenie geograficzne Polski i okoliczności dziejowe spowodowały, że Polak gdzie indziej lokował cały swój wysiłek.

    Duma Polaków mieści się nie w materialnych dobrach, lecz w kształtowaniu kolejnych pokoleń na wiernych synów Kościoła i Ojczyzny, którzy w razie potrzeby nie zawahają się podjąć trudu w obronie ideałów."

    Za: http:// www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=4973&Itemid=56 (01.08.2011) – link nieaktualny, zob.: http://wicipolskie.org/wp/?p=4794

    Trudno to nawet komentować, to chyba jakiś rodzaj nihilizmu egzystencjalnego, niewiary w to, że państwo, religia i materia są dla ludzi, a ludzie nie są zwierzętami do składania na ołtarzach ofiarnych.

    2. Kto powyższe propaguje? Zarówno wicipolskie.org, jak i piotrskarga.pl zaliczyć chyba można do mediów sympatyzujących, czy reprezentujących opcję proamerykańską ("proatlantycką"). Podobnie jak m.in. Radio Maryja, Nasz Dziennik i rozmaite organy "smoleńskie", media tej opcji podtrzymują wizję historii, w której "polski Duch" (patriotyczny i katolicki, rzecz jasna) zwycięsko wznosi się nad oceanami spalonych ruin i stosami okrwawionych trupów, co ma być dla następnych pokoleń słusznym powodem do dumy ze złożonej dla Polski ofiary i ewentualnym wzorem do naśladowania.

    3. Dlaczego się powyższe propaguje? – Bo Powstanie Warszawskie (i szereg innych), to walka z Rosją, naszym tzw. odwiecznym i podstępnym wrogiem, z którym nie można, nie da się i nie wolno w żadnym wypadku się dogadywać, chyba że Rosjanie zgodzą się zmienić swój kraj, naród, rząd, ordynację, preferencje wyznaniowe, system obrony, politykę zagraniczną i zrobią parę innych istotnych ustępstw oraz zadośćuczynień, a wówczas rozważymy możliwość porozumienia się z nimi. Na naszych warunkach.

    4. Czym powyższe może skutkować? – Oprócz zwodzenia na manowce myśli politycznej (czy raczej nie-myślenia), zwolennicy "apoteozy zbrodni" wpychają kolejne pokolenia Polaków w psychologiczne objęcia Zachodu jako dobrego wujka, który zawsze pomoże polskiemu Czerwonemu Kapturkowi w zmaganiach ze strasznym rosyjskim Wilkiem. A to przecież nieprawda. Można śmiało się spodziewać, że Zachód zachce nas tylko po raz kolejny cynicznie wykorzystać do własnych strategicznych rozgrywek. Jednocześnie można przypuszczać, że żaden rząd rosyjski nie zechce wiązać jakichkolwiek politycznych nadziei z tą częścią narodu polskiego, która jest wprawdzie polska i katolicka, ale jednocześnie jest jakby naznaczona piętnem antyrosyjskości i dotknięta obsesją insurekcyjną. W tej sytuacji Rosja być może nie ma innego wyjścia, jak tylko zbierać, co się da do siebie (jak niegdyś Księstwo Moskiewskie zbierało ziemie ruskie) - na przykład Białoruś, pozostawiając Polskę na uwięzi UE, w objęciach Niemiec. Czyż można w ogóle marzyć o wspieraniu przez Rosję suwerennej Polski, jeśli państwem tym mieliby rządzić zwolennicy antyrosyjskich powstań i wypraw moskiewsko-kijowskich, opanowani na dodatek myślą o stworzeniu z państw leżących między Rosją i Niemcami jakiegoś nowego „sanitarnego kordonu”?

    5. W tej sytuacji dojście do głosu opcji propolskiej, antyinsurekcyjnej, to jedyna szansa na ocalenie suwerennej tożsamości małych i średnich państw słowiańskich, gdyż do tego niezbędna będzie, jak się wydaje, rosyjska akceptacja koncepcji współpracy słowiańskiej i praktyczna pomoc Rosji.

    GG.

     



    Mogiła powstańca warszawskiego.
    Могила повстанца в Варшаве.

     

    Zob. także/См. также:

    Powstanie Warszawskie: narodowa tragedia Polaków. Варшавское восстание: национальная трагедия поляков http://polski.blog.ru/124054995.html (31.07.2011).

    Powstanie wymusił „Monter”... (notatka Jana Matłachowskiego). Восстание вынудил „Monter” („Монтер”)... http://www.mysl-polska.pl/569

    Sąd nad Leopoldem Okulickim. Суд над Леопольдом Окулицким http://mysl-polska.pl/node/178

    Leopold Okulicki i Ławrientij Beria. Леопольд Окулицкий и Лаврентий Берия (tygodnik "Myśl Polska"/ еженедельник "Польская мысль", 02.08.2012). Alternatywa/Альтернатива: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4931/leopold-okulicki-i-lawrientij-beria (03.08.2012). 

    Powstanie Warszawskie: chwała i hańba - artykuł Piotra Zagały z czasopisma "Stańczyk" nr 22/1994. Варшавское восстание: слава и позор - статья Петра Зaгaлы из журнала "Станчик" № 22/1994 http://www.tomaszgabis.pl/?p=1048 (10.08.2012).

    Janusz Włodyka, Spór o Powstanie Warszawskie (cz.1). Януш Влoдыкa, Спор о Варшавском восстании (ч. 1) http://polski.blog.ru/159021651.html (03.08.2012).

    Janusz Włodyka, Spór o Powstanie Warszawskie (cz.2). Януш Влoдыкa, Спор о Варшавском восстании (ч. 2) http://polski.blog.ru/213204339.html (09.07.2014).

    Postulat współistnienia. Постулат сосуществования http://polski.blog.ru/200435971.html (26.05.2013).


  • Strona przeciwników kultu sprawców Powstania Warszawskiego: 
    http://powstanie.pl/



    Powstańcy warszawscy odziani w mundury niemieckie toczą bój uliczny. Sierpień 1944.
    Варшавские повстанцы, одетые в немецкую форму, в уличном бою. Aвгуст 1944.


    Страница противников культа виновных в совершении Варшавского восстания:
    http://powstanie.pl/



    Oddział gwardii porucznika Sotnikowa na zdobycznych niemieckich czołgach Pz.Kpfw. V „Pantera” na wschód od warszawskiej Pragi – sierpień 1944.  Рота трофейных немецких танков Pz.Kpfw. V „Пантера” гвардии лейтенанта Сотникова восточнее Праги, пригорода Варшавы - август 1944.

    Nieznane kulisy katastrofy Powstania Warszawskiego 1 VIII - 2 X 1944 – Strona przeciwników kultu sprawców Powstania Warszawskiego

    Niniejsza edycja 2014 jest już ostatnią

    WEDŁUG NAS DALSZE DYSKUSJE NA TEMAT POWSTANIA SĄ JUŻ BEZCELOWE

    Od 70 lat toczyły się dywagacje jakie były motywy działania, nadzieje oraz kwalifikacje sprawców tej katastrofy narodowej, jaką było powstanie. W zamieszczonych poniżej publikacjach znani historycy zgodnie ustalili, że główni sprawcy, czyli Okulicki, Bór-Komorowski, Pełczyński i Chuściel, byli ludźmi bez wyobraźni politycznej, bez poczucia opowiedzialności i byli też dyletantami w sprawach ówczesnych środków walki. Są też zgodni, że byli oni pod wpływem Okulickiego, który zdobywał sobie popleczników, głosząc hasła o potrzebie „wielkiego zrywu dla ratowania Rzeczpospolitej”. Jest też konsensus, że Okulicki nie mógł być autorem tak szaleńczego pomysłu, ale KTOŚ musiał za nim stać.

    Od kilku lat mamy już materiały opublikowane dyskretnie przez nieznane szerzej wydawnictwo MSWiA (okładka obok), z których wyłania się przerażająca prawda:

    Gen. Leopold OKULICKI – był prowokatorem, AGENTEM NKWD, realizującym cele sowieckiej polityki.

    DOWODY:

    We wrześniu 1940 r. gen. Stefan Rowecki, Komendant Główny ZWZ, mianował Okulickiego komendantem okupacji sowieckiej. Okulicki wyruszył z Warszawy 23 października i przybył do Lwowa 2 listopada. Jako przewodnik towarzyszył Okulickiemu ppor. Bolesław Zymon, jak się okazało – sowiecki prowokator. 21 stycznia 1941 r. Okulicki został zatrzymany przez NKWD. Najpierw w śledztwie obszernie poinformował jakie są plany i obsada jego Komendy Głównej ZWZ w Warszawie, łącznie z prawdziwymi nazwiskami i pseudonimami jej czołowych osobistości, wraz z jego opiniami o nich. Podawał też adresy kwater kontaktowych Komendy Głównej ZWZ w Warszawie. Zdradza, że wcześniej, celem organizacji ZWZ we Lwowie został wysłany gen. Tokarzewski, który przechodził granicę jako Fantiej Michajlowicz Mironow i zostal złapany. W ten sposób wydał gen. Tokarzewskiego, który nie rozpoznany, przebywał w gułagu w Kraju Komi. Po tej informacji, generał został sciągnięty na Łubiankę i torturowany, a życie mu uratowało podpisanie umowy Sikorski-Majski.

    Składa również deklarację: „W przekonaniu, że zwycięstwo ZSRR da Narodowi polskiemu możność życia i rozwoju narodowego, kulturalnego, gospodarczego i politycznego, zeznanie swoje napisałem i deklaruję chęć dalszej pracy. Będzie Polska czerwona, dobrze, byle tylko była. Zrobi to jej zresztą dobrze, wyzwoli i odkryje nowe, nieznane dotąd siły Narodu”.

    Dwa i pół roku póżniej, Okulicki został zrzucony do Polski, formalnie jako emisariusz Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego, ale nigdy nie powoływał się na jego rozkazy czy sugestie, lecz uparcie dążył do wywołania powstania. Mówił: „potrzebny jest czyn, tylko przez walkę można wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości”. Członków Komendy Głównej AK, którzy wyrażali obawy, posądzał o defetyzm i tchórzostwo. Borowi-Komorowskiemu groził, że jeśli nie wyda rozkazu do powstania, to stanie się drugim Skrzyneckim. Cały czas parł do walki, namawiał członków KG, aby Borowi-Komorowskiemu przedstawiali fałszywy obraz sytuacji, aby przyśpieszyć wydanie rozkazu (Jan Ciechanowski). Na naradach KG AK mówił: „W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami aż opinia publiczna wymusi na rządach zmianę decyzji z Teheranu” (zachowały się stenogramy z narad KG AK).

    31 lipca na naradzie porannej Komendy Głównej w komplecie, stwierdzono, że nie ma przesłanek, aby wydać już rozkaz do walki. Kolejna narada została wyznaczona na godzinę 18.00. W godzinach popołudniowych Okulicki w okolicznościach bliżej nieznanych narzucił wydanie rozkazu.

    Wszelkie poszlaki pozwalają postawić uzasadnioną hipotezę, że w ostatnich godzinach poprzedzających wydanie rozkazu Bór-Komorowski był szantażowany przez obu generałów, że jeśli nie wyda rozkazu – rozkaz wydadzą oni sami. Bór i wezwany chwilę później Delegat Rządu Jankowski, (który też znał ustalenia z godzin rannych i południowych) woleli wybrać rozwiązanie zalegalizowane, niż oddać całkowicie stery w ręce zbuntowanej junty (J. Matłachowski, publikacja nr 5).

    Tylko tym można wytłumaczyć następujące zachowanie się Bora-Komorowskiego. Po wydaniu rozkazu (o godz. 17.45), gdy przybył szef wywiadu KG, Iranek Osmecki z informacją, że sowiecki zagon pancerny pod Wołominem został rozbity i Niemcy przejęli inicjatywę (Bór-Komorowski) Miał jeszcze czas na odwołanie rozkazu, ale tego nie zrobił. Świadkowie zgodnie stwierdzają, że był kompletnie załamany i powtarzał tylko: „Nic się już nie da zrobić” – wiedząc, że odwołanie rozkazu było jeszcze możliwe.

    Po Powstaniu Okulicki, mianowany Komendantem AK, wysłał depeszę do Prezydenta RP Raczkiewicza, że Powstanie spełniło swoje zadanie, co świadczy, że wynik tej tragedii był zgodny z jego planem.

    W dniu 28 marca 1945 szesnastu przedstawicieli Rządu RP oraz głównych stronnictw politycznych zostało podstępnie aresztowanych przez NKWD i wywiezionych do Moskwy. Rola Okulickiego w tym jest nie jasna, bo to wicepremier Jankowski pierwszy spotykał się z gen. Sierowem – generałem NKWD. 27 marca Jankowski poszedł na kolejne spotkanie wraz z Okulickim i nie powrócili. Nazajutrz dołączyła reszta i wszyscy zostali aresztowani.

    Dziś dysponujemy częscią dokumentów, udostępnionych za prezydentury Borysa Jelcyna. Gdy prezydent Wałęsa poprosił Jelcyna o udostępnienie całości dokumentów, ten odpowiedział, że nie może tego uczynić, „bo byśmy się rozpłakali i musieli przepisać całą swoją historię”.

    Z opublikowanych dokumentów wynika (patrz okladka), że Okulicki, przed pokazowym procesem, składał zeznania jak agent, który wykonał zadanie (rozpętanie powstania w Warszawie), ale chce być nadal sowietom przydatny, oczekując nagrody, w postaci zaoferowania mu ważnej funkcji w komunistycznych władzach. Tu się przeliczył, bo sowieci stosowali inny system nagradzania wykorzystanych już agentów – poprostu likwidowali ich.

    Podobnie jak w roku 1941, aby zlikwidować resztki Podziemia Niepodgłościowego, Okulicki ujawnia wszystko, co mogło jeszcze interesować bolszewików. Podaje liczebność istniejących jeszcze oddziałów, dziesiątki nazwisk i pseudonimów, informuje o radiostacjach i lokalach konspiracyjnych. Ujawnił też, że na czele nowej organizacji „NIE” stoi gen. Emil Fieldorf. Zdradził też gdzie organizowane są kursy dla żolnierzy II Korpusu Andersa, wysyłanych potem z misją do Polski. Obciążał w zeznaniach współoskarżonych.

    Pisał listy kolejno do szefa Bezpieki Mierkułowa, potem do ministra Berii, po raz kolejny oferując współpracę. Pisze m.in.: „Poważna część broni (AK) rozeszła się razem z ludzmi po terenie. Broń tą dla spacyfikowania kraju należałoby możliwie szybko odebrać. Z początku należałoby stworzyć dobrze działający aparat administracyjny, a potem go oczyscić z elementów nieodpowiednich i wprowadzić na ich miejsce ludzi pewnych. Konieczne jest zlikwidowanie wszystkich organizacji tajnych i jawnych, które nie są w dyspozycji tymczasowego rządu polskiego (tzn. PKWN) i przez to mogłyby przejawiać działalność zakłócającą spokój i bezpieczeństwo publiczne”. To wszystko znajdziemy w 12 protokółach ze śledztwa. Jego zeznania złożone w Moskwie kosztowały tysiące ludzi utratę wolności lub życia.

    Na pokazowym procesie grał rolę polskiego patrioty, który jakoby zrozumiał, że tylko przyjażń ze Związkiem Radzieckim itd... Skąd my znamy tą retorykę?

    We wrześniu z więziennej celi pisze jeszcze list do samego Stalina, oczywiście bez echa, bo był już zbędnym świadkiem wielkiej prowokacji.

    Wystarczy? Sceptycy powiedzą: ale brak dokumentu nakazującego Okulickiemu rozpętania w Warszawie powstania. Tylko, że takie polecenia, wydaje agentowi oficer prowadzący – ustnie, który być może przebywał w Warszawie. Niemniej jednak wszystkie dokumenty i poszlaki składają się w logiczną całość jak puzzle.
    (…)
    Skompromitował się również kontrwywiad Polskich Sił Zbrojnych, dopuszczając do wysłania z tak ważną misją [do Warszawy] Okulickiego, człowieka który wyszedł żywy z Łubianki! Mogło ich zainteresować też to, że Okulicki przyjażnił się z Berlingiem, któty pierwszy poszedł na współpracę z sowietami. W czasie studiów w Wyższej Szkole Wojennej (1925-27) mieszkali w tym samym pokoju. Również to powinno zaniepokoić, że Okulicki próbował przeciwstawić się decyzji o wyprowadzeniu formowanej przez Andersa Armii Polskiej do Persji. Nawoływał, aby tych wygłodzonych i nie przeszkolonych ludzi wysłać już na front przy boku Armii Czerwonej.

    Jeszcze przed śmiercią Okulickiego, został on 8 października 1945 roku, rozkazem Szefa Sztabu Głównego PSZ, gen. Stanisława Kopańskiego, skreślony ze stanu Polskich Sił Zbrojnych, przestając być formalnie żołnierzem i generałem Rzeczypospolitej. Jest to fakt bez precedensu, bo żołnierz pozostaje w ewidencji armii nawet po śmierci, gdyż należy się jemu godny pochówek.

    Należy wyciągnąć wnioski z tej tragedii.

    (...)

    Mieszanie BOGA do ludzkich konfliktów powoduje tragiczne skutki. Kapelani często tego samego wyznania, stoją po obu stronach frontu, poświęcają sztandary i armaty, zagrzewając żołnierzy do wzajemnego zabijania się, oczywiście walcząc za „słuszną sprawę”. Żołnierzom towarzyszy przeświadczenie, że Bóg jest po ich stronie, i ma ich w opiece, więc podejmują najwyższe ryzyko i ku zadowoleniu dowódców robią kwawą jatkę. Nota bene Niemcy mordując bezbronną ludność nosili na pasach napis „Gott mit uns” (Bóg z nami). Jeszcze dziś wiele konfliktów zbrojnych wybucha z powodu różnic religijnych. Np. aktualny konflikt w Irlandii Północnej. W czasie II Wojny Światowej katoliccy Chorwaci zabijali prawosławnych Serbów lub wydłubywali im oczy, jeśli nie ci nie przeszli na katolicyzm. A błogosławieni byli przez samego błog. Alojzego Stepinaca (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alojzy_Wiktor_Stepinac).

    Słowo HONOR uległo dewaluacji i nie funkcjonuje już ani w walce ani w dyplomacji. Minęły czasy rycerstwa, pojedynków, kodeksu Boziewicza, a nawet „oficerskie słowo honoru” jest dziś bezwartościowe. Gdy minister Beck, w słynnym przemówieniu 5 maja 1939 r. powiedział, że dla Polaków najważniejszy jest honor, wywołało to kosternację na salonach dyplomatycznych.

    Słowo OJCZYZNA ma dziś wielorakie znaczenie. Zależy z jaką grupą społeczną czy regionem geograficznym człowiek się utożsamia. Może czuć się Polakiem, ale może przede wszystkim Ślązakiem lub Europejczykiem, albo wszystkim naraz. Słowo to napędza takie pojęcia jak patriotyzm, a to z kolei nacjonalizm i dalej szowinizm i ksenofobię – zarzewie większości wojen. W 1914 r. panujące monarchie, nota bene ze soba skoligacone, pokłócily się i miliony ludzi poddanych indoktrynacji rzuciło się na siebie z patriotycznymi hasłami na ustach – aby się pozabijać. Patriotyzm może być cenny w czasach pokoju do budowania społeczeństwa obywatelskiego. W czasach wojny zalecałbym pragmatyzm, a nawet oportunizm na wzór czeski, od tego się przynajmiej nie umiera. Bo patriotyzm może okazać się autodestrukcyjny, jak podczas Powstania Warszawskiego.

    We współczesnym świecie, aby godnie żyć, potrzebna jest WIEDZA. Ale nabytej wiedzy, aby była spożytkowana, musi towarzyszyć WYOBRAŹNIA I KREATYWNOŚĆ. A nad tym musi czuwac poczucie ODPOWIEDZIALNOŚCI za swoje działania. Tych cech zabrakło przywódcom powstania. I dlatego dewiza:

    WIEDZA, WYOBRAŹNIA, KREATYWNOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ – winna być wpajana młodzieży nie tylko w Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale we wszystkich szkołach i uczelniach, aby nie popełniać tragicznych w skutkach błędów Naszych Przodków. Zwłaszcza, że kultura polityczna społeczeństwa jest nadal niska, uprawiamy nadal kult przywódcy, który został bohaterem za „ułańską szarżę” i wyznawanie dewizy, że „jakoś to będzie”.
    (...)
    Jan Sidorowicz (koordynator witryny)


    Źródło: http://powstanie.pl/

     

    Z historii trzeba wyciągać pożyteczne wnioski: patriotyzm może być autodestrukcyjny, jak podczas Powstania Warszawskiego, a w czasie wojny lepszy dla okupowanych narodów jest pragmatyzm, albo oportunizm. Czyż bowiem Warszawa nie mogła ocaleć, a żołnierz polski na zdjęciu powyżej nie mógł być żołnierzem Armii Polskiej w ZSRR (gen. Andersa)?  Из истории нужно извлекать полезные выводы: патриотизм может быть самодеструктивным, как во время Варшавского восстания, а во время войны лучший для оккупированных народов является прагматизм, или оппортунизм. Неужели Варшава не могла уцелеть, а польский солдат на фото выше, не мог быть солдатом Польской Армии в СССР (ген. Андерса)?

     

    Zob. także/Cм. также:

    Książka „Kulisy katastrofy Powstania Warszawskiego 1944.
    Wybrane publikacje i dokumenty.”. Книга "За кулисами катастрофы Варшавского восстания 1944 года. Избранные публикации и документы." (9,5 MB): http://powstanie.pl/pobierz.php

    A. Śmiech, Apoteoza zbrodni. A. Cмех, Апофеоз преступления http://polski.blog.ru/124163411.html (03.08.2011).

    Leopold Okulicki i Ławrientij Beria. Леопольд Окулицкий и Лаврентий Берия: http://sol.myslpolska.pl/2012/08/leopold-okulicki-i-lawrientij-beria/ (02.08.2012). Alternatywa/Альтернатива: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4931/leopold-okulicki-i-lawrientij-beria (03.08.2012). 

    Powstanie Warszawskie: chwała i hańba - artykuł Piotra Zagały z czasopisma "Stańczyk" nr 22/1994. Варшавское восстание: слава и позор - статья Петра Зaгaлы из журнала "Станчик" № 22/1994: http://www.tomaszgabis.pl/?p=1048
    (10.08.2012).

    Janusz Włodyka, Spór o Powstanie Warszawskie (cz.1). Януш Влoдыкa, Спор о Варшавском восстании (ч. 1): http://polski.blog.ru/159021651.html (03.08.2012).

    Janusz Włodyka, Spór o Powstanie Warszawskie (cz.2). Януш Влoдыкa, Спор о Варшавском восстании (ч. 2): http://polski.blog.ru/213204339.html (09.07.2014).

    Postulat współistnienia. Постулат сосуществования http://polski.blog.ru/200435971.html (26.05.2013).


  • „Czy pójdziemy w ślady Węgier?” – pytają nagłówki internetowych portali – „ojciec Tadeusz Rydzyk wezwał naród do Krucjaty Różańcowej”. Zaaferowani katolicy przekazują sobie, że przed wyborami 2010 roku „Dwa miliony Węgrów przystąpiło do krucjaty różańcowej w intencji ojczyzny. Cud nie dał na siebie długo czekać. Jego skutki od roku z zazdrością podziwiamy. Parlament Węgier przyjął nową konstytucję, która uznaje rolę chrześcijaństwa za kluczową dla podtrzymania narodu, a jej preambuła zaczyna się od słów modlitwy: Boże, pobłogosław Węgrów!” Dlatego i u nas zawiązała się w oczekiwaniu podobnego cudu „nowa Krucjata Różańcowa w intencji Ojczyzny” pod szczytnym hasłem „Maryjo Królowo Polski pomóż tej ziemi!”



    Matko Boża, nie opuszczaj Polaków i innych Słowian.
    Матерь Божия, не оставляй Поляков и других славян.


    Modlić się za Ojczyznę, to rzecz chwalebna i w zasadzie codzienny obowiązek dobrego Polaka. Skąd jednak pomysł przedwyborczej krucjaty z powołaniem się na przykład Węgier? Węgrami rządzi Fidesz premiera Orbana (kalwin) - obecnie ma 27 % poparcia w sondażach, czyli mniej więcej,  jak w Polsce PiS. Fidesz nie chciał i nie chce stworzyć wspólnej koalicji z trzecią węgierską siłą polityczną - partią narodową Jobbik (w ostatnich wyborach dostała 16,67 % głosów i ma w węgierskim sejmie 47 posłów), czyli Fidesz zachowuje się mniej więcej, jak PiS wobec LPR-u w poprzednim polskim sejmie. Ideologia polityczna partii Jobbik, to narodowy konserwatyzm, nacjonalizm, antyglobalizm i eurosceptycyzm. Jobbik jest uczestnikiem Europejskiego Przymierza Ruchów Narodowych (The Alliance of European National Movements, AENM). Strona internetowa: www.jobbik.hu - a w języku angielskim: www.jobbik.com

    Fidesz może ignorować Jobbik (Ruch na rzecz Lepszych Węgier) i hamować jego działalność, ponieważ blok Fidesz (Węgierska Partia Obywatelska) i KDNP (Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa) dostał aż 263 miejsca w węgierskim sejmie i posiada samodzielnie większość konstytucyjną. Tak duże zwycięstwo Fidesz było możliwe m.in. dzięki zaangażowaniu przedstawicieli Kościoła katolickiego w jego kampanię (węgierska "krucjata różańcowa"). Wydaje się, że ten pomysł mógłby być w Polsce skopiowany na rzecz zwycięstwa PiS-u, zaś aktualny brak polskiego odpowiednika partii Jobbik bardzo temu sprzyja.

    Dlaczego Fidesz nie chce współrządzić z narodowcami węgierskimi? Może próbą wytłumaczenia  będzie fakt, że Fidesz (wraz z KDNP) jest uczestnikiem Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim, a w barwach EPL występują razem takie osobistości, jak:
    premier Węgier Wiktor Orban (Fidesz)
    prezydent Węgier Pal Schmitt (Fidesz)
    premier Donald Tusk (UW, PO)
    prezydent Bronisław Komorowski (UW, PO)

    przewodniczący KSZ PE Jacek Saryusz-Wolski (PO)
    przewodniczący PE Jerzy Buzek (AWS, PO)
    komisarz KE Janusz Lewandowski (UW, PO).
    Mądremu dość, jak mówi o. Dyrektor, tylko dlaczego polscy katolicy mają robić krucjatę różańcową, "żeby było jak na Węgrzech"???

    Zapytany rok temu o perspektywy współpracy Fideszu z Jobbikiem, były ambasador Węgier w Polsce, Akos Engelmayer (uczestnik węgierskiej rewolucji 1956 roku i członek NSZZ Solidarność), odpowiedział tak: „Kiedy powstała ta partia [Jobbik] byłem nawet skłonny oddać swój na nich swój głos. Ale potem poszła w stronę skrajności. Dla mnie jest zastanawiające, że Gyurcsany, lider postkomunistów, jako premier przekazał na rzecz fundacji tej partii 25 milionów forintów. Podejrzewam, że finansują ją również Rosjanie. Z ramienia tej partii europoseł pani Krisztina Morvai, prawnik, która po zajściach z 23 października 2006 roku zaczęła prowadzić śledztwo, sprawdzała dlaczego strzelano do ludzi biorących udział w obchodach 50 rocznicy Węgierskiego Października, a zatem wydała się bardzo sensowna i sympatyczna. Tymczasem w wywiadzie dla „GW” z 9 kwietnia tego [2010] roku wyraźnie mówi o zainteresowaniu partii Wschodem, między innymi Rosją i Kazachstanem. (…) [Premier Orban] chce stworzyć bardzo mocną Środkową Europę, współpracującą ze sobą na wzór państw Beneluksu. Premier liczy, iż motorem tej środkowoeuropejskiej formacji będą Polska i Węgry. Premier Tusk ocenił, że Polska i Węgry dobrze współpracują w ramach grupy Wyszehradzkiej, której przewodniczy teraz właśnie Budapeszt. ,,Z satysfakcją stwierdziliśmy obaj, że Wyszehrad może w najbliższej przyszłości służyć jeszcze skuteczniej niż do tej pory Unii Europejskiej i naszym krajom” — podkreślił polski premier.” (Nowy rząd węgierski. Rozmowa z Akosem Engelmayerem., 18.07.2010 http://przegladse.pl/nowy-rzad-wegierski/ ).

    W świetle powyższego można zaryzykować tezę, że Wiktor Orban (który bynajmniej „nie obnosi się z apriorycznym antyamerykanizmem”) jest przywódcą „węgierskiego PiS-u”, a Fidesz to partia nie tyle antyunijna, ile antyrosyjska, dobrze wpisująca się w ożywioną obecnie proamerykańską koncepcję „kordonu sanitarnego” mającego oddzielić Niemcy od Rosji. Można tą koncepcję, w ślad za PiS-em i prof. Giertychem, popierać (lub nie), ale, na litość Boską, jak można forsować politykę antyrosyjską przy pomocy „krucjaty różańcowej”? „Paryż wart jest Mszy”?

    Z materiałów „krucjaty”:
    „Informacja dla wszystkich zainteresowanych ratowaniem Ojczyzny.
    W ostatnich dniach podjęto wstępne ustalenia odnośnie podjęcia Krucjaty Różańcowej na wzór węgierski.
    Ruszyło też przesyłanie tej informacji sms-ami (tzn. linków do tekstu).
    Weźmy przykład z Węgrów.
    Polska musi pójść w ślady Węgier.
    A więc zaczynamy.
    15 czerwca zawiązała się nowa Krucjata Różańcowa w intencji Ojczyzny, co ogłosił ks. Małkowski na Krakowskim Przedmieściu:”
    http://www.youtube.com/watch?v=o59X1LXYQ60&;feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=a1lV2H5Z0Uk&;feature=related

    „Do krucjaty modlitewnej za Ojczyznę na wzór Węgier, gdzie naród wymodlił sobie wielkie zmiany w państwie, wezwał o. Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja. W czasie poniedziałkowego spotkania Rodziny Radia Maryja w sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej i św. Maksymiliana Marii Kolbego w Niepokalanowie o. Tadeusz Rydzyk wezwał do wielkiego szturmu modlitewnego za Polskę.” (Nasz Dziennik, 13.07).

    „Na Jasnej Górze 14 lipca br. odbyło się spotkanie organizacyjno-informacyjne związane z Krucjatą Różańcową za Ojczyznę. Przybyło ponad 80 osób z różnych stron Polski i z różnych wspólnot modlitewnych, min. z Jasnogórskich Rodzin Różańcowych. Było wielu kapłanów. Spotkanie rozpoczęło się Mszą Św., którą koncelebrowało pięciu kapłanów, a homilię wygłosił ks. Łukasz Kadziński. Po Mszy Świętej ks. Stanisław Małkowski opisał zagrożenia przed jakimi stoi Polska. Później zebrani zapoznali się z hasłem i intencją modlitewną Krucjaty. Jakub Sawicki przedstawił Sekretariat Krucjaty, sposób jego funkcjonowania i roli służebnej wobec osób i wspólnot przystępujących do Krucjaty. Wszyscy zebrani byli zgodni, aby na wzór węgierski podjąć Krucjatę Różańcową w intencji Polski.” (http://www.bibula.com/?p=40175 ).

    „Polsce potrzeba różańcowej rewolucji. Z o. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Sławomir Jagodziński.” (Nasz Dziennik, 16-17.07).

    Zastanówmy się:
    Ks. Stanislaw Małkowski, to ksiądz, który występuje pod namiotem „Solidarnych 2010”:
    http://www.youtube.com/user/ckhopi?feature=mhee#p/c/D43D69C23DC896C9/173/Ja1ZiWy5izU

    „Solidarni 2010”, to „krytycy serwilistycznej polityki rządu wobec Rosji, sympatycy PiS i NSZZ „Solidarność”, słuchacze Radia Maryja” (http://solidarni2010.pl/p,6,manifest.html ). Jest o nich głośno w mediach, a tytuły są wymowne: "Solidarni 2010. Przeciw Rosjanom, Platformie i GW", "Solidarni 2010 czekają na króla i drugi stan wojenny", "Solidarni 2010 wrócili na Krakowskie Przedmieście" (ulica Krakowskie Przedmieście w Warszawie, czyli miejsce, gdzie po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego odbywają się propisowskie i zarazem antyrosyjskie demonstracje).




    Podstawowe interesy Polaków i Rosjan są takie same. Foto: Ministrowie spraw zagranicznych Niemiec, Rosji i Polski w Kaliningradzie.
    Основные интересы Поляков и Россиян совпадают. Фото: Министры иностранных дел Германии, России и Польши
    (Калининг
    рад.ру). 

    Ale pod namiotem „Solidarnych 2010” gościł w czerwcu także prof. Andrzej Nowak, historyk z Krakowa, autor m.in. książki „Jak rozbić rosyjskie imperium?” i członek Honorowego Komitetu Poparcia Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2005 roku: „Odwołując się do Rosji, prof. Nowak powiedział: (…) Donald Tusk wyciągnął bardzo logiczny wniosek i znalazł niezwykle konsekwentnego sługę tego wniosku, choć nieco groteskowego, mam na myśli ministra Sikorskiego, że skoro sąsiedzi przez 10 wieków obtłukują nam serwantki, błocą podłogę, to należy zrobić wszystko, żeby pogodzić się z nimi na ich warunkach. Takich warunkach, na jakich oni chcą, bo my jesteśmy słabsi od nich przecież. Zarówno tych ze Wschodu, jak i z Zachodu, od Niemców, jak i od Rosjan. Dlatego musimy odrzucić wszelkie myśli o niezależności. (…). Prof. Nowak mówił także o różnicy między Polską a Węgrami, w zakresie sytuacji geopolitycznej i ich relacji z Niemcami i Rosją, o stosunkach między Stanami Zjednoczonymi a Rosją, o określeniu "kondominium niemiecko-rosyjskiego" (okazuje się, że zostało ono użyte pierwszy raz przez Amerykanów w waszyngtońskim czasopiśmie eksperckim)” (relacja + wideo: http://blogpress.pl/node/9012 ).

    Już w styczniu 2011 prof. A. Nowak „zarekomendował na Portal ARCANA” specjalny list poparcia dla premiera Wiktora Orbana – „List do przyjaciół Węgrów”, pod którym mogli składać podpisy czytelnicy portalu, zachęcani swojsko brzmiącym hasłem: „Polak, Węgier - dwa bratanki do prawicy i do szklanki!” (http://www.portal.arcana.pl/List-do-przyjaciol-wegrow,565.html ).

    Nieco wcześniej, we wrześniu 2010 r., prof. Nowak straszył czytelników „Rzeczypospolitej” najnowszymi koncepcjami Siergieja Karaganowa, przygotowanymi dla prezydenta Miedwiediewa: „Artykuł Karaganowa mówi o ostatniej szansie Rosji i Europy. Tą szansą ma być utworzenie ich formalnego, strategicznego i gospodarczego związku. Argumenty są poważne: Europa słabnie, a i Rosja bez związku z Europą będzie dryfować ku roli surowcowego dodatku do Chin. Trzeba połączyć miękką siłę Europy z twardą siłą niemałego potencjału strategicznego Rosji – stwierdza kategorycznie autor. (…) To właśnie tworzy nową, trzecią szansę budowy Związku Europejskiego. Związek taki pomógłby stawić wspólnie czoła wyzwaniom rywalizacji z Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Do takiej "zjednoczonej Europy" można by włączyć kolejne kraje: Turcję, Ukrainę, Kazachstan… i w ten sposób stworzyć siłę równoważącą świat do spółki z USA i Chinami. Piękna wizja. Tym bardziej że realna. (…) rząd Donalda Tuska wespół z prezydentem Komorowskim chce współtworzyć ideę "Związku Europy", licząc (a może tylko sugerując to polskiej opinii publicznej) na to, że akceptując tę ideę i rezygnując z dotychczasowej polityki wschodniej, Warszawa dołączy do Berlina, Paryża i Rzymu jako jedna z uznanych przez Moskwę stolic owocnego związku: związku na rzecz modernizacji. Nie wiem, czy ta polityka się uda.”

    Alternatywa? Według Nowaka, „Przywrócenie wspólnoty transatlantyckiej, odbudowa nie tylko współpracy gospodarczej [z Zachodem], ale także tożsamości ideowej Zachodu – opartej na wolności zakotwiczonej w chrześcijańskiej tradycji – to długofalowo najpewniejszy sposób odnowienia Europy. Takiej, która zdolna byłaby do poszerzenia: na Ukrainę, Białoruś, Zakaukazie, a w końcu także na Rosję. Możemy wciąż szukać dla tej wizji siły i sojuszników.” (http://www.rp.pl/artykul/533077-Nowak--Niebezpieczne-zwiazki-Europy-z-Rosja.html ). Za oceanem, ale także na Węgrzech.

    „Rossijskaja Gazieta” opublikowała wspomniany artykuł Karaganowa „Związek Europy i Rosji - ostatnia szansa?” w dniu 09.07.2010, a jeszcze w czerwcu, czyli przed drugą turą wyborów  prezydenckich w Polsce, prof. A. Nowak udzielił portalowi kresy.pl ciekawego wywiadu pt. „Musimy wrócić do aktywnej roli w Europie Wschodniej”. Stwierdził w nim, że istniejący w latach 2003-2005 i obejmujący praktycznie wszystkie partie polityczne, „konsensus w polityce wschodniej został złamany przez PO z powodów wewnętrznej walki z PiS” (a zatem – zauważmy – wcale nie z nagłej miłości do Rosji), zaś „Wizyta ministra Sikorskiego (w Moskwie w styczniu 2008 roku) była pewną manifestacją zdrady dotychczasowej polskiej polityki wschodniej.”

    Krytykując „brak polityki wschodniej, cedowanie jej wyłącznie na Unię Europejską”, prof. Nowak ujawnił nową koncepcję polityki antyrosyjskiej: „Pojawiły się nowe możliwości w naszym regionie (…) Wiążą się one z rezultatami wyborów parlamentarnych na Węgrzech, w Czechach, na Słowacji. Mamy też stabilnie korzystną z naszego punktu widzenia sytuację w Rumunii. Razem kraje te tworzą pewną potencjalną siłę wewnątrz Unii Europejskiej. Można zrobić z niej użytek po osłabieniu lobby prorosyjskiego, które długo dominowało w wymienionych trzech krajach przed wyborami. Węgry i Słowacja były od Rosji uzależnione nie tylko energetycznie, ale i coraz bardziej politycznie. Nowe rządy będą więc szukać w Europie sojuszników, aby odwrócić dotychczasową tendencję. Z pewnością nie znajdą takiego sojusznika w rządzie Donalda Tuska – rządzie, który konsekwentnie wybiera Moskwę nie uzyskując nic w zamian. Ale mogłyby znaleźć sojusznika, gdyby Polska wybrała powrót do aktywnej roli w Europie Wschodniej.” – czyli, jak można było sobie dopowiedzieć, gdyby wybrała na prezydenta J. Kaczyńskiego, a do sejmu większość złożoną z kandydatów PiS-u. (http://www.kresy.pl/publicystyka?zobacz/musimy-wrocic-do-aktywnej-roli-w-europie-wschodniej ).

    Ripostował wówczas Jan Engelgard: „Prof. Nowak, mimo ewidentnego krachu takiej polityki (jaką starał się realizować Lech Kaczyński), protestuje przeciwko jej korekcie i ogłasza ten fakt jako niemal zdradę polskiej racji stanu. (…) Rząd Tuska  zwyczajnie wyciągnął wnioski wynikające z nowej sytuacji i próbuje przystosować do niej Polskę. Nie ma w tym nic dziwnego ani strasznego. (…) W czasach Putina do głosu doszli teoretycy formułujący wnioski bardzo pragmatyczne i realistyczne (np. Wadim Cymburski). Odrzucono romantyczne mrzonki imperialne, uznając je za niebezpieczne dla samej Rosji (taką opinię forsował jeszcze za życia Aleksander Sołżenicyn).

    Potulski [„Współczesne kierunki rosyjskiej myśli geopolitycznej”, Gdańsk 2010] pisze: Za rządów Władimira Putina nastąpiła rewizja polityki zagranicznej państwa, stała się ona bardziej pragmatyczna i nakierowana na rozwiązywanie wewnętrznych. Zrezygnowano z retoryki neoimperialnej i promowania nierealnych celów polityki zagranicznej na rzecz odbudowy silnego państwa, przede wszystkim poprzez rekonstrukcję i rozwój potencjału gospodarczego państwa jako najskuteczniejszego środka dla przywrócenia Federacji Rosyjskiej statusu światowego supermocarstwa. (…) Tak więc celem jest nie ekspansja zewnętrzna, jak to miało miejsce w przeszłości, ale koncentracja do wewnątrz i odbudowa poziomu życia obywateli oraz poprawa jakości życia. Jest to priorytet całej polityki rosyjskiej, a polityka zagraniczna ma stworzyć sprzyjające warunki zewnętrzne, ma chronić zasoby i interesy Rosji bez wdawania się w konfrontację.

    Wpływy w strefie „limitrofu” [przestrzeni rozdzielającej od siebie imperia lub cywilizacje] mają temu właśnie służyć, a nie jakiemuś celowi imperialnemu w starym stylu. U nas tymczasem w ogóle nie analizuje się rosyjskiej rzeczywistości, nie śledzi dyskusji jaka się tam toczy, zastępujemy to czerpanymi z historii fobiami i strachami. Bo tak jest wygodniej i tak łatwiej indoktrynować maluczkich, którzy w to uwierzą. No i efekty mamy jak na dłoni – spora część Polaków zamiast nowej Rosji widzi nadal zbrodniczą Bolszewię z czerezwyczajką w roli głównej. Na tym jednak nie można budować żadnej przyszłości” (Szkoda prof. Andrzeja Nowaka., 18.08.2010 http://engelgard.pl/?p=355 ).  

    * * *

    Solidarność, AWS, PiS, Krucjata Różańcowa…

    Czy, biorąc to wszystko pod uwagę, nie można wyciągnąć wniosku, że mamy do czynienia z brutalną próbą skanalizowania polityki polskiej i postawienia Polaków przed dychotomicznym wyborem: „Z Rosją, albo przeciwko Rosji”? Takie pozornie bezalternatywne dylematy już przerabialiśmy („albo komunizm, albo plan Balcerowicza i kapitalizm”, „albo Unia, albo Białoruś”) i po raz kolejny nie powinniśmy dać się wywieść na polityczne manowce. To nie końcówka XVIII wieku, ani nawet nie rok 1980. Owszem, katolicy powinni się przy pomocy różańca za Polskę pomodlić, ale walczyć o nią i dbać o nią powinni za pomocą głowy.

    Włączając się zatem do krucjaty różańcowej w intencji Ojczyzny, spróbujmy jednocześnie pomyśleć: o co właściwie chodzi w tej całej polityce, w której kampania przedwyborcza w Polsce jest tylko maleńkim fragmencikiem? Być może rację ma prof. Tadeusz Marczak, kierownik Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego, który pisze: „Plany eurazjatystów Wschodu i Zachodu zmierzają więc do wyparcia Stanów Zjednoczonych z Eurazji i zredukowania ich pozycji międzynarodowej. Drugim, rzadziej wymienianym celem, jest Izrael. Stojąc na gruncie realizmu politycznego, musimy traktować to państwo jako wielkie mocarstwo nie tylko ze względu na trzeci na świecie arsenał nuklearny. A według belgijskiego geopolityka Jeana Thiriarta, projektowana przez niego Wielka Europa nawiąże partnerstwo strategiczne ze światem islamu. W tej sytuacji Izraelowi przypadnie rola, jak stwierdzał [Thiriart], "małego pasterskiego kraju na Bliskim Wschodzie". Wreszcie trzecim regionem, którego rola zostanie zdegradowana, jest Europa Środkowo-Wschodnia z Polską na czele.” (Widmo Wielkiej Eurazji., 23.10.2010 http://www.zapalowski.eu/index.php?option=com_content&;view=article&id=1240:iii-zjazd-geopolitykow-polskich&catid=20:moim-zdaniem&Itemid=54 ).

    Czy mamy się wobec tego martwić o Stany Zjednoczone i Izrael? Nie – zadbajmy w nowym układzie o siebie. O interes Polaków i Słowian.

    Grzegorz Grabowski



    Rys. Głos Rosji

    Zob./Cм.:
    Węgierska „huśtawka” – artykuł ze strony „Głosu Rosji” (23.10.2010): http://polish.ruvr.ru/2010/10/23/27824934.html
    Венгерские "качели" – cтатья c „Голосa России” (23.10.2010): http://rus.ruvr.ru/2010/10/23/27793135.html

    „Orban i jego partia potrafią zatwierdzać wszystkie ustawy i wnosić każde poprawki do Konstytucji. Władza FIDESZ zwiększyła się jeszcze bardziej po przeprowadzeniu wyborów terenowych. Pod jej kontrolą znalazły się 22 z 23 największych miast kraju i wszystkie bez wyjątku parlamenty regionalne. W całej swej historii Unia Europejska nie znała przykładów takiej koncentracji władzy w ręku jednego lidera narodowego. (…) Jednakże Węgrzy są rozczarowani nie tylko z powodu samej tylko socjaldemokracji, lecz również [z powodu] liberalizmu w wersji zachodniej. Przedstawiciele tego kierunku są aktualnie w ogóle nieobecni w składzie parlamentu krajowego. (…) Z chwilą rozpadu RWPG – wspólnej przestrzeni gospodarczej krajów socjalistycznych – Węgry straciły rynek rosyjski. Znaczenie tej straty ujawniło się nie od razu, jednakże obecnie jest to sprawą oczywistą, w tym także uświadamiają to sobie sami Węgrzy - powiedziała Lubow Szyszelina [Instytut Europy Rosyjskiej Akademii Nauk]. – I wobec tego mówią, że Węgrzy w XX wieku mieli do czynienia z dwoma wielkimi problemami. Jest to [Traktat w] Trianon, czyli podział Węgier (w myśl którego Węgry, jako część składowa cesarstwa Austro-Węgierskiego, straciły dwie trzecie swego terytorium) i dająca się porównać do tego pod względem wielkości poniesionych szkód - strata rynku rosyjskiego.”

    „Орбан и его партия могут принимать любые законы и вносить любые поправки в Конституцию. Власть FIDESZ еще более усилилась после местных выборов. Под ее контролем оказались 22 из 23 крупнейших городов страны и все без исключения региональные парламенты. За всю свою историю Евросоюз не знал примеров такой концентрации власти в руках одного национального лидера. (…) Но венгры разочаровались не в одной социал-демократии, но и в либерализме западного толка. Представители этого направления теперь в национальном парламенте вообще не присутствуют. (…) С распадом СЭВа (общего экономического пространства соцстран) Венгрия потеряла российский рынок. Значение этой потери открылось не сразу, но сегодня оно очевидно, в том числе самим венграм, продолжает Любовь Шишелина [Институт Европы РАН]: И они поэтому говорят, что венгров в 20-м веке постигло две великих проблемы. Это Трианон [Трианонский мирный договор], то есть раздел Венгрии (по которому Венгрия, как составная часть Австро-Венгерской империи, потеряла две трети своей территории). И сопоставимая с ним по ущербу утрата российского рынка.”

  • Polityka propolska. Пропольская политика. Фото: Интернет

     

    O politykę propolską

    Jedenastego czerwca b. r. (2011) przewodniczący Rady Politycznej i członek prezydium Zarządu Głównego LPR, prof. Maciej Giertych, przemawiając na warszawskiej konferencji programowej świętującej swe dziesięciolecie Ligi Polskich Rodzin, przedstawił „propozycję programu polityki zagranicznej” dla Polski. Propozycja ta (dostępna na stronie lpr.pl)[1] budzi zdziwienie i sprzeciw.

    Jej istotą jest kontynuacja dotychczasowej polityki zagranicznej: proamerykańskość, wspieranie NATO jako podstawy amerykańskiej obecności w Europie, sojusz polityczno-wojskowy z USA, zakładanie amerykańskich baz wojskowych na polskiej ziemi, udostępnianie Amerykanom polskich bogactw naturalnych, zabieganie o jak najlepsze stosunki (czyli spełnianie życzeń) z kołami rządzącymi Stanami Zjednoczonymi.

    Wszystko po to – jak chce Giertych – aby „rozdzielać Niemcy, Rosję i Turcję od siebie oraz wymagać, by ich wzajemne relacje nie ignorowały interesów krajów pośrednich”, albowiem w Niemczech „prusactwo wygrywa z tradycjami zachodnimi, czyli, stosując terminologię Feliksa Konecznego, cywilizacja bizantyńska z łacińską.”, „Rosji nie zmienimy”, a „Turcja to nie Europa. Cywilizacyjnie jest turańska (jak Rosja) i wobec tego nie ma dla niej miejsca w strukturach UE, którą chcielibyśmy utrzymać jak najbardziej w kręgu cywilizacji łacińskiej.”

    Prof. Giertych kusi nas mirażem wspólnej, amerykańsko-polskiej obrony „cywilizacji łacińskiej”, czyli czegoś, co już od dawna w Europie nie istnieje i co należałoby dopiero z mozołem i wbrew Ameryce odbudować (przede wszystkim poprzez odrzucenie liberalizmu, wdrożenie zasad personalizmu i wskrzeszenie społeczeństwa stanowego). Można by nawet pomyśleć, że Giertychowi marzy się przy tym jakieś nowe „przedmurze”, jakaś koalicja (zapewne proamerykańska) państw „od Finlandii po Grecję” pod przewodem Polski, broniącej swej niepodległości „w ramach imperium UE” (od kiedy to władza może być suwerenna w ramach obcego imperium, panie Profesorze?) i jednocześnie rozciągającej swego rodzaju „kordon sanitarny” w poprzek Europy. Kordon, który z pomocą Stanów Zjednoczonych mógłby w każdej chwili zamienić się w żelazną kurtynę.

    Czytając te mrzonki o obronie niepodległości „w ramach”, przypomina się od razu rok 1939 i solenne zapewnienia „zachodnich demokracji”: że nie zdradzą, że dozbroją, że odciążą, że wesprą. A tamtej Polski już nie ma - zniknęła z dnia na dzień. Co więcej, nie ma też tamtej, gdzieniegdzie jeszcze łacińskiej, Europy i nie ma tamtych, współrządzonych jeszcze przez chrześcijan, Stanów Zjednoczonych, które – przypomnijmy – jako pierwsze poznały (dzięki uprzejmości urzędników ambasady hitlerowskiej w Moskwie) treść paktu Ribbentrop-Mołotow tuż po jego podpisaniu i czekały na wybuch wojny niczym na stan wojenny po ucieczce Kuklińskiego. Nie alarmując Polaków.

    Każdy, kto otworzy telewizor spostrzeże z łatwością, że polskie domy i rodziny, polskie kobiety i dzieci są bezlitośnie atakowane (co najmniej od dwudziestu lat) nie przez żadne tam „prusactwo” i nawet nie przez prawosławnych imperialistów, lecz przez producentów, reżyserów i scenarzystów amerykańskich filmów, seriali i reportaży wojennych oraz przez tych, którzy te programy codziennie Polakom serwują. Wojna z polską kulturą, z chrześcijańską moralnością, z poczuciem i potrzebą sprawiedliwości trwa u nas w najlepsze i nic nam nie pomaga członkostwo w NATO, proamerykański serwilizm, ani udostępnianie złóż gazów łupkowych. Jeśli podstawą państwa jest ziemia, religia i narodowość (jak mówił Witos), a narodowość kształtuje kultura – to wnioski nasuwają się same. Wbrew obawom Śmigłego-Rydza, to nie Rosjanie zabrali nam Duszę. Zawłaszczył ją Zachód.

    W sytuacji, gdy sami Amerykanie dogadują się z Niemcami, Rosjanami, a ostatnio nawet z talibami, profesor Giertych proponuje „nową” strategię „dwóch wrogów” (a nawet trzech, biorąc pod uwagę Turcję). Jak długo można nie chcieć się dogadać z sąsiadami? A porozumieć się trzeba: w siedemdziesiątą rocznicę wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 1941 roku ministrowie spraw zagranicznych Rosji i Niemiec stwierdzili we wspólnym artykule na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że konflikt niemiecko-rosyjski już się nie powtórzy, i że oba te państwa będą wspólnie zabiegać o pokój i bezpieczeństwo w Europie. Cóż to oznacza, jeśli nie strategiczne partnerstwo między tymi państwami i w jaki sposób prof. Giertych zamierza się temu partnerstwu przeciwstawić? – Lecząc niemiecką „dżumę” amerykańskim „tyfusem”? Cui bono?

    Wydaje się oczywiste, że najlepszą gwarancją dobrej współpracy jest osiąganie wspólnych korzyści. Długofalowych stałych korzyści. Gdyby udało nam się zerwać amerykański łańcuch i wypracować modus vivendi z Niemcami i Rosjanami, to zarówno Polska, jak i jej sąsiedzi takie korzyści niewątpliwie by sobie zagwarantowali. Rosjanie i inne narody słowiańskie powinny być szczególnie zainteresowane takim obrotem sprawy. Dominacja rosyjska (np. na Białorusi), czy niemiecka (np. w Polsce), to nie jest żadne rozwiązanie. Podobnie zresztą, jak podejmowanie się przez słabe państwa pełnienia roli kija wpychanego w szprychy gigantów.

    Ś. p. Jędrzej Giertych już w roku 1948 przewidywał, że zwycięzcami zimnowojennych zmagań po II wojnie światowej będą „przeciwnicy Rosji”, wśród których („a więc w świecie anglosaskim i w rozmaitych krajach, środowiskach i kołach z obozem anglosaskim związanych.”) mogą uzyskać przewagę istniejące już od dawna „nieprzyjazne katolicyzmowi i krajom katolickim tendencje”, czego skutkiem będzie forsowanie w praktyce „programu najmniejszej i najsłabszej Polski”. Istotą tego programu miało być według Jędrzeja Giertycha:

    a/ niedopuszczenie do tego, by Polska odzyskała swoje Ziemie Wschodnie i skazanie Polski „na szukanie oparcia w sąsiedzie zachodnim”;

    b/ odebranie Polsce odzyskanych Ziem Zachodnich i „uczynienie jej kompletnie pozbawioną bezpieczeństwa od strony zachodniej, a ponadto wywołanie w niej głębokiego chaosu przez spowodowanie nowych, masowych przesiedleń”;

    c/ związanie Polski „z innymi organizmami politycznymi w system federacyjny tak pomyślany, by skrępował ją w sposób jednostronny i faktycznie pozbawił ją niepodległości. Na rzecz tego systemu Polska zrzekłaby się suwerenności gospodarczej (własnego systemu celnego, własnej waluty itd.) i wojskowej. W systemie tym, częściowo środkami demokratycznymi (przewagą liczebną przeciwników Polski), a więcej jeszcze metodami ukrytymi, takimi jak: wzięcie w niewolę gospodarczą i finansową, jak zorganizowanie bijących wszelką konkurencję i niwelujących pod jeden strychulec opinię publiczną wielkich koncernów prasowych, jak oddziaływanie osobiste, korupcja, wpływy organizacji konspiracyjnych itp. – władza faktyczna, choć niekoniecznie formalna, zostałaby skoncentrowana w ręku czynników Polsce nieprzyjaznych. (...) Możnaby to zresztą pomyśleć również i inaczej – jednak zawsze tak, by federacja ta Polskę ubezwładniała i zamieniała w cudzą, gospodarczą i polityczną kolonię eksploatacyjną.”

    Nietrudno zauważyć, że scenariusz ten realizuje się pomimo naszego sojuszu z USA, co świadczy o jego wartości.

    W obliczu rysujących się zagrożeń Jędrzej Giertych wskazywał na jedyną drogę wyjścia: „Celem naszym jest prawdziwie wielka Polska. Polska od Sudetów do Dźwiny i od Zalewu Szczecińskiego do Prutu. Polska w pełni niepodległa. Polska wiążąca się politycznie z tymi, co pragną tego samego i boją się tego samego, co my, a więc których związki z nami powiększają zarówno ich, jak i nasze siły, i tworzą z nas nie domki z kart, lecz blok solidarny i mocny.

    Słowa te powinny stać się drogowskazem dla twórców polityki propolskiej, którzy nigdy już nie powinni szukać przyjaciół daleko, a wrogów blisko, a tym bardziej uzależniać los narodu polskiego od egzotycznych sojuszy i papierowych gwarancji. Czyż bowiem wiążąc się z tymi, którzy pragną zaszkodzić Rosji zdołamy rzeczywiście powiększyć nasze siły i obronić się przed Niemcami? Od przeszło dwustu lat historia udowadnia, że tak wcale być nie musi.

    Możemy natomiast „odzyskać” utracone Ziemie Wschodnie (przyjaźń ich gospodarzy) i obronić swe Ziemie Zachodnie, gdy ze stosunków pomiędzy Rosją, Polską i Niemcami zostanie wyeliminowane niebezpieczeństwo programu Polski „jak najmniejszej i najsłabszej” i zapadnie decyzja o korzystnej współpracy. Tego raczej nie da się dokonać w sojuszu z Amerykanami i w charakterze amerykańskiej bazy rakiet, tudzież amerykańskiego lotniskowca. Tu jest potrzebny „blok solidarny i mocny” – blok polsko-słowiański.

    Polityka propolska powinna próbować go stworzyć.

    Grzegorz Grabowski

    [1] – M. Giertych, Polityka zagraniczna [propozycja przedstawiona w dniu 11.06.2011 r. na konferencji programowej LPR w Warszawie] http://www.lpr.pl/2011/06/20/polityka-zagraniczna/ (20.06.2011).



    Druga Rzesza (1871-1918). Второй рейх (1871-1918).
    Фото: Интернет

    O пропольской политикe

    Одиннадцатого июня т.г. (2011) председатель Политбюро и член президиума Главного Управления ЛПC (Лига польских семей, польск. Liga Polskich Rodzin, LPR – национально-консервативная партия в Польше), проф. Мачей Гертых, выступая в Варшаве на программной конференции Лиги польских семей,отмечающей свою десятую годовщину, представил „предложение программы внешней политики” для Польши. Это предложение (доступно на сайте lpr.pl)[1] будит удивление и протест.

    Суть его состоит в продолжении нынешней внешней политики: проамериканизм, поддержка НАТО в качестве основы для присутствия США в Европе, военно-политический союз с США, создание военных баз США на территории Польши, предоставление американцам польских природных ресурсов, забота о улучшении отношений (т.е., исполнение желаний) с кругами, которые управляют Соединенными Штатами.

    Все это для того – как хочет Гертых – чтобы „разделять Германию, Россию и Турцию друг от друга, одновременно требуя, чтобы их взаимоотношения не игнорировали интересы стран-посредников”, потому что в Германии „пруссачество выигрывает с западными традициями, то есть, используя терминологию Феликса Конечного, цивилизация византийская с латинской.”, „России не изменим”, а „Турция – это не Европа. Цивилизованно есть туранская (как Россия) и, вследсвие этого, нет для нее места в структурах ЕС, которое хотели бы мы сохранить как можно больше в кругу латинской цивилизации”.

    Проф. Гертых искушает нас миражем совместной американо-польской обороны „латинской цивилизации”, т.е. чего-то, что уже давно в Европе не существует и что следовало бы сначала с трудом и вопреки Америке восстановить (прежде всего за счет отказа от либерализма, реализации принципов персонализма и воскресение cословнoгo общества). Можно даже подумать, что Гертых мечтает при этом о новом „оплоте”, какой-либо коалиции (вероятно, проамериканских) стран „от Финляндии до Греции”, во главе с Польшой, защищающей свою независимость „в рамках империи ЕС” (с каких это пор власть может быть суверенна в рамках иностранной империи, г-н профессор?), и одновременно расширяющей своего рода „cанитарный кордон” (фр. cordon sanitaire) поперек Европы. Кордон, который с помощью Соединенных Штатов может в любой момент превратиться в железный занавес.

    Читая эти фантазии о защите независимости „в рам
    ках”, вспоминается сразу 1939 год и торжественные обещания „западных демократий”, что не изменят, вооружат, поддержат и избавят от хлопот. А той Польши уже нет – исчезла в один день. Более того, нету тоже той, кое-где латинской, Европы и нету тех, руководимых совместно с христианами, Соединенных Штатов, которые – вспомним – первыми узнали (благодаря любезности чиновников нацистского посольства в Москве) содержание пакта Молотова-Риббентропа сразу после его подписания и ожидали начала войны как и военного положения после побега Куклинского. Не предупреждая поляков.

    Каждый, кто включит телевизор, легко заметит, что польские дома и семьи, польские женщины и дети безжалостно атакуют (по крайней мере, последние двадцать лет) не какие-нибудь там „прусы” и даже не православные империалисты, а только продюсеры режиссеры и сценаристы американских фильмов, сериалов и военных документальных фильмов, а также те, которые ежедневно эти программы предлагают поляком для просмотра. Война с польской культурой, с христианской моралью, с чувством и жажадой справедливости длиться и совсем в этом не помогает членство в НАТО, проамериканское раболепие, и даже предоставление месторождений сланцевого газа. Если основой государства является земля, религия и национальность (как говорил трехкратный премьер-министр Польши Винценты Витос), а национальность формирует культура – то выводы напрашиваются сами по себе. Вопреки опасениям польского маршала Рыдза-Смиглого, это не pоссияне забрали нам Душу. Завладел ей Запад

    В ситуации, когда сами aмериканцы договариваются с
    немцами, pусскими, а в последнее время даже с талибами, профессор Гертых предлагает „новую” стратегию „двух врагов” (и даже трех, принимая во внимание Турцию). Как долго можно не хотеть ладить с соседями? А договориться нужно: в 70-ую годовщину начала немецкo-советской войны 1941 года министры иностранных дел России и Германии заявили в совместной статье на страницах газеты „Франкфуртер альгемайне цайтунг”, что конфликт немецко-русский больше не повториться, и что обе страны будут стараться обеспечить мир и безопасность в Европе. Что это может значить, если не стратегическое партнерство между этими странами и каким образом проф. Гертых намерен препятствовать этому партнерству? – Леча немецкую „чуму” американским „тифом”? Cui bono?

    Кажется очевидным, что лучшей гарантией успешного сотрудничества является достижение взаимной выгоды. Долгосрочных постоянных преимуществ. Если бы нам удалось разорвать американскую цепь и выработать способ на жизнь с
    немцами и pоссиянами, то так Польша, как и ее соседи такие преимущества, несомненно бы себе гарантировали. Русские и другие славянские народы должны быть особенно заинтересованные таким поворотом событий. Доминирование русских (например, в Беларуси) или немцев (например, в Польше), это не решение проблемы. Так же, впрочем, как и  попытки слабых государств брать на себя роль палки, вбитой в колеса гигантов.

    Блаженной памяти Енджей Гертых (христианский националист, отец проф. М. Гертыхa) уже в 1948 году предсказал, что победителями в холодной войне после Второй мировой войны будут „враги России”, среди которых („а значит и в англо-саксонском мире и в различных странах, обществах и кругах, связанных с англо-саксонским лагерем.”) могут получить преимущество существующее уже давно „недружественные к католицизму и католическим странам тенденции”, в результате чего будет фoрcирoвaннaя в практике „программa наименьшeй и самoй слабoй Польши”. По мнению Е. Гертыха, сущностью этой программы должно было быть:

    а) недопущение того, чтобы Польша обрела свои Восточные Земли и обречение Польши „на поиск поддержки у западных соседей”;

    б) изъятие у Польши обретенных Западных Земель и „полное лишение ее безопасности со стороны Запада, и кроме этого вызов глубокого хаоса, в результате массовой депортации”;

    с) соединение Польши „с другими политическими организмами в федеративную систему так организованную, чтобы ее ограничивала в одностороннем порядке и фактически лишила ее независимости. В пользу этой системы Польша отреклась бы от экономического суверенитета (собственной таможенной системы, и собственной валюты и т.д.) и от военной независимости. В этой системе частично демократическими средствами (численным перевесом противникoв Польши), а еще больше скрытыми методами, такими как: принятие экономической и финансовой зависимости, как организация больших компаний в CМИ, убивающих всякую конкуренцию и выравнивающих всe общественное мнение под одну гребeнку, как личное влияние, коррупция, влияние подпольных организаций и т. д. – реальная власть, хотя и не обязательно власть формальная, будет сосредоточена в руках факторов Польше враждебных. (...) Можно также думать об этом иначе, – но всегда так, чтобы эта федерация разрушила Польшу и заменилa в чужую, экономическую и политическую колонию эксплуатационную.”.

    Легко заметить, что этот сценарий реализуется, несмотря на наш союз с США, что свидетельствует о его ценности.

    Перед лицом рисующейся угрозы Енджей Гертых указывал на единственный выход: „Нашей целью является поистине великая Польша. Польша от Судет до Двины и от Щецинского Залива до Прутa. Польша полностью независимая. Польша, связывающая себя политически с теми, которые хотят того же, и боятся того же, что и мы, и поэтому отношения с которыми увеличивают как их, так и наши силы, и создают из нас не карточные домики, а только блок солидарный и сильный.

    Эти слова должны стать маяком для создателей пропольской политики, которым уже никогда не следует искать друзей далеко, а врагов-близко, а тем более стaвить судьбу польского народа в зависимость от экзотических союзов и бумажных гарантий. Разве связываясь с теми, кто хочет нанести вред России, мы сумеем реально увеличить наши силы и защитить себя от
    немцев? Вот уже более двухсот лет история доказывает, что так вообще не должно быть.

    Вместо этого можем обрести утраченнные Восточные Земли (читать: дружбу их хозяев) и защитить свои Западные Земли, если из отношений между Россией, Польшей и Германией будет устранена опасность программы Польши „как можно наименьшeй и самoй слабой” и принято решение о взаимовыгодном сотрудничестве. Этого, скорее всего, не удасться сделать в союзе с aмериканцами и в качестве американской базы ракет, притoм американского непотопляемого авианосца. Здесь требуется „блок солидарный и мощный” – блок польско-славянский.

    Пропольская политика должна попытаться его создать.
     
    Гжегож Грабовский

     

    [1] – М. Гертых, Внешняя политика [предложение представленo 11.06.2011 г. на программной конференции ЛПС в Варшаве] http://www.lpr.pl/2011/06/20/polityka-zagraniczna/ (20.06.2011).



    Фото: win.ru

    Jędrzej Giertych: Nasze cele i nasze niebezpieczeństwa

    ( 1 9 4 8 )

    Zadaniem polityki każdego państwa czy narodu jest nie tylko stawiać czoła niebezpieczeństwom bezpośrednim, takim, które widzi każde dziecko i o których wszystkie wróble na dachach ćwierkają, ale także przewidywać niebezpieczeństwa przyszłe, narazie mało widoczne i w porę się przed nimi zabezpieczać. Dobrą polityką jest ta, która to potrafi. Polityka, która tego nie potrafi, jest polityką złą. (...)

    Istota przyszłych, mogących nam grozić niebezpieczeństw (...) polega na tym, że nieprzyjazne nam tendencje mogą odgrywać poważną rolę w obozie właściwych zwycięzców (przyjąwszy, że zwycięzcami będą przeciwnicy Rosji), a więc w świecie anglosaskim i w rozmaitych krajach, środowiskach i kołach z obozem anglosaskim związanych. (...)

    W krajach anglosaskich, tak jak w każdych innych, nurtują tendencje i ideologie różne. Można jednak przyjąć, że tendencje nieprzyjazne katolicyzmowi i krajom katolickim, a więc i nam, mają w nich naogół nad prokatolickimi przewagę. Dla niektórych kół w tych krajach, pognębienie narodów takich jak Polska lub Hiszpania, jest zarówno irracjonalnym wręcz pragnieniem serca, jak i celem na zimno planowanej polityki.

    Koła te mają w świecie wpływy. Mają je także i w narodzie polskim. Tendencją ich, po [drugiej] wojnie [światowej], będzie działanie na szkodę Polski. Działanie w tym kierunku, by – skoro nie można Polski całkiem unicestwić – to ją przynajmniej osłabić i skrępować. Koła te będą w tym kierunku oddziaływać na politykę Anglii, Ameryki i niektórych innych krajów. Będą także uruchamiać i nastawiać rozmaite ukryte sprężyny i „obce agentury”, istniejące w samym narodzie polskim, po to, by rozmaite odłamy polskiego narodu popychać do nieświadomego działania, ułatwiającego tym kołom w tym, czy innym punkcie ich dążenia.

    Do czego dążyć będą te koła w stosunku do Polski? (...) Jakiż będzie program najmniejszej i najsłabszej Polski – obecnie? Pozwalam sobie postawić tezę: program ten będzie się składał z trzech punktów.

    1. Nie dopuścić do tego, by Polska odzyskała swoje Ziemie Wschodnie, albo w najlepszym razie dać jej z tych ziem tylko drobne skrawki (...). Tym sposobem zerwać geograficzną łączność Polski z krajami Basenu Naddunajskiego (Węgrami i Rumunią) i przez to uniemożliwić jej wytworzenie silnego, polsko-naddunajskiego politycznego bloku, oderwać ją od łączności z krajami bałtyckimi, pozbawić ją dobrej granicy strategicznej na wschodzie, a więc skazać ją na szukanie oparcia w sąsiedzie zachodnim, pozbawić ją bogatych obszarów i wielu milionów odwiecznie z nią związanej ludności, wreszcie – przez zerwanie z rycerskimi tradycjami jej ziem kresowych, z tradycjami kultury Mickiewiczów i Słowackich, z religijnymi tradycjami Ostrej Bramy i ziem, które były przedmurzem chrześcijaństwa – okaleczyć ją duchowo, a przez to zdegradować, zdemoralizować i osłabić.

    2. Odebrać jej odzyskane Ziemie Zachodnie, a przez to przywrócić dawną beznadziejność jej położenia geograficznego i uczynić ją kompletnie pozbawioną bezpieczeństwa od strony zachodniej, a ponadto wywołać w niej głęboki chaos przez spowodowanie nowych, masowych przesiedleń oraz do reszty ją zrujnować gospodarczo i załamać moralnie.

    3. Związać ją z innymi organizmami politycznymi w system federacyjny tak pomyślany, by skrępował ją w sposób jednostronny i faktycznie pozbawił ją niepodległości. Na rzecz tego systemu Polska zrzekłaby się suwerenności gospodarczej (własnego systemu celnego, własnej waluty itd.) i wojskowej. W systemie tym, częściowo środkami demokratycznymi (przewagą liczebną przeciwników Polski), a więcej jeszcze metodami ukrytymi, takimi jak: wzięcie w niewolę gospodarczą i finansową, jak zorganizowanie bijących wszelką konkurencję i niwelujących pod jeden strychulec opinię publiczną wielkich koncernów prasowych, jak oddziaływanie osobiste, korupcja, wpływy organizacji konspiracyjnych itp. – władza faktyczna, choć niekoniecznie formalna, zostałaby skoncentrowana w ręku czynników Polsce nieprzyjaznych. (...) Możnaby to zresztą pomyśleć również i inaczej – jednak zawsze tak, by federacja ta Polskę ubezwładniała i zamieniała w cudzą, gospodarczą i polityczną kolonię eksploatacyjną.

    Tak pomyślana Polska – okrojona od wschodu, pozbawiona bezpieczeństwa od zachodu, zdezorganizowana przez ciągłe masowe przesiedlenia, zrujnowana, zdemoralizowana, zrozpaczona, a w dodatku wtłoczona w system federacyjny, w którym oddana by była na łup eksploatacji gospodarczej mniej wyniszczonych i bogatszych sąsiadów, ich przemysłu, ich handlu i ich kapitałów – byłaby już tylko cieniem Polski niepodległej. Niepodległość jej byłaby taką samą fikcją, jak fikcją była jej niepodległość w ciągu większej części wieku osiemnastego.

    Zdanie sobie sprawy z niebezpieczeństwa – to już jest połowa drogi do tego, by się przed niebezpieczeństwem tym ustrzec. Dmowski nauczył nas, jak programowi „małej Polski”  przeciwstawiać program „wielkiej Polski” w sposób zwycięski. Bądźmy czujni i nieustępliwi! (...) Celem naszym jest prawdziwie wielka Polska. Polska od Sudetów do Dźwiny i od Zalewu Szczecińskiego do Prutu. Polska w pełni niepodległa. Polska wiążąca się politycznie z tymi, co pragną tego samego i boją się tego samego, co my, a więc których związki z nami powiększają zarówno ich, jak i nasze siły, i tworzą z nas nie domki z kart, lecz blok solidarny i mocny.

    Źródło: Jędrzej Giertych, Sprawa Ziem Odzyskanych w świetle etyki, Stuttgart 1948.

    * * *

    Maciej Giertych: Polityka zagraniczna (referat wygłoszony na posiedzeniu Bloku dla Polski)

    ( 1 9 9 6 )

    Unia Europejska i NATO

    Nie widzę żadnego pożytku z tzw. "wchodzenia" do Unii Europejskiej czy do NATO. (…) Ten przykład najlepiej ilustruje jak wielką utratą suwerenności jest łączenie się z UE. Nie po to wyzwoliliśmy się z opieki Kremla by dobrowolnie poddawać się opiece Brukseli. Podobnie jest z NATO. Nie widzę sytuacji, w której  NATO mogłoby spełnić wobec nas opiekę militarną. Gdyby np. Rosja chciała bez naszej zgody przeprowadzić przez Polskę swoje wojsko z Królewca na Białoruś, w związku z jakimś konfliktem z Ukrainą, to żadne gwarancje NATO nic nam nie pomogą. Zachód nie bił się o Gdańsk to i nie będzie się bił o Braniewo. (…) Sami musimy troszczyć się o nasze bezpieczeństwo.

    Między Rosją a Niemcami

    (…) Wyobrażam sobie sytuację, że Rosja broni linii na Odrze i Nysie, oczywiście  nie w naszym, ale w swoim interesie. Serbom w Bośni przyszła z pomocą. Natomiast nie wyobrażam sobie, że Niemcy czy USA będą bronić linii Bugu. Nie mają tu żadnych interesów. Oznacza to, że jesteśmy zdani na siebie. Sami musimy zadbać o system naszego bezpieczeństwa.

    (…) Rzecz znamienna, że w sprawie Polski jest współpraca sił antychrześcijańskich i ultrachrześcijańskich zdominowanych przez Niemców światowych sił prawicowych. Ta najbardziej antypolska prawica, jest równocześnie najbardziej prorodzinna, tradycjonalistyczna, wyznaniowo ortodoksyjna, patriotyczna. Republikański kandydat na prezydenta USA, Pat Buchanan, katolik, obrońca życia nienarodzonych, amerykański patriota, przeciwnik nurtów lewicowych i liberalnych, oskarżany o izolacjonizm bo nie chce podtrzymywać finansowo krajów rządzonych metodą socjalistyczną, jest równocześnie przyjacielem niemieckich republikanów i ich oczyma widzi sprawy polsko-niemieckie. Podobnie można scharakteryzować Le Pena, a jest on w sojuszu z niemieckimi republikanami i z Żyrinowskim.

    Źródło: „Opoka w Kraju” nr 17 (38)/1996: http://opoka.giertych.pl/owk17.htm


    Włodzimierz Bukowski:
    Polska była wciąż zdradzana przez Zachód – w 1939 r., w 1945 r. Zastanawiam się, ile jeszcze razy ma do tego dojść, by Polacy przestali być wreszcie naiwni. Przestańcie liczyć, że Zachód coś zrobi w waszej sprawie.
    Владимир Буковский:
    Польша постоянно была прeдавaна Западом - в 1939 и в 1945 г. Интересно, сколько еще раз должно это произойти, чтобы Поляки перестали быть наивными. Прeкрaтитe надеяться, что Запад что-либо сделаeт для Вас.

    Zob. także/Cм. также:

    Dmowski o sojuszu Polaków z Rosją. Дмовский o союзе поляков с Россией http://polski.blog.ru/221711347.html (14.08.2016).

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).

    Giertychowie wobec Rosji. Гертыхы по отношению к России http://polski.blog.ru/216380947.html (24.03.2015).

    Jędrzej Giertych o sojuszu z Rosją. Енджей Гертых о союзе с Россией http://polski.blog.ru/216448675.html (01.04.2015).

    Grabski o sojuszu Polaków z Rosją. Грабский o союзе поляков с Россией http://polski.blog.ru/214001587.html (12.08.2014).

    Kontrreformacja ekumeniczna ante portas. Экуменическaя контрреформация у ворот http://polski.blog.ru/210118659.html (05.01.2014).


  • W 70. rocznicę wojny niemiecko-sowieckiej. 70-летие начала немецко-советской войны.



    Czy 22 czerwca Hitler wyprzedził Stalina o dwa tygodnie?
    Istnieje pogląd, że wprawdzie Hitler parł do wojny i jest odpowiedzialny za jej wywołanie, ale to Stalin zaprojektował kształt wojny w Europie i nakłonił upatrzonego partnera do złożenia oferty rozbioru Polski oraz pogwałcenia niepodległości państw bałtyckich. Wszystko po to, by uwikłać Hitlera w walkę z Zachodem, a następnie podyktować "pax sovietica (russica) dla całej Europy". Okazało się jednak, że ten sprytny plan spalił na panewce. Wojna z Rosją stała się dla Niemiec nieunikniona. 
    Oпeредил ли 22 июня Гитлер Сталина на две недели? Утром 22 июня 1941 года гитлеровские войска напали на Россию. Это был конец советско-немецкой "дружбы", а также начало конца Третьего рейха. В историографии увековечено мнение, что Адольф Гитлер начал II мировую войну и одержал политическое господство над Иосифом Сталиным, ошеломив его неожиданным нападением на СССР и пытаясь получить таким способом "жизненное пространство на Востоке". Существует также мнение, что хотя Гитлер и стремился к войне, и несет ответственность за ее начало, однако именно Сталин разработал образ войны в Европе и убедил выбранного партнера принять предложение о разделении Польши и нарушении независимости балтийских государств. И все это для того, чтобы увязать Гитлера в борьбе с Западом, а потом продиктовать "pax sovietica (russica) всей Европе”. Однако оказалось, что этот хитрый план рухнул. Война с Россией стала для Германии неизбежна. О том, как это было, читайте далее в нашей статье. 


    Rankiem 22 czerwca 1941 roku hitlerowskie wojska zaatakowały Rosję. Był to koniec niemiecko-sowieckiej „przyjaźni”, a zarazem początek końca III Rzeszy. W historiografii utrwalony jest pogląd, że to Adolf Hitler wywołał II wojnę światową i zdominował politycznie Józefa Stalina, by zaskoczyć go potem niespodziewanym uderzeniem na ZSRR i spróbować zdobyć w ten sposób „przestrzeń życiową na Wschodzie”. Paul Johnson twierdził np. w swej „Historii świata od roku 1917 do lat 90-tych” (Londyn 1992), że „Nic innego, jak osobiste poczucie zagrożenia i obsesyjna obawa przed Niemcami kazały Stalinowi podpisać fatalny pakt” (Ribbentrop-Mołotow), a zaskoczenie i bierność Sowietów w 1941 r. wynikały – jego zdaniem – stąd, iż Stalin „łudził się, gdyż pakt nazistowsko-radziecki był dla niego niezwykle korzystny.” Przeciwstawny pogląd zaprezentował m. in. Wiktor Suworow, który pisał wprost: „Kolejnej wojny światowej mogło w ogóle nie być. Decyzja należała do Stalina. (...) Jeszcze zanim zagrzmiały działa Adolf Hitler poniósł całkowitą klęskę polityczną.” (Dzień „M”, Warszawa 1996).  Gdzie zatem leżała prawda i dlaczego 70 lat temu doszło do wojny między tymi dwoma sojusznikami?

    Wrześniowe preludium

    W telegramie z dnia 21.08.1939 roku Stalin powiedział Hitlerowi jasno: „Spodziewam się, że niemiecko-radziecki pakt o nieagresji stanie się decydującym punktem zwrotnym dla poprawy stosunków między naszymi krajami” (Białe plamy. ZSRR-Niemcy 1939-1941, Wilno 1990, s. 52). Życzenie to zostało spełnione. Pierwszego września 1939 roku Hitler już wiedział, że Stalin zaatakuje Polskę od wschodu, a Stalin był tak pewien lojalności swego partnera, że nie musiał się zbytnio śpieszyć z zajmowaniem jakichkolwiek rubieży w Polsce i mógł spokojnie przygotować się do odegrania roli „wyzwoliciela” Rusinów żyjących na Kresach. Stalin spodziewał się co najmniej od marca 1939 roku, że Hitler pochwyci podsuwane mu przynęty i pomoże Rosji w realizacji pięknego scenariusza, przewidującego niemal bezkrwawe zajęcie przez Sowietów połowy Rzeczypospolitej. Owszem, był także wariant jeszcze dla nich korzystniejszy, tak zwana sowiecka pomoc wojskowa dla Polski, ale nie można chyba sądzić, że Stalin poważnie liczył na to, iż cała Polska podda mu się bez walki. Był to tylko materiał przetargowy na użytek pozorowanych negocjacji z mocarstwami zachodnimi, które chętnie by przystały i na wjechanie wojsk sowieckich do Polski, i na wiele innych pomysłów Stalina, w zamian za… wojnę Rosji z Niemcami! Tymczasem to Stalin wciągnął Niemcy w wojnę z połową Europy.

    Nie chcąc dopuścić do „monachijskiego” rozwiązania problemu Polski, czyli do zwasalizowania jej przez Niemcy i stworzenia tym samym dogodnych warunków do szybkiego marszu Hitlera na Wschód, dokonał Stalin nieoczekiwanego zwrotu w stosunkach sowiecko-niemieckich. W przemówieniu na XVIII Zjeździe WKP(b) (10.03.1939) stwierdził on niedwuznacznie, iż Francja i Wielka Brytania nie mogą liczyć na wyciąganie „kasztanów z ognia” rosyjskimi rękami, gdyż Związek Sowiecki nie ma żadnych powodów do konfliktu z Niemcami. Anglicy odpowiedzieli na taki obrót sprawy tzw. gwarancjami dla Polski (31 marzec) i komunikatem brytyjsko-polskim o sojuszu (6 kwiecień), co miało wzmocnić opór Polaków, a zarazem przekonać Hitlera, że powinien negocjować z mocarstwami zachodnimi, a nie ze Stalinem. Jednak w owym czasie Hitler nie zamierzał pytać Stalina o zgodę na cokolwiek, a gwarancje zachodnie po prostu lekceważył, licząc poważnie na to, że otrzyma de facto przyzwolenie Zachodu na aneksję Gdańska i „korytarza”, a wówczas Polacy mieliby tylko jedno rozsądne wyjście: przyłączyć się do rydwanu zwycięskich, cywilizowanych i postępowych Niemiec.

    Skoro w tamtym momencie, po deklaracji gwarancyjnej Chamberlaina, Hitler spodziewał się, że tzw. demokracje zachodnie zdradzą Polskę tak samo, jak zdradziły Czechosłowację, to czy Stalin mógł być wolny od podobnych obaw? Właśnie ewentualność pozostania na uboczu kluczowej rozgrywki politycznej spędzała Stalinowi sen z oczu i kazała mu szybko działać. Podjął zatem w połowie kwietnia 1939 r. trójstronne rokowania z Francją i Anglią, których efektem było nie tyle papierowe zobowiązanie stron do wzajemnej pomocy w razie agresji (24 lipiec), ile skłonienie Hitlera do konstatacji, że grozi mu wojna na dwa fronty, czemu zapobiec może tylko porozumienie wojenne z Rosją. Hans von Herwarth, osobisty sekretarz ambasadora Rzeszy w Moskwie, pisze wprost: „Tym, co napełniło go (Hitlera) prawdziwym niepokojem i ostatecznie skłoniło do działania, były rokowania Wielkiej Brytanii i Francji ze Związkiem Radzieckim. W wypadku pomyślnego ich przebiegu Hitler w razie ataku na Polskę musiał obawiać się konfrontacji z trzema mocarstwami. Dlatego też zdecydował się na ugodę za wszelką cenę, nawet jeśli miałby poczynić Stalinowi znaczne koncesje w zamian za jego zgodę na podział Polski. Rzecz oczywista – Stalin był zainteresowany ubiciem interesu w równej mierze co Hitler. W dramatycznych miesiącach lata 1939 roku przychodziło mi z najbliższej odległości obserwować naciski Hitlera i Ribbentropa przez Schulenburga na władze radzieckie, aby jak najszybciej sfinalizować toczące się negocjacje.” (Między Hitlerem a Stalinem, Warszawa 1992, s. 230).

    Zanim Hitler połknął „haczyk” minęło sporo czasu. Już bowiem 3 maja Stalin mianował Wiaczesława Mołotowa ludowym komisarzem spraw zagranicznych i zezwolił mu na prowadzenie rozmów w sprawie stosunków ekonomicznych z Niemcami. Ale Mołotowowi, który na bieżąco konsultował się ze Stalinem „nawet w drugorzędnych kwestiach”, nie zależało w pierwszym rzędzie na normalizacji kontaktów gospodarczych między obu państwami. Nowy komisarz spraw zagranicznych „Nieustannie powtarzał, że rozmowy gospodarcze przyniosą efekty tylko wtedy, gdy uprzednio zostanie dla nich stworzona baza polityczna” i „naciskał bez przerwy na konieczność porozumienia politycznego, widzieliśmy w tym przejaw osobistego zainteresowania Stalina w doprowadzeniu do zrównoważenia stosunków radziecko-niemieckich.” (tamże, s. 228). Na czym miało polegać to „zrównoważenie”, jakiej to „bazy politycznej” domagał się od Hitlera Stalin? Schulenburg zapytał o to Mołotowa wprost, ten jednak „uchylił się od odpowiedzi na to pytanie”, wskutek czego „powstało wrażenie, (...) że Mołotow w kwestii poprawy stosunków radziecko-niemieckich celowo demonstrował rezerwę i że w Moskwie poważnie rozważy się jedynie konkretne propozycje ze strony rządu niemieckiego. Reprezentuje się tu (w Moskwie) pogląd, że wszystko zależy od gotowości rządu niemieckiego do wyjścia naprzeciwko władzom radzieckim z jasną i jednoznaczną inicjatywą.” (tamże, s . 246).

    Tego typu oceny postawy Rosji sowieckiej dotarły wiosną 1939 r. na kilka biurek rządowych w Europie – oprócz Amerykanów znali szczegóły negocjacji sowiecko-niemieckich także Francuzi, Brytyjczycy i Włosi. Podstawowym źródłem informacji była… ambasada Rzeszy w Moskwie (Schulenburg, Herwarth), z której przekazano też na Zachód (w dniu 24 sierpnia) tajny tekst paktu Ribbentrop-Mołotow, czyli ową upragnioną przez Stalina „bazę polityczną” sojuszu wojennego z Hitlerem. Sojusz ten był poniekąd koniecznością: w roku 1939 obaj dyktatorzy nie byli przygotowani do prowadzenia ze sobą wojny: Hitler ledwo co, przy wydatnej pomocy Francji i Anglii (!), zdołał pokonać Polskę, natomiast Stalin zaledwie „zremisował” z Finlandią. Gdyby jednak Stalin zachował neutralność, to należy sądzić, że przynajmniej do końca tegoż roku Hitler nie wykroczyłby w praktyce poza swe majowe koncepcje dotyczące Gdańska, a w międzyczasie może i państwa zachodnie poparły by swoje „gwarancje” jakimiś dostawami broni i sprzętu do Polski.

    Stało się jednak inaczej – Stalin stworzył taką sytuację polityczną, w której wojna europejska musiała nastąpić i to na jego warunkach. Ani Rosja nie zaatakowała Niemiec, ani Niemcy nie uderzyły na Rosję. Przy zupełnie biernej postawie Zachodu zlikwidowana została Polska – filar porządku wersalskiego i rzeczywista zapora przeciwko wojnie. Podejmując rękawicę rzuconą przez Hitlera, władze sanacyjne sprawiły przynajmniej, że nie powiodło mu się przekształcenie państwa polskiego w antysowiecką strefę buforową, co mogło mieć miejsce nawet w przypadku zaspokojenia niemieckich roszczeń siłą (Marszałek Śmigły-Rydz obawiał się przecież tego, że Niemcy uderzą znienacka, zajmą określony teren i… ogłoszą koniec konfliktu z Polską; przy bierności aliantów nie pozostawałoby nic innego, jak tylko pogodzić się z tym faktem dokonanym i przerzucić Wojsko Polskie na wschodnią granicę, by zapobiec podobnej akcji drugiego sąsiada). Udaremniając możliwość zwasalizowania Polski przez Niemcy, zlikwidował Stalin nie tylko ewentualność uczestniczenia dużej satelickiej armii polskiej w hitlerowskim pochodzie na Wschód, ale i ewentualność stawiania przez Polaków poważnego oporu w przypadku podjęcia przez Armię Czerwoną marszu na Zachód. Przede wszystkim zaś, Francja i Anglia – tak ochoczo zagrzewające i Polaków, i Rosjan do stawienia oporu Rzeszy – zostały bezpośrednio uwikłane w wojnę i stanęły wkrótce naprzeciw całej niemieckiej potęgi, wspomaganej i dozbrajanej przez Stalina, który spodziewał się, że teraz to Hitler wyciągnie „kasztany z ognia” podczas kampanii 1940 roku, i że się przy tym mocno poparzy.



    Sierpień 1939 - Август 1939


    Reasumując: Hitler parł do wojny i jest odpowiedzialny za jej wywołanie, ale to Stalin zaprojektował kształt wojny w Europie i nakłonił upatrzonego partnera do złożenia oferty rozbioru Polski oraz pogwałcenia niepodległości państw bałtyckich. Władze sanacyjne, aczkolwiek manipulowane i oszukiwane przez Zachód (zob.: L. Wyszczelski, O czym nie wiedzieli Beck i Rydz-Śmigły, Warszawa 1989), nie sprowokowały wojny i nie miały wpływu na decyzje wojenne agresorów. Niezmiernie ciekawy jest także fakt, że jeszcze przed podpisaniem paktu Ribbentrop-Mołotow zachodnie demokracje dobrze wiedziały, iż wojna wybuchnie wówczas, gdy tylko zbrodnicza para osiągnie porozumienie co do podziału łupów, i gdy ustali kto ma oficjalnie odgrywać rolę złoczyńcy, a kto rolę pasera. Poznawszy już te szczegóły, nasi „alianci” kazali nam zrywać świeżo rozlepione obwieszczenia o mobilizacji…

    Sierpem i „młotem”

    Czy należy przyjąć, że przez 21 miesięcy poprzedzających atak Wehrmachtu na Rosję Stalin działał w pełnym porozumieniu z Niemcami tylko po to, by zachować nabytki z roku 1939, tudzież skrawki Finlandii i Rumunii? By wspomagać rozbudowę imperium Hitlera? A może po to, by podzielić się z nim Europą? Dawna propaganda prosowiecka głosiła milionom ludzi na świecie, że Armia Czerwona nie dokonywała żadnych podbojów, lecz „wkroczyła do Polski, by zapewnić sobie granicę strategiczną przeciwko Niemcom” i stworzyć ze wschodnich ziem polskich „pas obronny przeciwko niemieckiej ekspansji na wschód”. Również po upadku Polski Stalin zajęty był wyłącznie defensywą: „Podczas gdy Hitler był zajęty podbojem Polski, zachodniej Europy i Bałkanów, Rosja Sowiecka przygotowywała się do obrony. Rosjanie posuwali przy każdej sposobności swoją granicę na zachód, by zapewnić sobie obronną strefę buforową przeciwko możliwej inwazji.” Stwierdzenia te pochodzą, niestety, z polskiej wersji opracowania p.t. „Druga wojna światowa”, wydanego tuż po wojnie i firmowanego przez Biuro Informacyjne Stanów Zjednoczonych, które usiłowało w ten sposób „dać możliwie najwierniejszy obraz największych zmagań w dziejach ludzkości”.

    W rzeczywistości Stalin nie zamierzał dzielić się z nikim Europą, a swoją politykę podboju planował z zadziwiającą konsekwencją i przebiegłością. Jak wiadomo, bolszewicy zastąpili dążenia imperialne caratu ideą światowej rewolucji: „Wprawdzie po upadku Trockiego teoria ta została zmodernizowana oraz na jakiś czas jakby zamrożona. Bezpośrednio przed II wojną światową została jednak przypomniana” – pisał Tadeusz Rawski – „Wydarzenia 22.6.1941 r. poprzedził blisko dwuletni okres współpracy Niemiec hitlerowskich z Rosją sowiecką (...) likwidacja Polski stworzyła tym państwom przesłanki do rozwiązania kolejnych zadań na drodze imperialnych podbojów. Niemcy mogły skupić wszystkie swe siły do rozgrywki na Zachodzie, Rosjanie – na zawładnięciu strefą wpływów uzyskaną w układach moskiewskich oraz wykorzystaniu związania się Niemców na Zachodzie. (...) Przedłużenie się wojny na Zachodzie stwarzało jedyną szansę podyktowania w Berlinie za cenę minimalnych ofiar pax sovietica (russica) dla całej Europy. Stąd dla Kremla załamanie się Francji oznaczało podważenie jednego z głównych celów paktów moskiewskich. Tylko paliatywem była pospieszna inkorporacja Estonii, Łotwy i Litwy, zagarnięcie Besarabii i północnej Bukowiny. (...) Ostatnią próbę szukania modus vivendi, czy raczej już tylko przesunięcia konfliktu w czasie, podjęły Rosja i Niemcy w drugiej połowie 1940 r., podczas listopadowej wizyty Mołotowa w Berlinie. Rozmowy dyplomatyczne wykazały jednak, że roszczenia obu stron nawzajem się wykluczają, zwłaszcza jeśli idzie o Bałkany i cieśniny czarnomorskie. Waffenbruderschaft, tak znakomicie zaprezentowany 22.9.1939 r. podczas brzeskiej defilady, zastąpiło już intensywne przygotowywanie się do wojny.” (T. Rawski, Wielka konfrontacja, „Wojskowy Przegląd Historyczny” nr 2/1991, s. 47-49).

    Jak z tego wynika, dyktator sowiecki nie był bynajmniej ograniczonym, podporządkowanym pomocnikiem Hitlera i nie wykorzystywał sposobności tylko po to, by posunąć swe okopy parę kilometrów do przodu. Stalin świadomie przygotowywał Wielką Sposobność wyeliminowania z gry wszystkich mocarstw europejskich, łącznie z Niemcami. To on chciał być niepodzielnym władcą Europy i cierpliwie tworzył ku temu warunki. Udało mu się przeforsować całkowitą likwidację Polski i zastąpić zachodnią koncepcję skierowania energii Hitlera na Wschód własnym pomysłem związania walką Niemiec i Włoch oraz mocarstw zachodnich. Jednocześnie Stalin utworzył całkowicie nową linię osłony i rozwinięcia wojsk, które po doświadczeniach wojny z Finlandią intensywnie doszkalano i dozbrajano, wykorzystując fakt, iż produkcja zbrojeniowa Związku Sowieckiego dorównywała w 1940 r. produkcji niemieckiej (mimo wzmocnienia tej ostatniej potencjałem polskim i zachodnioeuropejskim). Stalin miał wszelkie dane ku temu, by maksymalnie wykorzystać krwawe zmagania w zachodniej Europie na swoją korzyść. Gdyby starcie to trwało nieco dłużej – powiedzmy rok czasu – to Rosja mogłaby spokojnie rozciągnąć swe wpływy aż po Bosfor, a może nawet wkroczyć na roponośne tereny Iranu i Iraku, a w końcu wymusić na osłabionych walką mocarstwach akceptację swych osiągnięć. Stalin byłby najpotężniejszym władcą kontynentu euroazjatyckiego, kontrolującym Bałtyk i Morze Śródziemne, wody arktyczne na północy i Ocean Indyjski na południu. Stalinowska „światowa rewolucja” wcześniej czy później ogarnęłaby także zachodnią Europę, wstrząśniętą strategiczną porażką własnych demokracji i dyktatur, zafascynowaną zwycięskim socjalizmem i geniuszem wodza Kraju Rad, najeżoną wreszcie jego szpiegami w rodzaju Kima Philby’ego.

    Stalin nie był wcale fantastą – brał pod uwagę możliwość nagłego sprzymierzenia się dotychczasowego niemieckiego sojusznika z państwami zachodnimi i postawienia przez nich wspólnego veta przeciwko neoimperialnej polityce Rosji. Siła Armii Czerwonej wzrastała w postępie niemal geometrycznym: 1935 – 930 tys. żołnierzy, 1939 – 1,6 mln, 1940 – 4 mln (a po mobilizacji – 10 mln), 1941 – 5,1 mln w 303 dywizjach (przed agresją; po mobilizacji – 12 mln żołnierzy). Już 1 września 1939 r. Rosja sowiecka miała nad Niemcami półtorakrotną przewagę w samolotach i artylerii, zaś w broni pancernej była to przewaga ponad pięciokrotna. Większość sowieckiej masy pancernej zgrupowana była cały czas w zachodniej części Związku Sowieckiego i – dotychczasowym zwyczajem – rozczłonkowana na jednostki bezpośredniego wsparcia piechoty. Nowe czołgi stale napływały do armii, wypierając sprzęt przestarzały i zużyty (Hitler też miał taki). Przy takiej sile Stalin mógł spokojnie pozwolić Hitlerowi na zabawę w zdobywanie linii Maginota i bombardowanie Londynu. A po nagłym załamaniu się Francji i wzmocnieniu się Niemiec potencjałami wytwórczymi kilku podbitych państw – mógł z równym spokojem przeciwstawić własne plany wzbierającym roszczeniom niemieckim. Z jedną tylko korektą: polecił zgrupować swe czołgi w potężnych związkach uderzeniowych.

    Latem 1940 r. rozpoczęto więc formowanie 9 korpusów zmechanizowanych, liczących w sumie ok. 9 tys. czołgów i ponad 2 tys. samochodów pancernych, a w lutym 1941 r. nakazano wystawienie jeszcze 20 takich korpusów. Powód tej restrukturyzacji był prosty: nie wchodziło już w grę zaprowadzanie „pax sovietica” za pomocą mas piechoty wspomaganych czołgami, które rozlewały by się na ogromnych obszarach zaplecza frontu niemiecko-alianckiego, rewoltując lub terroryzując ludność i budząc grozę wśród wykrwawionych armii przeciwników. Wprawdzie Wehrmacht liczył w chwili ataku na Francję „tylko” 5,7 mln żołnierzy, a rozwój niemieckich sił lądowych został zamrożony po tym Blitzkiriegu aż do jesieni 1940 r., lecz była to bez wątpienia armia sprawna, doświadczona i coraz lepiej wyposażona. Dołączyły do niej mniejsze armie państw satelickich i prowadząca równoległą wojnę armia Finlandii. W zmienionej sytuacji Stalin musiał mieć taką siłę uderzenia, która mogłaby zmiażdżyć owego nienaruszonego i potężniejącego wroga. Były nią właśnie korpusy zmechanizowane: „Wersja O. de B. z marca 1941 r. przewidywała wystawienie 29 korpusów zmechanizowanych (...) Łącznie miało być 61 dywizji pancernych po 10,5 tys. ludzi i 375 czołgów. Dać to miało w sumie 936 tys. ludzi, 2,9 tys. dział polowych, 7,4 tys. samochodów pancernych i prawie 30 tys. czołgów (po uwzględnieniu sił dywizji zmotoryzowanych wchodzących także w skład korpusów zmechanizowanych – przyp. GG). Zmierzano więc do wystawienia jakiegoś gigantycznego młota bojowego, zdolnego do przebicia się przez całą Europę. (...) Na wiosnę 1941 r. rozpoczęto pełne rozwinięcie mobilizacyjne, choć dotyczyło ono tylko struktur organizacyjnych, nie zaś stanów osobowych. (...) Sowieckie siły zbrojne w stanie pełnego rozwinięcia mobilizacyjnego uzyskiwały znaczną przewagę liczebną nad niemieckimi, miały blisko dwukrotnie więcej dywizji liniowych, parokrotnie więcej dział, czołgów i samolotów, a także okrętów nawodnych. (...) Jeden tylko Specjalny Okręg Kijowski (okręgów było 16 – przyp. GG) miał tyle samo czołgów (4,3 tys.) co cała niemiecka Armia Wschodnia, a samolotów bojowych (2 tys.) nawet nieco więcej niż cała Luftwaffe na Wschodzie” (Rawski, op. cit., s. 50-51 i 61).



    Wrzesień 1939 - Сентябрь 1939

    Stalin, obawiający się rzekomo wojny z Niemcami i jakoby „łudzący się” do końca, że uda się uratować współpracę z nimi, nie tylko rozbudował swe wojska do monstrualnych rozmiarów i nie tylko zorganizował „gigantyczny młot bojowy” w postaci związków pancernych, ale przede wszystkim dał im jasne dyrektywy na wypadek wojny. Sowiecki dyktator zdecydował o kształcie planu wojennego (tzw. „Plan obrony granicy 1941 r.”) jeszcze we wrześniu 1940 r., czyli na długo przed berlińską wizytą Mołotowa. Pomysł Stalina był prosty: „POPG-41 wraz z jego pochodnymi był formalnie planem obronno-zaczepnym, w praktyce wyraźnie występowało preferowanie natarcia. Wyrażało się to we wspomnianym wysunięciu na samo pogranicze rubieży bitwy osłonowej, rejonów bazowania lotnictwa i sieci magazynów. Efektem miała być wielka bitwa typu spotkaniowego, do której strona sowiecka zamierzała wprowadzić siły i środki znacznie większe niż strona niemiecka.” (tamże, s. 56). Wiosną 1941 roku „Sowieckie przygotowania do wojny były na ukończeniu. Szybki tryumf niemiecki na Bałkanach skłonił Rosję do podpisania paktu o neutralności z Japonią (13 kwietnia 1941 r.), by zabezpieczyć granicę syberyjską i uniknąć walki na dwa fronty. Najlepszy generał rosyjski Żukow został mianowany w lutym 1941 r. szefem sztabu” (Druga wojna światowa, s. 102). Dzięki wspomnianemu układowi z Japonią „wielka bitwa spotkaniowa” miała być stoczona przy spokojnych tyłach sowieckich, niepokój na zapleczu frontu wschodniego miał mieć natomiast Hitler.

    Bałkański kocioł

    Zimą 1941 r. dyplomacja brytyjska (przy bezpośrednim wsparciu prezydenta USA) usiłowała stworzyć antyniemiecki front bałkański z udziałem Grecji, zmagającej się już z Włochami, a także Jugosławii i Turcji. Te ostatnie dwa państwa oceniały jednak słusznie, że nie wolno im się mieszać do konfliktu wielkich mocarstw, gdyż grozi to kompletną zagładą ich państwowości. Jugosławia przystąpiła nawet do tzw. paktu trójstronnego – „osi” (25 marzec), który gwarantował jej pokój z Niemcami i Włochami, suwerenność wewnętrzną, integralność terytorialną, a jednocześnie zakazywał zmuszania rządu jugosłowiańskiego do wpuszczania wojsk obcych na swoje terytorium lub wymuszania zgody na udział wojsk jugosłowiańskich w akcjach militarnych „osi”. Jugosławia miała zatem pewną szansę, by przeczekać zagrożenie tak jak Turcja i wykorzystać ten czas na konsolidację zagrożonej wewnętrznymi waśniami monarchii. W sprawę wmieszały się jednak Wielka Brytania i Rosja. Na początku marca ambasador brytyjski w Moskwie usiłował uzyskać poparcie władz sowieckich dla pomysłu wciągnięcia Turcji do wojny przeciwko Niemcom, którzy wkroczyli już do Bułgarii i planowali interwencję w Grecji (plan „Marita”).

    Wyszynski, zastępca komisarza spraw zagranicznych, wezwał do siebie posła tureckiego (9 marzec) i złożył mu oświadczenie, z którego wynikało, że Turcja – chcąc „liczyć na całkowite zrozumienie i neutralność ZSRR” – nie może ani wiązać się z Niemcami, ani też włączać się w jakikolwiek sposób w bałkańską koalicję montowaną przez Anglików. Był to impuls w wielu kierunkach: Anglicy zostali wręcz zmuszeni do przeciągnięcia Jugosławii na swoją stronę, a jednocześnie neutralność Turcji osłabiała szansę utrzymania frontu bałkańskiego i kontrolowania tego regionu przez Wielką Brytanię. Bułgarzy zostali uspokojeni o swe tyły i mogli przyłączyć się do inwazji na Grecję i – co stało się aktualnym nieco później – na Jugosławię. Zachęceni do oporu zostali również Grecy, a Jugosłowianie jeszcze na początku kwietnia liczyli poważnie na to, że Turcja przyłączy się do aliantów w przypadku niemieckiego ataku na Saloniki (nowy rząd gen. Simovica wysłał nawet w związku z tym do Ankary specjalną misję). Hitler, który oczekiwał od Turcji co najmniej neutralności, skomentował oświadczenie Wyszynskiego niezwykle trafnie: „(jest to) stara rosyjska taktyka, polegająca na tym, żeby dodawać wszystkim możliwym krajom odwagi w celu wciągnięcia ich do konfliktu, w którego zakończeniu Rosja nie jest zainteresowana, gdyż, wręcz przeciwnie, życzy sobie, by trwał on długi czas” (T. Rawski, Wojna na Bałkanach 1941, Warszawa 1981, s. 60).

    Zmuszony nieobliczalnymi poczynaniami Mussoliniego i akcją brytyjską u „podbrzusza Europy”, Hitler zmierzał do szybkiej pacyfikacji Bałkanów środkami zarówno politycznymi (Jugosławia, Turcja), jak i militarnymi (Grecja, Albania), by następnie równie szybko przenieść wojnę na Wschód i pokonać Rosję w jednorazowej kampanii. Stalin natomiast postanowił związać siły niemieckie na południu Europy i życzył sobie rozniecenia solidnego ognia pod „bałkańskim kotłem”. Tuż przed podpisaniem paktu trzech przez Jugosławię, tj. 22 marca, Wyszynski znowu konferował w Moskwie z ambasadorem Crippsem, tym razem o możliwych posunięciach na wypadek wprowadzenia porozumienia niemiecko-jugosłowiańskiego w życie. Dalszy rozwój wypadków jest znany: 25 marca po południu delegacja jugosłowiańska podpisała pakt w Wiedniu, 26 marca rozpoczęły się demonstracje pod hasłami „Lepsza wojna niż pakt” i „Chcemy sojuszu ze Związkiem Radzieckim”, a wieczorem tegoż dnia opozycja cywilno-wojskowa przystąpiła do udanego zamachu stanu, popartego niezwłocznie przez Brytyjczyków, Komunistyczną Partię Jugosławii i Związek Sowiecki, którego poseł podjął 27 marca rozmowy z gen. Simoviciem o zawarciu sojuszu polityczno-wojskowego.

    Pierwszego kwietnia Mołotow przekazał zgodę na podpisanie układu o sojuszu i pomocy wzajemnej oraz zaprosił Jugosłowian do Moskwy. Kiedy Stalin otrzymał już potwierdzenie, że Hitler podjął nieodwołalną decyzję zniszczenia Jugosławii, wówczas delegacja tego kraju usłyszała w Moskwie, że w grę wchodzi tylko zawarcie układu o przyjaźni i wzajemnej nieagresji. W nocy z 5  na 6 kwietnia Stalin osobiście nadzorował składanie podpisów na ulubionym przez siebie dokumencie, a o świcie Jugosławia i Grecja stały już w ogniu. Koalicja bałkańska (Jugosławia, Grecja, brytyjski korpus ekspedycyjny) była wszakże tylko zlepkiem, do tego dowodzonym jeszcze gorzej niż armia polska w 1939 r., więc z końcem kwietnia ogień ten zgasł równie nagle, jak się rozpalił. Chytry plan Stalina znowu spalił na panewce. Ale nie do końca! Rosja zyskała bowiem kilka bezcennych tygodni na dokończenie mobilizacji „młota bojowego”, a ponadto – rękami niemieckich agresorów – wyrugowała brytyjskiego wspólnika z tej części kontynentu.

    Wyprzedzić Stalina

    Dnia 22 czerwca 1941 r. koalicja antysowiecka posiadała 191 dywizji na Wschodzie, licząc odwody niemieckie i nawet najbardziej wątpliwej jakości jednostki państw satelickich. W rzeczywistości ciężar uderzenia spoczywał na 126 dywizjach Wehrmachtu, bo tyle ich było nad granicą. Rosja miała w tym dniu na swojej granicy zachodniej aż 170 dywizji, w tym 60 pancernych i zmotoryzowanych, a w drodze do granicy – 77 dywizji, w tym 19 pancernych i zmotoryzowanych, nie licząc całego mrowia samodzielnych brygad i pułków różnego typu oraz 56 dywizji (w tym 13 pancernych i zmotoryzowanych) na pograniczu południowym i dalekowschodnim. Czy taki stan rzeczy świadczył o nieprzygotowaniu? Generał Żukow pisał w notatce do Stalina (15 maja): „Niemcy w chwili obecnej (...) są w stanie uprzedzić nas w rozwinięciu i zadaniu niespodziewanego ciosu.”, ale nie domagał się wcale przerwania planowych przygotowań wojennych i natychmiastowego przeprowadzenia tzw. uderzenia wyprzedzającego. Żukow uważał, że należy spokojnie kontrolować rozwój sytuacji „i zaatakować armię niemiecką w tym momencie, gdy będzie się ona znajdować na etapie rozwinięcia i nie zdoła jeszcze zorganizować frontu i współdziałania rodzajów wojsk” (cyt. za: Rawski, Wielka konfrontacja, s. 57). Czy może to świadczyć o zaskoczeniu Stalina i jego sztabu? Oto opinia płk Rawskiego: „Letnia katastrofa wojsk sowieckich na zachodnim pograniczu jest zwykle tłumaczona tzw. zaskoczeniem. Spróbujmy więc wyjaśnić istotę owego zaskoczenia (...) Można przyjąć, że Niemcy wyprzedzili Rosjan w mobilizacji i rozwinięciu o ok. 2 tygodnie.” (tamże, s. 62). Można też domniemywać, że Stalin zbytnio zaufał (!) swemu wywiadowi, podobnie jak Hitler w 1944 roku.



    Czerwiec 1941 - Июнь 1941

    Przybliżoną datę ataku niemieckiego Stalin musiał znać znacznie wcześniej, bowiem już w marcu 1941 r. „wymknęła się” ona Hitlerowi w rozmowie z regentem Jugosławii, księciem Pawłem, od którego poszła dalej wiadomość (wiedzieli o tym m. in. Amerykanie, Grecy i Brytyjczycy), że Niemcy uderzą w czerwcu-lipcu tego samego roku. Nie można wątpić, że informacja ta dotarła do rządu sowieckiego, i że Rosjanie zrobili wszystko, by poznać dokładną datę inwazji i jednocześnie wprowadzić przeciwnika w błąd co do własnych zamierzeń. Wprawdzie Suworow twierdzi, że „radziecki wywiad zdołał zdezinformować Abwehrę i podrzucić Niemcom fikcyjny termin operacji. Większość ówczesnych ekspertów niemieckich uważała, że napaść radziecką zaplanowano na 1942 rok.” (Dzień „M”, s. 304), ale być może w ocenie stanu przygotowań niemieckich „pomylono się” właśnie o te dwa-trzy niezbędne Hitlerowi tygodnie… Jest to wytłumaczenie prostsze i znacznie bardziej wiarygodne, niż przyjęcie założenia, że Stalin był zaskoczonym głupcem, a Żukow - dyletantem.

    Wiktor Suworow nie pozostawia tu złudzeń: „Hitler za późno przejrzał na oczy. Jego uderzenie nie mogło już uratować Niemiec (...) Tajna mobilizacja (sowiecka) miała się zakończyć napaścią na Niemcy i Rumunię w dniu 6 lipca 1941 roku (...) Tajna mobilizacja przybrała już takie rozmiary, że nie udało się jej zachować w tajemnicy. Hitler miał więc tylko jedną szansę: ratować się uderzeniem prewencyjnym. Hitler uprzedził Stalina o dwa tygodnie.” (tamże). Nie akceptując bezkrytycznie tej tezy, nie można jej także automatycznie odrzucać. Nie odciąża ona wcale Niemców od odpowiedzialności, a warto ją przypomnieć w 70. rocznicę wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, gdy podnoszą się dziwne głosy, jakoby prawda historyczna miała zależeć od zdania „większości historyków zawodowych”.

    Grzegorz Grabowski

    Cdn./Продолжение следует.

    Zob. także:/См. также:
    Czy Hitler ubiegł Stalina 22 czerwca 1941 roku? - artykuł Jana Engelgarda z  tygodnika "Myśl Polska" nr 25-26/2011.
    Oпeредил ли 22 июня 1941 года Гитлер Сталина? - cтатья Янa Энгельгардa c еженедельника "Польская мысль” № 25-26/2011:
    http://sol.myslpolska.pl/2011/06/czy-hitler-ubiegl-stalina-22-czerwca-1941-roku/

    Wielka Wojna Ojczyźniana w archiwach FSB - rozmowa agencji RIA Novosti z gen. Wasilijem  Christoforowem (22.06.2011).
    Великая Отечественная в архивах ФСБ – интервью РИА Новости c ген. Василием Христофоровым (22.06.2011):
    http://wwint.alfamoon.com/index.php?mod=news&;act=show&id=391

    "Na 70. rocznicę napaści Niemiec hitlerowskich na Związek Radziecki archiwiści FSB przygotowali dwie książki: Wielka Wojna Ojczyźniana. 1941 rok i Tajemnice dyplomacji Trzeciej Rzeszy, w których na podstawie dokumentów (w tym także uprzednio utajnionych) mówi się o najważniejszych etapach przygotowań Niemiec do agresji i o najtrudniejszym dla naszego kraju pierwszym roku wielkiej wojny. (…) [gen. Wasilij Christoforow:] Jeśli chodzi o dane wywiadu, to, oczywiście, ze źródeł  wywiadu zagranicznego, ze źródeł wywiadu wojskowego dotarły informacje na temat przygotowań Niemiec do wojny, ale były one sprzeczne. Wskazywano różne daty ataku - w maju i czerwcu. Prawdopodobnie dlatego Stalin podchodził do tych informacji wywiadu z niedowierzaniem.  Jeśli chodzi o dokumenty, to wystarczy powiedzieć, że np. wiarygodnych informacji na temat planu Barbarossa nie mógł zdobyć przed wybuchem wojny żaden z największych wywiadów - ani sowiecki, ani angielski, ani amerykański. Były znane tylko różne szczegóły. Pełny plan Barbarossa stał się znany Związkowi Radzieckiemu i jego sojusznikom dopiero po wojnie. (…) I jeszcze jedno. Pierwszym błędem było to, że Stalin nie wierzył w możliwość ataku na Związek Radziecki w 41. roku. Drugim błędem kierownictwa radzieckiego było to, że nieprawidłowo określiło główny kierunek ataku wroga.”

    „В годовщину 70-летия нападения на Советский Союз гитлеровской Германии архивисты ФСБ подготовили две книги Великая Отечественная война. 1941 год и Тайны дипломатии Третьего рейха, где на основе в том числе и ранее засекреченных документов рассказывается о важнейших моментах подготовки Германии к агрессии и самом трудном для нашей страны первом годе великой войны. (…) [генерал-лейтенант Василий  Христофоров:] Что касается данных разведки, то, безусловно, по каналам внешней разведки, по каналам военной разведки информация о подготовке Германии к войне поступала, но она была разноречивой. Назывались разные даты нападения - и в мае, и в июне.  Поэтому, вероятно, Сталин относился к этой информации разведки с недоверием. Если говорить документально, то достаточно сказать, что, например, достоверных сведений о плане Барбаросса до войны не смогла получить ни одна из крупнейших разведок - ни советская, ни английская, ни американская. Были известны лишь отдельные детали. В полном объеме план Барбаросса стал известен Советскому Союзу и его союзникам лишь после войны. (…) И еще одно. Первая ошибка Сталина заключалась в том, что он не верил в возможность нападения на Советский Союз в 41-м году. Вторая ошибка советского руководства заключалась в том, что было неверно определено направление главного удара противника.”



  • „Tak więc placówki wolnomularskie były zarazem placówkami Oświecenia. (…)
    Dlatego wolnomularstwo polskie znalazło się w trwałym i nieprzejednanym antagonizmie
    z obozem staroszlacheckim i następnymi polskimi formacjami zachowawczymi.”
    (prof. Ludwik Hass)

    „Tylko prawdą a pracą naród żyje i dźwiga się,
     a kłamstwo jak opium upaja, truje i usypia”.

    (ks. Walerian Kalinka)


    Na wydarzenia historyczne winniśmy patrzeć z perspektywy danej epoki, jakbyśmy stali obok głównych bohaterów i na nich patrzyli. Tylko takie wczucie się w czas miniony uprawniać by nas mogło do wydawania – dzisiaj – jednoznacznych opinii i osądów. Jest to jednak niemożliwe: postrzegamy przeszłość przez pryzmat teraźniejszości i przez filtr naszych własnych życiowych doświadczeń. Dokumenty z epoki nie są w stanie dostarczyć nam całej prawdy. Mamy jednak tą istotną przewagę nad bohaterami dawno zmarłymi, że możemy umieszczać ich działalność w znacznie szerszym kontekście, niż oni sami, a także mamy możliwość obserwowania skutków ich działań dla współczesnych im i przyszłych pokoleń.

    Jednym z najciekawszych momentów w dziejach Rzeczypospolitej był okres Sejmu Czteroletniego (1788-1792), zakończony tragedią drugiego rozbioru i zepchnięciem Polski na drogę beznadziejnych zrywów zbrojnych, podejmowanych w obronie kadłubowych namiastek dawnego państwa polskiego i prawa do własnej suwerenności. Były one skazane z góry na porażkę, podobnie jak działania Konfederatów barskich i wysiłki animatorów stanisławowskiego Oświecenia. Ci ostatni postawili sobie jako cel dostosowanie ówczesnego społeczeństwa polskiego do – jakbyśmy dziś powiedzieli – standardów europejskich, co w ich mniemaniu miało uratować Rzeczpospolitą od upadku. Niestety, okazało się to zwykłą iluzją.

    Pogląd, że Polska musi dostosować się do Europy wypływał z przeświadczenia katolickich „oświeceniowców” w rodzaju Kołłątaja, iż słabość państwa polskiego wynikała jakoby z przyczyn immanentnych, przede wszystkim z powodu archaicznej struktury państwa i społeczeństwa, i że z chwilą dokonania odpowiednich zmian politycznych i społecznych, zgodnych z zasadami europejskiego „postępu”, państwo polskie nie tylko wzmocni się na tyle, by przeżyć w nieprzyjaznym dla siebie otoczeniu, ale, co najważniejsze, przestanie się od tego otoczenia tak bardzo różnić i tym samym stanie się dla „oświeconej” Europy akceptowalne.

    Zgodnie z tym założeniem, aktywiści duchowni i świeccy skupieni wokół króla Stanisława Poniatowskiego oraz niektórych magnatów i biskupów, podjęli w okresie jego panowania intensywną pracę dla dokonania takiego „przewrotu umysłowego” w Polsce, który zapewnić miał zwycięstwo importowanego z Zachodu modelu filozoficzno-ustrojowego nad rodzimym, tradycyjnym modelem katolickiej republiki szlacheckiej. Wychodząc od krytyki odziedziczonej po Sasach i trwającej za Stanisława Augusta słabości władzy państwowej, animatorzy stanisławowskiego „oświecenia” doszli w końcu do udanej próby narzucenia Polsce nowych rozwiązań cywilizacyjnych i ustrojowych, czego wyrazem była uchwalona w drodze swoistego zamachu stanu Konstytucja 3 Maja.

    Konstytucja owa, której ostateczny tekst zredagował ks. Hugo Kołłątaj, zachwyciła istotnie nawet najbardziej „postępowe” umysły ówczesnej Europy, a Polacy – jak gęsi – zaczęli od tamtej pory powtarzać, że Ignacy Potocki i Kołłątaj „szybko powiedli rodaków na najwyższe szczyty myśli zachodnioeuropejskiej” (Konopczyński). Z tych „szczytów” spoglądamy sobie po dziś dzień na Pierwszą Rzeczpospolitą, która w okresie przedkołłątajowskim jawi nam się jako ciemne gniazdo „zatęchłej szlachetczyzny”, śmierdzącej winem, zabobonem, prywatą i wyzyskiem pańszczyźnianego chłopa, a po zwycięstwie idei demokratycznej i wdzianiu sukmany przez Kościuszkę – odchodzi dla nas w niebyt. Jako coś, co się nie sprawdziło i zastąpione zostało czymś rzekomo lepszym.

     

    “Za pieniądze można w Polsce wszystko zdziałać.” – mówił władca Prus Fryderyk II Wielki, król oświeceniowych filozofów i orędownik lóż masońskich, wróg szlacheckiej Polski, katolicyzmu, papiestwa i „największy wróg ludzkości”, a zarazem kawaler orderu Orła Białego i osobisty przyjaciel „postępowego” biskupa (a po upadku Polski – arcybiskupa gnieżnieńskiego) Ignacego Krasickiego, który płodził zjadliwe satyry na katolicką Rzeczpospolitą i był stałym bywalcem nie tylko na „obiadach czwartkowych”, ale i w rezydencjach króla Prus w Berlinie i Poczdamie, gdzie na życzenie Fryderyka II została przezeń napisana słynna „Monachomachia”, wymierzona politycznie w tradycyjny polski Kościół. Biskup Krasicki - miedzioryt Johanna Christiana Böhme.
    „Зa деньги вы можете в Польше cделать все." – говорил правитель Пруссии Фридрих II Великий, король философoв Просвещения и адвокат масонских лож, враг шляхетской Польши, католицизмa, папствa и "злейший враг человечества", а также рыцарь ордена Белого Орла и личный друг "прогрессивного" епископа (а после распада Речи Посполитой – архиепископa в г. Гнезно), Игнатия Красицкoгo, который писал резкие сатиры на католическую Польшу и был частым гостем в резиденциях прусского короля в Берлине и Потсдаме, где по просьбе Фридриха II была написана им пресловутая "Монахомахия", политически нацеленная в традиционную польскую церкoвь. Епископ Красицкий - гравюра Иоганнa Кристианa Беме.


    Jednakże zarówno „oświecenie” stanisławowskie, jak i Konstytucja 3 Maja – były dziełem masonerii. Pierwsza loża masońska powstała w Warszawie już w roku 1721, a stolica Polski stała się „pierwszym punktem oparcia dla wolnomularstwa w Europie Wschodniej i wschodniej części Europy Środkowej” (Hass). Wolnomularzami byli naturalni synowie Augusta II, prawdopodobnie August III i z pewnością Stanisław August Poniatowski. Nie należał natomiast do masonerii król Stanisław Leszczyński, dwukrotnie zrzucony z tronu przez mocarstwa obce Polak-katolik.

    Szlachta polska aż do końca lat 60. XVIII w. nie angażowała się w zasadzie w ruch masoński. Hasła wolności i równości (w ramach stanu) głosiła i realizowała już od dawna, do tego w ścisłym sojuszu z Kościołem rzymsko-katolickim, który masoneria chciała zniszczyć. Kościół w Polsce prowadził po Potopie nieustanną akcję kontrreformacyjną, polegającą na ewangelizacji, szerzeniu oświaty, kultury chrześcijańskiej i zwalczaniu wywrotowych wpływów obcych. Wzmogła się ona po zniszczeniach wojny północnej (1700-1721) i przybrała charakter katolickiego oświecenia sarmackiego, które nie miało nic wspólnego z celami zachodniej, a zwłaszcza pruskiej, masonerii, a zastopowane i wypchnięte ze świadomości potomnych zostało dopiero przez stanisławowską farmazonię i chwalców jej osiągnięć.

    Społeczeństwo polskie słuchało głosu Kościoła, który w roku 1738 potępił wolnomularstwo i zakazał jakichkolwiek kontaktów z jego członkami (encyklika „In eminenti Apostolatus speculo” Klemensa XII). Doszło nawet do tego, że pod wpływem antymasońskiej bulli Benedykta XIV sejmik województwa kijowskiego zobowiązał swoich posłów do żądania całkowitego wytępienia masonerii w Polsce (1752), co uchodzi do dzisiaj w pewnych kołach za wymowny dowód „ciemnoty” i „zabobonu”, panujących jakoby w Polsce saskiej. „Spętana zastarzałymi formami konserwatywnej i usypiającej tradycji, nadal grzęzła w zacofaniu kulturalnym.” – pisze Hass (Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej w XVIII i XIX wieku, Wrocław 1982. Przeczy temu Janusz Ekes w Złotej demokracji, Warszawa 1987).

    Masonerię organizowały więc w Polsce i wspierały obce mocarstwa, przede wszystkim Francja, Anglia i Prusy, których władca, Fryderyk II, sam założył pierwszą w swym królestwie lożę. Za czasów Augusta III, a zwłaszcza za Stanisława Augusta płynęli do nas szerokim strumieniem cudzoziemscy dyplomaci, wojskowi, nauczyciele, artyści i rozmaici dworacy, wśród których nie brakowało masonów – agentów obcych wpływów. Docierała wywrotowa zachodnia literatura, otwierały się loże i tworzyła się „moda” na farmazonię wśród elit. Kierownicze stanowiska w polskich lożach sprawowali cudzoziemcy (i to nie-szlacheckiego pochodzenia!) na równi z naszymi arystokratami, a „W kołach wolnomularskich Europy Środkowo-Wschodniej z dumą podkreślano, że najwybitniejsi ludzie Rzeczypospolitej należą do kręgu inicjowanych” (Hass). Z Zachodu napłynęło do nas zło, które samo siebie nazwało „Oświeceniem”.

    „Panowały wówczas prądy bardzo nieprzyjazne względem Kościoła; zaczynało się panowanie nad umysłami tak zwanego wolnomularstwa, czyli masonerii, sekty mającej na celu zniszczenie Kościoła. Ponieważ Polska okazała się państwem katolickim, związki masońskie w całej Europie kopały pod Polską dołki, gdzie tylko się dało; jakoż przyczyniły się one do rozbioru polskiego państwa.” (prof. Feliks Koneczny).
         
       

    Gabriel Podoski – w 1767 roku został członkiem założonej przez syna von Brühla loży masońskiej „Cnotliwy Sarmata” (związanej z Wielką Lożą Anglii i niemiecką Ścisłą Obserwą) i jednocześnie arcybiskupem gnieźnieńskim, prymasem Polski i Litwy. Wikipedia: „Prowadził świecki tryb życia, ubierając się po francusku i otaczając kobietami (prawdopodobnie był ateistą). (…) głosował za wezwaniem wojsk rosyjskich w celu stłumienia konfederacji barskiej. (…) odznaczony Orderem Orła Białego.” Czy mamy wierzyć, że jego kościelną karierę spowodowała jedynie „łaska carycy Katarzyny”? Габриэль Пoдocкий – в 1767 году он стал членом основаннoй сыном фон Брюля масонской ложи "Добродетельный Cарматa" (связаннoй с Великой Ложей Англии и немецким Строгим Тамплиерским Послушаниeм) и одновременно архиепископoм Римско-Католической церкви в г. Гнезно (имел право короновать польских королей), примасом Польши и Литвы. Википедия: "Он вел светский образ жизни, одевался по-французски и окружaл cебя женщинами (вероятно, был атеистом). (...) голосовaл за вызов русской армии для подавления Барскoй Конфедерации. (...) награжден орденом Белого Орла". Должны ли мы верить, что его церковнaя карьерa была вызванa „благожелательностью царицы Екатерины”?

    Alois Friedrich von Brühl – syn Heinricha, wszechmocnego ministra króla Augusta III Sasa, zwolennik i współpracownik króla Poniatowskiego. Mason, orędownik równouprawnienia nieślubnych dzieci, zwierzchnik księdza prymasa Podoskiego w loży „Cnotliwy Sarmata”; według Wikipedii „W 1773 został generalnym wizytatorem diecezji polskiej Ścisłej Obserwy niemieckiej” (Strikten Observanz), czyli „organizacji międzynarodowej, która dążyła do podporządkowania sobie wszystkich innych lóż” oraz „wywodziła rodowód masonerii od templariuszy i stawiała sobie za cel restytucję ich majątku, a w perspektywie także zjednoczenie wszystkich wyznań i narodów chrześcijańskich.” (wolnomularstwo.pl). Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Алоис Фридрих фон Брюль – сын Генриха, всесильнoгo министрa короля Августa III Саксонцa, сторонник и сотрудник короля Понятовского. Масон, адвокат равенства незаконнорожденнoгo потомствa, начальник примасa Пoдocкoгo в ложи "Добродетельный Cарматa", по информации Википедии "В 1773 году он cтaл генеральным инспектором польской епархии Строгого Тамплиерского Послушания немецкогo" (Strikten Observanz), т. е. "международной  организации, которая стремилась подчинить себе все другие ложи" и "считала, что родословная масонcтвa происходит от тамплиеров, и поставила перед собой цель: возвращение их собственности, a в будущем также объединение всех христианских религий и наций." (wolnomularstwo.pl). Награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава.

    Michał Poniatowski – brat króla, mason i ostatni prymas przedrozbiorowej Polski. Uderzał w zakony (sekularyzacja dóbr i posunięcia likwidacyjne), popierał laicki KEN i wprowadzał, m.in. przy pomocy księdza Kołłątaja, „postępowe” nauczanie w duchu Oświecenia na wyższych uczelniach.  Przywódca prorosyjskiego stronnictwa królewskiego, odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Михаил Понятовский – брат короля Станислава Августа, масон и последний примас Речи Посполитой перед разделами. Он боролся с собраниями монахов (секуляризация собственности и ликвидационныe движения), поддерживал светскую Комиссю Национальной Эдукации (KEN), и ввел (в том числе  при помощи ксёндзa Коллонтая) "прогрессивнoe" учение в духе Просвещения в сфере высшего образования. Лидер про-русской партии короля, награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава.

    W rzeczywistości tzw. Oświecenie było „rewolucyjną konsekwencją” szerzącego się ruchu masońskiego, który dążąc do radykalnej zmiany obyczajów i nawyków, do zupełnego przekształcenia ducha, starał się wytworzyć nową, kosmopolityczną, prorewolucyjną warstwę przywódczą, zdolną skutecznie konkurować z Kościołem polskim i tradycjonalistycznym szlacheckim nurtem niepodległościowym (słowo „Niepodległość” pojawiło się po raz pierwszy w protokołach katolickiej konfederacji barskiej).

    Po wstąpieniu na tron Stanisława Poniatowskiego, mandatariusza obcych mocarstw – co spotkało się w środowisku masonów europejskich z niesłychanym aplauzem – ruch wolnomularski nabrał wigoru i zaczął gwałtownie się rozszerzać, uzyskując coraz większy wpływ na życie polityczne. Do lóż zaczęli wstępować mieszczanie, szlachta, a nawet księża. Nie przypadkiem zbiegło się to w czasie z kasatą zasłużonego dla katolickiego oświecenia sarmackiego zakonu Jezuitów (1773).

    Chcąc przypodobać się katolickiemu ogółowi i zachować nań wpływ, politycy przynależący do masonerii udawali niejednokrotnie gorliwych katolików popierających patriotyzm szlachecki i przeciwstawiających się antypolskiej polityce obcych potencji. Tak było, na przykład, w dobie konfederacji barskiej, kiedy toczyła się walka o praktyczne wdrożenie masońskiego dogmatu tolerancji, natomiast politycy-masoni podzielili się na wspierających jawnie obóz „postępu” (królewski) i na popierających obóz „wstecznictwa” (konfederacki). Masoneria musiała nawet udawać obrońców religii i toczyć pomiędzy sobą publiczne dysputy z pozycji radykalnego i „umiarkowanego” oświecenia. Wszystko po to, by nie utracić potencjalnych zwolenników swej sprawy i nie oddać pola „katolickiej ortodoksji”, która walczyła z „oświeceniowcami”, i której sztandarowymi postaciami byli: eksjezuita, ks. Stefan Łuskina, wydawca „Gazety Warszawskiej” w latach 70-tych, a także ks. Karol Surowiecki, „w latach Sejmu Wielkiego jeden z najbardziej reakcyjnych kaznodziei warszawskich” (Hass), autor „Góry rodzącej” (1792) i „Świętych tajemnic Massonii” (1805).

    Rzeczpospolita psuła się wtedy od głowy, a krzewienie zachodniej myśli masońskiej skutkowało przemianą atmosfery i mentalności uczestników życia publicznego. Do lóż masońskich zaczęli się garnąć najzamożniejsi polscy mieszczanie i wielcy panowie spośród szlachty. Ignacy Potocki, polityk i intelektualista, przywódca „stronnictwa patriotycznego” na Sejmie Wielkim i orędownik przymierza z Prusami, stanął w 1780 roku na czele jednego z odłamów polskiego wolnomularstwa. Nowe loże zakładali także wychowankowie Collegium Nobilium, na przykład hrabia Ignacy Działyński, założyciel poznańskiej „Stałości Uwieńczonej” (1780). Wielu spośród prominentnych polityków i działaczy Sejmu Czteroletniego i powstania Kościuszki zaczynało swoją karierę od wstąpienia do masońskiej loży.

    Na początku lat 80-tych masoneria angielska (Wielka Loża Anglii) udzieliła swej zgody na powstanie masońskiej prowincji polskiej i dzięki temu w grudniu 1781 r. ukonstytuowała się Wielka Loża Narodowa Wielkiego Wschodu Polskiego, której tzw. wielkim mistrzem został Ignacy Potocki, a jego zastępcami m.in. hetman wielki litewski Michał Kazimierz Ogiński i komendant Szkoły Rycerskiej, Adam Kazimierz Czartoryski.

    Arystokratki utworzyły w tym czasie własną lożę kobiecą pod przewodnictwem żony I. Potockiego, Elżbiety z  Lubomirskich Potockiej, z udziałem m.in. bratanicy króla, Marii Teresy Tyszkiewiczowej, kilku pań Potockich, słynnej Izabeli Czartoryskiej i Heleny z Przeździeckich Radziwiłłowej. Wywarły one niedoceniany do końca wpływ na sytuację polityczną.

    W marcu 1784 r. utworzono w Warszawie nową ogólnopolską strukturę masońską – Wielki Wschód Narodowy (do 1793 pn. Wielki Wschód Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego), którego wielkim mistrzem został szwagier Stanisława Augusta, wojewoda mazowiecki Andrzej Mokronowski, a zastępcami m.in. M. K. Ogiński i książę Michał Lubomirski. Tak zwanym wielkim mówcą Wielkiego Wschodu został brat I. Potockiego, Stanisław Kostka Potocki. Następcą zmarłego niebawem Mokronowskiego wybrano Stanisława Szczęsnego Potockiego, przyszłego współtwórcę Targowicy, a po jego rezygnacji (1789), Kazimierza Nestora Sapiehę – jednego z dwu marszałków Sejmu Czteroletniego. W gronie zastępców wielkiego mistrza Sapiehy znalazł się Kazimierz Rzewuski, aktywny zwolennik orientacji antyrosyjskiej w Sejmie i zarazem „żywy obraz francuskiego obyczaju i sceptycyzmu” (Hass). Ten zespół kierowniczy polskiej masonerii, uzupełniany przez króla i agenta obcych wpływów, fałszywego księdza i prawdziwego masona Scypiona Piattoli, sterował polityką państwa polskiego aż do drugiego rozbioru.

    W chwili rozpoczęcia obrad Sejmu Czteroletniego masoneria osiągnęła w Polsce szczyt rozwoju organizacyjnego i wpływu na państwo. Co najmniej 26 wychowanków Szkoły Rycerskiej było masonami, podobnie co najmniej 5 spośród 19 członków Komisji Edukacji Narodowej wybranych do końca 1788 roku, a także kilku członków Komitetu Literackiego, zajmującego się wówczas podręcznikami. Do lóż należeli zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Stanisława Augusta i uosabianej przez niego orientacji prorosyjskiej.

    Z chwilą wymuszonego przez opozycję przejścia króla na stronę orientacji propruskiej, masoneria polska stała się, w zasadzie, prozachodnim monolitem, gdyż – jak twierdzi Hass – niemal wszyscy politycy-masoni, którzy współtworzyli konfederację targowicką lub niekoniunkturalnie znaleźli się po upadku Konstytucji 3 Maja w obozie tzw. reakcji – odeszli od ruchu wolnomularskiego. Natomiast masoni nastawieni antyrosyjsko pozostali przeważnie czynnymi bądź uśpionymi członkami swej międzynarodówki i spletli polskie wysiłki narodowowyzwoleńcze z rewolucyjnym hasłem masonerii francuskiej: Wolność–Równość–Braterstwo, uzupełnionym przez nich w czasach powstań znanym zawołaniem, że biją się „Za wolność Waszą i naszą”. Zresztą – i jedni, i drudzy przystępowali do Targowicy i składali hołdy czy przysięgi wiernopoddańcze Katarzynie II i Aleksandrowi I. Dla odzyskania (zachowania) pozycji i majątków.

    „Do dziś nie jest rzeczą dowiedzioną, czy polityka Sejmu Czteroletniego, przymierze z Prusami gwarantowane w jakiś sposób przez Anglię, było posunięciem korzystnym dla kraju czy zgubnym. Nie bez słuszności widzą w tej polityce zagranicznej sejmu niektórzy historycy bezpośrednią przyczynę drugiego rozbioru Polski” (prof. Andrzej Zahorski).

       

    Andrzej Mokronowski – szwagier króla Poniatowskiego, tzw. wielki mistrz Wielkiego Wschodu Polski  (1784), odznaczony orderem Św. Stanisława. Wojewoda mazowiecki to symbol ukrytego porozumienia pomiędzy zarażoną „oświeceniem” częścią duchowieństwa i masonerią: udzielono mu przed śmiercią sakramentów i pochowano w kościele kapucynów w Warszawie, bp Michał Poniatowski jawnie odprawiał zań modły, a bp Krasicki pisał na jego cześć panegiryki. Portret Jean-Francois Gilles Colsona z 1770 r. Андрей Мокроновский – муж сестры короля Понятовского, т. н. великий мастер Великого Востока Польши (1784), награжден орденом Св. Станислава. Воевода мазовецкий является символом скрытого соглашения между инфицированнoй "просвещением" частью духовенства и масонствoм: он получил таинства перед смертью и был похоронен в церкви капуцинов в Варшаве, епископ Михаил Понятовский открыто молился за него, и епископ Красицкий писал панегирики в его честь. Портрет Жана-Франсуа Жиль Колсонa с 1770 г.

    Ignacy Potocki – mason, tzw. wielki mistrz Wielkiego Wschodu Polski w latach 1781-1789, zwolennik KEN i sojuszu z Prusami, współautor „spisku 3 maja”, przywódca antyrosyjskiego stronnictwa zowiącego się „patriotycznym” w czasie Sejmu Czteroletniego. Plany zupełnej zmiany ustroju układał latem 1788 roku razem z „księdzem” Piattolim i swym lożowym „zastępcą”, Adamem Kazimierzem Czartoryskim, bawiąc w Bad-Pyrmont, popularnym wśród arystokracji niemieckim kurorcie. Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Litografia Pierre’a Ducarme. Игнатий Потоцкий – масон, т. н. великий мастер Великого Востока Польши в 1781-1789 гг., сторонник Комиссии Национальной Эдукации (KEN) и союзa с Пруссией, соавтор "заговорa 3 мая” (конституции 1791 года), лидер антирусскoй партии, называющей себя "патриотическoй", во время Четырёхлетнeго Сеймa. Планы полной смены режима oн строил летом 1788 года  вместе c „ксендзeм” Пиаттoлим и со своим ложовым „заместителем” Адамoм Казимирoм Чарторыйским, отдыхая в Бад-Пирмонте, популярном среди аристократов немецком курортe. Награжден орденами Белого Орла и Св.Станислава. Литография Пьера Дукарм. 

    Kazimierz Nestor Sapieha – wciągnięty do masonerii podczas pobytu na Zachodzie w l. 70-tych, tzw. wielki mistrz Wielkiego Wschodu Polski w l. 1789-1794, marszałek Sejmu Czteroletniego, współautor „spisku 3 maja” i zwolennik prowadzenia wojny z Rosją do samego końca. Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Казимир Нестор Сапега – приняты в масонство во время его пребывания на Западе в 70-х гг., т. н. великий мастер Великого Востока Польши в 1789-1794 гг., маршал литовской конфедерации Четырехлетнего Сейма, соавтор "заговорa 3 мая” (конституции 1791 года) и сторонник прoвeдeния войны с Россией до конца. Награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава.

    Masoneria przywiązywała tak wielką wagę do opanowania Sejmu i skierowania jego prac w pożądanym przez siebie kierunku, że zdecydowała się zawiesić w praktyce działalność wielu lóż i skierowała swych członków do bezpośredniej działalności politycznej i publicystycznej. Wśród 177 posłów wybranych we wrześniu 1788 roku było co najmniej 39 masonów (22 %). Po dwóch latach wybrano kolejnych 182 posłów, a wśród nich co najmniej 35 masonów (19,2 %). Konstytucję uchwalał więc Sejm mający silną reprezentację ponad 74 posłów-masonów i wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Narodowego w roli jednego z marszałków kierujących obradami (drugi – Małachowski – również współpracował z masonami). Tekst „Ustawy Rządowej” układali: Salsinatus Eques a Corona vindicata (imię masońskie Stanisława Augusta Poniatowskiego), wielki mistrz Wielkiego Wschodu Polskiego (Ignacy Potocki) i ksiądz podkanclerzy, Hugo Kołłątaj, który nadał ich propozycjom ostateczny kształt

    Jak podaje Hass, „Wolnomularzami była zdecydowana większość przywódców i najwybitniejszych członków stronnictwa patriotycznego, z trzech założycieli jego organu prasowego Gazety Narodowej i Obcej dwaj – J. Weyssenhoff i J. U. Niemcewicz – należeli do warsztatów wolnomularskich. (...) Z 17 przywódców stronnictwa patriotycznego, którzy byli członkami Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja, co najmniej 12 (70,6 %) należało do lóż (...) do Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja należało 125 (38,4 %) z 359 posłów sejmowych, natomiast z 74 posłów-wolnomularzy – 37 (50 %).” - Liczby te mówią wiele.

    Katolewica i masoneria usiłowały od początku opanować sejmowe przedstawicielstwo narodu szlacheckiego, a gdy nie w pełni się to udało – doprowadziły w maju 1791 roku do zmiany ustroju Rzeczypospolitej drogą zamachu stanu (pogwałcenie regulaminu Sejmu, zastraszenie opozycji przez wojsko i tłum, zlekceważenie zgłoszonych na sali obrad i wniesionych do sądu protestów, narzucenie społeczeństwu fałszywej alternatywy w stylu: „albo Unia, albo Białoruś” (konstytucja, albo zguba państwa) oraz propagandowe zrównanie obrony ustroju stanowego ze zdradą Rzeczypospolitej).

    Ustawa Rządowa z 1791 roku stanowiła „pierwszy większy wyłom w feudalnym ustroju państwa” (Leśnodorski); „była oczywiście konstytucją wciąż jeszcze stanową. Ale jednocześnie jej postanowienia wyrażały dążność do stopniowego zniesienia stanowości” (Chojnowski). Oceny te nabierają szczególnego znaczenia właśnie dzisiaj, kiedy pojawiają się głosy (prof. Henryk Kiereś), że tylko powrót do personalizmu może być alternatywą dla szerzącego się socjalizmu i pojawia się postulat odbudowy społeczeństwa stanowego jako jedynej formy życia społecznego zgodnej z zasadami cywilizacji łacińskiej („Europa musi odrzucić socjalizm, musi się zjednoczyć przez powrót do własnych korzeni, a to pociąga za sobą konieczność powrotu do państwa stanowego” – H. Kiereś, Utopie – ideologie – socjalizmy, „Cywilizacja” nr 19/2006).

    Zgadzając się w pełni z tym postulatem, uznać musimy, że rozpoczęcie demontażu ustroju stanowego przez twórców Konstytucji 3 maja zapoczątkowało w Polsce odwrót od cywilizacji łacińskiej i marsz w kierunku upragnionego przez oświeceniowców „społeczeństwa idealnego”, w którym różnice między stanami, wyznaniami i narodowościami miały ulec ostatecznemu zatarciu. Rzecz jasna, ani kołłątajowska katolewica („partia dobrze myślących”), ani rodzima farmazonia z królem na czele – nie mogły w pełni przewidzieć katastrofalnych skutków zastąpienia katolickiego feudalizmu i katolickiej demokracji szlacheckiej przez następujące kolejno po sobie rewolucyjne eksperymenty, które przybrały w końcu postać złowieszczych XX-wiecznych socjalizmów. Ale ostrzeżenia i protesty – zignorowały.

    Po drugim rozbiorze Kołłątaj i Potocki szczycili się nawet swym dziełem pisząc: „Potępiana dotąd niesłusznie Polska, jako siedlisko barbarzyństwa i depcącej prawa ludzkie feudalności, pokazała w ustawach sejmu konstytucyjnego, że w prawdziwym oświeceniu, rozsądnym prawodawstwie i szanowaniu praw ludzkich, najświatlejszym w Europie narodom wyrównywa” (O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 maja, wyd. 1793). I te właśnie słowa współtwórców trzeciomajowej „transformacji” są chyba najlepszym podsumowaniem wartości ich dokonań, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że na czele owych „najświatlejszych narodów” Europy znajdowała się wówczas antyfeudalna, rewolucyjna i niszcząca bezwzględnie zarówno instytucję monarchii, jak i chrześcijańskiej rodziny (rozwody!) Francja, zaś jej alternatywą była grupa absolutystycznych europejskich drapieżników, zwalczających wolność Kościoła i własnych poddanych. Wzorce społeczno-ustrojowej akomodacji musiały być więc fałszywe.

    Demokracja masońska od początku polegała na tajnym knowaniu, spisku politycznym, ogłupiającej presji propagandowej, kamuflowaniu prawdziwych intencji i na terrorze militarnym. I służyło to, w ostatecznym efekcie, nie dobru Rzeczypospolitej, która mimo uchwalenia Konstytucji i tak została przez „najświatlejsze w Europie narody” zlikwidowana, lecz realizacji masońskiej wizji zastąpienia cywilizacji łacińskiej przez nową cywilizację opartą na utopijnych, chorych ideałach zachodniego „oświecenia”. Przez tą „cywilizację śmierci”, w której tkwimy i z którą walczymy po dziś dzień.
      
    I jeżeli po 220 latach od uchwalenia trzeciomajowej Konstytucji szczycimy się nią tak, jak Kołłątaj i Potocki, jeżeli nazywamy Pierwszą Rzeczpospolitą „siedliskiem barbarzyństwa i depcącej prawa ludzkie feudalności”, jeżeli uważamy modlących się na pokaz masonów za wzór dobrego myślenia i patriotyzmu, a nasze ówczesne „wejście do Europy”, „dorównanie najświatlejszym narodom”, zaprowadzenie „prawdziwego oświecenia”, tolerancji, równości stanów i wreszcie „rządów ludu” – za polskie, katolickie, łacińskie osiągnięcie, to chyba zupełną rację miał żyjący w XIX wieku filozof Bronisław Trentowski, wołając: „Polacy, uderzmy się w piersi i wyznajmy szczerze iż braknie nam istotnie rozsądku”. I wiedzy o szlacheckiej Rzeczypospolitej, chciałoby się dodać.

    „W środowisku Kuźnicy Kołłątajowskiej zrodził się radykalny reformatorski program, zmierzający do wyzwolenia ludu i ustanowienia w Rzeczypospolitej nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. (…) orędownicy tej koncepcji starali się wykorzystać historię jako oręż do walki o jej realizację. (…) (odtąd) głównym obszarem, na którym toczyła się walka o nowy kształt myślenia Polaków, była historia Polski…” (prof. Andrzej F. Grabski).

       

    Adam Kazimierz Czartoryski – kuzyn Stanisława Augusta, mason, zastępca tzw. wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Polski, komendant Szkoły Rycerskiej, członek KEN, zwolennik sojuszu z Prusami (wydał nawet córkę za księcia von Württemberg, siostrzeńca króla Prus), a  potem z Austrią, poseł i przywódca antyrosyjskiego stronnictwa w czasie Sejmu Czteroletniego, współautor „spisku 3 maja" i współzałożyciel Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja. Po wybuchu wojny polsko-rosyjskiej 1792 roku wyjechał do Wiednia i wycofał się z polityki. Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Адам Казимир Чарторыйский – двоюродный брат короля Понятовского, масон, т. н. заместитель великого мастерa Великого Востока Польши, комендант варшавского кадетского корпуса (Рыцарcкой школы) и член Комиссии Национальной Эдукации (KEN), сторонник союзa с Пруссией (дал даже дочь князю фон Вюртемберг, племяннику короля Пруссии), а затем с Австрией, депутат и лидер антирусскoй партии во время Четырёхлетнeго Сеймa, соавтор "заговора 3 мая" и один из основателей Объединения Поклонников Конституции 3 мая. После начала польско-русской войны 1792 года он уехал в Вену, и ушел из политики. Награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава.

    Stanisław Kostka Potocki – brat Ignacego, „jeden z pierwszych i najgorliwszych wolnomularzy polskich (w 1812 został wielkim mistrzem Wielkiego Wschodu Narodowego Polski)”, autor pośmiertnej „Mowy” na cześć A. Mokronowskiego (1784), poseł i aktywista stronnictwa antyrosyjskiego na Sejmie Czteroletnim, współautor „spisku 3 maja” i współzałożyciel Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja, które zbierało się „w siedzibie loży masońskiej Wielkiego Wschodu Polski w Pałacu Radziwiłłów w Warszawie”. Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Станислав Костка Потоцкий – брат Игнатия, "один из первых и самых горячих польских масонов (в 1812 году стал великим мастерeм Великого Национального Востока Польши)", автор "Похвального слова мазовецкому воеводе Мокроновскому" (1784), депутат и активист антирусскoй партии во время Четырёхлетнeго Сеймa, соавтор "заговора 3 мая" и один из основателей Объединения Поклонников Конституции 3 мая, котороe собиралoсь "в штаб-квартире масонской ложи Великого Востока Польши вo дворце Радзивиллов в Варшаве." Награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава.

    Michał Kazimierz Ogiński – mason, zastępca tzw. wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Polski, kompozytor poloneza „Pożegnanie Ojczyzny”, hetman wielki litewski, aktywista antyrosyjskiego „stronnictwa patriotycznego” w czasie Sejmu Czteroletniego, oficer armii pruskiej od 1790 roku. Wikipedia: „Błagał króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II o pomoc w przywróceniu mu dóbr położonych na terenie rosyjskiego imperium. W 1793 roku zrzekł się hetmańskiej buławy i wyjechał do Wiednia.” Po złożeniu hołdu wiernopoddańczego Katarzynie II odzyskał pozycję i dobra. Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Михаил Казимир Огинский – масон, заместитель т. н. великого мастерa Великого Востока Польши, автор полонеза „Прощание с Родиной”, великий гетман литовский, член антирусскoй "патриотическoй партии" во время Четырёхлетнeго Сеймa, офицер прусской армии с 1790 года.  Википедия: „Просил помощи у прусского короля Фридриха Вильгельма II в возвращении ему имений на территории Российской империи. В 1793 году отказался от гетманской булавы и выехал в Вену.” После отдачи  дани  уважения Екатерине II восстановил свое положение и вернул имения. Награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава.

    Zakaz przynależności katolików do masonerii obowiązuje w dalszym ciągu. Potwierdził go Jan Paweł II. Trudno jednak uniknąć wszelkich z nią kontaktów, skoro nadal posługuje się ona oświatą, nauką i propagandą, a filozofia i historia należą do jej ulubionych broni.

    Kolejne pokolenia Polaków wychowywane były w duchu pogardy dla Polski szlacheckiej, katolickiej, wolnościowej, praworządnej, miłującej nade wszystko swoją ziemię i pokojową pracę na niej. Została zniszczona jako świat rzekomo ciemny, zacofany i barbarzyński, a w rzeczywistości dlatego, że była najbardziej światła, religijna, szanująca naukę Chrystusa i dobra dla ludzi – spośród wszystkich królestw Europy.

    Wbrew twierdzeniom „postępowej” propagandy, Pierwsza Rzeczpospolita była dla Polaków nieporównywalnie większą wartością, niż wszelkie późniejsze mutacje polskiej państwowości. Nie warto jej było poświęcać dla wydumanych teoretycznych konstrukcji, które szybko okazały się zamkami na piasku.

    Kołłątaj współpracujący z masonami nad dostosowaniem Polski i Polaków „do robót całej Europy” był wprawdzie katolikiem i księdzem, ale należał już do ludzi nowej epoki. Pozostanie ideologiem „łagodnej rewolucji”, „rzecznikiem lewicy” i kowalem „postępu”. Bohaterem wyznawców „Oświecenia”.

    Grzegorz  Grabowski




    Hugo Kołłątaj – ksiądz, protegowany biskupa Poniatowskiego, zarażony ideologią „oświecenia” na początku lat 70-tych podczas pobytu na Zachodzie, aktywista KEN, przywódca rewolucyjnej, antyfeudalnej katolewicy i zarazem czołowa postać antyrosyjskiego „stronnictwa patriotycznego” w czasie Sejmu Czteroletniego, zwolennik sojuszu z Prusami. Współautor „spisku 3 maja” i współzałożyciel Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja. Współredagował tekst Konstytucji, a potem wspólnie z Ignacym Potockim chwalił pomysł jej narzucenia narodowi w emigracyjnej książce „O ustanowieniu i upadku Konstytucji polskiej 3 maja 1791” (1793). Specjalista od wydawnictw propagandowych „utrzymanych w konwencji oświeceniowej krytyki ciemnoty, zabobonu i fanatyzmu”. Deista: „Centralny punkt filozoficznych idei Kołłątaja, to walka o wyzwolenie ludzkiego umysłu z okowów religii i scholastyki.” (dic.academic.ru). Odznaczony orderami Orła Białego i Św. Stanisława. Litografia Karla Friedricha Mintera według portretu Louisa-Francoisa Marteau.

    Гуго Коллонтай – ксёндз, протеже епископa Понятовскoгo, инфицированный идеологиeй "просвещения" во время его пребывания на Западе в начале 70-х гг., активист Комиссии Национальной Эдукации (KEN), лидер революционной, антифеодальнoй фракции „католевых”,  а также ведущая фигура антирусскoй партии "патриотическoй" во время Четырёхлетнeго Сеймa, сторонник союзa с Пруссией. Соавтор "заговорa 3 мая” и один из основателей Объединения Поклонников Конституции 3 мая. Он был соредакторoм текста Конституции, а потом вместе с Игнатием Потоцким хвалил идею ее навязывания народу в эмиграционной книге „О рождении и падении польской Конституции 3 мая 1791” (1793). Специалист пропагандистских изданий  „входящих в конвенцию просвещенной критики невежества, суеверия и фанатизма”. Деист: „Центральный пункт философских идей Коллонтая – борьба за освобождение человеческого разума от пут религии и схоластики.” (dic.academic.ru). Награжден орденами Белого Орла и Св. Станислава. Литография Карла Фридриха Минтерa на основе портретa Луи-Франсуа Марто.


    Zob. także:/См. также:

    Bolszynstwo 3 Maja. Большинство 3 мая http://polski.blog.ru/118900579.html

    Dramat 3 maja – odczyt Adama Doboszyńskiego (24.05.1939). Драма 3 мая – чтение Адама Дoбoшинскoгo (24.05.1939) http://polski.blog.ru/148859491.html

    Zrehabilitować szlachecką Polskę. Реабилитировать шляхeтcкую Польшу http://polski.blog.ru/119744515.html

    Konstytucja 3 maja zgubiła Rzeczpospolitą – wywiad z prof. Andrzejem Chwalbą, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Конституция 3 мая уничтожила Речь Посполитую - интервью с проф. Андреeм Xвaльбoй, историкoм Ягеллонского университета http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/konstytucja-3-maja-zgubila-rzeczpospolita,1,3351402,wiadomosc.html - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/konstytucja-3-maja-zgubila-rzeczpospolita,1,3351402,wiadomosc.html

    Jeszcze kilka uwag o konstytucji 3 maja – artykuł Andrzeja Turka z „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego” nr 4-5-6/2011. Еще несколько замечаний о конституции 3 мая – cтатья Анджея Туркa c
    Нового Oбзорa Всепольского” („Nowy Przegląd Wszechpolski”) № 4-5-6/2011 http://npwmag.pl/archiwum/2011/4-5-6.pdf

    Dylematy związane ze świętowaniem rocznicy Konstytucji 3 Maja – artykuł Władysława Obrzuta z „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego” nr 5-6/2008. Дилеммы, связанные с празднованиeм годовщины Конституции 3 мая
    cтатья Владислава Oбжута c Нового Oбзорa Всепольского” („Nowy Przegląd Wszechpolski”) № 5-6/2008 http://npwmag.pl/archiwum/2008/5-6.pdf (wersja pełna/полная версия).


  • Miniatura
    BUDZMA BELARUSAMI/ Будзьма Беларусамі

    http://tut.budzma.org/news/historyya-belarusi-za-5-xvilin-tut-hlyadzim-i-abmyarkouvaem

    "Bądźmy Białorusinami!" – czyli zabawa historią.

    „Pierwszy profesjonalnie wykonany film animowany, poświęcony historii Białorusi od jej początku do dnia dzisiejszego. Słowa i muzyka: Lewon Wolski, pomysł - Julia Laszkiewicz, animacja - Julia Rudzicka, czyta Aleksander Pomidorow.”
    Komentarz: „Taka sobie agitka, nie znajdująca potwierdzenia nawet w Wikipedii.” (youtube).

    "Будьма белорусами!"
    то есть, играть с историей.
    „Первый профессионально сделан анимационный фильм, посвященный истории Беларуси от ее начала до наших дней. Слова и музыка Левона Вольского, идея - Юля Ляшкевич, анимация - Юлия Рудзицкая, читает Александр Помидоров.”
    Комментарий: „Такая уже где агитка, не выдерживающая проверки даже Википедией.” (youtube).

    "Будзьма беларусамі!"
    гэта значыць, гуляць з гісторыяй.
    „Першы прафесійна зроблены анімацыйны фільм, прысвечаны гісторыі Беларусі ад яе пачатку да нашых дзён. Словы і музыка Лявона Вольскага, ідэя - Юля Ляшкевіч, анімацыя - Юлія Рудзіцкая, чытае Аляксандар Памідораў.”
    Каментарыі: „Такая ўжо дзе агітка, не вытрымліваюць праверкі нават Вікіпэдыяй.” (youtube).

    Historia to poważna sprawa. Państwo także. Ale białoruska inteligencja karmi się bajkami:
    История это серьезное дело. Государство также. Но белорусская интеллигенция предпочитает смотреть сказки:
    Гісторыя гэта сур'ёзнae дзелo. Дзяржава таксама. Але беларуская інтэлігенцыя аддае перавагу казкам:

    http://budzma.org/topnews/animacyyny-film-budzma-byelarusami-uzho-w-internecye.html

    Czy uratuje ona suwerenność swojego kraju?
    Могут ли они сохранить суверенитет своей страны?
    Ці могуць яны захаваць суверэнітэт сваёй краіны?


    Wszystko już było... Все уже было... Усё было...

    "Poczet Królów Polskich" (1996 r.) - „Галерея польских королей” – „Галерэя польскіх каралёў”

    A to już nie bajka, tylko straszna rzeczywistość, z którą trzeba będzie się zmierzyć:
    И это не сказка, а страшная реальность, с которой белорусам придется бороться:
    І гэта не казка, а страшная рэальнасць, з якой беларусам прыйдзецца змагацца:




    Dług publiczny na świecie. Государственный долг в мире. Дзяржаўны доўг у свеце.
    http://monitorpolski.wordpress.com/2011/05/30/wydarzenia-i-komentarze-30-maja-2011r/

    To zadanie dla ludzi wykształconych.
    Это задача для образованных людей. Гэта задача для адукаваных людзей.
    Powodzenia! Удачи!