Блог О пользователеpolski

Регистрация

Polski blog - Польский блог

Календарь

<< Июнь 2017  

Пн Вт Ср Чт Пт Сб Вс
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

Теги

afera podsłuchowa  aleksander łukaszenko  antyrosyjskość  arcybiskup tadeusz kondrusiewicz  barack obama  baszar asad  białoruś  bliski wschód  braterstwo narodów  brazylia  brics  bóg  chiny  chrześcijańska rosja  chrześcijaństwo  cud nad wisłą  cyryl  cywilizacja personalistyczna  demokracja  donald trump  donbas  dymitr rogozin  eurazja  eurosojuz  evangelii gaudium  eвросоюз  globalizacja  hugo kołłątaj  i korpus polski  i полcкий корпус  ignacy potocki  igor striełkow  ipis isis  jednomandatowe okręgi wyborcze jow  jędrzej giertych  język rosyjski  katolewica  katolicyzm  konfederacja słowiańska  konserwatyzm  konstytucja 3 maja  kontrrewolucja  kurdystan  liberalizm  lobby proamerykańskie  maciej giertych  masoneria  nacjonalizm  nacjonalizm chrześcijański  narodowa demokracja  new world order  niemcy  niepodległość  noworosja  nowy przegląd wszechpolski  nowy światowy system  ordynacja wyborcza  oświecenie  papież franciszek  pax  państwo narodowe  personalizm  pokój  polityka propolska  polska  pospolite ruszenie  powstanie warszawskie  prawica  prawo duvergera  prawo i sprawiedliwość pis  prawosławie  radość ewangelii  roman dmowski  rosja  rosyjska cerkiew prawosławna  rościsław iszczenko  ruch narodowy  ruski wiek  ruski świat  rusofobia  socjalizm liberalny  socjalizm narodowy  sojusz z rosją  sprawiedliwość społeczna  stany zjednoczone  stany zjednoczone ameryki  syria  system dwupartyjny  słowianie  słowiańszczyzna  turcja  tyrania wolnego rynku  ue  ukraina  unia eurazjatycka  unia europejska  usa  war is peace  warszawa  większościowy system wyborczy  wojna  wojna to pokój  wojsko polskie  włodzimierz putin odnowiciel  zachód  александр лукашенко  антирусскость  архиепископ тадеуш кондрусевич  барак обама  башар асад  беларусь  ближний восток  бог  братство народов  брикс  варшава  варшавское восстание  владимир путин восстановитель  война  война это мир  германия  гуго коллонтай  двухпартийная система  демократия  дональд трамп  донбасс  евразийский союз  евразия  европейский союз ec  европейский союз ес  енджей гертых  закон дюверже  запад  игнатий потоцкий  игорь иванович стрелков  избирательный закон  исламское государство игил  католевые  кирилл  китай  консерватизм  конституция 3 мая  контрреволюция  курдистан  либерализм  либеральный социализм  мажоритарная избирательная система  масонство  мачей гертых  национализм  национальнaя демократия  национальное государство  национальное движение  национальный социализм  независимость  независимый интернет  новая мировая система  новый oбзор всепольский  одномандатныe избирательныe округa оио  ополчение  папa франциск  персоналиcтическaя цивилизация  персонализм  польское войско  польшa  польша  право и справедливость пс  православие  прагa  про-американскоe лобби  пропольская политика  просвещениe  радость евангелия  роман дмовский  россия  ростислав ищенко  русофобия  русская православная церковь рпц  русский век  русский мир  русский язык  сирия  скандал с прослушкой  славяне  славянская конфедерация  славянщизна  славянщина  соединённые штаты америки  союз с россией  сша  тирания свободного рынка  турция  тьерри мейсан  украинa  украина  христианская россия  христианский национализм  христианствo  христианство  чудо над вислой 

На странице




  • „Polacy w swej „życiowej” roli – to cios dla zbyt gorliwych polonofilów” – w taki sposób rosyjskojęzyczni internauci skomentowali poznańskie hasło: „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem!” „Поляки в своем амплуа – это удар для слишком рьяных полонофилoв”, – таким образом, русскоязычные интернет-пользователи прокомментировали познанcкий лозунг: „Литовский хам, на колени перед польским паном!”
    Фото: demotywatory.pl


    „Mecze Ligi Europejskiej Żalgiris – Lech zamieniły się w antylitewską demonstrację

    Kibice poznańskiego piłkarskiego zespołu „Lech” pokazali swoje antylitewskie nastawienie nie tylko w trakcie meczu w Wilnie, ale i w czasie rewanżowego meczu w Poznaniu [08.08.2013]. Rozwinęli oni na stadionie wielki plakat z napisem „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem!”. Te zdjęcia pojawiły się na Facebooku, lecz ironia polega na tym, że VMFD „Żalgiris” nie tylko nie padł na kolana, ale jeszcze sam rzucił na kolana Polaków wynikiem 1:2. W pierwszym meczu Litwini wygrali 1:0, ale dzięki bramce zdobytej na wyjeździe do kolejnej rundy przeszli Litwini.

    Agencja DELFI przypomina, że tydzień temu kibice „Lecha” skandowali w Wilnie: „Jesteśmy u siebie”, „Polskie Wilno” itp. Na stadionie Litewskiej Federacji Piłki Nożnej antylitewskie hasła mieszały się z polskimi przekleństwami. Polscy policjanci zapewnili bezpieczeństwo, dlatego pomiędzy kibicami „Lecha” i „Żalgirisu” nie doszło do poważnych incydentów, pisze DELFI.”

    Źródło: http://www.ej.by/news/sport/2013/08/10/evrokubkovye_matchi_zhal_giris_-_leh_prevratilsya_v_antilitovskuyu_demonstratsiyu.html (10.08.2013).

    Ani Wy „chamy”, ani my „pany”

    „Staliśmy się zatem – narodem pańskim [śmiech]. (…) Sowieci nam przepowiedzieli ten los. Zanim staliśmy się bękartem narodów, przez całe międzywojenne dwudziestolecie nie było dla nich żadnej Polski, istniała wyłącznie „panskaja Polsza”. Powiedzieć można, że zrobili po wojnie wszystko, żeby pomóc nam się nią stać – i maksymalnie odgrodzić od sąsiednich, z gruntu chłopskich narodów. Litwin ciągle widzi w Polaku pana właśnie, więcej, potencjalnego zaborcę, czyhającego na litewski Vilnius, Łukaszenka grozi Białorusinom polskim panem, gotującym się do ataku na Grodno i Mińsk. Tak samo Ukraińcy – mają poczucie swojej chłopskości, co oznacza co najmniej nieufność wobec kogoś, kto każdym niemal słowem afiszuje swoją wyższość. Polska tożsamość jest więc w kolizji z tożsamością narodów sąsiedzkich, którym nasi politycy radzi byliby przewodzić. Czy to jest jednak możliwe z pozycji wielkopańskiej? A przecież jeśli nawet gorliwie wyrzekamy się swej chłopskości, jeśli robimy wszystko, by zapomnieć, skąd jesteśmy, to statystyki nieubłaganie mówią swoje, jesteśmy w ogromnej większości potomkami owych kijami gnanych przez włodarzy do roboty na pańskim chamów. Czy przeszłość można unicestwić, pogrzebać? Cienie zapomnianych przodków nie dają zapomnieć o sobie, zjawią się jeśli nie nam, to naszym wnukom. Już się jawią…"

    Źródło: Jesteśmy potomkami chamów. Wywiad Agaty Michalak z Marianem Pilotem (polski pisarz, dziennikarz i scenarzysta) http://natemat.pl/6205,jestesmy-potomkami-chamow (20.03.2012).  

    Wniosek: kto chce skłócić ze sobą Polaków i Litwinów (a także Ukraińców, Białorusinów), ten wykorzystuje polską mitomanię i litewskie (białoruskie, ukraińskie) fobie. Bo „durnie są wszędzie – niezależnie od narodowości, ani od kraju zamieszkania” – jak mówi na to wszystko Michał Mackiewicz, przewodniczący Związku Polaków na Litwie, poseł na Sejm Republiki Litewskiej. Zob.: „Durnie są wszędzie”. Wileńscy działacze o transparencie kibiców Lecha http://zw.lt/wilno-wilenszczyzna/durnie-sa-wszedzie-wilenscy-dzialacze-o-transparencie-kibicow-lecha/ (09.08.2013).


    Фото: regnum.ru

    „Еврокубковые матчи «Жальгирис»-«Лех» превратились в антилитовскую демонстрацию

    Фанаты познаньской футбольной команды „Лех” показали антилитовский настрой не только во время матча в Вильнюсе, но и во время ответного матча в Познани [08.08.2013]. На стадионе они развернули огромный плакат с надписью „Литовский хам, на колени перед польским паном”. Эти фотографии появились в социальной сети Facebook, ирония в том, что ВИСВ „Жальгирис” не только не встал на колени, но и поставил на колени поляков со счетом 1:2. В первом матче литовцы выиграли 1:0, но благодаря голу на чужом поле в следующий раунд вышли литовцы.

    DELFI напоминает, что в Вильнюсе фанаты „Лех” неделю назад скандировали „Мы дома”, „Вильнюсский – польский” [„Польский Вильнюс!”] и т.п. На стадионе Литовской федерации футбола звучали и антилитовские выражения с польскими проклятьями. Польские полицейские обеспечили безопасность, поэтому между фанатами „Лех” и „Жальгириса” серьезных инцидентов не было, пишет DELFI.”

    Источник: http://www.ej.by/news/sport/2013/08/10/evrokubkovye_matchi_zhal_giris_-_leh_prevratilsya_v_antilitovskuyu_demonstratsiyu.html (10.08.2013).

    Aни вы „хамы”, aни мы „паны”

    "Таким образом, мы стали народом панов (смеётся). (...) - Советы предсказали нам эту судьбу. Прежде чем мы стали ублюдком народов, всё межвоенное двадцатилетие не было для них никакой Польши, существовала исключительно «панская Польша». Можно сказать, что после войны они сделали всё, чтобы помочь нам стать ею – и максимально отгородиться от соседних, в сущности, крестьянских народов. Литвин всё ещё видит в поляке именно пана, более того, потенциального захватчика,  покушающегося на литовский Вильнюс; Лукашенко стращает белорусов польским паном, готовящимся к нападению на Гродно и Минск. То же самое украинцы – они чувствуют свою крестьянскость, что означает, по крайней мере, недоверие к тому, кто почти каждым словом демонстрирует своё превосходство. Таким образом, польское национальное самосознание находится в конфликте с самосознанием соседних народов, которыми наши политики рады были бы поруководить. Однако возможно ли это с великопанской позиции? Ведь  даже если мы усердно отрекаемся от своей крестьянскости, если делаем всё, чтобы забыть, откуда мы, то всё равно статистика неумолимо твердит своё, мы, в огромном большинстве, - потомки оных хамов, которых приказчики палками гнали отрабатывать барщину. Разве можно уничтожить, похоронить прошлое? Тени забытых предков не дают забыть о себе, являются если не нам, но нашим внукам. Уже являются…"

    Источник: Мы, потомки хамов. Интервью Агаты Михаляк с Марианом Пилётом (польский писатель, журналист и сценарист) http://ursa-tm.ru/forum/index.php?/topic/31932-%D0%BC%D1%8B-%D0%BF%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BA%D0%B8-%D1%85%D0%B0%D0%BC%D0%BE%D0%B2/ (27.04.2012).

    Вывод: кто хочет поссорить между собой Поляков и Литовцев (а также Украинцев и Белорусов), использует польcкую мифoманию и литoвcкиe (белорусские, украинские) фобии. Потому что „дураки есть везде, независимо от национальности, ни от страны проживания”, - говорит на это все Михал Мацкевич, председатель Союза Поляков в Литве, депутат Сейма Литовской Республики. Cм.: „Дураки есть везде”. Вильнюсскиe деятели о баннере болельщиков Леха http://zw.lt/wilno-wilenszczyzna/durnie-sa-wszedzie-wilenscy-dzialacze-o-transparencie-kibicow-lecha/ (09.08.2013).  

    Zob. także/См. также:

    Zbiór artykułów o Polsce i Litwie napisanych z punktu widzenia polityki propolskiej. Сборник статей o Польшe и Литвe написанных с точки зрения пропольской политики:

    J. Matusiewicz, Nareszcie dobre wieści z Litwy http://piastpolski.pl/nareszcie-dobre-wiesci-z-litwy/ (22.10.2012).
    J. Matusiewicz, Litewskie fochy http://piastpolski.pl/litewskie-fochy/ (20.04.2012).
    A. Turek, Landsbergis odsłania do końca swoją „przyjacielską” twarz http://piastpolski.pl/landsbergis-odslania-do-konca-swoja-przyjacielska-twarz/ (29.02.2012).
    J. Matusiewicz, Zaniki pamięci http://piastpolski.pl/zaniki-pamieci/ (09.09.2011).
    A. Turek, Wyrok na polskie szkoły podpisany
    http://piastpolski.pl/wyrok-na-polskie-szkoly-podpisany/ (03.04.2011).

    Opr. i tłum./Oбр. и пер. – GG.



    Polskie Wilno? – niestety, tylko do 1939 roku.
    Польский Вильнюс? – к сожалению, только до 1939 года. Фото с сайта sports.ru




  • Dzisiejsza Rosja, zwana od 2000 r. „Rosją Putina”, nie stoi w opozycji do pomysłu jednoczenia się Europy, a wręcz przeciwnie: proponuje Europie lepszą i dojrzalszą, personalistyczną formułę zjednoczenia, chcąc sama być i pozostać – dla wszystkich Europejczyków – realną chrześcijańską alternatywą. Na zdjęciu: prezydenci Putin i Janukowycz na uroczystościach 1025-lecia Chrztu Rusi w Kijowie (27.07.2013).
    Сегодняшняя Россия, именуемая c 2000 г. „Россией Путина”, не находится в оппозиции к идее объединения Европы, а наоборот: предлагает
    Европe лучшую и более зрелую, персоналистическую формулу объединения, желая сама быть и остаться – для всех Европейцев – реальнoй христианскoй альтернативoй. На снимке: президенты Путин и Янукович на торжествах 1025-летия Крещения Руси в Киеве (27.07.2013). Фото: ruvr.ru

    Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie (d. Papieska Akademia Teologiczna) we współpracy m.in. z Fundacją im. Roberta Schumana w Luksemburgu i warszawskim oddziałem Fundacji Konrada Adenauera organizuje od 2001 r. coroczne międzynarodowe konferencje pod hasłem „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej”. Biorą w nich udział czołowe osobistości oficjalnego życia politycznego[1], a także wysocy dostojnicy chrześcijańskich kościołów, w tym np. metropolita wileński kard. Backis, metropolita lwowski kard. Jaworski, czy metropolita moskiewski (a następnie mińsko-mohylewski) abp Kondrusiewicz. W roku bieżącym, na XIII Międzynarodowej Konferencji z tego cyklu, poświęconej tym razem „Rodzinie we współczesnej Europie”, obecny będzie po raz pierwszy oficjalny przedstawiciel Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, metropolita wołokołamski bp Hilarion, który jako przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego towarzyszył w 2012 r. patriarsze Cyrylowi I podczas jego wizyty w Warszawie, a w Krakowie zabierze głos na pierwszej sesji w dniu 13 września, tuż po wystąpieniach nuncjusza abpa Migliore, kard. Dziwisza i prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

    Ciekawym wstępem do tego wydarzenia jest lektura wystąpienia abpa Tadeusza Kondrusiewicza – ówczesnego (w l. 2002-2007) metropolity moskiewskiego i przewodniczącego Konferencji Katolickich Biskupów Rosji (w l. 1999-2006) – na IV Międzynarodowej Konferencji w Krakowie, analizującej w 2004 roku „Scenariusze przyszłości”. Poniżej można przeczytać fragmenty tego wystąpienia, ale warto zapoznać się z jego całością, by uzmysłowić sobie, że przedstawiciele rosyjskiego prawosławia, katolicyzmu i islamu już od dawna stoją na stanowisku, że integracja europejska, ekumenizm i wielokulturowość nie mogą być celami samymi w sobie, albowiem – jak to ujął przywoływany przez abpa Kondrusiewicza szejk Farid Assadulin z moskiewskiego muftjadu – „Tworząc nowy światowy porządek w XXI w. trzeba najpierw myśleć o zasadach etycznych i o poszanowaniu godności człowieka, a następnie o wszystkim innym.”

    Dlatego nie poprzez „zsumowanie pewnych wartości” i budowę sztucznego synkretyzmu kulturowo-religijnego, lecz poprzez poszanowanie „bogactwa różnorodności”, poprzez współpracę chrześcijan i innych religii Rosji i zachodniej Europy, poprzez odrodzenie życia religijnego i rozwój dialogu międzywyznaniowego – można zbudować „jedność pomiędzy różnymi narodami” i zdrową Europę, „oddychającą dwoma płucami i mającą jedno serce” – pisał o stanowisku wiernej Bogu Rosji abp Kondrusiewicz.



    Odnowiony kościół pw. św. Serafina w Sarowie. Obchody 100-lecia kanonizacji św. Serafina z udziałem Prezydenta Rosji Włodzimierza Putina (2003). Восстановленный Серафимовский храм в Саровe. Празднование 100-летия прославления св. Серафима c участиeм Президентa России В.В. Путинa (2003). Фото: Ольга Чудова, pravoslavie.ru


    „Unia Europejska z perspektywy wyznaniowej Rosji. Европейский Союз с точки зрения религиозной России

    Eminencjo, Ekscelencje, Bracia w kapłaństwie, Siostry i Bracia w Chrystusie, Szanowni Państwo.

    (…) Przybywam do was z Rosji, z kraju, który jeszcze do niedawna stanowił opokę totalitarnego komunistycznego systemu, a obecnie stara się budować demokrację. Proces ten jednak dokonuje się bardzo powoli, jeśli nie powiedzieć opornie. Składa się na to wiele przyczyn, z których jedna z najważniejszych – to dziedzictwo byłego systemu przede wszystkim w postaci tzw. homo sovieticus. Łatwo, szczególnie na fali przeciwstawienia się byłemu systemowi, zmienić nazwy miast, ulic, placów, czy pod wpływem euforii i entuzjazmu powiedzieć, że od jutra zaczynamy budowę państwa demokratycznego i wprowadzamy ekonomię rynkową. Znacznie trudniej zmienić samego człowieka, który przecież ma budować tę demokrację, ma zastosować w życiu prawdziwe zasady ekonomii rynkowej i sprawiedliwości społecznej, a nie dzikiego kapitalizmu, wszechobecnej i wszechmocnej mafii, a także powszechnie panującej korupcji, które opanowały kraj.
    (...)
    Rosja nie jest członkiem Unii Europejskiej i na pewno jeszcze długo nim nie będzie. Tak już się składa, że my jakoś zawsze jesteśmy „po drugiej stronie”. Była Europa Zachodnia i Wschodnia. Były kraje kapitalistyczne i socjalistyczne. Dzisiaj podziały też pozostają – jedni tworzą Unię Europejską, inni pozostają poza nią. Mimo to, dla Rosji, jako państwa z ogromnym potencjałem i jednocześnie kraju wielowyznaniowego, nie jest obojętne, w jakim kierunku będzie się rozwijała Unia Europejska. Podobnie dla Unii: nie jest obojętne, jaki kierunek obierze Rosja. Abstrahując od politycznych, ekonomicznych, społecznych czy kulturowych perspektyw rozwoju Unii Europejskiej, co zresztą także bardzo wysoko ocenia się w Rosji, zastanówmy się nad tym, jak Unia jest postrzegana z wyznaniowej perspektywy tego kraju.
    (…)
    Po społeczno-politycznych zmianach na początku lat 90. ubiegłego stulecia i przyjęciu prawa o wolności religii, jednocześnie rozpoczął się nie znany przedtem w Rosji i narastający z każdym dniem proces laicyzacji, liberalizacji i konsumizmu, przy gwałtownie nasilających się objawach nacjonalizmu. Znalazł on bardzo podatny grunt w ludziach, którzy w ciągu siedemdziesięciu lat byli pozbawieni życia religijnego, i wychowywani w duchu ateizmu. Nie mając solidnego fundamentu duchowego, bardzo szybko przejmują oni taki styl życia, jakby Bóg w ogóle nie istniał. Unia Europejska dla niektórych, przeważnie skrajnych nacjonalistów – to nowe zagrożenie, dla zdrowo myślących – nowe perspektywy współpracy i rozwoju Rosji, stanowienia demokracji; dla ludzi nauki, dla tych, którzy w obecnej rzeczywistości nie mogą odnależć się, dla biednych – potencjalne miejsce realizacji ich zawodowych aspiracji, spełnienia marzenia ich życia, aby się dorobić i dobrze urządzić.

    W tak złożonej i niełatwej sytuacji różne wyznania w Rosji nie pozostają biernymi kibicami w odniesieniu do Unii Europejskiej, chociaż nie wszyscy jeszcze zabrali głos w tak ważnej sprawie. Największy niepokój wywołuje kwestia moralna, kwestia zachowania prawa Bożego. Zarówno na Zachodzie, jak i w Rosji wielkie zaniepokojenie i dyskusję wywołała kwestia „Invocatio Dei” w tekście Konstytucji Europejskiej.

    Rosyjscy katolicy z wielkim zdziwieniem zadają sobie następujące pytanie. Jak mogło się stać, że Unia Europejska, gdzie 82 proc. ludności stanowią chrześcijanie, z których 60 proc. – katolicy, 15 proc. – protestanci, 5 proc. – anglikanie i 2 proc. – prawosławni, w swej Konstytucji nie przyjęła odniesienia do Boga i do wartości chrześcijańskich? Jak można zapomnieć o swych korzeniach? Przecież historia Europy niepodzielnie związana jest z chrześcijaństwem. Europa wyrosła z chrześcijaństwa.

    Kiedy mówi się o Europie, to przede wszystkim ma się na myśli Europę chrześcijańską. Takie przeświadczenie panuje w Rosji i samo przez się jest ono oczywiste. Drzewo z podciętymi korzeniami usycha. Jest to prawda, której nie można odrzucić. Europa ma być Europą ducha, przede wszystkim chrześcijańskiego, uwzględniając oczywiście i inne religie od wieków istniejące na starym kontynencie. (…)

    Rosja potrzebuje kontaktów i współpracy z Unią. Dlatego dla rosyjskich katolików jest niezmiernie ważne, na jakim moralnym gruncie będzie rozwijała się Unia Europejska, jaki będzie jej moralny obraz i jakie będzie pielęgnowała wartości. Dla wielu, szczególnie tych, którzy na sobie przeżyli prześladowania lub z doświadczeń innych wiedzą, jak ten czas wyglądał, prawdziwym szokiem stają się panujące w Europie Zachodniej liberalistyczne tendencje niezgodne z prawem Bożym, które często, w sposób demokratyczny, większością parlamentarną stają się prawem, choć godzą nawet w życie ludzkie, które jest darem Bożym.

    Przeżywając kryzys moralny, konsumpcjonizm, głęboko zaawansowaną laicyzację i libertynizm, Unia potrzebuje nowego Ducha. Rosyjski Kościół katolicki, bogaty w bolesne doświadczenia reżymu totalitarnego, może dać bogate świadectwo wytrwania w wierze. Jest to Kościół męczenników i wyznawców i jego świadectwo może być bardzo cenne dla Unii Europejskiej, gdzie wiary nikt nie prześladuje. Przeciwnie, człowiek sam dobrowolnie wyrzeka się jej w imię fałszywie rozumianej wolności, dążąc za dobrobytem i łatwizną.
    (…)
    Pozycja Kościoła prawosławnego była wyrażona w oficjalnych deklaracjach i wystąpieniach Patriarchy Moskiewskiego i Wszechrusi Aleksego II, przewodniczącego wydziału ds. kontaktów zewnętrznych – Metropolity Cyryla i innych dostojników.

    Podczas spotkania z angielskimi dziennikarzami 20 stycznia 2004 r. Patriarcha powiedział, że obowiązkiem chrześcijanina jest pozostawać wiernym chrześcijańskiej spuściźnie, a nie przystosowywać się do potrzeb zeświecczonego świata. Odmowa odwołania się w Konstytucji Unii Europejskiej do chrześcijańskich, a także starorzymskich i starogreckich korzeni europejskiej kultury jest świadomym zapominaniem swej historii przez wzgląd na zadania ideologiczne. Ani Zachód, ani Rosja nie będą miały przyszłości, jeżeli dobrowolnie wyrzekną się swych korzeni i historii (por. http://www.mospat.ru/text/interview/id/6272/html).

    30 sierpnia br. [2004], w liście do Ojca Świętego Jana Pawła II z okazji przekazania ikony Matki Bożej Kazańskiej, Patriarcha napisał: „Dobre stosunki pomiędzy Rosyskim Kościołem Prawosławnym i Kościołem Katolickim, do ustanowienia których nie tylko w słowach, ale i uczynkach wzywa nas  Książę Pokoju i Odwieczny Ojciec (por. Iż 9, 5), są niezmiernie ważne dla przyszłości Europy i całego świata. Głoszenie wartości chrześcijańskich wobec zsekularyzowanego świata przyniesie rezultat tylko wtedy, gdy wszyscy chrześcijanie wypełnią przykazanie Zbawiciela: „tak jak Ja was umiłowałem, żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34)” (http://www.sedmitza.ru/index/html). (...)



    Międzynarodowa konferencja „Prawosławne Bizancjum i łaciński Zachód” (26-27.05.2004) odbyła się w Moskwie z błogosławieństwem patriarchy Aleksego II i z udziałem metropolity smoleńskiego i kaliningradzkiego Cyryla. Международная конференция „Православная Византия и латинский Запад” (26-27.05.2004) проходила в Москве по благословению Святейшего Патриарха Московского и всея Руси Алексия II и с участием Митрополита Смоленского и Калининградского Кирилла. Фото: ippo.ru

    Zaś na międzynarodowej konferencji kościelno-naukowej „Prawosławne Bizancjum i łaciński Zachód”, zorganizowanej w Moskwie 26-27 maja br. z okazji 950-lecia podziału Kościołów i 800-lecia zajęcia Konstantynopola przez Krzyżowców (Metropolita Cyryl) wypowiedział następujące myśli: nie idee teologiczne, nie katolicka czy w ogóle chrześcijańska doktryna, nie wartości religijne leżą w założeniach europejskiej integracji, lecz polityczny i ekonomiczny pragmatyzm, wykorzystujący jako podstawową ideę zasady liberalno-humanistycznego światopoglądu.

    Zasadnicze, według metropolity Cyryla, jest to, aby europejskiej integracji nie towarzyszyło totalne usankcjonowanie zachodnioeuropejskich światopoglądowych postulatów, co będzie prowadziło do kolejnej ekspansji Zachodu na Wschód. Ważne jest, aby integracja zakładała w sobie gotowość wszystkich jej uczestników do budowania wielokulturowego modelu, który harmonizowałby wartości tradycyjne, w tym religijne, z wartościami świeckiego humanizmu, przyjętymi obecnie w Europie Zachodniej. Jest to możliwe nie poprzez budowę sztucznego synkretycznego modelu, gdy coś się bierze z humanizmu i coś z chrześcijaństwa, lecz drogą połączenia systemów wartości (por. http://www.mospat.ru/text.news/id/7465.html).

    Przemawiając w Warszawie 29 marca br. w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej Metropolita Cyryl w swoim wykładzie „Kulturalna i duchowa różnorodność – bogactwo Europy” podkreślił, że liberalno-humanistyczny standard nie może być narzucony jako uniwersalny i obowiązujący dla wszystkich. On musi istnieć obok innych typów światopoglądów, przede wszystkim religijnego. (...) Metropolita zaznaczył, że Kościół prawosławny jest gotów do współpracy i dialogu z innymi tradycyjnymi Kościołami Europy w celu rozstrzygnięcia ogólnoeuropejskich problemów w sferze religijnej. Jest on też gotów wspólnie bronić chrześcijańskiej spuścizny w dialogu z sekularyzmem i liberalno-humanistycznym światopoglądem. Wspólne działanie chrześcijan Europy może pokazać to, co nas jednoczy i co jest wspólne pomimo istniejących różnic (por. http://www.mospat.ru/text/news/id/6652.html).

    W związku z powyższym rozwój dialogu prawosławno-katolickiego ma ogromne znaczenie dla historii, współczesności i przyszłości wielu narodów europejskich, okazując bezpośredni wpływ na życie i losy narodów. Nasze Kościoły podzielają wspólną odpowiedzialność za religijno-moralne oblicze Europy (por. http://www.mospat.ru/text/news/id/7465.html). (…)

    Abp Tadeusz Kondrusiewicz” (11.09.2004 r.)



    Metropolita Cyryl (obecnie: Patriarcha Cyryl) i arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz.
    Митрополит Кирилл (в настоящее время: Патриарх Кирилл) и архиепископ Тадеуш Кондрусевич.
    Фото: narod.ru


    Źródło/Источник: Abp T. Kondrusiewicz, Unia Europejska z perspektywy wyznaniowej Rosji /w:/ Scenariusze przyszłości – Co chrześcijanie mają do zrobienia w Europie? Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej (Publikacja zawiera wystąpienia z konferencji „Scenariusze przyszłości”, Kraków 10-11.09.2004), Wyd. „Wokół nas”, Gliwice 2004, s. 121-128. – „Powielanie, kopiowanie, reprodukowanie dozwolone za podaniem źródła.": http://www.kosciol-europa.org.pl/archiwum/krakow2004.pdf

    [1] – Zob./См.: Gośćmi byli… http://www.kosciol-europa.org.pl/goscie.php

    Zob. także/См. также:

    1025 lat chrześcijańskiej Rosji (1). 1025 лет христианской России (1) http://polski.blog.ru/203202163.html (28.07.2013)
    Krok w stronę Watykanu. Шаг в сторону Ватикана http://polski.blog.ru/159492019.html (16.08.2012)
    Czy Putinowi jest z nami po drodze? По пути ли Путину с нами? http://polski.blog.ru/158468515.html (22.07.2012)
    Włodzimierz Odnowiciel. Владимир Восстановитель http://polski.blog.ru/144271379.html (03.03.2012)
    Rosja z Bogiem. Россия с Богом http://polski.blog.ru/128631027.html (02.10.2011).

    Opr./Oбр. – GG.

  • Od nabożeństwa na Włodzimierskiej Górce, gdzie stoi pomnik Św. Włodzimierza Wielkiego, rozpoczęły się 27 lipca w Kijowie uroczystości poświęcone 1025 rocznicy Chrztu Rusi, w których wzięli udział prezydenci Wiktor Janukowycz i Włodzimierz Putin, a także najwyżsi dostojnicy wszystkich Kościołów prawosławnych i znakomici goście.
    С молебна на Владимирской горке, где установлен памятник князю Владимиру Святому, в Киеве 27 июля начались торжества, посвященные 1025 юбилею Крещения Руси, в которых приняли участие президенты Виктор Янукович и Владимир Путин, а также верховные сановники всех православных Церквей и почетные гости. 



    To idzie Rosja. Это идет Россия. Фото: pravoslavie.ru


    "Niewiasta – Apostoł Rusi. Женщина – Апостол Руси

    Cerkiew prawosławna zna niewielu świętych obdarzonych tytułem „równego apostołom”. Tytuł ten nadawany jest świętym w wyjątkowych przypadkach i zawsze w celu podkreślenia wielkości dokonanego przez nich dzieła chrystianizacji swojego narodu, porównywalnego z trudami pierwszych uczniów Chrystusa. Spośród świętych ruskich tytuł ten posiadają jedynie św. książę Włodzimierz oraz św. księżna Olga [święci Kościołów katolickiego i prawosławnego – przyp. GG.], których hagiografowie niejednokrotnie porównują do bizantyjskich świętych: cesarzowej Heleny i cesarza Konstantyna Wielkiego, również posiadających te zaszczytne tytuły.

    Dnia 11/24 lipca [nowego i starego stylu] każdego roku Cerkiew prawosławna czci pamięć św. księżnej Olgi [Kościół katolicki w dn. 11 lipca – przyp. GG.], którą „Powieść doroczna” [„Powieść minionych lat” a. „Kronika Nestora”] obdarza tytułami „zwiastunki kraju chrześcijańskiego”, „jutrzenki przed słońcem”, „świtu przed światłem”. Przypomnijmy pokrótce jej życie oraz rolę jaką odegrała w chrystianizacji swojego narodu i ziem ruskich.

    Święta równa apostołom wielka księżna Olga urodziła się około 888 r. na ziemi pskowskiej w północnej Rusi. Wśród badaczy istnieje kilka domysłów co do dokładnego miejsca jej narodzin. Niektórzy mówią o Izborsku, inni o wsi Wybutie koło Pskowa, jeszcze inni o miejscu, w którym w przyszłości miał powstać sam Psków. Faktem pozostaje, że w 903 r. rządzący tymi ziemiami książę Oleg wybrał ją na żonę dla swojego syna Igora. Przyszła władczyni miała wówczas przypuszczalnie około 15 lat.

    Dzięki swej urodzie, mądrości, miłosierdziu i sprawiedliwości małżonka księcia Igora cieszyła się wśród ludu wielkim szacunkiem. Po jego śmierci w 945 r., z uwagi na niepełnoletność syna Światosława (miał wówczas trzy lata), sprawowała za niego rządy. Najpierw, zgodnie z pogańskim zwyczajem, pomściła na Drzewianach [Drewlanach] śmierć męża, następnie zaprowadziła porządek w Nowgorodzie [Nowogrodzie Wielkim], po czym powróciła do Kijowa. Władzę regencyjną sprawowała przez 20 lat. Gdy Światosław dojrzał do samodzielnego sprawowania władzy księżna Olga oddała mu ster państwa, a sama zajęła się głównie działalnością dobroczynną.

    Księżna Olga, jako pierwszy wiarygodnie poświadczony władca ruski, przyjęła Chrześcijaństwo. Będąc już w podeszłym wieku, poznała podstawy wiary chrześcijańskiej, uwierzyła w Chrystusa i została ochrzczona. Wydarzenie to różne źródła datują na lata między 954 i 959 r. Najbardziej wiarygodną datą tego wydarzenia wydaje się być rok 957, a miejscem Konstantynopol. 

    Jedna z hipotez mówi, że jadąc do stolicy Bizancjum w 957 r. księżna mogła być już ochrzczona (w 954 lub 955 r.) w Kijowie, i że sama ta wizyta miała głównie charakter handlowy, a nie religijny. Inna, że do chrztu miało dojść podczas jej następnej wyprawy do Konstantynopola, która miała miejsce pod koniec 959 r., po śmierci Konstantyna VII, za panowania jego syna Romanosa II. W tym czasie bizantyjskim planom podbicia Krety prawdopodobnie towarzyszyły rozmowy dyplomatyczne mające na celu uzyskanie pomocy ruskich żołnierzy najemnych.

    Najwięcej uczonych skłania się ku tezie, że chrzest księżnej Olgi miał miejsce w Konstantynopolu w 957 r. Znana pod pogańskim imieniem Elga księżna miała wówczas zostać ochrzczona w obrządku wschodnim przez samego patriarchę i przyjąć imię Heleny, prawdopodobnie na cześć cesarzowej Heleny, małżonki cesarza Konstantyna VII. Ruski kronikarz pisze nawet, że cesarza Konstantyna tak urzekło piękno i inteligencja Olgi, że powziął plan poślubienia jej (choć sam miał żonę, a księżna miała ponad 50 lat). Ta jednak rozważnie zwróciła mu wagę, że jako jego córka chrzestna pozostaje z cesarzem w pokrewieństwie duchowym, co zgodnie z chrześcijańskimi zasadami nie pozwala na zawarcie małżeństwa. Z licznymi prezentami od cesarza księżna powróciła do Kijowa.



    Św. Włodzimierz Wielki i Św. Olga Mądra.
    Св. Владимир Великий и Св. Ольга Мудрая.

    Po powrocie do ojczyzny księżna zajęła się szerzeniem nowej wiary wśród swych poddanych. Ubolewała jednak nad tym, iż Światosław powrócił do pogaństwa. Bezradnie patrząc na to, błagała Boga o jego nawrócenie. Wnuk księżnej Olgi – przyszły św. wielki książę Włodzimierz, właśnie od swej babki po raz pierwszy usłyszał o Chrystusie. Świętej przypisuje się m.in. wybudowanie drewnianej cerkwi Świętej Zofii Mądrości Bożej w Kijowie, cerkwi Świętej Trójcy w Pskowie oraz cerkwi św. Mikołaja na mogile chrześcijańskiego księcia Askolda.

    Chociaż księżna Olga nie mogła narzucić swojej wiary ogółowi poddanych, to jej stosunki z Bizancjum przygotowały drogę ostatecznemu triumfowi Prawosławia na Rusi za panowania jej wnuka – wielkiego księcia Włodzimierza. 

    Księżna Olga zmarła 11 lipca 969 r. Wcześniej zakazała, aby jej ciało grzebano zgodnie z pogańskimi zwyczajami, lecz [nakazała] by uczynił to prawosławny duchowny w wybranym przez nią bliżej nieznanym obecnie miejscu. Po jej śmierci napisano, że „pierwsza z Rusi weszła do Królestwa Niebieskiego”, jak też o tym, że „wychwalają ją ruscy synowie jako swoją przewodniczkę, po śmierci modlącą się za Ruś do Boga”.

    Trzydzieści lat po śmierci księżnej, przy metropolicie Leoncjuszu, na polecenie jej wnuka wielkiego księcia Włodzimierza otwarto grób księżnej. Stwierdzono wówczas, że jej ciało pomimo tak długiego okresu spoczywania w ziemi nie uległo rozkładowi. Był to pierwszy na Rusi przypadek otwarcia relikwii. Z czasem zwyczaj ten zaczęto często stosować wobec osób zmarłych znanych z pobożnego życia. Relikwie złożono w cerkwi Dziesięcinnej w Kijowie.

    W obecności relikwii księżnej zaczęto odnotowywać przypadki cudownych uzdrowień chorych, zwracających się do niej o wstawiennictwo przed Bogiem. Liczba uzdrowień wzrosła jeszcze bardziej w okresie, gdy ziemie ruskie znalazły się pod jarzmem tatarskim. Wynikiem rozwijającego się kultu stało się zaliczenie Olgi do grona świętych. Do naszych czasów nie dotarła dokładna data ani rok tego wydarzenia. Stało się to, jak piszą badacze, najprawdopodobniej w okresie jarzma tatarskiego, a więc zapewne w II połowie XIII wieku. Jakkolwiek niektórzy historycy uważają, że kanonizacja księżnej odbyła się jeszcze przed najazdem Tatarów na Ruś.

    Do naszych czasów nie dotarły starożytne teksty nabożeństw ku czci św. Olgi. Albo więc nie zachowały się one z tego okresu albo też jeszcze wówczas nie powstały. Obecnie używane pochodzą z połowy XV w.

    Urzędowe, oficjalne potwierdzenie kultu św. Olgi przez Ruską Cerkiew Prawosławną miało miejsce w 1574 r. Na początku XVIII w. relikwie świętej ukryto w nieznanym miejscu i dotychczas nie odnaleziono.

    Jarosław Charkiewicz"

    Źródło/Источник: http://www.bractwo.cerkiew.org/index.php?option=com_content&;task=view&id=6&Itemid=4 (15.04.2007).

    Zob. także/См. также:

    1025 lat chrześcijańskiej Rosji (2). 1025 лет христианской России (2) http://polski.blog.ru/203567027.html (04.08.2013)
    Krok w stronę Watykanu. Шаг в сторону Ватикана http://polski.blog.ru/159492019.html (16.08.2012)
    Czy Putinowi jest z nami po drodze? По пути ли Путину с нами? http://polski.blog.ru/158468515.html (22.07.2012)
    Włodzimierz Odnowiciel. Владимир Восстановитель http://polski.blog.ru/144271379.html (03.03.2012)
    Rosja z Bogiem. Россия с Богом http://polski.blog.ru/128631027.html (02.10.2011).

    Uwaga: w przypadku resetowania połączeń z powyższymi artykułami proszę korzystać z dostępu do nich w układzie chronologicznym (według dat publikacji) na stronie głównej polski.blog.ru .
    Внимание: в случае аннулирования соединения с вышеуказанными статьями воспользуйтесь, пожалуйста, доступом к ним, указанным в хронологическом порядке (по дате публикации), на главной странице блога polski.blog.ru .

    Opr./Oбр. – GG.



  • „Jestem szczęśliwy, że byłem na tym konkursie.” – powiedział Michał Kaczmarek, laureat Grand Prix XXII Międzynarodowego Konkursu Wykonawców Piosenki Estradowej „Witebsk 2013” na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk „Słowiański Bazar w Witebsku”.
    „Я счастлив, что был на этом конкурсе.” – сказал Михал Качмарек, лауреат Гран-при XXII Международного конкурса исполнителей эстрадной песни „Витебск-2013” на Международном фестивале искусств „Славянский базар в Витебскe”. Фото: news.vitebsk.cc



    Grand Prix konkursu „Witebsk 2013” zdobył Polak Michał Kaczmarek

    Po raz pierwszy w historii międzynarodowego konkursu wykonawców piosenki estradowej „Witebsk”, który już od 22 lat odbywa się na Festiwalu Sztuk „Słowiański Bazar”, jego Grand Prix wyjedzie do Polski. Obecny tryumfator to 25-letni mieszkaniec miasta Ostrów Wielkopolski, Michał Kaczmarek. Zostało to ogłoszone w dniu dzisiejszym, podczas uroczystej ceremonii wręczenia nagród zwycięzcom konkursu, która odbyła się w salonie Teatru Dramatycznego w Witebsku.

    Гран-при конкурса „Витебск-2013” завоевал поляк Михал Качмарек  

    Впервые в истории международного конкурса исполнителей эстрадной песни „Витебск”, который вот уже 22 года проходит на фестивале искусств „Славянский базар”, его Гран-при уедет в Польшу. Нынешний триумфатор – 25-летний уроженец города Остров Великопольский Михал Качмарек. Об этом стало известно сегодня на торжественной церемонии награждения победителей конкурса, которая прошла в гостиной драматического театра в Витебске.

    Źródło/Источник: http://news.tut.by/culture/357505.html?utm_source=rss-news&;utm_medium=rss&utm_campaign=news-feed (15.07.2013).

    Michał Kaczmarek zwycięzca konkursu Witebsk 2013. Михал Качмарек победитель конкурса Витебск 2013 https://www.youtube.com/watch?v=vrgHtRd5KkI

    Zob. także/Cм. также:

    Polska po raz pierwszy ubiega się o „Lirę” „Słowiańskiego Bazaru”. На „Лиру” „Славянского базара” впервые претендует Польша http://news.tut.by/culture/357352.html (15.07.2013).

    „Słowiański Bazar” wyposażono w festiwalową ścieżkę i laurowe wieńce. „Славянский базар” обзавелся фестивальной дорожкой и лавровыми венками http://news.tut.by/culture/357573.html?utm_source=rss-news&;utm_medium=rss&utm_campaign=news-feed (16.07.2013).

    Michał Kaczmarek – biografia. Михал Качмарек – биография: http://www.michalkaczmarek.com.pl/index.php?option=com_content&;view=article&id=6&Itemid=13


    Michał Kaczmarek zaśpiewał w Witebsku m.in. piosenkę Marka Grechuty do wiersza Juliusza Słowackiego „W pamiętniku Zofii Bobrówny” z 1844 r., dzięki której otrzymał w 2012 r. Grand Prix na Ogólnopolskim Festiwalu Twórczości Marka Grechuty w Sławnie. Wiersz Słowackiego przetłumaczyła na język rosyjski wielka poetka Anna Achmatowa, a piosenkę „Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi” Grechuta zamieścił na swej płycie pod tytułem „Piosenki dla dzieci i rodziców” (1991, 2001).

    Wersja Kaczmarka/Версия Качмаркa: https://www.youtube.com/watch?v=1EIdxt1swiM

    Wersja Grechuty/Версия Грехуты: http://www.youtube.com/watch?v=Z4TpjCV-YwI

    Михал Качмарек пел в Витебске, в частности, песню Марка Грехуты на стихи Юлиуша Словацкого „В альбом Зофье Бобровой” с 1844 г., благодаря которой получил в 2012 году Гран-при на Общепольском фестивале творчества Марка Грехуты в Славнe. Стихотворение Словацкого перевелa на русский язык великая поэтесса Анна Ахматова, а песню „Пусть Зося у меня стихов не просит” Грехутa поместил на своем дискe под названием „Песни для детей и родителей” (1991, 2001).



    [W pamiętniku Zofii Bobrówny]

    Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi,
    Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
    To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,
    Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.
    Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
    Słuchaj – bo to są najlepsi poeci.

    Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone
    Będą ci całe poemata składać.
    Ja bym to samo powiedział, co one,
    Bo ja się od nich nauczyłem gadać;
    Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
    Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.

    Dzisiaj daleko pojechałem w gości
    I dalej mię los nieszczęśliwy goni.
    Przywieź mi, Zośko, od tych gwiazd światłości,
    Przywieź mi, Zośko, z tamtych kwiatów woni,
    Bo mi zaprawdę odmłodnieć potrzeba.
    Wróć mi więc z kraju taką – jakby z nieba.


    * * *

    Юлиуш Словацкий – «В альбом Зофье Бобровой»

    Пусть Зося у меня стихов не просит;
    Едва она на родину вернется,
    Любой цветок прочтет концону Зосе,
    Звезда любая песней отзовется.
    Внемли цветам, согретым зноем лета,
    И звездам, - это лучшие поэты.

    У них давно приветствие готово;
    Внемли же их напевам чудотворным;
    Мне любо повторять их слово в слово,
    Я был лишь их учеником покорным.
    Ведь там, где волны Иквы льются звонко,
    Когда-то я, как Зося, был ребенком.

    Мое никак не кончится скитанье,
    Все дальше гонит рок неотвратимый...
    О, привези мне наших звезд сиянье,
    Верни мне запахи цветов родимых.
    Ожить, помолодеть душою мне бы!
    Вернись ко мне из Польши, будто с неба.


    Перевод – А. А. Ахматовой

    Źródło/Источник: http://www.stihi-xix-xx-vekov.ru/slovatckiy20.html



    W uroczystym otwarciu tegorocznego festiwalu „Słowiański Bazar” uczestniczył
    Prezydent Białorusi
    Aleksander Łukaszenko.
    В торжественном открытии нынешнего фестиваля „Славянский базар” принял участие
    Президент Беларуси Александр Лукашенко.
    Фото: president.gov.by


    Opr./Oбр. – GG.


  • Фото: ruvr.ru

     

    Postulat współistnienia

    Jedenastego września świat zachodni obchodzi periodycznie rocznicę tragicznych wydarzeń w Nowym Jorku i w Arlington koło Waszyngtonu, gdzie w wyniku „wielkiego spisku”[1] doszło do zawalenia się nie tylko budynków World Trade Center i fragmentu Pentagonu, ale przede wszystkim do zatrzymania pokojowej ofensywy Ojca Świętego bł. Jana Pawła II, której sukces oznaczał otwarcie nowego rozdziału w dziejach umęczonej totalitaryzmami i wojnami ludzkości.

    Trzecie tysiąclecie chrześcijańskiej Nowej Ery rozpoczęło się dla nas pod znakiem nadziei: Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła rok 2001 „Międzynarodowym rokiem dialogu między cywilizacjami”, a papież Jan Paweł II udostępnił światu 8 grudnia 2000 roku swe orędzie: „Dialog między kulturami drogą do cywilizacji miłości i pokoju”[2].

    Wydawało się wówczas, że znaleźliśmy się na takim etapie dziejów ludzkości, gdzie hasłem jest dialog, czyli rozmowa co najmniej dwóch stron zajmujących odmienne stanowiska w kwestii racjonalizacji natury i proponujących różne metody życia społecznego, a podstawowym postulatem – braterskie współistnienie ludzi różnych kultur i różnych cywilizacji.

    Postawienie na pierwszym miejscu dialogu jako sposobu prezentacji, poznawania się i porozumiewania pomimo różnic, a także postawienie braterskiego współistnienia jako celu dla uczestników tego dialogu – odebraliśmy wówczas jako zupełnie nową jakość w historii stosunków międzyludzkich i zarazem wyciągnięcie konstruktywnych wniosków z przerażających wydarzeń XX wieku.

    Jeśli bowiem dialog między cywilizacjami miał stać się od początku nowego tysiąclecia faktem, to oczywistym też było, że nie należało już uprawiać zaborczych wojen, ludobójczych rzezi, obrzucania się bombami i rakietami, szantażu ekonomicznego i technologicznego, podstępnego zawłaszczania cudzych zasobów i cudzej ziemi, narzucania własnych rozwiązań społecznych jako „jedynie słusznych”, i że nie można się było już godzić na stosowanie wobec siebie przemocy.

    Także w odniesieniu do dialogu międzykulturowego, toczącego się wokół różnic obejmujących naukę, religię, moralność i sztukę, należało czym prędzej zastosować fundamentalną zasadę, sformułowaną przez polskiego uczonego Pawła Włodkowica na Soborze w Konstancji (1415): „Niedopuszczalne jest zmuszać pogan zbrojnie lub przemocą do przyjmowania wiary chrześcijańskiej, ponieważ w taki sposób nawracanie łączy się z krzywdą bliźniego”. Wynikał z niej wniosek, że jeżeli czymś niedopuszczalnym jest zmuszanie ludzi innych kultur do dobrego (np. do naszej wiary w Boga), to jeszcze większym nieporozumieniem jest – w świetle wspomnianych wezwań do dialogu – zmuszanie ich do złego.

    Tymczasem każdy, kto zna historię rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa i zarazem wpływów białego człowieka na świecie, przyznać musi, że niemal zawsze i wszędzie misyjnemu znakowi Krzyża towarzyszyło potężne zło przynoszone przez chrześcijan na odkrywane przez nich obszary. Narzucali oni pogańskim ludom Ewangelię z jej przesłaniem czynienia dobra, a następnie brutalnie podbijali państwa tubylców i zaprowadzali własne rządy, oparte na militarnym szantażu oraz kolaboracji części miejscowych elit. Gdy ludy podbijane nie składały broni lub buntowały się, wówczas były bezwzględnie pacyfikowane, obracane w niewolę, a częstokroć nawet eksterminowane.

    Przyczyną tego stanu rzeczy było to, że państwa (królestwa) chrześcijańskie w Europie bezustannie ze sobą walczyły i szukały wciąż środków na zwiększenie swych potencjałów gospodarczych, co umożliwiało im z kolei uzyskiwanie zbrojnej przewagi nad przeciwnikami. W okresach zawieszenia działań wojennych państwa te porozumiewały się co do zasięgu swej władzy nad obszarami odkrywanymi i kolonizowanymi, ale wzmacniając swe siły dzięki wyzyskowi krain i ludów przez siebie podbitych – wszczynały coraz to nowe, jeszcze straszniejsze wojny, obejmujące już nie tylko Europę, lecz i cały świat.

    Między innymi na bazie krytyki tych praktyk cywilizacji chrześcijańskiej zrodziły się zachodnioeuropejskie prądy reformistyczno-liberalno-rewolucyjne, które obaliły władzę Kościoła Rzymskiego, a potem władzę monarchiczną w wielu krajach i stworzyły nowy – w założeniu – typ państwa w postaci demokratycznych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a następnie opanowały w 1917 roku Rosję i ogłosiły powstanie Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, który miał ogarnąć cały świat, zakończyć istnienie chrześcijańskich państw narodowych i zapewnić w ten sposób pokój.

    Paradoksalnie, krytycy błędów chrześcijan stworzyli w ten sposób dwa organizmy imperialne, które w XX wieku zapewniły podbitym niegdyś ludom pozaeuropejskim formalną niezależność, lecz w praktyce owa zmiana sprowadzała się do tego, że znak Krzyża przestał być dla tych ludów symbolem obcej dominacji i zniewolenia, bo zastąpiły go czerwone i białe gwiazdy dwóch imperiów wymalowane na kadłubach ich czołgów, bombowców i rakiet balistycznych.

    Nie chcąc się wzajemnie wyniszczyć bombami atomowymi, hegemoni dwubiegunowego „ładu” światowego podjęli ze sobą walkę na obszarach dawnych kolonii w Ameryce, Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Nieustanne wojny, przewroty, rewolucje i ruchy partyzanckie niszczyły życie wielu narodów i plemion po zakończeniu ludobójczej i mającej przynieść otrzeźwienie II wojny światowej. Hegemoni tworzyli, szkolili i zbroili frakcje swoich popleczników w poszczególnych państwach, czego konsekwencją był podział społeczeństw postkolonialnych na wyznawców komunistycznej, bądź liberalnej (kapitalistycznej) wersji tej samej – w istocie – utopijnej „demokracji” socjalistycznej[3] i zmuszanie ludzi do bratobójczej walki.

    W nomenklaturze politycznej pojawiło się określenie: Trzeci Świat. Były to właśnie kraje, o które toczyła się walka pomiędzy USA i ZSRS, a także te, które zaznawały już dobrodziejstw podlegania którejś z tych dwóch jedynie słusznych „demokracji”. Głód, nędza, wyzysk, choroby, wojny, strach i śmierć – właśnie tego doświadczał świat postkolonialny, zwany teraz trzecim, od cywilizacji białego człowieka wykorzystującej, jak za czasów władców chrześcijańskich, swą niedoścignioną wyższość techniczną i militarną dla czynienia zła.

    Gdy doszło już w latach 80. dwudziestego wieku do uznania się przez jednego z hegemonów (ZSRR) za pokonanego – sytuacja państw wasalnych i terytoriów spornych wcale się nie polepszyła. Okazało się bowiem, że zwycięska „demokracja kapitalistyczna” pod wodzą USA chce tak samo opanować świat i jego bogactwa, zlikwidować suwerenność państw i wprowadzić antykulturową „urawniłowkę”, jak tego wcześniej usiłowali dokonać komuniści.

    Pod starym hasłem „walki o pokój” ruszyły do akcji lotniskowce z F-16, transportowce z piechotą morską i czołgami, bombowce i helikoptery. Koniec XX wieku obfitował w walki z udziałem wojsk „żandarma świata”, jak zaczęto nazywać Stany Zjednoczone. Wymachując deklaracją Praw Człowieka jak niegdyś Ewangelią, kontynuowano politykę podboju, uzależnienia i wyzysku słabych narodów, które nie chciały się pogodzić z amerykańską wizją „ładu” światowego, z pseudodemokratycznymi rozwiązaniami ustrojowymi, z liberalizacją obyczajów i kultury, z burzeniem tradycyjnego modelu rodziny, z pozbawianiem miejscowej religii należnego znaczenia i wpływu na życie społeczne, a przede wszystkim z podległością finansową i gospodarczą.

    Kolonizowane przez dziesiątki i setki lat ludy różnych kultur i cywilizacji nie chciały po upadku ZSRR dalszych wojen i zniszczeń. Zamiast marines i F-16, oczekiwały konkretnej pomocy, swobody polityczno-gospodarczej, równoprawnej partnerskiej współpracy, poszanowania swych religii, praw i zwyczajów. Zamiast tego zaoferowano im religię równouprawnienia kobiet, nakaz tolerowania zboczeń i powszechne prawo do antykoncepcji/sterylizacji/aborcji/eutanazji. A także szkolenie w „political corectness” dla ich elit.

    Efektem takiego podejścia do potrzeb drugiego człowieka, do problemów innych ludów i kultur – jest krzywda i przemoc, która rodzi tylko dalszą przemoc, jak to świetnie widzieliśmy na przykładzie wydarzeń z 11 września 2001 roku, które, póki co, udaremniły skutecznie marzenia śp. Jana Pawła II o dialogu.

    Nic jednak dialogu nam nie zastąpi, jeśli nie chcemy być świadkami „upadku rodzaju ludzkiego” (Paul Johnson) po nastaniu jakiegoś „światowego rządu”. Trudność polega raczej na zapewnieniu jego autentyczności i rzetelności, gotowości do jego podjęcia i zdolności do odrzucenia kompleksów. „W dialogu – mówił Jan Paweł II – trzeba jasno mówić, kim ja jestem, żebym mógł rozmawiać z kimś drugim, który jest inny. Trzeba bardzo jasno to mówić, bardzo stanowczo: kim ja jestem, kim ja chcę być i kim chcę pozostać.”

    Kim zatem jesteśmy i czego chcemy? – Współistnienia, dialogu, czy zabijania „czerwonoskórych Indian”?

    W trakcie jednego ze swych wystąpień w Warszawie (17.06.1983), bł. Jan Paweł II odwołał się do swojego orędzia z dnia 1 stycznia 1983 roku, zatytułowanego „Dialog na rzecz pokoju – wyzwaniem dla naszych czasów”[4]. „Orędzie to – mówił Papież – odwołuje się do doświadczeń przeszłości, aby wskazać, że dialog na rzecz pokoju zwłaszcza w naszej epoce jest konieczny. Jest on również możliwy: ludzie ostatecznie są zdolni do tego – czytamy w orędziu – by przezwyciężyć podziały, konflikty interesów, nawet sprzeczności zdawałoby się radykalne (...) jeżeli uwierzą oni w siłę dialogu, jeżeli zgodzą się na to, by po ludzku szukać pokojowego i rozumnego rozwiązania konfliktów.

    Dla każdego, kto uczył się w szkole o wyrzynaniu w 1944 roku w ruinach płonącej Warszawy nieprzejednanych, zdaniem hitlerowskiej propagandy, i fanatycznie oddanych swej sprawie „polskich bandytów” – słowa Papieża Jana Pawła II winny być nauką i zachętą, by również dzisiaj każdej wojnie,  a zwłaszcza wojnom mającym zmusić innych ludzi do przyjęcia cudzej wiary i cudzego sposobu życia – powiedzieć stanowczo: NIE!

    Grzegorz Grabowski

     

    Dialog na rzecz pokoju, zwłaszcza w naszej epoce, jest konieczny. Jest on również możliwy.  Диалог во имя мира, особенно в нашу эпоху, необходим. Он также возможен. Фото: blagovest-info.ru


    Постулат сосуществования

    Одиннадцатого сентября западный мир периодически празднует годовщину трагических событий в Нью-Йорке и Арлингтоне возле Вашингтона, где в результате „большого заговора”[1] были разрушены не только здания Всемирного Торгового Центра и часть Пентагона, а прежде всего было остановлено мирное наступление Святого Отца бл. Иоанна Павла II, успех которого означал бы открытие новой главы в истории измученногo тоталиризмами и войнами человечества.  

    Третье тысячелетие христианской новой эры началось для нас под знаком надежды: Организация Объединенных Наций объявила 2001 год „Международным годом диалога между цивилизациями”, а папа римский Иоанн Павел II сделал доступным для мирa 8 декабря 2000 года свое послание: „Диалог между культурами – путь к цивилизации любви и мира”[2].

    Казалось, что мы оказались на таком этапе истории человечества, где паролем является диалог, то есть разговор по крайней мере двух сторон, занимающих различные позиции по вопросу рационализации натуры и предлагающих различные методы жизни общества, а основным условием – братское сосуществование людей различных культур и различных цивилизаций.

    Размещение на первом месте диалога как способа представления, знакомства и общения несмотря на различия, а также определение братского сосуществования в качестве цели для участников этого диалога было принято нами как совершенно новое качество в истории отношений между людьми, и в то же время позволило сделать конструктивные выводы из ужасных событий XX века.

    Если диалог между цивилизациями должен был стать реальностью с начала нового тысячелетия, очевидно было также то, что не следовало бы проводить захватнические войны, массово убивать людей, сбрасывать бомбы и ракеты, прибегать к экономическому и технологическому шантажу, мошенническим путем присваивать чужие ресурсы и чужую землю, навязывать свои общественные модели как „единственно правильные”, и что нaм нельзя было уже соглашаться на применение насилия по отношению к ceбe.

    Кроме того, в отношении межкультурного диалога, ведущегося вокруг различий, охватывающих науку, религию, мораль, и искусство, нужно было как можно быстрее применить фундаментальный принцип, сформулированный польским ученым Павлом Влодковицoм (Влодковичем) во время Собора в Констанцe (1415): „Недопустимо есть принуждение язычников с помощью оружия или насилия в отношении принятия христианской веры, потому что в этом случае преобразование вяжется с обидой ближнего”. Из него следовал вывод, что если чем-то недопустимым является принуждение людей других культур к хорошему (например, к нашей вере в Бога), то еще большим недорозумением является – в свете этих призывов к диалогу, – принуждение их к плохому.

    В то же время каждый, кто знает историю распространения христианства, а также влияния белого человека в мире, должен признать, что почти всегда и везде миссионерскoму символу Креста сопутствовало мощнoе зло, принoсимое христианами на открываемые ими территории. Проповедовали они язычникам Евангелию с еe посланием творения добра, а затем жестоко завоевывали земли туземцев и вводили собственные правительства, основанные на военном  шантаже и сотрудничестве части местных элит. Если подчиняемые народы сопротивлялись или поднимали восстания, то были усмиряны, пленены, а часто даже уничтожаны.

    Причиной такого положения дел было то, что христианские государства (королевства) в Европе постоянно боролись друг с другом и искали средства на увеличение своих экономических потенциалов, т.к. это, в свою очередь, позволяло им получить вооруженное преимущество над противниками. В периоды приостановки военных действий эти государства договаривались о  зоне действия своей власти на открытых и колонизированных территориях, но укрепляя свои силы благодаря эксплуатации завоеванных стран и народов – начинали снова еще более страшные войны, охватывающиe уже не только Европу, но и весь мир.

    В частности, на основе критики этих практик христианской цивилизации родились западноевропейские реформистско-либерально-революционные течения, которые свергли власть Римской Церкви, а потом царскую власть во многих странах и создали новый – по определению – тип государства в виде демократических Соединенных Штатов Америки, а позднее овладели в 1917 году Россией и объявили о создании Союза Советских Социалистических Республик, который должен был объять весь мир, прекратить существование христианских народных государств, и таким образом обеспечить мир.

    Как ни парадоксально, критики ошибок христиан создали таким образом два имперcкие организмa, которые в XX веке обеспечили когда-то завоеванным внеевропейским народам формальную независимость, но на практике это изменение свелось к тому, что знак Креста перестал быть для этих народов символом чужеземного господства и порабощения, потому что заменили его красные и белые звезды двух империй, нарисованные на корпусах их танков, бомбардировщиков и баллистических ракет.

    Не желая взаимного уничтожения атомными бомбами, гегемоны биполярного всемирного „порядка” начали борьбу друг с другом на территориях бывших колоний в Америке, Африке, Азии и на Ближнем Востоке. Постоянные войны, перевороты, революции и партизанские движения уничтожали жизни многих народов и племен после завершения убийственной и имеющей принести отрезвление Второй мировой войны. Гегемоны создавали, учили  и вооружали фракции своих последователей в разных странах, следствием чего было разделение постколониальных обществ на приверженцев коммунистической или либеральной (капиталистической), a в сущности, одной и той же версии утопической социалистической „демократии”[3], и принуждение людей к братоубийственной борьбе.  

    В политической номенклатуре появилось определение: Третий мир. Это были именно те страны, за которые боролись между собой США и СССР, а также те, которые уже успели насладиться благами подчинeния одной из этих двух законных „демократий”. Голод, нищета, эксплуатация, болезни, войны, страх и смерть – именно это испытывал постколониальный мир, называемый теперь третьим, от цивилизации белого человека, использующей, как во времена христианских правителей, свое непревзойденное техническое и военное превосходство для творения зла.

    Когда в 80-х годах двадцатого века дошло уже до признания одним из гегемонов (СССР) себя за  проигравшего – ситуация государств вассальных и спорных территорий совсем не улучшилась. Оказалось, что победившая „капиталистическая демократия” под руководством США хочет точно также освоить мир и его богатства, ликвидировать суверенитет государств и ввести антикультурную „уравниловку”, как это раньше пытались сделать коммунисты.

    Под старым лозунгом „борьбы за мир” приступили к акции авианосцы с F-16, бронетранспортеры с морской пехотой и танкaми, бомбардировщики и вертолеты. Конец ХХ века изобиловал борьбaми с участием войск „жандарма мира”, как стали называть Соединенные Штаты. Размахивая декларацией Прав Человека, как когда-то Евангелией, продолжено политику завоевания, зависимости и эксплуатации слабых народов, которые не хотели смириться с американским видением мирового „порядка”, с псевдодемократическими системными моделями, с либерализацией обычаев и культуры, с разрушением традиционной модели семьи, с лишением местной религии соответствующего значения и влияния на общественную жизнь, и, прежде всего, с финансовой и экономической зависимостью.

    Колонизированные в течении десятков и сотен лет народы различных культур и цивилизаций не захотели после распада СССР дальнейших войн и разрушений. Вместо морских пехотинцев и F-16 ожидали конкретной помощи, политическо-экономической свободы, равноправного партнерского сотрудничества, уважения к своей религии, законам и обычаям. Вместо этого им предложили религию равноправия женщин, предписание o терпимости извращений и всеобщее право на контрацепцию/стерилизацию/аборт/эвтаназию. А также обучение „политкорректности” для их элит.

    Результатом такого подхода к потребностям другого человека, к проблемам других народов и культур оказалaсь обида и насилие, которoе порождaeт только дальнейшее насилие, как это  отлично мы видели на примере событий 11 сентября 2001 года, которые, пока что, успешно заблокировали мечты св. п. Иоанна Павла II о диалоге.  

    Однако ничего диалога нам не заменит, если мы не хотим быть свидетелями „падения человеческого рода” (Пол Джонсон) после появления некоего „мирового правительства”. Трудность заключается, скорее, в обеспечении его достоверности и надежности, готовности к его принятию и способности к отказу от комплексов. „В диалоге – говорил Иоанн Павел II – нужно четко говорить, кто я такой, чтобы мог разговаривать с кем-то другим, который является иным. Необходимо очень ясно это говорить, очень твердо: кто я, кем я хочу быть и кем я хочу остаться.”  

    Кто же мы в таком случае и чего мы хотим? – Сосуществования, диалога, или убийства „краснокожих индейцев”?

    В ходе одного из своих выступлений в Варшаве (17.06.1983), бл. Иоанн Павел II обратился к своему посланию с 1 января 1983 года, под названием „Диалог во имя мира – вызов для нашего времени”[4]. „В этом послании, – сказал Папа – обращаемся к опыту прошлого, чтобы указать, что диалог во имя мира, особенно в нашу эпоху, необходим. Он также возможен: люди в конце концов способны к этому, – говорится в послании – чтобы преодолеть разногласия, конфликты интересов, и даже, казалось бы, радикальные противоречия (...) если они поверят в силу диалога, если они согласятся на то, чтобы по-человечески искать мирного и разумного решения конфликтов.

    Для каждого, кто проходил в школе тему о истреблeнии в 1944 году в руинах горящей Варшавы несмирившихся, по мнению нацистской пропаганды, и фанатично преданных своему делу „польских бандитов” – слова Папы Иоанна Павла II должны быть уроком и стимулом, чтобы и сегодня любой войнe, и особенно войнaм, заставляющим других людей принять чужую веру и чужой образ жизни, – сказать твердо: НЕТ!

    Grzegorz Grabowski (перевод автора)

    Przypisy/Примечания:

    [1] – Julian Z. Pankiewicz, WTC – Wielki spisek. Юлиан З. Панкевич, ВТЦ – Большой заговор: http://www.zielonydziennik.pl/swiat-i-my/wtc-wielki-spisek (09.09.2011). Alternatywa/Альтернатива: http://www.eioba.pl/a/2bfy/wtc-wielki-spisek (23.08.2009).

    [2] – Dialog między kulturami drogą do cywilizacji miłości i pokoju. Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II na Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 2001 roku. Диалог между культурами – путь к цивилизации любви и мира. Послание Святого Отца Иоанна Павла II на Всемирный День Мира 1 января 2001 года.

    W języku polskim/На польском языке: Dialog między kulturami drogą do cywilizacji miłości i pokoju http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/messages/peace/documents/hf_jp-ii_mes_20001208_xxxiv-world-day-for-peace_pl.html (08.12.2000)

    W języku angielskim/На английском языке: Dialogue between cultures for a civilization of love and peace http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/messages/peace/documents/hf_jp-ii_mes_20001208_xxxiv-world-day-for-peace_en.html (08.12.2000).

    [3] – Utopia (utopizm) – doktryna społeczna (ideologia) partii politycznych socjalizmu: „Historycznie pierwszą utopią socjalizmu był liberalizm; reakcją na społeczne zwyrodnienia liberalizmu był komunizm, zaś odpowiedzią na błędy liberalizmu i komunizmu były faszyzm i nazizm (komunizm narodowy). Po upadku tych ostatnich w II wojnie światowej i po rozpadzie komunizmu u schyłku XX w., w myśli społecznej i w praktyce politycznej Europy (i znacznych połaci świata) dominuje liberalizm, który globalizuje się m.in. w ideologii eurokomunizmu.

    Jak każdy socjalizm, również liberalizm nie jest monolitem ideowym i ma swoją prawicę, tzw. konserwatyzm liberalny, upominającą się o tradycję i moralność w polityce, oraz lewicę, która lansuje „progres indefini” [„nieokreślony postęp”] (libertynizm, permisywizm) w każdej dziedzinie ludzkiego życia. Panuje opinia, że liberalizm jest „ostatnim słowem” człowieka w teorii społecznej i źródłem nadziei na ukonstytuowanie się tego, o czym marzył każdy utopista, mianowicie – „globalnej polityki” oraz „rządu światowego” (...).”

    Утопия (утопизм) – общественная доктрина (идеология) политических партий социализма: „Исторически первой утопиeй социализма был либерализм; реакцией на общественные вырождения либерализма был коммунизм, а ответом на ошибки либерализма и коммунизма были фашизм и нацизм (национальный коммунизм). После падения этих последних во Второй мировой войнe и после распада коммунизма в конце XX в., в общественной мысли, и в политической практике Европы (и значительных частей мира) доминирует либерализм, который глобализуетcя, напр., в идеологии еврокоммунизмa.

    Как и любой социализм, либерализм также не является идейным монолитoм и имеет своих правых (так называемый либеральный консерватизм), напоминающих о традиции и морали в политике, и левых, которыe пропагандируют „progres indefini” [„неопределенный прогресс”] (либертинизм, пермисивизм) в любой области человеческой жизни. Существует мнение, что либерализм является „последним словом” человека в общественной теории и источником надежды на учреждение того, о чем мечтал каждый утопист, а именно – „глобальной политики” и „мирового правительства” (...).”

    Źródło/Источник: Prof. Henryk Kiereś, Utopia, /w:/ Powszechna Encyklopedia Filozofii, t. IX, Wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu. Проф. Генрик Кересь (Henryk Kiereś), Утопия, /в:/ Универсальная Энциклопедия Философии, т. IX, Изд. Польское Общество Фомы Аквинского. Zob./См. (на польском языке): http://ptta.pl/pef/pdf/u/utopia.pdf

    Wersja internetowa Powszechnej Encyklopedii Filozofii w języku polskim i angielskim. Интернет-версия Универсальной Энциклопедии Философии на польском и английском языках: http://www.ptta.pl/pef/index.php?id=glowna&;lang=pl

    Zob. także ważną książkę/См. также важную книгу (на польском языке):

    Henryk Kiereś, Osoba i społeczność (w serii „Vademecum filozofii”), Wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2013, s. 361. Генрик Кересь, Персона и общество (в серии "Справочник философии"), Изд. Польское Общество Фомы Аквинского, Люблин 2013, c. 361. ISBN 978-83-60144-61-9 , ISBN 978-83-7702-608-3 http://www.ptta.pl/index.php?id=publ_vademecum&;lang=pl

    Autor „akcentuje szczególnie personalizm z jego adekwatną i integralną koncepcją człowieka jako osoby. Kluczowymi odniesieniami rozważań są: spór realizmu z idealizmem, transformacja modernizmu w postmodernizm, utopia i utopizm, socjalizm i jego odmiany, gromadność cywilizacyjna i personalizm.”

    Автор „особенно подчеркивает персонализм с его адекватной и неотъемлемой концепцией человека как личности. Важнейшими составляющими размышлений являются: спор реализма с идеализмом, трансформация модернизма в постмодернизм, утопия и утопизм, социализм и его разновидности, цивилизационный коллективизм и персонализм.”

    [4] – Dialog na rzecz pokoju – wyzwaniem dla naszych czasów. Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II na XVI Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 1983 roku. Диалог во имя мира – вызов для нашего времени. Послание Святого Отца Иоанна Павла II на XVI Всемирный День Мира 1 января 1983 года.

    W języku polskim/На польском языке: Dialog na rzecz pokoju – wyzwaniem dla naszych czasów http://papiez.wiara.pl/doc/378710.Dialog-na-rzecz-pokoju-wyzwaniem-dla-naszych-czasow-1983 (08.12.1982)

    W języku angielskim/На английском языке: Dialogue for peace, a challenge for our time http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/messages/peace/documents/hf_jp-ii_mes_19821208_xvi-world-day-for-peace_en.html (08.12.1982).

     

    Personalizm i socjalizm (kopiuj i podaj dalej). Персонализм и социализм (копируй и передай дальше):

    Przeciwstawne typy cywilizacji, główne odmiany utopii socjalizmu oraz fundamentalne różnice pomiędzy personalizmem i myśleniem utopijnym (socjalistycznym) – na podstawie: Henryk Kiereś, Ukrywana prawda o polityce. Противоположные типы цивилизации, основные разновидности утопии социализма, а также фундаментальные различия между персонализмом и утопическим (социалистическим) мышлением – на основe: Henryk Kiereś (Генрик Кересь), Скрытaя правда о политике– wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=OrMpwRJs0lQ (16.11.2011). Zob. także: Henryk Kiereś, Lewica i prawica – spektakl dla mas (1/3). См. также: Henryk Kiereś (Генрик Кересь), Левые и правые – спектакль для масс (1/3): http://www.youtube.com/watch?v=wXYCwIKHnU4 (1), http://www.youtube.com/watch?v=mkUlYiIk8a0 (2), http://www.youtube.com/watch?v=_uHDrW-AX0c (3).


    Zob. także/См. также:



    Papież Franciszek ma rację. Папа римский Франциск прав http://polski.blog.ru/218553091.html (16.09.2015).

    Program Franciszka: personalizm zamiast „krucjat”. Программа Франциска: персонализм вместо „крестовыx походoв” http://polski.blog.ru/209899347.html (19.12.2013).

    Franciszek – papież-personalista. Франциск – папа-персоналист http://polski.blog.ru/209758739.html (06.12.2013).

    Braterstwo – fundament pokoju. Братство – основа мирa http://polski.blog.ru/204565715.html (07.10.2013).

    „Nowy Przegląd Wszechpolski” o sojuszu z Rosją. „Новый Oбзор Всепольский” о союзе с Россией http://polski.blog.ru/204482275.html (02.10.2013).

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).

    Nie rywale, lecz bracia. Cyryl i Franciszek na Kubie. Не соперники, а братья. Кирилл и Франциск на Кубе http://polski.blog.ru/221136803.html (13.02.2016).

    Pod internacjonalnym krzyżem. Под интернациональном крестом http://polski.blog.ru/216503507.html (09.04.2015).

    Opr. i tłum./Oбр. и пер. – GG.




  • Angela Merkel („Europa-1”) i Włodzimierz Putin, oczekujący na powstanie „Europy-2” (Monachium, luty 2007). Wystąpienie prezydenta Federacji Rosyjskiej na konferencji monachijskiej (10.02.2007) nazwane było początkiem nowej zimnej wojny. Główna jego teza: „Dla współczesnego świata model jednobiegunowy jest nie tylko nie do przyjęcia, ale i jest w ogóle niemożliwy”. Ангела Меркель („Европа 1”) и Владимир Путин, ожидающий на появление „Европы 2” (Мюнхен, февраль 2007). Выступление президентa Российской Федерации на мюнхенской конференции (10.02.2007) было названо началом новой холодной войны. Главный его тезис: «Для современного мира однополярная модель не только неприемлема, но и вообще невозможна». Фото: bundeskanzlerin.de


    Wolna Europa

    Tak się złożyło, że niedawno miały miejsce dwa ciekawe i istotne, ale odmienne od siebie nawzajem wydarzenia w moim życiu – to spotkanie z posłem Unii Europejskiej w Rosji i z wysoko postawionymi przedstawicielami OBWE.

    Omawialiśmy kwestię Unii Eurazjatyckiej i przedstawiciele Europy poprosili mnie bym opowiedział, co myślę na temat Unii Eurazjatyckiej, jak jej powstanie wpłynie na stosunki z Europą. Zaskakujące było, że rozmawialiśmy o kwestiach filozoficznych, rozmawialiśmy o jednej Europie.

    Europa, jak ją przedstawił jej poseł, jak przedstawili ją jej pełnomocni przedstawiciele z OBWE, myśli o świecie na sposób następujący: społeczeństwo europejskie jest zwieńczeniem światowej cywilizacji. Ideologia praw człowieka zaś jest uniwersalna. Zasady liberalizmu i wolności są jedynym celem rozwoju. Nie ma zatem żadnej innej drogi niż europejska, w odniesieniu do którejkolwiek cywilizacji czy do któregokolwiek społeczeństwa. Wszystkie pozostałe cywilizacje są w pewien sposób opóźnione na tej zachodniej drodze rozwoju.

    To oznacza ideę społeczeństwa otwartego, teleologicznego rozwoju historii w stronę modelu multikulturalizmu, tolerancji, praw człowieka, zwierania małżeństw homoseksualnych lub, jak w Brazylii, zakładania rodzin złożonych z więcej niż z dwojga małżonków – prawną legalizację szwedzkiego modelu rodziny. I odpowiednio zamianę pojęć „matka” i „ojciec” na określanie rodziców terminami „rodzic nr 1” i „rodzic nr 2”.

    Wszystko to, całkiem na poważnie, jest ich zdaniem triumfem ludzkiego ducha, nie mając żadnej alternatywy. To właśnie Europa–1. Europa ta znajduje swój wyraz w Klubie Wałdajskim, do tej Europy chcą nas prowadzić nasi modernizatorzy, liberałowie. Oczywiście również na poziomie samoidentyfikacji. Jeśli nasi liberałowie krępują się jeszcze nazywać rzeczy po imieniu, to Europejczycy niczego już się nie wstydzą.

    Mówią oni z pozycji, jak sami uważają, wyższości cywilizacyjnej do nas – eurazjatów i tłumaczą, że wasza droga, przyjaciele, prowadzi do totalitaryzmu, tak więc do zapóźnienia, nacjonalizmu, korupcji, oraz powtórki tego, co my, Europejczycy, mamy już za sobą, od czego się odcięliśmy, co przezwyciężyliśmy. Teraz idziemy ku świetlanej przyszłości, w stronę końca historii, który albo już nastąpił albo nastąpi lada chwila. To właśnie liberalne hasło dnia: postęp, prawa człowieka, Zachód jako ideał.

    Następnie odwiedziłem Włochy i Francję. [...] I zobaczyłem w tym samym czasie dwie Europy: Europę–1 i Europę–2. Europa wierząca w bezalternatywność swojego triumfalnego marszu przez historię, gdzie wszystkie problemy widzi się jedynie jako techniczne, a nam radzi się iść w ślad tą drogą. I druga Europa – Europa prawdziwa, włoska, francuska, czytająca, myśląca, zintelektualizowana, politycznie zaangażowana.

    Przedstawiciele mgławicowych kręgów prawicowych i lewicowych, przedstawiciele prądów duchowych, którzy poszukują tożsamości – to Europa, która widzi obecne status-quo i dominację dyskursu liberalnego jako katastrofę, jako zdradę tradycji europejskiej. Która widzi upadek rodziny, upadek tradycyjnych instytucji społecznych, ideologię tolerancji i multikulturalizmu jako absolutnie niemożliwe do przyjęcia destrukcyjne, katastroficzne procesy, które unicestwiają jądro Europy, które przekształcają Europę w zajezdną karczmę dla przedstawicieli najróżniejszych społeczeństw, od których nawet nie oczekuje się, by zostali Europejczykami.

    Zostawia się ich takimi, jacy są. Stopniowo tracą oni swoją tożsamość kulturową, nie przyjmują też jednak europejskiej. W rezultacie powstaje pewnego rodzaju chaotyczny konglomerat, rządzony przez oderwaną od narodu liberalną, totalitarną wierchuszkę, która czerpie olbrzymie dywidendy z tytułu eksploatacji tego całkowicie nienaturalnego, chorobliwego systemu, który zatracił swoje własne miejsce w historii.

    I w poszukiwaniu alternatywy druga Europa zwraca się ku islamowi. Widziałem wiele dziesiątków pełnokrwistych Włochów ze wspaniałych rodzin, z najlepszych rodów arystokratycznych a także wielu Francuzów z wyższych sfer, którzy przyjęli islam z nienawiści do tej Europy–1, z nienawiści do praw człowieka, do tej ideologii która stawia krzyżyk na tych wszystkich wzniosłych duchowych, kulturowych i religijnych wartościach, którymi Europa żyła na przeciągu całej swojej historii.

    Tak oto istnieją dwie Europy. Europa–1, reprezentowana przez oficjeli, przedstawicielską biurokrację, w której wszystko jest wspaniałe, wszystko znakomite. I istnieje inna Europa, która znajduje się właśnie tutaj, w tej Europie–1, a nie gdzieś poza jej granicami. Która mówi: „Przerwijcie tą katastrofę. Szukajmy drogi ratunku gdzie się tylko da: w duchowych kultach Wschodu, w Azji. Dłużej tego nie wytrzymamy. Jeszcze trochę i ostatecznie spadniemy w przepaść”.

    Inna Europa, która ma swoja reprezentację – intelektualną, kulturową, swoje czasopisma, swoją prawicową i lewicową blogosferę, po prostu ludzi niezadowolonych, w ogromnej liczbie. W taki oto sposób ze strony tej drugiej Europy zwraca się ku Rosji, ku Unii Eurazjatyckiej bardzo dużą uwagę, uwagę innego rodzaju, aniżeli ze strony Europy–1, Europy oficjalnej.

    Europa oficjalna tak jakby grozi nam palcem: „Nie idźcie w tym kierunku, nie umacniajcie swojej tożsamości cywilizacyjnej. Jeśli nie będzie ona zgodna z naszym systemem wartości, to źle się to na was odbije. W największym stopniu zależni jesteście od nas, Europejczyków. I zobaczycie, doigracie się z tymi waszymi wartościami. Przestaniemy kupować ropę, wasz gaz”. Oto jaki jest przekaz Europy-1.

    A oto jaki jest przekaz Europy-2: „Rosjanie, kiedy nas podbijecie? – tak w przybliżeniu – Kiedy wreszcie uratujemy się od tych elit, które eksploatują nasze społeczeństwo? Kiedy wreszcie ostatecznie zginą ci liberalni fanatycy, spełniający wolę amerykańskich panów? Europa znajduje się pod okupacją. Europa jest w pełni kontrolowana przez amerykańskie instytucje ekonomiczne, które hamują nasz własny rozwój, sabotują strefę euro, stale wkładają kij w szprychy gospodarce europejskiej. Kiedy oswobodzicie nas od amerykańskiej okupacji wojskowej, ponieważ amerykańskie bazy wojskowe znajdujące się na naszym europejskim terytorium to zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa? W najmniejszym stopniu nie myślimy o konflikcie z Rosją lub z Iranem. Nie jest nam zupełnie potrzebne to, co się u nas znajduje, to nie jest nasze bezpieczeństwo. I jeśli Amerykanie w ramach swojej całkowicie bezmyślnej, antyeuropejskiej, hegemonistycznej polityki zdecydują się napaść na Iran lub Rosję, to w odpowiedzi ucierpimy my – Europejczycy. To niedopuszczalne, nie zaakceptujemy tego status-quo. Przyłączmy się w charakterze oddzielnych obywateli do waszej Unii Eurazjatyckiej”. Odpowiadam: „Powoli, wasza europejska tożsamość to coś odmiennego. Wasza europejska Europa to wasza sprawa. Powinniście budować silną, niezależną, wolną Europę. My jesteśmy inną cywilizacją”. Oni na to: „Co tam inną, jeśli nasze kraje przechodzą na islam, jeśli stajemy się nieokreślonym wyznaniowo społeczeństwem. Rosyjskie prawosławie jest nam o wiele bliższe. To także egzotyka, to także Wschód, gotowi już jesteśmy jednak pójść gdziekolwiek, byleby jak najdalej od tego liberalnego piekła, od tej amerykańskiej dyktatury. My, Europa–2, chcemy uciec dokądkolwiek. I naprawdę, przedstawiciele całkiem poważnych kręgów mówią jak nawrócić się na prawosławie, jak przyjąć waszą wiarę, jak przyłączyć się do Unii Eurazjatyckiej. Czy można pracować w Rosji?”.

    Rzecz zadziwiająca – nie chodzi tu o aspirację jednego-dwóch-trzech ludzi. We Włoszech ukazuje się pismo „Eurazja”, we Francji Unia Eurazjatycka staje się niezwykle ważnym tematem dla tej drugiej Europy. Przesadzam oczywiście trochę, i w ten sposób, jak to opisałem, mówią przedstawiciele części najbardziej myślącej, najgłębiej pojmującej tragizm europejskiego położenia. To przypadek skrajny.

    Nawet jednak pomijając przedstawicieli tych radykalnych kręgów, które chcą przyjąć prawosławie i przyłączyć się do Unii Eurazjatyckiej, których spotkałem znacznie więcej, niż się spodziewałem, znacznie więcej, niż pięć-sześć-dziesięć temu, to jest to już trend, to eurazjatycka sieć w Europie. Oczywiście, są też przedstawiciele bardziej umiarkowani, którzy chcą europejskiej Europy.

    Wydaje mi się, że to by nas usatysfakcjonowało. Europa – silna, wolna, niezależna od nas i od nich, tj. od Amerykanów. Wolna Europa natychmiast stanie się naszym sojusznikiem i partnerem. Wydaje mi się, że o takiej Europie mówił Putin w swoim projekcie – o Wielkiej Europie od Lizbony do Władywostoku. Chociaż europejscy eurazjaci chcieliby, żeby w słowach tych brzmiał tego rodzaju sens, że w taki czy inny sposób anektujemy tą strefę do obszaru swojego wpływu, gdzie normy społeczne, jak im się wydaje, nie są tak zepsute, nie uległy takiej degradacji, jak w Europie.

    Wszystko to składa się na obraz dwóch Europ. Wydaje mi się, że nie należy zanadto pasjonować się skrajnym projektem w duchu Sołowiowa lub Tiutczewa, którzy zaproponowali zjednoczenie Europy pod egidą rosyjskiego imperatora.

    Istnieją jednak umiarkowane kręgi, które chcą widzieć Europę europejską, co znaczy, że nie amerykańską, i są to poważne kręgi. To właśnie Europa–2, to jej szkielet. I to z tą Europą musimy budować naszą przyszłość.

    Aleksander Dugin

    Tłum./Пер. – Ronald Lasecki

    Źródło/
    Источник: http://xportal.pl/?p=7397 (12.01.2013).

     

    Europy są różne, co widać na przykładzie tzw. prawicy narodowej we Francji i w Rosji: „Zazwyczaj przeciwko globalizacji i imperializmowi występują: lewica, socjaliści i komuniści. (...) Ale Francja to dziwny kraj, tam lewica, nie wiedzieć czemu, zajmuje się sprawami świadczeń socjalnych i równouprawnienia płci. Dlatego przeciwko globalizacji i imperializmowi występuje we Francji prawica, nacjonaliści. Natomiast u nas, w Rosji, prawica to typowi narodowi kapitaliści, gotowi uczynić Rosję jednym z krajów kapitalistycznych, a w sprawach gospodarki – to czystej wody liberałowie.” (red-sovet.su). Powyżej: prawicowi antyglobaliści na ulicach Paryża (2013). Европы разные, что видно на примере так называемых правых, во Франции и в России: „Обычно, против глобализма и империализма – выступают левые, социалисты и коммунисты. (...) Но Франция – странная страна, у них левые почему-то занимаются вопросами социальных пособий и полового равноправия. По этому, против глобализма и империализма во Франции выступают правые, националисты. В то время как у нас в России, правые – типичные нац. капиталисты, готовые стать одной из капиталистических стран, в вопросах экономики – чистые либералы.” –  Выше: правые антиглобалисты на улицах Парижа (2013). Цитата и фото: red-sovet.su

    Другая Европа

    Так сложилось, что в последнее время было два интересных и резонирующих друг с другом события в моей жизни – это встреча с послом Евросоюза в России и представителями высокопоставленными ОБСЕ.

    Персональные встречи, где мы обсуждали вопросы Евразийского союза, и представители Европы пригласили меня рассказать о том, что я думаю по поводу Евразийского союза, как это будет сказываться на отношении с Европой. На этих встречах было удивительно, что мы говорили о философских вещах, мы говорили об одной Европе.

    Вот эта Европа представленная своим послом, представленная своими полномочными представителями из ОБСЕ, она мыслит мир следующим образом. Что европейское сообщество является пиком мировой цивилизации. Идеология прав человека является универсальной. Что нормы либерализма и свободы являются единственной целью развития. И, соответственно, никакого другого пути, кроме европейского или западного шире - ни у одного общества, ни у одной цивилизации - нет. Все остальные цивилизации являются некоторым опаздыванием на этом западном пути.

    Т.е. идея открытого общества, целенаправленного движения истории именно к той модели мультикультурализма, толерантности, прав человека, регистрации гомосексуальных браков, или, как в Бразилии, семьи больше, чем из двух человек – легализация шведской семьи юридическая. И, соответственно, отказ от того, что мать и отец в определении семьи, т.е. родитель №1, родитель №2.

    Всё это рассматривается ими самым серьёзным образом как триумф человеческого духа, без альтернативы. Вот это - Европа 1. Эта Европа представлена на Валдайском клубе, к этой Европе нас призывают наши модернизаторы, либералы. И действительно на уровне самосознания. Если наши либералы подчас стесняются называть вещи своими именами, то европейцам стесняться нечего.

    Они говорят с позиции, как они считают, цивилизационного превосходства с нами - евразийцами, и объясняют, что у вас, друзья, есть путь либо в тоталитаризм, т.е. в отставание, национализм, коррупцию в повторение того, что мы, европейцы, уже прошли, от чего мы отказались, что мы преодолели. Теперь идём к светлому будущему, к концу истории, который уже наступил или вот-вот наступит. Вот либеральная повестка дня: прогресс, права человека, Запад как идеал.

    После этого я поехал на презентацию своей книги в Италию «Евразийская миссия Нурсултана Назарбаева», которая там вышла. Была серия конференций в Риме, в Модене, в Турине и в Милане, была целая программа презентаций Евразийского союза в Италии. Со стороны самих итальянцев был просто ажиотаж интереса - что такое Евразийский союз.

    Потом была презентация моей книги «Четвёртая политическая теория», переведённой на французский в Бордо, где снова конференция, где снова колоссальный ажиотаж, огромное количество людей, интервью, вопросов, столов о Евразийском союзе, о судьбе России, о судьбе Европы.

    И вот я увидел в одно и то же время две Европы: Европа 1 и Европы 2. Европа, верящая в безальтернативность своего триумфального пути в истории, где все проблемы видятся как только технические, и нам предлагается следовать за этим. И другая Европа - Европа настоящая итальянская, французская, читающая, мыслящая, интеллектуальная, политически ангажированная.

    Представители правых и левых, неопредёленных кругов, представители духовных течений, которые ищут идентичности – это Европа, которая рассматривает нынешний статус-кво и доминацию либерального дискурса как катастрофу, как предательство европейской традиции. Которая рассматривает крах семьи, крах традиционных социальных институтов, идеологии толерантности и мультикультурализма как абсолютно неприемлемые деструктивные катастрофические процессы, которые уничтожают ядро Европы, которые превращают Европу в проходной двор для представителей самых разнообразных обществ, которым даже не предлагается стать европейцами.

    Их оставляют, как они есть. Постепенно те утрачивают и свою культурную идентичность, и не принимают европейскую. В результате создаётся некий хаотический конгломерат, управляемый отделённой от народа либеральной тоталитарной верхушкой, которая получает огромные дивиденды от эксплуатации этой, совершенно противоестественной, болезненной, потерявшей своё собственное место в истории, системы.

    И в поисках альтернативы вторая Европа обращается то к исламу. Я видел несколько десятков чистокровных итальянцев из прекрасных семей, из лучших аристократических родов, и многих французов из высшего общества, которые приняли ислам из ненависти к этой Европе 1, из ненависти к правам человека, к этой идеологии, которая, по сути дела, ставит крест на тех высоких духовных, культурных, религиозных ценностях, которыми Европа жила в течении всей своей истории.

    Таким образом, существует Европы две. Европа 1, представленная официозом, представительской бюрократией, у которой все отлично, все замечательно. И существует другая Европа, которая тут же, в этой Европе 1 присутствует, не где-то за ее пределами. Которая говорит: «Прекратите эту катастрофу. Давайте искать пути спасения где угодно: в духовных культах Востока, в Азии. Мы это больше терпеть не можем. Ещё немного, и мы окончательно низвергнемся в бездну».

    Другая Европа, которая имеет свои представительства - интеллектуальные, культурные, свои журналы, свои блогосферы из правых и левых, и просто людей недовольных, и их огромное количество. Так вот: от этой второй Европы к России, к Евразийскому союзу обращено огромное внимание, другое, нежели у представителей Европы 1, Европы официальной.

    Европа официальная как бы грозит нам пальцем: не двигайтесь в этом направлении, не утверждайте свою цивилизационную идентичность. Если она будет конфликтовать с нашей системой ценностей, то это вам плохо станет. Вы зависите от нас, европейцев, больше. И смотрите, мол, с вашими ценностями доиграетесь. Мы перестанем покупать нефть, ваш газ. Вот что транслирует Европа.

    А вот что транслирует Европа 2: «Русские, когда же вы нас завоюете? - приблизительно так уже. - Когда же мы уже избавимся от этих элит, которые эксплуатируют наше общество? Когда эти либеральные фанатики, которые исполняют волю американских господ, исчезнут, наконец?

    Европа находится в оккупации. Европа полностью под контролем американских экономических институтов, которые сдерживают наше естественное развитие, которые саботируют продвижение зоны евро, которые постоянно вставляют палки в колеса европейской экономике. Когда же вы освободите нас от американской оккупации в военном ключе, потому что военные американские базы, которые стоят на нашей европейской территории – это угроза нашей безопасности? Мы в последнюю очередь задумываемся о конфликте с Россией или с Ираном. Нам абсолютно не нужно то, что у нас стоит, это не наша безопасность. И в то же время если американцы своей абсолютно непродуманной, антиевропейской, гегемонистской политикой задумают напасть на Иран или Россию, то в ответ получим мы - европейцы.

    Это недопустимо, статус-кво неприемлем. Давайте мы присоединимся в качестве отдельных граждан к вашему Евразийскому союзу». Я говорю: постойте, ваша европейская идентичность отдельная. Ваша европейская Европа – это ваше дело. Вы должны строить сильную, независимую, свободную Европу. Мы - другая цивилизация. Говорят: «Да что там другая, если мы переходим в ислам, если мы превратимся уже в конфессионально неопределённое общество.

    Да русское православие нам гораздо ближе. Это тоже экзотика, это тоже Восток, но мы готовы уже идти куда угодно, только прочь от этого либерального ада, от этой американской диктатуры. Мы, Европа 2, хотим куда-нибудь уйти.

    И всерьёз представители очень серьёзных кругов говорят как вступить в православие, как принять вашу веру, как присоединиться к Евразийскому союзу. Можно ли работать в России?»

    Удивительная вещь - это запрос не одного-двух-трёх людей. Издаётся в Италии журнал «Евразия», во Франции. Евразийский союз становится темой для этой второй Европы чрезвычайно важной. Конечно, я несколько утрирую, и так, как я описал, говорят представители наиболее осмысленной, наиболее понимающей трагизм части европейского положения. Это крайний случай.

    Но даже если не брать этих представителей радикальных кругов, которые хотят принять православие и присоединиться к Евразийскому союзу, но таких я встретил гораздо больше, чем ожидал, намного больше, чем 5-6-10 лет назад - в разы. Т.е. это уже тренд, это уже евразийская сеть в Европе. Конечно, есть более умеренные представители, которые хотят европейской Европы.

    Мне кажется, что это бы нас устроило. Европа - сильная, свободная, независимая от нас и от них, т.е. от американцев. Свободна Европа немедленно будет нашим союзником и партнёром. Мне кажется, о такой Европе говорил Путин в своём проекте - великой Европе от Лиссабона до Владивостока. Хотя европейские евразийцы хотели бы, чтобы эти слова звучали в том смысле, что мы как-то аннексируем эту зону в общую область своего влияния, где социальные нормы, как они полагают, не так испорчены, не подверглись такой деградации, как в Европе.

    Всё это создаёт представление о двух Европах. Я полагаю, что не стоит слишком увлекаться экстремальным проектом в духе Соловьёва или Тютчева, которые предложили объединение Европы под эгидой русского императора.

    Но есть умеренные круги, которые хотят видеть Европу европейской, а значит - не американской, и эти круги серьёзные. Это Европа 2, это её остов. И вот с этой Европой нам надо иметь дело в будущем.

    Александр Дугин

    Источник: http://tv.russia.ru/video/diskurs_13713/ (07.11.2012).




  • Deklaracja "Najpierw Niepodległość" 


    31 października 2012 r.

    Niezbywalnym, naturalnym i historycznie usankcjonowanym prawem narodu polskiego jest posiadanie w pełni suwerennego państwa, samostanowiącego o sobie, dysponującego wszystkimi atrybutami niepodległości. Dlatego my, Sygnatariusze niniejszej Deklaracji, dziś wspólnie upominamy się o to prawo. Tylko państwo niezależne od zagranicznych dysponentów i grup nacisku może skutecznie realizować interesy narodu – swojego suwerena.

    Dziś takiego państwa nie mamy. Podstępna aneksja i trwanie w strukturach Unii Europejskiej każdego dnia pogłębiają upadek ekonomiczny i duchowy narodu, a podpisanie Traktatu Lizbońskiego przekształciło Rzeczpospolitą Polską w państwo marionetkowe.

    Dlatego w poczuciu najwyższej odpowiedzialności za losy Ojczyzny dążyć będziemy do jak najszybszego anulowania umów i traktatów łączących Polskę z Unią Europejską, a tym samym – opuszczenia jej struktur. Unii Europejskiej nie można zreformować. Konsekwentnie realizuje ona swój podstawowy cel, którym jest zniewalanie państw i narodów, a przez to prowadzi Europę ku katastrofie.

    Nie ma naszej zgody na likwidację naszego państwa!
    Niech żyje niepodległa Polska!

        Sygnatariusze:
        Krzysztof Zagozda, Przewodniczący Błękitnej Polski
        Dawid Berezicki, Prezes Zarządu Głównego Obozu Wielkiej Polski
        dr hab. Jan Eugeniusz Malinowski, Prezes Ligi Polskiej-Organizacji Narodu Polskiego
        Maciej Wydrych, Redaktor Naczelny Kroniki Narodowej
        Elżbieta Bączkowska, Stowarzyszenie Unum Principium
        Ryszard Zieliński, Prezes Klubu Dyskusyjnego im. I. Paderewskiego
        Andrzej Marszałkowski, Przewodniczący Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego OPN
        Jerzy Truchlewski, założyciel Klubu Patriotycznego TOP MORENKA w Gdańsku
        Kazimierz Świtoń, Prezes Ruchu Obrony Krzyża w Polsce
        Wojciech Trojanowski, Redakcja Dziennika Narodowo-Radykalnego „Nacjonalista.pl”

        Krystyna Brzewska-Mastalska, historyk sztuki, Kraków
        Maria Kominek OPs, dominikanka świecka
        Henryka Kramarz, emer. prof. dr hab. UP, Kraków
        Hanna Kulczak-Misiak, architekt, Poznań
        inż. Jerzy Mikołajewski, Gdańsk
        Kazimierz Murasiewicz, publicysta niezależny
        Ewa Kaczmarek, pedagog, publicysta, krawiec, stylista, Poznań
        Jan Stesny, technik elektromechanik samochodowy, Turek
        Wojciech Sosnowski, żołnierz zawodowy rezerwy, Białogard
        Sebastian Kogut, Szczecin
        Grzegorz Jerzy Jaroszewski, emeryt, Kitchener, Ontario, Canada
        Stefan Kramarski, inż., prywatny przedsiębiorca, sygnatariusz KNP, Kłobuck
        Stanisław Przeździecki, architekt krajobrazu, Warszawa


    Źródło/Источник: http://blekitnapolska.com/aktualnosci25.html (31.10.2012)




    Декларация "C
    начала Независимость"

    31 октября 2012 г.

    Непродаваемым, естественным и исторически обоснованным правом польского народа является наличие полностью суверенного государства, распоряжающeгoся сoбoй, обладающего всеми атрибутами независимости. Поэтому мы, нижеподписавшие эту Декларацию, сегодня все вместе напоминаем об этом правe. Только государство, независимoе от иностранных управляющих и групп давления, может эффективно реализовывать интересы народа - своего владыки.

    Сегодня такого государства у нас нет. Кoварная аннексия и присутствие в структурах Европейского Союза каждый день углубляют экономическoe и духовнoe падение народа, а подписание Лиссабонского договора преобразило Польшу в государство-марионетку.

    Поэтому с чувством высочайшей ответственности за судьбу Родины мы будем стремиться к как можно быстрейшей отменe соглашений и договоров, соединяющих Польшу с Европейским Союзом и, следовательно, - выходу из его структур. Европейский Союз нельзя реформировать. Oн последовательно реализует свой основной цель, которым является подчинение себе государств и народов, и который приведет Европу к катастрофе.

    Мы не согласны с ликвидацией нашего государства!
    Да здравствует независимая Польша!

    (Подписавшиеся – открытый список)


    Zob. także/См. также:

    Słowo Przewodniczącego OWP Dawida Berezickiego do członków i sympatyków Stowarzyszenia Obóz Wielkiej Polski (15.08.2012). Обращение Председателя ЛВП Давида Березицкого к членaм и сторонникaм Лагеря Великoй Польши
    (15.08.2012): http://owp.neon24.pl/post/72276,slowo-przewodniczacego-owp (27.08.2012).


  • Destabilizacja w Syrii. Дестабилизация в Сирии. Фото: yandex.ru

    Warto przeczytać ten artykuł F. Williama Engdahla. Стоит прочитать эту статью Уильямa Энгдаля.

    "Salafizm + CIA: Zwycięska formuła destabilizacji Rosji i Bliskiego Wschodu

    Zabójstwo najbardziej szanowanego sufiego, lidera religijnego w Dagestanie, na niespokojnym rosyjskim Kaukazie, zdarzyło się w jednym czasie z zamordowaniem przez salafickich dżihadystów ambasadora USA w Libii, który w rzeczywistości był kluczowym graczem w dziele obalenia Kaddafiego i doprowadzenia salafickiego Bractwa Muzułmańskiego i dżihadystów do władzy. W całym dzisiejszym świecie islamskim przetacza się fala nienawiści uwolniona w imię islamskiego fundamentalizmu, które to zjawisko może doprowadzić do nowej wojny światowej. Jest to skutek Wielkiego Projektu Bliskowschodniego zastosowanego w politycznej grze w roku 2010 (i wcześniej) przez oś Waszyngton-Londyn-Tel Awiw. Manipulowanie religijnym zapałem, to przyrządzanie wybuchowego koktajlu - jak F. William Engdahl tutaj pokazuje."

    Zob.: http://www.voltairenet.org/article182108.html (13.09.2012). Alternatywa: http://geopolityka.org/analizy/f-william-engdahl-salafizm-cia-skuteczna-destabilizacja-rosji-i-bliskiego-wschodu (14.10.2012).

    "Формула победы для дестабилизации России и Ближнего Востока

    Убийство самого уважаемого суфийского религиозного лидера в Дагестане произошло наряду с убийством джихадистами американского посла в Ливии, являвшегося ключевым игроком в свержении Каддафи и приведении к власти салафитского Мусульманского братства и джихадистов. По всему исламскому миру сегодня прокатывается волна насилия, которую несут с собой джихадисты, и которая может привести к новой мировой войне. Таковы последствия Великого ближневосточного проекта, разворачиваемого с 2010 года и ранее силами в Вашингтоне, Лондоне и Тель-Авиве. Манипуляции с религиозным пылом это взрывной коктейль, как Ф. Уильям Энгдаль показует здесь."

    Cм.: http://mixednews.ru/archives/24066 (17.09.2012).

    Tekst oryginalny. Оригинальный текст:
     
    "Salafism + CIA: The winning formula to destabilize Russia, the Middle East

    The assassination of the most respected Sufi religious leader in Dagestan, Russia’s volatile Caucasus, comes as Salafist jihadists in Libya murder a US Ambassador who was actually a key player in ousting Gaddafi and bringing the Salafist Muslim Brotherhood and Jihadists into power. Throughout the entire Islamic world today, a wave of hate is being unleashed in the name of Islamic fundamentalism that could bring a new world war. This is the consequence of the Greater Middle East Project put in play in 2010 and earlier by the Washington-London-Tel Aviv axis. Manipulating religious fervor is an explosive cocktail as F. William Engdahl shows here."

    See: http://www.voltairenet.org/article175801.html (13.09.2012).

    Informacja o autorze w języku angielskim i rosyjskim:
    Информация об авторе на английском и русском языках:
    Information about the author in English and Russian:
    http://en.wikipedia.org/wiki/F._William_Engdahl



    Mapa Kurdystanu. Prawdopodobny jest podział Syrii – Kurdowie оdseparują się wzdłuż granicy z Turcją i na płaskowyżu Dżezira.
    Карта Курдистана. Вероятен раскол Сирии – курды обособятся вдоль границы с Турцией и на плато Джезире. Фото: livejournal.com


    Zob. także/См. также: 

    Faza globalnej destabilizacji. Фазa глобальной дестабилизации http://geopolityka.org/komentarze/wywiady/aleksander-dugin-faza-globalnej-destabilizacji (19.02.2013). 
    Oryginał tekstu w języku serbskim/Оригинал текста на сербском языке: Улазимо у фазу глобалне дестабилизације http://www.geopolitika.rs/index.php/sr/intervju/491-2013-02-12-08-39-10 (12.02.2013).
    W języku rosyjskim/На русском языке: Мы вступаем в фазу глобальной дестабилизации http://www.srpska.ru/article.php?nid=20170 (02.01.2013).

    „Arabska wiosna”, czyli operacja „dziel i rządź” http://xportal.pl/?p=6734 (27.10.2012).
    „«Арабская весна» – это всходы семян политики Буша-младшего” http://rus.ruvr.ru/2012_10_25/-Arabskaja-vesna-jeto-vshodi-semjan-politiki-Busha-mladshego/ (25.10.2012). Альтернатива: http://news.rambler.ru/16094932/ (25.10.2012).

     

    Junta z Żelaznej Góry. Хунта из Железной Горы http://polski.blog.ru/213431667.html (24.07.2014).

    Syria opiera się inwazji. Сирия сопротивляется нашествию http://polski.blog.ru/205050467.html (09.11.2013).

    Obama w kozim rogu. Обама в углу http://polski.blog.ru/204118131.html (04.09.2013).

    Co z tą Syrią? Что с этoй Сирией? http://polski.blog.ru/148653123.html (19.04.2012).

  • Коллаж: polski.blog.ru

    Czwartego września 2012 roku runął w przepaść ze szlaku turystycznego wiodącego na szczyt Świnicy (2301 m n.p.m.) w Tatrach Wysokich jeden z czołowych propagandystów lobby proamerykańskiego w Polsce i działacz „na rzecz integracji Polski z NATO”[1], doktor bez nostryfikacji[2], Józef Szaniawski. Четвертого сентября 2012 года упал в пропасть с туристической тропы ведущей на вершину Свиницы (2301 м н.у.м.) в Высоких Татрах – один из ведущих пропагандистов про-американского лобби в Польше и активист „поддерживающий интеграцию Польши в НАТО”[1], доктор без нострификации[2], Юзеф Шанявский.

    Pracując w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie, „politolog, historyk, sowietolog, (i) dziennikarz” Szaniawski prowadził zajęcia na temat najnowszej historii politycznej Polski, systemów politycznych oraz historii Polski w XX wieku[3]. Ponadto, „W latach 1994–2003 wykładał w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, od 1996 do 2001 był profesorem nadzwyczajnym i prorektorem w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza. Od 2001 wykładał w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki oraz Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był również wykładowcą w założonej przez o. Tadeusza Rydzyka toruńskiej Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej oraz publicystą i felietonistą "Naszego Dziennika", "Naszej Polski", Radia Maryja, Telewizji Trwam i internetowego SIM Radia.  Autor kilku tysięcy artykułów, esejów politycznych, książek (zwłaszcza o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim i Józefie Piłsudskim), audycji radiowych i scenariuszy filmów dokumentalnych.”[4].

    „Główny rusofob kraju”

    W środowiskach, z którymi był blisko związany, Józef Szaniawski został okrzyknięty natychmiast po śmierci mianem „wybitnego historyka”, „wielkiego patrioty i społecznika, sercem oddanego Radiu Maryja i Telewizji Trwam”, „wspaniałego, wielkiego, wartościowego człowieka”, któremu „bardzo zależało na Ojczyźnie, prawdzie, młodzieży” (o. T. Rydzyk), i który „demaskował fałsz i obłudę w życiu publicznym” (prof. W. J. Wysocki, UKSW), a przede wszystkim w sposób bezkompromisowy „własną służbą dawał świadectwo służby Ojczyźnie” (prof. A. Nowak, UJ). Zaczęto kreować miłą i lekkostrawną dla Polaków legendę „zawsze wiernego” polskości lwowianina (choć Szaniawski we Lwowie tylko się urodził), który „został po wojnie wraz z rodziną ekspatriowany przez Sowietów. (lecz) Mimo oddalenia zawsze pamiętał o swoich lwowskich korzeniach, wielką miłością darzył Kresy, ich wspaniałą historię, postacie wielkich Polaków.” i starał się przy tym (już jako działacz antykomunistycznej „opozycji niepodległościowej”) „wskazywać na niezmienne wektory imperialnej polityki Rosji i płynące z niej zagrożenia dla suwerenności państw Europy Środkowo-Wschodniej.”[5].

    Antoni Macierewicz nie omieszkał podkreślić w okolicznościowym żałobnym słowie, że „Szaniawski dobrze rozumiał, że prawdziwą misją i rolą Polski jest Antemurallae Christianitatis – przedmurze chrześcijaństwa. (…) Publikacje Józefa Szaniawskiego są Jego największym dokonaniem i testamentem, przypominają o wielkości Polski i jej roli w Europie. Profesor czuł się mocno związany z polityką Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i był przekonany, że Jego śmierć miała zablokować budowę Sojuszu Europy Środkowej. Wielokrotnie cytował zdanie Józefa Piłsudskiego o tym, jak wielkim zagrożeniem dla Polski jest porozumienie niemiecko-rosyjskie, i rozumiał, że śmierć Lecha Kaczyńskiego miała skruszyć tamę stawianą temu porozumieniu.”[6] (podkr. – GG.).

    Powyższa opinia jednoznacznie kwalifikuje Szaniawskiego jako wyznawcę i realizatora antyrosyjskiej polityki proamerykańskiej, opierającej się na sztucznie stworzonym synkretycznym kulcie nie-katolickiego przywódcy uzurpatorskiego międzywojennego socjalizmu liberalnego – Józefa Piłsudskiego oraz dolepionej doń na siłę, prymitywnie zaktualizowanej koncepcji Polski „łacińskiej” jako wschodniego przedmurza chrześcijaństwa europejskiego, a ściślej: jako zapory mającej bronić „cywilizacji Zachodu” (zlaicyzowanej już przecież, antyłacińskiej i antykatolickiej!) przed barbarzyńską, jakoby, Rosją. Z tego właśnie powodu Józef Szaniawski krytykowany był już od dawna przez środowiska identyfikujące się ze spuścizną polskiego Ruchu Narodowego i usiłujące kontynuować – z różnych zresztą światopoglądowych pozycji – myśl polityczną Romana Dmowskiego oraz innych autentycznie polskich zwolenników przyjaźni i współpracy z Rosją i Rosjanami, w rodzaju np. Jędrzeja Giertycha.

    W roku 2009 redaktor „Jednodniówki Narodowej” tak scharakteryzował „rusofobiczną aberrację”, związaną z nieszczęsną polityką „przedmurza”: „Rusofobiczna aberracja dochodzi na naszych oczach do monstrualnych rozmiarów. Obok starych, zatwardziałych środowisk, których cechą było i jest luźne powiązanie z Kościołem, mamy do czynienia ze szczególnie agresywnym zachowaniem tzw. środowisk katolicko-narodowych (tak zwanych, gdyż nie mają one w istocie nic wspólnego z klasycznym polskim Obozem Narodowym; jest to konglomerat typowo ozonowy – rozmaici wyznawcy Piłsudskiego, wielbiciele powstań, nienawidzący do żywego Rosji i Rosjan, podlani powierzchownie niby-katolickim sosem), których głównym reprezentantem jest Radio Maryja i, będący w faktycznej dyspozycji radia, Nasz Dziennik. Obecnie, od kilku tygodni przygotowywany jest "nowy" temat, który ma utrzymać na właściwym, wysokim poziomie stan rusofobii w Polsce. Tym tematem są pomniki poświęcone żołnierzom Armii Czerwonej, które pozostały jeszcze w polskich miastach. Mają one być rzekomo gloryfikacją zbrodniarzy i okupantów i świadectwem uległości obecnej Polski w stosunku do Rosji.  Przy okazji, w sposób szczególnie mocny, atakuje się umowę polsko-rosyjską o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji z 1994 r. (…) Dzięki tej umowie Polacy mogą dzisiaj oddawać hołd pomordowanym oficerom, ofiarom łagrów i katorżniczej pracy na rozległych terenach Rosji (nowe punkty wciąż powstają) i to w warunkach cywilizowanych.

    Dla obłąkanych rusofobów przeciwnie, umowa jest dowodem polskiej uległości wobec Rosji! Ręka rosyjska, ręka KGB działa! Polska bez wojsk rosyjskich, Polska w NATO, UE, wreszcie uporządkowanie polskich cmentarzy w Rosji, to wszystko jest efekt tajnych działań KGB! Prym w tego typu irracjonalnej retoryce wiedzie guru Radia Maryja i Naszego Dziennika, wielokrotnie już przez nas opisywany, były działacz TPPR, Józef Szaniawski. Człowiek ten jest nieuleczalnie chory z nienawiści do każdej Rosji. (…) Dziś p. Szaniawski, młode wilczki z Naszego Dziennika i ponoszące za nich moralną odpowiedzialność Radio Maryja, chcą ich [żołnierzy frontowych Armii Czerwonej] wrzucić do jednego worka z mordercami w mundurach NKWD i SS. To nie tylko gwałt na prawdzie historycznej, ale i zachowanie głęboko niemoralne, niegodne idei i wartości, które (rzekomo) stoją u podstaw działania wymienionych instytucji i osób. Dziś zbieramy pierwsze owoce pseudohistorycznej edukacji, jaką odbierają słuchacze toruńskiej szkoły RM od osób pokroju Józefa Szaniawskiego.”[7].

    Negatywne oceny tego typu nie należały wcale do rzadkości. W swoim komentarzu na temat antyrosyjskich ekscesów podczas tegorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej, redaktor naczelny „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego” nazwał Szaniawskiego „głównym rusofobem kraju”, zauważając jednocześnie, że „całkiem na poważnie przyrównywał (on) przemarsz rosyjskich kibiców do ofensywy Tuchaczewskiego na Warszawę w 1920 r.”. Jaka mogła być tego przyczyna? – redaktor Turek nie pozostawia tu złudzeń: „Zadeklarowana rusofobia jest zatem przede wszystkim domeną przytłaczającej większości światka politycznego i medialnego, i to z niego wylewa się ten nienawistny jad zakażający szerokie kręgi społeczne. Nadreprezentacja rusofobów różnego autoramentu w tymże światku aż bije po oczach.

    Wielkim błędem byłoby jednak kwalifikować tych ludzi jako głupców, a ich działalność jako głupotę. Owszem, ich skrajnie wrogi stosunek do Rosji przyjmuje często znamiona prawdziwej obsesji, ale jest to rodzaj obsesji połączony paradoksalnie z wielkim politycznym wyrachowaniem – posiada on ściśle określony podkład polityczno-ideologiczny. Ludzie ci bardzo dobrze wiedzą, czego chcą, mają określone, ściśle sprecyzowane cele, nie mające nic wspólnego z dobrem polskiego narodu, choć czasami nadmiar trawiących ich emocji i nurtującej w nich żółci kładzie się cieniem na skuteczności ich poczynań.

    Trzeba by poza tym koniecznie rozszerzyć listę rozsadników tej moskalofobii, bardzo trafnie sformułowaną przez red. Engelgarda[8]. To bardzo różnorodne i różnobarwne towarzystwo. Zalicza się tu np. koślawa resztówka po giertychowskiej Młodzieży Wszechpolskiej, która po upadku patronującej jej pierwotnie formacji szybko zeszła do roli nieformalnej młodzieżowej przybudówki PiS-u. Zalicza się tu po trosze także i bliźniaczy jej pod wieloma względami tzw. ONR. Zaliczają się do tego grona również i ośrodki stricte intelektualne, chociażby postępowi katolicy, a ściślej judeochrześcijanie z „Frondy”, czy też zadeklarowani atlantyści z Fundacji Republikańskiej. Nikt jednak nie przebije oczywiście na tym polu „Solidarnych 2010”, czy dowodzonej przez p. Lisiewicza „Naszości”.

    Pełno takich ludzi i wśród szeroko pojętych osobistości życia publicznego, tzw. celebrytów. Nasuwa mi się tu choćby postać p. Wojciecha Cejrowskiego, który nie boi się wędrować boso po różnych egzotycznych krajach, pełnych jadowitych węży, za to na wszelkie sposoby od lat artykułuje swój lęk przed Rosją, tą „złowrogą, antypolską potęgą”.”[9].

    Do tego właśnie polityczno-medialnego światka należał „ważny obrońca Polski”, „świętej pamięci” J. Szaniawski.

    W opublikowanym jeszcze za czasów Busha-juniora tekście pt. „Portret Józefa Szaniawskiego”[10] red. Robert Larkowski (Narodowy Obserwator) zacytował najpierw „szokujący list-podanie do szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW – w tym kontrwywiadu wojskowego)”, jaki Szaniawski napisał ponoć w dniu 04.10.1985 r., a następnie stwierdził: „Gdy przyjmiemy, że powyższy list-podanie stanowi autentyk napisany przez Józefa Szaniawskiego, to jego autor zdyskredytował się w oczach uczciwych ludzi bezpowrotnie i bezwzględnie. (…) Teraz Józef Szaniawski w "Naszym Dzienniku", Radiu Maryja, TV "Trwam", w prasie tzw. niepodległościowej (neopiłsudczykowskiej) i na prawicowych portalach internetowych głosi wielkość Józefa Piłsudskiego, niepodważalność sojuszu RP-USA i podstępność Rosji Putina, jak niegdyś głosił oddanie Jaruzelskiemu, bezwarunkową przyjażń PRL-u z ZSRR i fałsz paskudników z RWE, tudzież opozycji. (…) Największym bzikiem Szaniawskiego jest zdecydowanie Ameryka pod przywództwem George’a Busha juniora i antyrosyjskość połączona z nienawiścią do prezydenta Putina.”

    „Szaniawski – kolejny pełniący obowiązki patrioty” – skonkludował kilka dni temu katolicki publicysta młodego pokolenia, Jan Bodakowski, przeczytawszy na stronie rebelya.pl powtórkę rewelacji Waldemara Łysiaka sprzed kilku lat[11]. W tegorocznym kwietniowym numerze „Uważam Rze” red. Łysiak „radził ludziom ‘G[azety]P[olskiej]’”: „Wejrzyjcie baczniej we własne środowisko, zlustrujcie swoje podwórko, może wówczas przestaniecie „wspólne kolędować” (Wigilia 2011) z takimi typami jak „profesor” Józef Szaniawski, któremu nie raz wytykano pracę dla SB!”[12]. I miał tu,  najprawdopodobniej, na myśli swoją własną książkę z roku 2001 pt. „Piórem i mieczem”[13] i swój własny artykuł pt. „Lustracjada” z pierwszego numeru „Niezależnej Gazety Polskiej” (marzec 2006 r.)[14].

    W pierwszym z tych tekstów czytamy (cyt. za daredevil.salon24.pl): „Konsekwentne a osobliwe milczenie, które J. Szaniawski kultywuje, udając, że nie dostrzega czynionych mu zarzutów, potwierdziła rok temu głęboka cisza, z jaką został on usunięty ze składu „Gazety Polskiej”. Tę dymisję zawdzięcza Łysiakowi, a dokładniej fragmentowi książki „Łysiak na łamach 5 – Old-fashion man”, gdzie podczas wywiadu-rzeki jednym zdaniem stwierdziłem, iż „śmieszy mnie, że w zespole redakcyjnym gazety grającej forpocztę antykomunizmu pracuje heros, co za komuny był aktywnym członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, współautorem biuletynu ‘ZSRR – fakty, liczby, opinie’, pedagogiem pracowników MSW, deklarującym ustnie i pisemnie swą wrogość do ‘Solidarności’ i do antykomunizmu”. (…) od następnego numeru (197) [„Gazety Polskiej”] zniknęło ono [nazwisko Szaniawskiego] ze stopki bezpowrotnie. Przy całkowitym milczeniu co do przyczyn.”

    Natomiast w pierwszym numerze „NGP” Łysiak pisał m.in. (cyt. za lysiak.wxv.pl): „Jednym z wielu metafizycznych cudów lustracji stał się fakt, że dokumenty kompromitujące delikwenta, czy też publikacje ujawniające jego współpracę z bezpieką, wcale nie muszą psuć konfidentowi kariery. Na co jest mnóstwo dowodów, z których kilka ciekawszych wzmiankuję niżej.
    Józef Szaniawski był w PRL-u człowiekiem „firmy” generała Kiszczaka, posiadaczem milicyjnej „R”-ki zwalniającej od kontroli drogowych, nauczycielem kadr MSW, aktywnym (bardzo aktywnym) członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, chwalił się głośno przyjaźnią osławionego „upiora MSW”, generała Milewskiego, itp. Gdy wyjechał wakacyjnie na Zachód, próbował dorobić sobie w „Wolnej Europie”, dlatego rozwścieczona tą nielojalnością „firma” wpakowała go do pudła. Po upadku komunizmu opublikowano (kilka gazet i książka) list Szaniawskiego do szefa WSW, generała Poradki, zawierający „curriculum vitae” autora. Szaniawski wypunktował tym pismem całą swoją (ochotniczą, co mocno podkreślał!) współpracę z WSW i SB, od czasów studenckich: (…) Zakończył deklaracją woli: „Chcę współpracować z organami WSW przeciwko wrogom Polski Ludowej, w tym zwłaszcza przeciwko wywiadowi amerykańskiemu i opozycji wewnętrznej (...) Dam z siebie wszystko”. Dał z siebie wszystko i nie przeszkadza mu to dzisiaj być nauczycielem w szkole dziennikarskiej (edukuje kadry żurnalistów, tak jak kiedyś edukował kadry zamordystów). Ostatnio tworzy „muzeum antykomunizmu”, gdzie wycieraczkami mają być flagi sowieckie, a zwiedzających będzie się zachęcać do ich deptania. Co jest oczywistą (i to chamską) prowokacją.”

    Tradycje rodzinne

    Informacje na temat pochodzenia i tradycji rodzinnych doktora Szaniawskiego znajdujemy w materiale pt. „Józef Szaniawski” na stronie lustracja.net[15], gdzie obok „zawartości teczki IPN Józefa Szaniawskiego” zamieszczono również „Dodatek specjalny: Materiały z IPN dotyczące Ignacego Szaniawskiego, ojca Józefa”. Z treści opublikowanego tu wyroku Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie z dn. 07.01.1986 r. dowiadujemy się, że Józef Antoni Szaniawski, to syn Ignacego i Julii z domu Tarczyło, urodzony 04.10.1944 r. we Lwowie, narodowości polskiej, obywatel polski, żyjący w konkubinacie, ojciec dwojga dzieci, posiadający wykształcenie wyższe bez magisterium, z zawodu nauczyciel historii, nie posiadający majątku nieruchomego, stale zamieszkały w Warszawie, ostatnio zatrudniony w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Warszawie, nie odznaczony, pochodzenia inteligenckiego, nie karany sądownie.

    O matce, Julii Szaniawskiej, pisze się tu tylko, że na początku lat 70. XX wieku była nauczycielką w Technikum Elektrycznym, natomiast wybrane informacje o ojcu są tu dosyć szczegółowe. I wprawdzie hasło „Ignacy Szaniawski” zostało usunięte z Wikipedii już na początku września 2007 r.[16], czyli w przeddzień skrócenia V kadencji Sejmu przez POPiS i rozpisania nowych wyborów przez Lecha Kaczyńskiego, ale nawet z pobieżnego przeglądu informacji pozostałych jeszcze w Internecie oraz zawartych w haśle „Ignacy Szaniawski”, zamieszczonym w Polskim Słowniku Biograficznym (tom XLVI z 2010 r., dalej: PSB), wyłania się następujący obraz.

    W budynku przy ul. Zielonej 8 we Lwowie mieściła się w okresie międzywojennym restauracja Berlsztajna i żeńska szkoła zawodowa im. Marii Konopnickiej. Po zakończeniu kampanii wrześniowej Sowieci przystąpili do akcji masowej indoktrynacji na Kresach, do przeprowadzenia której potrzebowali oddanych sprawie komunizmu i polityce Stalina kadr. Z udziałem osób określonej proweniencji narodowościowo-ideowej i w atmosferze agitacji opisanej np. w pracy Jana Marszałka pt. „Lwów 1939-1941. Słownik biograficzny stalinizmu i jego ofiar w Polsce”[17], Sowieci zaczęli te powolne sobie kadry przygotowywać, zakładając – między innymi – w 1940 r. Instytut Pedagogiczny przy Zielonej 8 we Lwowie, w którym wykładowcą był wówczas (co wydaje się istotne) późniejszy dwukrotny (w l. 1944-1950) minister oświaty RP z ramienia PPR, Stanisław Skrzeszewski – mąż Bruche Mendelbaumówny, czyli Bronisławy Skrzeszewskiej (od 1948 r. prezeski Towarzystwa Przyjaciół Kursów Uniwersyteckich, a od maja 1951 r. dyrektorki Departamentu Studiów Przygotowawczych Ministerstwa Szkół Wyższych i Nauki). Po ponownym zajęciu miasta przez Armię Czerwoną w 1944 r., bolszewicy wznowili działalność także i tej placówki. Znalazł w niej zatrudnienie w charakterze zastępcy profesora pedagogiki Ignacy Edmund Szaniawski vel Schneier vel Schnajer vel Sznajer (1909-1983), który jednocześnie pozostawał w kontakcie z miejscowymi władzami sowieckimi, przedstawicielami Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej ds. repatriacji lwowskiego uniwersytetu i teatru oraz strukturami komunistycznego Związku Patriotów Polskich (pracował równolegle w komisji kulturalno-oświatowej ZPP we Lwowie).

    Urodził się on w Kalinowszczyźnie (pow. czortkowski, woj. tarnopolskie) jako najmłodsze dziecko (miał pięć sióstr) „Adama (prawdopodobnie Schneiera) (zm. 1916) i Magdaleny z Doroziewiczów (zm. 1917)” (PSB), po śmierci obojga rodziców na tyfus wychowywał się do piętnastego roku życia w zakładzie dla sierot, a nowe nazwisko uzyskał w ten sposób, że będąc po wkroczeniu Niemców do Lwowa umieszczonym w tamtejszym getcie, został w 1943 r. uwięziony w tzw. obozie janowskim (KZ Janowska 134 – obóz pracy przymusowej przy niemieckiej fabryce zbrojeniowej we Lwowie, przez który przewinęło się „ponad 200 tys. Żydów, w większości zamordowanych lub zmarłych z chorób i głodu”), a po ucieczce z niego na początku czerwca 1943 r. załatwił sobie „aryjskie papiery na nazwisko Szaniawski” (PSB). Aryjskie papiery – jak czytamy na sztetl.org.pl, czyli na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich – „to przede wszystkim kennkarta, czyli dowód osobisty, a także metryka urodzenia, zaświadczenie o zameldowaniu, karta pracy itd. Posiadanie metryki i odcinka zameldowania pozwalało na samodzielne wyrobienie kennkarty: stąd wiele osób usiłowało zdobyć jedynie chrześcijańską metrykę, m.in. od księży. (…) Papiery można było także kupić za ogromne pieniądze na czarnym rynku (głównie na targach miejskich) od zawodowych fałszerzy oraz od pracowników urzędów miejskich. Niekiedy swoje dokumenty przekazywali Żydom ich polscy przyjaciele.”

    Schneier-Szaniawski ukończył przed II wojną Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Czortkowie, kurs maturalny w Warszawie i w 1937 r. uzyskał tytuł magistra filozofii w mocno lewicowej i wolnomyślicielskiej prywatnej szkole wyższej pn. Wolna Wszechnica Polska, gdzie, według Wikipedii, ok. 30 % studentów stanowili Żydzi, a docentem filozofii nowożytnej był od 1928 r. Stefan Rudniański vel Salomon Rubinroth. Przygotowywanie dysertacji doktorskiej z socjologii przerwała Schneierowi-Szaniawskiemu wojna, a praca jego uległa zniszczeniu. W czasie pierwszej okupacji sowieckiej zamieszkał on we Lwowie, gdzie „pracował jako wizytator w obwodowym Wydziale Oświaty Ludowej”, pisywał artykuły do „Czerwonego Sztandaru” oraz był pomiędzy styczniem 1940 i czerwcem 1941 r. „wykładowcą pedagogiki na kursach dla nauczycieli szkół średnich”, a „W czerwcu 1941 mianowany został zastępcą profesora pedagogiki w lwowskim Inst.[ytucie] Pedagogicznym.” (PSB).

    Prawdopodobnie znajomości w przedwojennych i okupacyjnych kręgach prosocjalistycznych (i członkostwo w PPR od 1945 r.) pozwoliły mu załatwić swej rodzinie nie tylko wyjazd do Polski (sierpień 1945), ale i krótkotrwałą pracę na rzecz Ministerstwa Oświaty (posada referendarza, od września 1945), a następnie (od marca 1946) pracę na stanowisku zastępcy naczelnika Wydziału dla Spraw Żydowskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych[18], gdzie Ignacy Szaniawski (Schnajer) pracował do roku 1950[19], zajmując się m.in. wydawaniem wiz i paszportów emigracyjnych na Zachód Żydom krajowym i Żydom-repatriantom ze Związku Radzieckiego. Będąc jeszcze funkcjonariuszem MSZ, Ignacy Szaniawski zrobił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim (1948), opublikował szereg artykułów, „ostro atakując” w jednym z nich „przedwojenne poglądy pegagogiczne [b. profesora uniwersytetu we Lwowie, a w l. 1946–1970 profesora UW] Bogdana Suchodolskiego, pisząc o nim ‘nie był faszystą, był raczej faszystoidem’” (PSB) i napisał wstęp redakcyjny do wydanej w 1949 r. książki komunistycznego filozofa i pedagoga, międzywojennego popularyzatora dzieł Lenina, prof. dr. Stefana Rudniańskiego vel Salomona Rubinrotha, profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie od 1939 r. i członka rady miejskiej Lwowa w okresie pierwszej okupacji sowieckiej, który w 1941 r. zdążył nawet złożyć podanie o przyjęcie go do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), zanim zabili go wkraczający do Lwowa Niemcy.

    Gdy Związek Radziecki utrzymywał blokadę Berlina (tzw. pierwszy kryzys berliński 1948-1949), dr Szaniawski wracał na pole oświaty i gromił w swym Wstępie lata 1938-1939 jako lata „dekadencji sanacyjnej myśli politycznej” i „odrodzenia dmowszczyzny”, wskazywał, że „klika piłsudczykowska” rozpoczęła wówczas „ostatni etap smutnej pamięci rządów sanacyjnych – etap bezwzględnej faszyzacji wszystkich dziedzin życia społeczno-politycznego w kraju” i ubolewał, że „rządząca podówczas endecko-ozonowa arystokracja czuwała nad tym, by podręczniki wychowania dla zakładów kształcenia nauczycieli na poziomie średnim, wyższym i uniwersyteckim nie urabiały światopoglądu modzieży chociażby tylko w kierunku sprzyjającym materialistycznemu spojrzeniu na zjawiska pedagogiczne w ich rozwoju dziejowym”, by na koniec wyrazić zadowolenie, że książka Rudniańskiego „dziś jeszcze raz przypomni („Tak zwanym "idealistom", przedwojennym i dzisiejszym, pedagogicznym pięknoduchom sprzed roku 1939 i tym, którzy pięknoduchami pozostali po dziś dzień, "apolitycznym" teoretykom wychowania, stojącym "poza polityką" psychologom i socjologom”), że nie można izolować pedagogiki od prądów społecznych i ekonomii politycznej” (cyt. za: Andrzej Sobczak, Mały Słownik Indoktrynacji Szkoły)[20].

    A kiedy „zimna wojna” przemieniła się już w gorącą (Korea), Ignacy Szaniawski zmienił ponownie miejsce pracy i powrócił na dobre do swoich pedagogicznych zainteresowań: od marca 1950 r. do czerwca 1951 r. „pracował jako kierownik działu w Państw.[owym] Ośrodku Oświatowych Prac Programowych i Badań Pedagogicznych, powołanym przez Min. Oświaty. Równocześnie wchodził w skład zespołu redakcyjnego dwumiesięcznika „Nowa Szkoła” (…) Był redaktorem pracy zbiorowej ‘Z zagadnień pedagogiki radzieckiej’ (W.[arszawa] 1950) i zastępcą przewodniczącego podsekcji pedagogiki i psychologii Pierwszego Kongresu Nauki Polskiej (29 VI-2 VII 1951 w Warszawie). Od r. 1950 pracował S.[zaniawski] równocześnie jako zastępca profesora w Studium Pedagogicznym Uniw.[ersytetu] Warsz.[awskiego].” (PSB). W 1951 roku, czyli w samym środku stalinowskiej nocy, „z Wydziału Humanistycznego [Uniwersytetu Warszawskiego] wyodrębniony został Wydział Filozoficzno-Społeczny, w którego skład weszło Studium Pedagogiczne z sześcioma katedrami: dwie katedry Pedagogiki i Organizacji Szkolnictwa, dwie katedry Historii Oświaty i Szkolnictwa oraz Psychologii Ogólnej i Psychologii Wychowawczej.” Kierownikiem Katedry Pedagogiki i Organizacji Szkolnictwa został mianowany dr Szaniawski[21], „przez pracowników uważany za ‘wojującego marksistę’” (PSB). 

    Po śmierci Stalina znaczenie nowoczesnej, idącej „z prądami społecznymi” pedagogiki wcale nie zmalało, czego wyrazem było powołanie 05.09.1953 r. przez komunistycznego Ministra Szkolnictwa Wyższego A. Rapackiego (nb. lwowianina) pierwszego na studiach uniwersyteckich w Polsce Wydziału Pedagogicznego na Uniwersytecie Warszawskim. Etatowym docentem (od 1955 r.) w jednej już tylko Katedrze Pedagogicznej na nowym Wydziale został Ignacy Szaniawski, który ponadto znalazł się w pierwszym składzie powołanego w 1953 r. Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, stanowiącej „jeden z organów scentralizowanej władzy”[22]. Kariera naukowa Ignacego Szaniawskiego vel Schneiera rozwijała się w PRL-u pomyślnie, czego wyrazem mógł być także fakt, że „Od 1 X 1959 był wykładowcą, a w l. 1961-5 profesorem nadzwycz.[ajnym] w Wojskowej Akad.[emii] Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie, gdzie wykładał teorię kształcenia dla wykładowców i komendantów szkół oficerskich.” (PSB)[23], zaś władze Polski Ludowej, budującej socjalizm i przyjaźń ze Związkiem Sowieckim, kilkakrotnie nagradzały go medalami, orderami i odznakami honorowymi.

    „Znakomity historyk”?

    „Profesor Józef Szaniawski zostawił nam ważne przesłanie: prawdziwa historia jest zawsze mistrzynią prawdziwej polityki.” – napisała w tekście pośmiertnym Małgorzata Rutkowska w „Naszym Dzienniku”[24]. Czy jednak ów „wielki, znakomity, wspaniały historyk” – jak określają go niektórzy zwolennicy – raczył zawsze swych czytelników historią prawdziwą? Wiceprzewodniczący Komisji Kultury i Dziedzictwa Narodowego Obozu Wielkiej Polski, Bartłomiej Kurzeja, stwierdził jednoznacznie: „Józef Szaniawski, który w Radio Maryja pełnił funkcję dziennikarza, kłamał jak mógł na temat Józefa Piłsudskiego. (…) Później, jak  napisał tą swoją książkę o Józefie Piłsudskim, to nakłamał, po prostu nakłamał.”[25]. Wspomniany już redaktor „Jednodniówki Narodowej” określał J. Szaniawskiego jako „jednego z najbardziej fanatycznych wyznawców kultu marszałka”, propagatora książek głoszących kult Piłsudskiego i książek o tym kulcie, napisanych przez jego wyznawców[26].

    Ten „wielki piewca masona Piłsudskiego” (Kurzeja) i nauczyciel polskiej młodzieży katolickiej zarazem,  gościł na początku lipca 2011 r. pod słynnym namiotem "Solidarnych 2010" i "dużą część swojego wykładu poświęcił właśnie Rosji. Odpowiadał na wiele pytań uczestników spotkania. Mówił m.in. o Okrągłym Stole. Odnosząc się do tragedii smoleńskiej i ogłoszonej właśnie białej księgi, powiedział: ‘Jeśli ktoś miał wątpliwości rok temu, 10 kwietnia, to dzisiaj nie może mieć wątpliwości. Wątpliwości mogą dotyczyć tylko tego, jak to się stało. To nie byli kontrolerzy lotów. Armia rosyjska jak wszystkie armie na świecie wykonuje rozkazy. Tam jest większa dyscyplina jak w innej armii. I żaden kontroler lotu by się nie wyłamał. Z raportu Macierewicza wynika, że oni wykonywali rozkazy, które przychodziły z Moskwy. Jakie i kto rozkazy wydawał to inna kwestia. Fakt, że to był zamach jest dla mnie oczywisty’ – dodał profesor Szaniawski."[27]. I zaprezentował tak przygotowanej wstępnie publiczności swoją nową książkę pt. "Imperium Zła. Rosja przeciw Polsce i Europie", w której – jak czytamy w nocie wydawniczej – "przedstawia w formie szkiców historię stosunków polsko-rosyjskich na przestrzeni wieków, ze szczególnym uwzględnieniem XX wieku oraz najnowszych wydarzeń – w tym Katastrofy Smoleńskiej 10.04.2010. Przedstawia i demaskuje imperialną i zbrodniczą politykę carskiej Rosji, Związku Radzieckiego i współczesnej Rosji nie tylko w stosunku do Polski i Polaków ale całej Europy i świata. Przybliża główne postaci walki z Rosją XX wieku – Marszałka Józefa Piłsudskiego, Papieża Jana Pawła II, Ronalda Reagana i pułkownika Ryszarda Kuklińskiego." – Jest tu więc wszystko, co potrzebne dla sukcesu posmoleńskiej propagandowej książki z rusofobiczną tezą.

    Zamiast działać na rzecz solidarności Słowian i pojednania z Rosją, dr Szaniawski pracował w zupełnie odwrotnym kierunku, wykorzystując w tym celu temat polskich zwycięstw nad Rosjanami w pierwszych dekadach XVII w., a wcześniej jeszcze propagując kontrowersyjną tezę o słuszności antyrosyjskiej polityki Piłsudskiego i o jego rzekomo decydującym wkładzie w bitwę warszawską 1920 roku, albo też wydając wspomnianą wyżej pozycję, reklamowaną, na domiar złego, jako "książka, która powinna się znaleźć w każdym domu". Lecz po co nam dzisiaj książka z taką tezą (Rosja = zło)?

    Wyjaśnił to chyba sam autor, publikując w 2011 r. w "Naszym Dzienniku" dziwny artykuł pt. „Hołd ruski”, rozgrywający się wokół takiej kluczowej sceny: „Czterysta lat temu, 29 października 1611 roku, na Zamku Królewskim w Warszawie miał miejsce hołd ruski – największy triumf w dziejach Polski. (...) 29 października 1611 roku wielki wódz i mąż stanu hetman Stanisław Żółkiewski, zdobywca Moskwy, przywiódł do Warszawy wziętych do niewoli wrogów Polski. Byli to car Rosji Wasyl IV, dowódca armii rosyjskiej wielki kniaź Dymitr oraz następca moskiewskiego tronu wielki książę Iwan. (...) Car Rosji schylił się nisko do samej ziemi, tak że musiał prawą dłonią dotknąć podłogi, a następnie sam pocałował środek własnej dłoni. Następnie Wasyl IV złożył przysięgę i ukorzył się przed majestatem Rzeczypospolitej, uznał się za pokonanego i obiecał, że Rosja już nigdy więcej na Polskę nie napadnie. Dopiero po tej ceremonii król Polski Zygmunt III Waza podał klęczącemu przed nim rosyjskiemu carowi rękę do pocałowania. Z kolei wielki kniaź Dymitr, dowódca pobitej przez wojsko polskie pod Kłuszynem armii rosyjskiej, upadł na twarz i uderzył czołem przed polskim królem i Rzecząpospolitą, a następnie złożył taką samą przysięgę jak car. Wielki kniaź Iwan też upadł na twarz i trzy razy bił czołem o posadzkę Zamku Królewskiego, po czym złożył przysięgę, a na koniec rozpłakał się na oczach wszystkich obecnych."[28] (podkr. – GG.).

    Rosjanie zauważyli ten artykuł Józefa Szaniawskiego i poddali go, rzecz jasna, bezlitosnej krytyce. Warto przeczytać poniższe tłumaczenie jednego z tych głosów, zastanawiających się nie tylko nad uczciwością publicystyczną autora „Hołdu ruskiego”, lecz przede wszystkim nad sensem i celem takich, pożal się Boże, publikacji.

    „Co ukrywali „agenci Moskwy”?

    Pseudorocznica jako pretekst do rozpalania wrogości pomiędzy Słowianami.

    „Hołd ruski” – ten artykuł dziennikarza Józefa Szaniawskiego w polskiej gazecie „Nasz Dziennik” wywołał gorącą dyskusję w Internecie. Tym razem autor dokonał takiego „epokowego odkrycia”: „Czterysta lat temu, 29 października 1611 roku, na Zamku Królewskim w Warszawie miał miejsce hołd ruski – największy triumf w dziejach Polski. Ze względu na okoliczności tego epokowego wydarzenia zostało ono całkowicie wymazane z naszej historii jeszcze przez cenzurę carską w XIX wieku, a komunistyczna cenzura PRL podtrzymała tamten rosyjski zapis. Hołd ruski i data 29 października 1611 roku nie istnieją nie tylko w podręcznikach, encyklopediach, książkach, ale zostały celowo usunięte ze świadomości i pamięci narodowej Polaków. To najdłużej istniejąca biała plama w dziejach Polski, nadal skutecznie utrzymywana przez agenturę rosyjską w Polsce, historyków złej woli oraz przez polityczną poprawność!”

    Jakież to epokowe wydarzenie miało miejsce cztery wieki temu?

    „29 października 1611 roku wielki wódz i mąż stanu hetman Stanisław Żółkiewski, zdobywca Moskwy, przywiódł do Warszawy wziętych do niewoli wrogów Polski. Byli to car Rosji Wasyl IV, dowódca armii rosyjskiej wielki kniaź Dymitr oraz następca moskiewskiego tronu wielki książę Iwan. (…) Następnie Wasyl IV złożył przysięgę i ukorzył się przed majestatem Rzeczypospolitej, uznał się za pokonanego i obiecał, że Rosja już nigdy więcej na Polskę nie napadnie. Dopiero po tej ceremonii król Polski Zygmunt III Waza podał klęczącemu przed nim rosyjskiemu carowi rękę do pocałowania.” – z entuzjazmem pisze Szaniawski.

    Przypomnijmy, że wojska Zygmunta III [Wazy] wtargnęły do Rosji już we wrześniu 1609 roku. Ziemie rosyjskie zamierzano rozdać polsko-litewskiej szlachcie. I niestety, jak to często w takich okazjach bywa, interwenci kradli, zabijali, gwałcili...

    Pretensja Szaniawskiego do roli dziejowego odkrywcy jest śmieszna. Życie Wasyla Szujskiego i jego tragiczny finał wiele razy zostało opisane przez rosyjskich dorewolucyjnych i radzieckich historyków. W 2007 roku ukazała się w serii „Życie wspaniałych ludzi” genialna książka Więcesława Mikołajewicza  Koźlakowa pt. „Wasyl Szujski”.

    Rozkoszując się obrazem upokorzenia Wasyla Szujskiego i jego braci, Szaniawski „zapomina” poinformować czytelnika o tym, co najważniejsze: w opisywanym przez Szaniawskiego momencie  Szujski już dawno utracił swą władzę. W lipcu 1610 roku zrzucili go z tronu spiskowcy z Prokopem Liapunowem na czele, po czym Szujski rozpoczął życie mnicha.

    Hetman Żółkiewski przywiózł Szujskich pod Smoleńsk do obozu Zygmunta III już jesienią 1610 roku, a do chwili zaprezentowania ich w sejmie, przez cały rok trzymano ich w odosobnieniu. Postawiony przed obliczem polskiego króla w październiku 1611 roku, Wasyl Szujski reprezentował sobą tylko wyczerpanego i pozbawionego chęci do życia starca.

    Szaniawski przemilczał i to, że we wrześniu 1612 roku, kiedy okrążeni w Moskwie Polacy zjadali ostatnie koty, szczury i psy – nagle, w ciągu zaledwie sześciu dni, w polskiej niewoli zmarli – jeden po  drugim – Wasyl Szujski, jego brat Dymitr i żona Dymitra, Katarzyna (córka Maluty Skuratowa).

    W przypadkowość takiego zbiegu okoliczności trudno jest uwierzyć. W każdym razie, natychmiast rozeszły się plotki o gwałtownej śmierci rosyjskich jeńców.

    Oczywiście, Szujski nie był najlepszym rosyjskim carem. Wątpliwości budzi również  sposób jego wstąpienia na carski tron (Sobór Ziemski nie został zwołany). Lecz wszystko to odkupił on tym, co przeżył w polskiej niewoli. Ciało byłego cara długo nie mogło powrócić do Ojczyzny. Dopiero w czerwcu 1635 roku Wasyl Szujski został uroczyście pochowany w Soborze Archangielskim  moskiewskiego Kremla. Taki był finał tej smutnej historii.

    I oto teraz Szaniawski maniakalnie i usilnie wzywa prezydenta Polski, szefa rządu, ministrów, posłów, senatorów, wojskowych, duchownych i dziennikarzy, aby wspólnie i uroczyście zauważyli nadchodzącą rocznicę.

    Nie zdziwię się, jeśli ten autor zaproponuje zauważenie również innego 400-lecia: 17 lutego 1612 roku zginął męczeńską śmiercią w polskiej niewoli patriarcha Hermogen. Polacy zamorzyli go głodem.

    Nie zdziwię się, jeśli w 2018 roku zaproponują zauważenie tysiąclecia (rocznica wszystkich rocznic!) zdobycia przez króla polskiego Bolesława I Chrobrego stolicy Staroruskiego państwa – Kijowa.

    Nie zdziwię się, bo autor okazał się wojującym rusofobem.

    Zaś opinię polskiego kierownictwa chciałoby się poznać. Czyżby w Warszawie uważano, że promocja takich historyjek przyczyni się do wzmocnienia wzajemnego zrozumienia i przyjaźni pomiędzy naszymi narodami, których sąsiedztwo bywało i powinno być dobre? Czyżby autorzy w rodzaju Szaniawskiego mieli nadal pozostawać w gronie ulubieńców polskiej prasy?

    A przecież w Polsce istnieje także inny sposób patrzenia na Rosję. Tylko, niestety, już od dawna jest on jeśli nie zabroniony (oficjalnie), to z pewnością niemile widziany.

    Oleg Nazarow
    doktor nauk historycznych”[29].

    Opracowanie i tłumaczenie – Grzegorz Grabowski

    Przypisy:
    ------------

    [1] – Józef Szaniawski nie żyje. Spadł w przepaść http://www.rp.pl/artykul/368008,930405.html (04.09.2012)

    [2] – Pracownicy naukowo-dydaktyczni Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie http://www.teologia.uksw.edu.pl/node/104 (08.09.2012)

    [3] – Kadra Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie http://www.media.uksw.edu.pl/?mod=my&;id=7053 (08.09.2012)

    [4] – Wikipedia, hasło: Józef Szaniawski http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Szaniawski_%28dziennikarz%29 (05.09.2012)

    [5] – M. Rutkowska, Profesor Szaniawski nie żyje, „Nasz Dziennik” z dn. 05.09.2012 r. http://naszdziennik.pl/wp/9093,profesor-szaniawski-nie-zyje.html (05.09.2012)

    [6] – A. Macierewicz, Zapatrzony w wielkość Polski, "Gazeta Polska Codziennie" z dn. 07.09.2012 r. http://niezalezna.pl/32633-zapatrzony-w-wielkosc-polski (07.09.2012)

    [7] – A. Śmiech, Hańba Szaniawskiemu i N[aszemu]D[ziennikowi] - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: jednodniowka.pl/print.php?type=N&item_id=217 (27.10.2009).
    W komentarzu do powyższego ktoś przytomnie napisał: „To, co wyprawia ów Beniaminek Ojca Rydzyka… przechodzi ludzkie pojęcie. (…) Popisy Szaniawskiego powodują odruch wymiotny, oczywiście u uczciwych ludzi.” - Zob.: http://jednodniowka.pl/news.php?readmore=217 (27.10.2009)

    [8] – Jan Engelgard pisał w artykule pt. „Im więcej „rosyjskiej agentury”, tym większa rusofobia”: „Kto podburzał tych „patriotów” do napaści na Moskali? Łatwo ich wskazać – to głównie „Gazeta Polska” z panami Sakiewiczem i Lisiewiczem, to Bronisław Wildstein wręcz kipiący jakąś atawistyczną nienawiścią do Rosji, to wreszcie szmatławiec typu „Superexpress” z takimi wielkimi „patriotami” jak Tadeusz Płużański, to także niestety „Nasz Dziennik” mający coraz mniej wspólnego z tym, czego można by oczekiwać od gazety uznającej się za katolicką. Do tego chóru dołączyły media z pozoru skłócone z tymi wymieniony wcześniej – „Newsweek” Tomasza Lisa, czy „Wiadomości” TVP 1.”
    Zob.: http://sol.myslpolska.pl/2012/06/im-wiecej-%E2%80%9Erosyjskiej-agentury%E2%80%9D-tym-wieksza-rusofobia/ (18.06.2012). Alternatywa: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4705/im-wiecej-rosyjskiej-agentury-tym-wieksza-rusofobia (19.06.2012).

    [9] – A. Turek, Polityczne wspominki po Euro 2012 http://piastpolski.pl/polityczne-wspominki-po-euro-2012/ (25.06.2012)

    [10] – Narodowy Obserwator, Portret Józefa Szaniawskiego http://lustracja.net/index.php/ciekawe-publikacje/153-portret-jozefa-szaniawskiego

    [11] – Zob.: Łysiak o Józefie Szaniawskim http://rebelya.pl/forum/watek/53657/?page=1 (07.09.2012). Bodakowski nawiązał tu bez wątpienia do znanego powojennego powiedzenia o komunistycznych sekretarzach tzw. Podstawowych Organizacji Partyjnych (POP PZPR), zwanych przez lud „pełniącymi obowiązki Polaka”.

    [12] – W. Łysiak, Dołoj gramotnyje!, „Uważam Rze” z dnia 16.04.2012 r. http://www.uwazamrze.pl/artykul/860209.html (15.04.2012)

    [13] – W. Łysiak, Piórem i mieczem – Łysiak na łamach 6 oraz wywiad rzeka, Wyd. Andrzej Frukacz Exlibris – Galeria Polskiej Książki, Chicago-Warszawa 2001. Fragmenty dotyczące Józefa Szaniawskiego zob.: Daredevil, Radio Maryja i Gazeta Wyborcza w obronie agentów SB http://daredevil.salon24.pl/282572,radio-maryja-i-gazeta-wyborcza-w-obronie-agentow-sb (27.02.2011)
     
    [14] – W. Łysiak, Lustracjada, „Niezależna Gazeta Polska” nr 1(1)/2006. Foto i fragmenty dotyczące Józefa Szaniawskiego zob.: Polon, Łysiak - Szaniawski - Prawda ....  http://poloniada.salon24.pl/319989,lysiak-szaniawski-prawda (29.06.2011). Pełny tekst „Lustracjady” znajduje się na stronie: Łysiakomania. Nie Tylko Internetowy Klub Miłośników Twórczości Waldemara Łysiaka http://www.lysiak.wxv.pl/postlink/666.htm (28.11.2008)

    [15] – Zob.: Józef Szaniawski http://lustracja.net/index.php/pozostali/154-jozef-szaniawski (08.09.2012)

    [16] – Wikipedia, hasło: Ignacy Szaniawski – „Ta strona została usunięta. 4 wrz 2007” http://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Szaniawski (08.09.2012)

    [17] – Jan Marszałek, Lwów 1939-1941. Słownik biograficzny stalinizmu i jego ofiar w Polsce, Polska Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1991.

    [18] – Warto zwrócić uwagę, że oświatą i MSZ-tem kierowali po II wojnie:  Min. Oświaty – ministrowie: Stanisław Skrzeszewski, PPR (21.07.1944-28.06.1945 i 06.02.1947-07.07.1950); podsekretarze stanu: Bronisław Biedowicz, bezp. (07.1944-09.1946), Władysław Bieńkowski, PPR (02.1945-09.1946). MSZ – ministrowie: Edward Osóbka-Morawski, PPS (21.07.1944-02.05.1945), Wincenty Rzymowski, SD (02.05.1945-05.02.1947), Zygmunt Modzelewski, PPR/PZPR (06.02.1947-20.03.1951); podsekretarze stanu: Jakub Berman, PPR (07.1944-05.1945), Zygmunt Modzelewski, PPR (06.1945-02.1947), Stanisław Leszczycki, PPS/PZPR (11.1946-07.1950). Osobno należy wymienić kresowiankę Eugenię Krassowską, w l. 1947-1953 członkinię prezydium CK SD („uznawaną za protegowaną PPR i PZPR”), podsekretarza stanu w: Ministerstwie Oświaty (07.1946-06.1950), Ministerstwie Szkół Wyższych i Nauki (06.1950-12.1951) i Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego (12.1951-06.1965). Zob.: T. Mołdawa, Ludzie władzy 1944-1991, Warszawa 1991.

    Szczególnie ciekawa jest tu postać Wincentego Rzymowskiego, w l. 1944-1949 przewodniczącego Zarządu Głównego SD i przewodniczącego Centralnego Komitetu SD, szefa MSZ-tu (a wcześniej Ministra Kultury i Sztuki), który wojnę przeżył w Krzemieńcu Wołyńskim, a w okresie międzywojennym był młodszym bratem przewodniczącego Sądu Najwyższego RP z lat 1933-1939, masonem, zwolennikiem i apologetą Piłsudskiego, egzorcystą Dmowskiego (w 1932 r. napisał broszurę: „Roman Dmowski: czciciel djabła”), aktywistą Stronnictwa Demokratycznego, publicystą sanacyjnej gazety „Kurier Poranny” i współorganizatorem (wespół m.in. z Wandą Wasilewską) Kongresu Pracowników Kultury, który obradował w dniach 16-17 maja 1936 r. we Lwowie i którego uczestnicy „w niezbyt zawoalowany sposób wyrażali nadzieję na przyłączenie Lwowa do Związku Sowieckiego.”, a „Na zakończenie kongresu odśpiewali „Międzynarodówkę” i wznieśli okrzyk „Spotkamy się w czerwonej Warszawie”.” – Na temat „komunizmu w polskim międzywojniu”, skupiającego się (poza KPP) w prosanacyjnych, kulturalno-oświatowych organizacjach i strukturach medialnych, pisał interesująco Adam Danek w artykule pt. „Komunizm wewnętrzny” http://www.legitymizm.org/komunizm-wewnetrzny . Opisany przez niego komunizujący element był używany przez Sowietów do organizowania nie tylko międzywojennej dywersji ideologicznej w środowiskach nauczycieli i twórców kultury, czy wojennej i powojennej indokrynacji komunistycznej na zabranych nam Kresach, np. we Lwowie, lecz wykorzystano go również – z Wasilewską i Rzymowskim na przedzie – do budowy nowej, socjalistycznej kultury i oświaty w stalinowskiej Polsce.

    [19] – Mariusz Ryńca, autor hasła „Ignacy Szaniawski” w PSB podaje, że pracował on w MSZ do 31.05.1950 r., „najpierw jako zastępca dyrektora Biura ds. Żydowskich, a po jego likwidacji przeniesiono go 15 VIII 1948 do Dep.[artamentu] IV.” Według pisma dyrektora Departamentu I MBP z dn. 14.11.1947 r., „ob. Szaniawski Ignacy-Edmund (Schnajer) członek P.P.R. pracuje w M.S.Z. od 1945 r. na stanowisku Z-cy Nacz. Wydz. dla Spraw Żydowskich. Według posiadanych przez nas danych ob. Szaniawski po wyzwoleniu Lwowa pracował jako pedagog w Instytucie, handlował walutą i cieszył się opinią człowieka o wątpliwej wartości przekonań politycznych.” (cyt. za lustracja.net). W notce biograficznej na stronie Instytutu Technologii Eksploatacji – Państwowego Instytutu Badawczego w Radomiu czytamy: „SZANIAWSKI Ignacy, (10.04.1909-1983) pedagog pracy. Wykształcenie: doktorat w Uniwersytecie Jagiellońskim – 1948 r., docent – 1955, profesor Uniwersytetu Warszawskiego – 1980. Praca zawodowa: nauczyciel 1928-1945, pracownik w Min. Spraw Zagr. – 1946-1950, kierownik katedry kształcenia politechnicznego i zawodowego – 1965-1969.” Źródło: Pedagodzy pracy /w:/ eBibliografia – Ustawiczna Edukacja Zawodowa, Wydawnictwo Naukowe Instytutu Technologii Eksploatacji – PIB w Radomiu http://www.pedagogikapracy.pl/pedagodzy.html#S (08.09.2012)

    [20] – A. Sobczak, Mały Słownik Indoktrynacji Szkoły. Indoktrynacja ideologiczna – formowanie postaw społecznych przychylnych ustrojowi komunistycznej Polski po II Wojnie Światowej (1944-1956). http://www.utherpendragon.net/grafika/INDOKTR.pdf (08.09.2012)
     
    [21] – J. Kamińska, Dzieje Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego http://www.pedagog.uw.edu.pl/pedagog.php?p=historia (08.09.2012)

    [22] – O społecznych powinnościach pedagogiki. Rozmowa z profesorem Tadeuszem Lewowickim przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, „Konspekt. Czasopismo Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie” nr 16-17/2003 http://www.up.krakow.pl/konspekt/16/lewowicki.html (08.09.2012)

    [23] –
    Szaniawski pracował tu w towarzystwie takich wybitnych wykładowców, jak, między innymi, Stefan Michnik (syn straconego w ZSRR komunisty Samuela Rosenbuscha, przyrodni brat Adama), który już w pierwszej połowie lat 50-tych objął stanowisko kierownika gabinetu Katedry Nauk Wojskowo-Prawniczych na WAP i odszedł z tej uczelni dopiero po marcu 1968 roku. Wikipedia, hasło: Wojskowa Akademia Polityczna http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojskowa_Akademia_Polityczna (08.09.2012)

    [24] – M. Rutkowska, Epitafium dla Profesora, „Nasz Dziennik” z dn. 06.09.2012 r. http://www.naszdziennik.pl/wp/9183,epitafium-dla-profesora.html (06.09.2012). Alternatywa: http://wyszperane.neon24.pl/post/73293,epitafium-dla-profesora (07.09.2012)

    [25] – Zob.: B. Kurzeja, Szaniawski – wielki upadek http://www.youtube.com/watch?v=LLxFnCDoY_8&;list=UUqGBZtMQS68c9FMfUt4NR3A&feature=plcp (05.09.2012). Kurzeja miał tu zapewne na myśli dwie książki: J. Szaniawski, Marszałek Piłsudski w obronie Polski i Europy, Wyd. Ex Libris, Warszawa 2008 oraz J. Szaniawski, Victoria polska. Marszałek Piłsudski w obronie Europy, Wyd. Ex Libris, Warszawa 2009.

    [26] – A. Śmiech, W trosce o prawdę historyczną  http://www.jednodniowka.pl/readarticle.php?article_id=71 (13.08.2009)

    [27] – Prof. Józef Szaniawski pod namiotem Solidarnych 2010 http://blogpress.pl/node/9034 (02.07.2011)

    [28] – J. Szaniawski, Hołd ruski, „Nasz Dziennik” z dn. 21.09.2011 r. stary.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20110921&id=main - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск (21.09.2011).
    Podobny w antyrosyjskiej wymowie artykuł opublikował Szaniawski już w 2010 r. - Zob.: Kłuszyn, Moskwa, hołd ruski, „Nasz Dziennik” z dn. 30.06.2010 r. - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: stary.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20100630&id=main (30.06.2010). Alternatywa: stary.naszdziennik.pl/print.php?dat=20100630&id=dd12.txt&typ=dd (30.06.2010) - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск.

    [29] – Źródło: http://file-rf.ru/analitics/309 (28.09.2011).

    Что скрывали «агенты Москвы»?

    Псевдоюбилей как повод для разжигания вражды между славянами.

    Статья журналиста Юзефа Шанявского «Русская присяга польскому королю» в польской газете Nasz Dziennik вызвала бурную дискуссию в Интернете. На сей раз он сделал величайшее «открытие»: «400 лет тому назад, 29 октября 1611 года в Королевском замке в Варшаве Польша праздновала самую крупную победу в своей истории. Из-за обстоятельств этого эпохального события, оно было полностью вымарано из нашей истории ещё царской цензурой в XIX веке, а коммунистическая цензура Польской Народной Республики поддерживала этот русский завет.

    Русский оммаж (оформление вассального договора. – «Файл-РФ») и дата 29 октября 1611 года отсутствуют не только в учебниках, энциклопедиях, книгах, но были умышленно изъяты из сознания и национальной памяти поляков. Это самое долгоживущее "белое пятно" в истории Польши, которое и по сей день успешно сохраняется усилиями российской агентуры, злонамеренных историков и политической корректности!»

    Что же эпохального произошло четыре столетия назад?

    «29 октября 1611 года великий военачальник и государственный деятель, покоритель Москвы гетман Станислав Жолкевский привёз в Варшаву пленённых врагов. Это были русский царь Василий IV, командовавший русскими войсками великий князь Дмитрий и наследник трона, великий князь Иван. (…) Василий IV принёс присягу, смирился перед величием Речи Посполитой, признал себя побеждённым и обещал, что Россия уже никогда больше не нападёт на Польшу. После польский король Сигизмунд III Ваза протянул стоящему перед ним на коленях русскому царю руку для поцелуя.» – восторженно пишет Шанявский.

    Напомним, войска Сигизмунда III вторглись в Россию ещё в сентябре 1609 года. Русские земли предполагалось раздать польско-литовской знати. Увы, как это нередко бывает, интервенты грабили, убивали, насиловали…

    Претензия Шанявского на роль первооткрывателя смешна. Жизнь Василия Шуйского и её трагический финал много раз описаны русскими дореволюционными и советскими историками. В 2007 году в серии «Жизнь замечательных людей» вышла блестящая книга В. Козлякова «Василий Шуйский».

    Смакуя картину унижения Василия Шуйского и его братьев, Шанявский «забывает» сообщить читателю самое главное: к тому времени Шуйский давно утратил власть. В июле 1610 года его свергли с престола заговорщики во главе с Прокопием Ляпуновым, а затем он был пострижен в монахи.

    Гетман Жолкевский привёз Шуйских под Смоленск в расположение Сигизмунда III ещё осенью 1610 года, и до появления в сейме они целый год томились в застенках. Василий Шуйский, представший перед польским королем в октябре 1611 года, являл собою измученного и утратившего интерес к жизни старика.

    Шанявский промолчал и о том, что в сентябре 1612 года, когда осаждённые в Москве поляки доедали последних кошек, крыс и собак, в течение шести дней в польском плену внезапно, один за другим скончались Василий Шуйский, его брат Дмитрий с женой Екатериной (дочерью Малюты Скуратова).

    В случайность такого совпадения поверить сложно. Во всяком случае, слухи о насильственной смерти русских пленников поползли сразу же.

    Конечно, Шуйский был далеко не лучшим русским царём. Вызывает сомнение и способ его восшествия на царский престол (Земский собор созван не был). И всё же многое он искупил тем, что пережил в  плену. Тело бывшего царя долго не удавалось вернуть на Родину. Лишь в июне 1635 года Василий Шуйский был торжественно погребён в Архангельском соборе московского Кремля. Таков был финал этой печальной истории.

    И вот теперь Шанявский маниакально и настойчиво призывает президента Польши, главу правительства, министров, депутатов, сенаторов, военных, духовенство и журналистов дружно и торжественно отметить грядущий юбилей.

    Не удивлюсь, если этот автор предложит отметить и другое 400-летие – 17 февраля 1612 года в польском плену принял мученическую смерть патриарх Гермоген. Его поляки заморили голодом.

    Не удивлюсь, если в 2018 году предложат отметить тысячелетие (всем юбилеям юбилей!) взятия польским королем Болеславом I Храбрым столицы Древнерусского государства – Киева.

    Не удивлюсь, ибо автор зарекомендовал себя воинствующим русофобом.

    А вот мнение польского руководства знать хотелось бы. Неужели в Варшаве считают, что раскрутка таких сюжетов будет способствовать укреплению взаимопонимания и дружбы между народами, соседство между которыми бывало и должно быть добрым? Неужели и впредь авторы, подобные Шанявскому, останутся в числе фаворитов польской прессы?

    Ведь в Польше есть и другая точка зрения на Россию. Только она, к сожалению, уже давно если не под запретом, то радикальным образом не приветствуется.

    Олег Назаров
    доктор исторических наук

    Источник: http://file-rf.ru/analitics/309 (28.09.2011).

     

    Upadek „wojującego rusofoba” – zob. ilustrowaną wersję tego artykułu. Упадок „воюющего русофобa” – cм. иллюстрированную версию этой статьи http://owp.neon24.pl/post/75144,grzegorz-grabowski-upadek-wojujacego-rusofoba (26.09.2012).

    Zob. także/См. также: Jeszcze o Szaniawskim. Ещё o Шанявскoм http://owp.neon24.pl/post/79459,jeszcze-o-szaniawskim (10.11.2012).)


  • Wizyta Patriarchy Cyryla w Polsce: krok w stronę Watykanu?

    Obecna wizyta Patriarchy Cerkwi Rosyjskiej w Polsce ma wyjątkowe znaczenie zarówno dla wzmocnienia dwustronnych stosunków pomiędzy Rosją i Polską, jak i dla konsolidacji stosunków pomiędzy Rosją i Watykanem, nie tylko na płaszczyźnie duchowej, ale i na politycznej. Takie przekonanie wyraził w ekskluzywnym wywiadzie dla radia „Głos Rosji” Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny Rosji [były wiceposeł w Italii] Walenty Bogomazow.



    Czy powstanie sojusz polsko-rosyjsko-watykański? Papież Benedykt XVI i Patriarcha Moskiewski i całej Rusi Cyryl. Будет ли польско-русско-ватиканский союз? Папа Римский Бенедикт XVI и Патриарх Московский и всея Руси Кирилл.


    - Od 16 do 19 sierpnia Patriarcha Cyryl odbywa oficjalną wizytę w Polsce. Pomijając fakt, że został on zaproszony przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny – jak ważna może być ta wizyta dla stosunków prawosławno-katolickich?

    Patriarcha Cyryl rzeczywiście wybrał się do Polski na zaproszenie metropolity warszawskiego i całej Polski Sawy. Ale wiemy, że absolutna większość Polaków to katolicy. Dlatego oczywistym jest, że podróż do Polski, to nie tylko kontakty z przedstawicielami polskiej cerkwi prawosławnej – to także kontakty z przedstawicielami Konferencji Episkopatu Polski, spotkania z przedstawicielami polskiego państwa. Myślę, że jest to wyjątkowo ważna wizyta z różnych punktów widzenia. Nie tylko z punktu widzenia relacji międzyreligijnych i międzykościelnych, ale też w dużo szerszym kontekście: w kwestii stosunków rosyjsko-polskich i w kwestii rozwoju pozytywnych procesów w Europie i na arenie międzynarodowej. Jestem przekonany, że to ważne i aktualne wydarzenie, które powinno dać wyjątkowo potrzebne i pożyteczne rezultaty.

    - Najważniejszym wydarzeniem obecnej podróży Patriarchy Cyryla jest podpisanie wspólnego Listu do narodów Rosji i Polski o pojednaniu. Jak pan uważa, jakie jest znaczenie tego dokumentu?

    Znaczenia tego dokumentu nie można zamykać tylko w ramach międzykościelnych kontaktów czy oddziaływań politycznych. Przypomnijmy, że w swoim czasie pojednanie pomiędzy Polską i Niemcami zaczęło się od wysiłków, które podejmowali działacze religijni obu krajów. Jeśli chodzi o Rosję i Polskę, to wiele dziś się dzieje dzięki staraniom przedstawicieli władzy. Wystarczy przypomnieć, że w kwietniu 2010 roku podczas wizyty na cmentarzu w Katyniu spotkali się: ówczesny premier rządu Federacji Rosyjskiej Włodzimierz Putin i szef rządu RP Donald Tusk. Obaj mówili wtedy o tym, jak ważna jest pamięć o przeszłości, i że byłoby czymś złym i obłudnym powiedzieć: zapomnijmy o tym, co było kiedyś między naszymi narodami. Lecz jednocześnie mówili, że trzeba patrzeć w przyszłość i rozwijać nowe relacje. Myślę, że znaczenie wspomnianego dokumentu jest wyjątkowo duże. Ważną też kwestią jest gotowość kierownictwa Konferencji Episkopatu Polski do popierania tej tendencji, tego kursu.

    - Jako kraj katolicki Polska w większym stopniu znajduje się pod duchową jurysdykcją Watykanu. Jak Stolica Apostolska odnosi się do tej wizyty i czego, ewentualnie, od niej oczekuje?

    Są podstawy, by uważać, że Watykan odnosi się pozytywnie do wizyty Patriarchy Cyryla w Polsce i do tego dokumentu, który zostanie podpisany. W połowie czerwca oficjalny organ Watykanu, gazeta „L'Osservatore Romano” opublikowała lakoniczny artykuł, w którym dała pozytywną ocenę przygotowywanej podróży. Trzeba powiedzieć, że Watykan wyraził swój pozytywny stosunek do wszystkich oświadczeń Patriarchy Cyryla, które zostały wypowiedziane w czasie jego wizyty w Katyniu w czerwcu tego roku. To nie dziwi, gdyż miniony wiek był trudny i pełny sprzeczności. A dzisiejszy świat, przy wszystkich jego złożonościach, zmienia się na lepsze. Jestem przekonany, że weryfikując dokładnie błędy przeszłości, zarówno w Patriarchacie Moskiewskim, jak i w większym stopniu w kierownictwie Kościoła Rzymskokatolickiego, prowadzi się sprawy w tym kierunku, by wspierać pozytywne procesy i rozwijać wzajemne zrozumienie i zaufanie. I rzeczywiście, także i w tym komentarzu „L'Osservatore Romano”, na który się tu powoływałem, napisano, że nie bacząc na wszystkie trudności i czasami na smutne doświadczenia z przeszłości, trzeba iść do przodu, pogłębiać zrozumienie i poprzez wspólną modlitwę, odwołanie się do Ducha Świętego, wspierać pozytywne przemiany życia międzynarodowego.

    - Czy można mówić o tym, że obecna podróż do Warszawy, to jeszcze jeden niebagatelny krok ku spotkaniu dwóch Kościołów – Rosyjskiego Prawosławnego i Rzymskokatolickiego?

    Moim zdaniem sprawy tego typu kontaktów, to czysto międzykościelne zagadnienia. Oczywiście, były trudności, nie zawsze było porozumienie między Kościołami, ale wydaje mi się, że wizyta Patriarchy Cyryla w Polsce, to krok do przezwyciężenia wszystkich istniejących barier i nieporozumień. Jestem przekonany, że ta wizyta powinna sprzyjać wzrostowi zaufania i lepszego rozumienia siebie nawzajem.

    - Obecnie papież przygotowuje się do odwiedzenia Bliskiego Wschodu, gdzie – jak wiadomo – oprócz tradycyjnego islamu, znajdują się stare prawosławne kościoły autokefaliczne. Czy nie wydaje się panu, że te wizyty Ojca Świętego będą pewnym krokiem, jeśli nie do połączenia, to do pewnego duchowego zjednoczenia kościołów chrześcijańskich?

    Papież Benedykt XVI teraz odpoczywa i znajduje się poza granicami Rzymu. Wiadomo jednakże, iż czas odpoczynku poświęca na przygotowanie posłania, które zostanie wręczone biskupom podczas jego wizyty w Libanie jesienią bieżącego roku. W tym dokumencie Ojciec Święty skoncentruje się na przedstawieniu wizji dróg prowadzących do rozwiązania trudnych problemów regionu bliskowschodniego. Jednocześnie papież przygotowuje swoje posłanie związane z 50-leciem rozpoczęcia pracy drugiego Soboru Watykańskiego, który stał się kamieniem milowym w życiu i działalności Kościoła Rzymskokatolickiego. Niewątpliwie, nadchodząca wizyta na Bliskim Wschodzie jest bardzo ważnym elementem działalności międzynarodowej Watykanu.

    Oczywiście, czas pokaże jak przebiegnie ta wizyta na Bliskim Wschodzie i jaki w końcu dokument zostanie tam ogłoszony, ale jestem przekonany, że należy oczekiwać ciekawych propozycji i pomysłów ze strony Watykanu. Stolica Apostolska wstąpiła w XXI wiek uświadamiając sobie potrzebę wykazywania się przezornością, mądrością, rozwagą i wiernością wysokim światowym ideałom, wartościom i standardom. To daje podstawę do bardzo ciekawego dialogu naszego kraju z Watykanem.

    (Korekta tłumaczenia „Głosu Rosji” – GG.)

    Źródło: http://polish.ruvr.ru/2012_08_16/85246160/ (16.08.2012)



    Włodzimierz Putin Odnowiciel i Patriarcha Cyryl.
    Владимир Путин Восстановитель и Патриарх Кирилл.
    Фото: mospat.ru


    Патриарх в Польше: шаг в сторону Ватикана?

    Визит Предстоятеля русской церкви в Польшу имеет уникальное значение как для укрепления двусторонних отношений между Россией и Польшей, так и для упрочения связей между Россией и Ватиканом. Об этом заявил "Голосу России" Чрезвычайный и Полномочный Посол России [бывший советник-посланник в Италии] Валентин Богомазов.

    - С 16 по 19 августа патриарх Кирилл совершает официальный визит в Польшу. Несмотря на то, что приглашен он был со стороны Польской автокефальной православной церкви, чем может быть важен этот визит для православно-католических отношений?

    Патриарх Кирилл действительно совершает свою поездку в Польшу по приглашению предстоятеля Польской православной церкви архиепископа Варшавского Саввы. Но мы знаем, что абсолютное большинство поляков являются католиками. Поэтому очевидно, что поездка в Польшу это не только контакты с представителями Польской православной церкви, но   это и рабочие контакты с представителями Польской Епископской Конференции, это встречи и контакты с авторитетными представителями польского государства. Я думаю, что это исключительно важный визит с точки зрения различных направлений. Не только межрелигиозных и межцерковных связей, но и в более широком контексте. И в плане российско-польских отношений, и в плане развития содействия позитивным процессам в Европе и на международной арене. Убежден, что это важная и своевременная акция, призванная дать исключительно нужные и полезные результаты.

    - Центральное событие нынешней поездки патриарха Кирилла - подписание совместного Послания народам России и Польши о примирении. Как Вы думаете, каково значение этого документа?

    Значимость этого документа не следует ограничивать только рамками межцерковных контактов или политической значимости. Вспомним, что в свое время примирение между Польшей и Германией начиналось с усилий, которые предпринимали религиозные деятели двух стран. Что касается России и Польши, многое сегодня делается и государственными деятелями. Достаточно вспомнить, как в апреле 2010 года при посещении мемориального комплекса в Катыне там выступали тогдашний председатель правительства Российской Федерации Владимир Путин и глава правительства Польши господин Дональд Туск. Они оба говорили тогда о важности того, что нужно помнить произошедшее, и было бы ошибочно и лицемерно говорить о том, что давайте забудем то, что было между нашими народами. Но в то же время, говорили они, надо смотреть в будущее и развивать новые отношения. Я думаю, что значение этого документа исключительно велико. А важным моментом является готовность руководителей Польской Епископской конференции поддержать эту тенденцию, этот курс.

    - Как католическая страна Польша в большей степени находится под духовной юрисдикцией Ватикана. Как Святой Престол воспринимает этот визит, что, может быть, от него ждет?

    Есть основания считать, что Ватикан позитивно относится к визиту патриарха Кирилла в Польшу и к тому документу, который будет подписан. В середине июля официальный орган Ватикана газета «Оссерваторе Романо» («L'Osservatore Romano») опубликовала концентрированную и лаконичную статью, в которой дала положительную оценку готовящейся поездке. Нужно сказать, что Ватикан высказал свое хорошее отношение ко всем заявлениям патриарха Кирилла, которые были сделаны во время посещения им мемориального комплекса Катынь в июне этого года. Это неудивительно, потому что прошлый век был сложным и противоречивым. В то же время сегодняшний мир при всех его сложностях меняется к лучшему. Я убежден, что тщательно отслеживая ошибки прошлого, и в Московском патриархате, и в большей степени в руководстве Римско-католической церкви, стремятся вести дело к тому, чтобы содействовать позитивным процессам и наращивать взаимопонимание, доверие. Собственно, и в том комментарии «Оссерваторе Романо», на который я ссылаюсь, сказано, что, несмотря на все трудности и, порой, печальный опыт прошлого, нужно идти вперед, углублять взаимопонимание и через совместную молитву, обращение к Святому Духу, способствовать позитивным преобразованиям международной жизни.

    - Можно ли говорить о том, что нынешняя поездка в Варшаву - это еще один немаловажный шаг к встрече глав двух церквей - Русской православной и Римско-католической?

    На мой взгляд, вопросы такого рода контактов – это чисто межцерковные решения. Конечно, были трудности, не всегда присутствовало взаимопонимание между церквами, но мне кажется, что визит патриарха Кирилла в Польшу, это шаг к преодолению всех существующих барьеров, недопонимания. Уверен, что этот визит должен способствовать росту доверия и лучшего понимания друг друга.

    - Сейчас Папа Римский готовится посетить Ближний Восток, где, как известно, помимо традиционного ислама, располагаются древние православные автокефальные церкви. Являются ли, на Ваш взгляд, эти визиты понтифика неким шагом если не к объединению, то к некоторому духовному единению христианских церквей.

    Папа Римский Бенедикт XVI сейчас отдыхает и находится за пределами Рима. Но тем не менее известно, что время отдыха он посвящает подготовке того послания, которое будет вручено епископам при его посещении Ливана осенью этого года. В этом документе понтифик сосредоточится на изложении соображений о путях решения сложных проблем ближневосточного региона. Одновременно понтифик готовит и свое послание, связанное с 50-летием начала работы Второго Ватиканского Собора, который стал важной вехой в жизни и деятельности Римско-католической церкви. Несомненно, предстоящий визит на Ближний Восток это важная акция международной деятельности Ватикана.

    Конечно, время покажет, как пройдет визит на Ближний Восток, и какой в итоге документ там будет озвучен, но, уверен, стоит ожидать интересных предложений и соображений со стороны Ватикана. В XXI век Святой престол вступил сознающим необходимость проявлять осмотрительность, мудрость, взвешенность и верность высоким мировым идеалам, ценностям и стандартам. И это дает основу для очень интересного диалога нашей страны с Ватиканом.

    Источник: http://rus.ruvr.ru/2012_08_16/Patriarh-v-Polshe-shag-v-storonu-Vatikana/ (16.08.2012)

    Zob. także/Cм. также:

    Prawosławny sojusznik Watykanu - artykuł Jana Engelgarda z tygodnika "Myśl Polska". Православный союзник Ватикана - cтатья Янa Энгельгардa c еженедельника "Польская мысль” http://konserwatyzm.pl/artykul/5012/prawoslawny-sojusznik-watykanu (16.08.2012)

    Nie rywale, lecz bracia. Cyryl i Franciszek na Kubie. Не соперники, а братья. Кирилл и Франциск на Кубе http://polski.blog.ru/221136803.html (13.02.2016).

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).





    Polacy, Rosjanie to bracia Słowianie!
    Поляки и русские рoссияне – это братья-славяне!
    Фото: polish.ruvr.ru

    Wspólne Przesłanie do narodów Polski i Rosji Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskupa Józefa Michalika, Metropolity Przemyskiego i Zwierzchnika Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchy Moskiewskiego i Całej Rusi Cyryla: http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x1430/wspolne-przeslanie-do-narodow-polski-i-rosji/ (17.08.2012)
    Совместное послание народам России и Польши Предстоятеля Русской Православной Церкви Патриарха Московского и всея Руси Кирилла и Председателя Епископской Конференции Польши Архиепископа Юзефа Михалика, митрополита Перемышльского: http://www.mospat.ru/ru/2012/08/17/news69023/ (17.08.2012)

    * * *

    Wyjaśnienie przedstawicieli polskich organizacji narodowo-konserwatywnych w sprawie źródeł antyrosyjskości i rusofobii w Polsce

    "Oświadczenie

    W związku z pojawiającymi się w mediach rosyjskich informacjami przypisującymi nieprzychylne i wrogie Rosji postawy i działania polskiej „prawicy” i kręgom „prawicowo-konserwatywnym” – pragniemy wyjaśnić, że nie odpowiadają one rzeczywistości. Partia Prawo i Sprawiedliwość, choć ma w swoich szeregach ludzi o poglądach konserwatywnych i prawicowych, to jest kierowana przez liderów wywodzących się z organizacji o jednoznacznie proweniencji lewicowo-liberalnej. Tą organizacją był Komitet Obrony Robotników (KOR), działający w Polsce w ramach tzw. opozycji demokratycznej od połowy lat 70. XX wieku. On sam uznawał się za „lewicę laicką”. Poglądy antyrosyjskie bądź wprost rusofobiczne miały w Polsce taką właśnie genezę ideologiczną.

    Pragniemy też zwrócić uwagę, że polska prawica, którą na początku XX wieku reprezentowała Narodowa Demokracja i Stronnictwo Polityki Realnej, już wtedy wysuwała postulat pojednania narodów polskiego i rosyjskiego. Nawiązując do tej tradycji w pełni popieramy podpisane w dniu 17 sierpnia 2012 przez Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski i Patriarchę Moskwy i Wszechrusi Przesłanie do Narodów Polski i Rosji. Uznajemy je jako realizację postulatów polskiej prawicy narodowej i konserwatywnej sprzed stu lat.

    Warszawa, 18 sierpnia 2012 r.

    Prof. Adam Wielomski, prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego
    Jan Engelgard, redaktor naczelny narodowo-demokratycznego tygodnika „Myśl Polska”
    Zbigniew Lipiński, prezes Ruchu Ludowo-Narodowego
    Dawid Berezicki, przewodniczący Obozu Wielkiej Polski"

    Źródło: http://konserwatyzm.pl/artykul/5046/oswiadczenie-dla-polskich-i-rosyjskich-mediow (20.08.2012)

    Объяснение представителей польских национально-консервативных организаций в отношении источников антирусскости и русофобии в Польше

    "Заявление

    В связи с появляющимися в российских средствах массовой информации высказываниями, связывающими враждебный подход по отношению к России и антироссийские действия с польскими "правыми" и "право-консервативными" кругами, мы хотели бы уточнить, что они не соответствуют действительности. Партия "Право и Справедливость" и имеет в своих рядах отдельных членов с консервативными и правыми взглядами. Однако, ею руководят лидеры, которые свою политическую деятельность начинали в организации с четкой лево- либеральной ориентацией. Этой организацией являлся Комитет защиты рабочих (KOR), действующий в Польше в рамках так называемой демократической оппозиции начиная с середины 70-х годов ХХ века. Его члены позиционировали себя как "светских левых". У антироссийских или откровенно русофобских взглядов в Польше именно такие идеологические корни.

    Мы также хотели бы отметить, что польские правые, которые в начале ХХ века были представлены Национально-демократической партией и Союзом реальной политики, выдвигали требование примирения между польским и русским народами. Ссылаясь на эту традицию, мы полностью поддерживаем подписанное 17 августа 2012 года председателем Польской Епископской Конференции и Патриархом Московским и всея Руси Обращение к польскому и русскому народу. Мы считаем, что данный документ олицетворяет принципы польских народных и консервативных правых сил, сформулированные сто лет назад.

    Варшава, 18 августа 2012 г.

    Профессор Адам Веломски, президент Консервативно-монархистского клуба
    Ян Энгельгард, главный редактор национал-демократического еженедельника "Мысль польска"
    Збигнев Липиньский, президент Народно-национального движения
    Давид Березицкий, председатель Лагеря великой Польши"

    Источник: http://konserwatyzm.pl/artykul/5046/oswiadczenie-dla-polskich-i-rosyjskich-mediow (20.08.2012)



    Polacy, Rosjanie to bracia Słowianie!
    Поляки и русские рoссияне – это братья-славяне!

  •    Фотo: npwmag.pl


    Spór o Powstanie Warszawskie (cz.1) – Спор о Варшавском восстании (ч.1)

    Cz. 2/Ч. 2: http://polski.blog.ru/213204339.html (09.07.2014).

    Spór ten przetoczył się w tym roku (2011) przez łamy wielu gazet i fora internetowe, przybierając wyjątkowe nasilenie. Jego detonatorem stała się jedna krótka wypowiedź ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, który zamieścił na społecznościowym portalu Twitter taki oto wpis: „Powstanie Warszawskie było narodową katastrofą”. Wywołało to z miejsca niezwykle gwałtowną, żywiołową, można by nawet rzec histeryczną reakcję zapamiętałych jego czcicieli, szczególnie tych skupionych około PiS-u. Sygnał do niej dali warszawscy radni tej partii, dla których takie postawienie sprawy jest niedopuszczalnym naruszeniem jakowejś narodowej świętości: „Z najwyższym oburzeniem przyjmujemy słowa wiceprzewodniczącego PO, godzące w pamięć o Powstaniu Warszawskim" (w tych kręgach używa się zawsze w odniesieniu do tego wydarzenia dużych liter, dla uwypuklenia jego szczególnej rangi i doniosłości, choć reguły ortograficzne języka polskiego wcale tego nie wymagają, podobnie ma się sprawa z Marszałkiem Piłsudzkim; w zwykłych wypadkach ten stopień wojskowy pisze się z małej litery – podkr. moje – J.W.). „Nazywanie Powstania katastrofą uznajemy za niedopuszczalne. Podważanie sensu heroicznego zrywu powstańców, atak na ich dowódców przywołuje w pamięci praktyki władz komunistycznych, które nie powinny mieć miejsca w Wolnej i Niepodległej Rzeczypospolitej”. A więc, zdaniem pisowskich aktywistów mamy teraz właśnie szczęśliwy czas wolności i niepodległości, podczas gdy za „komuny” Polska była całkowicie zniewolona – warto na wstępie tą wykładnię polskich dziejów odnotować, bo doskonale oddaje ona panującą w tym środowisku mentalność.

    Za tym uroczystym protestem poszły kolejne głosy „świętego” oburzenia, płynące już od oficjeli wyższej rangi. Rzecznik PiS, p. Mariusz Błaszczak poszedł po tej samej linii rozumowania i wnioskowania: „Sikorski stanął tym samym w jednym szeregu z komunistyczną propagandą”, zaś p. poseł [PiS] Adam Hofman zaklinał się, iż: „przez ten trud (powstanie warszawskie) mamy dzisiaj wolną, niepodległą Polskę”. Wszelako nie pokwapił się bardziej szczegółowo uzasadnić tej wzniosłej tezy. Traktuje ją najwidoczniej jako klasyczny aksjomat, nie potrzebujący jakichkolwiek uzasadnień. Z kolei niezawodny i zawsze czujny p. poseł [PiS] Karol Karski postawił wyrok wprost miażdżący: „Słowa Sikorskiego są wpisaniem się w rosyjską narrację historii Polski”.

    W sukurs wymienionym pisowskim prominentom przyszły niektóre eksponowane postacie z kręgów kombatanckich. Wedle samego prezesa Związku Powstańców Warszawskich, gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego: „Takie słowa nie powinny paść z ust ministra. Powstanie musiało wybuchnąć, nie było od niego odwrotu. A historia pokazała, że nasz trud był słuszny i ofiary poniesione przez powstańców i ludność cywilną nie poszły na marne. Doczekaliśmy się po latach wolnej Polski i demokracji”.

    Swoje musiał dołożyć tradycyjnie i „N[asz]D[ziennik]”, który w numerze z 4 sierpnia br. piórem red. Wojciecha Reszczyńskiego zakwalifikował słowa Sikorskiego wręcz jako: „przejaw antypolonizmu”. Zaś dzień później w tej samej gazecie prof. Witold Kieżun spekulował następująco: „Jak daleko w głąb Europy zaszła by Armia Czerwona, gdyby nie Powstanie Warszawskie. Polacy zapłacili za to zniszczeniem warszawskiej AK i centralnego ośrodka niezależnej politycznej, patriotycznej działalności w Polsce”. Tak samo ścigano się w wynajdywaniu podobnych wzniosłych uzasadnień i podkreślaniu dziejowej doniosłości powstania warszawskiego w trakcie oficjalnych uroczystości rocznicowych: że dzięki temu mówimy jeszcze w ogóle po polsku; że pokazaliśmy wtedy całemu światu, jak to potrafimy umierać bohatersko za Ojczyznę; że powstanie to praprzyczyna powstania „Solidarności” itd., itp.

    Nie odczuwam żadnego związku ani politycznego, ani ideowego z p. Radosławem Sikorskim, posadzonym teraz na ławie narodowych świętokradców i obrazoburców. Nie jestem zatem w stanie określić faktycznych intencji przyświecających tej jego wypowiedzi. Może to była po prostu zwykła zagrywka przedwyborcza, mająca uderzyć w czuły punkt konkurencji, która uczyniła sobie z tej bezmyślnej powstańczej egzaltacji doskonałe narzędzie mobilizowania patriotycznego elektoratu. Kim by jednak nie był p. Sikorski, i jaki by nie był podtest jego wypowiedzi, nie potrafię absolutnie zrozumieć, co jest w niej tak skandalicznego czy niedopuszczalnego. Czym bowiem było powstanie warszawskie, jeśli nie wielką polską klęską i tragedią? Było zwycięstwem? Tego chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powie.

    Próba zestawiania wypowiedzi Sikorskiego z tezami PRL-owskiej propagandy jest nieuzasadniona i nieadekwatna – takie porównanie jest chybione. Wtedy eksponowano bowiem na pierwszym planie nie tyle sam fakt narodowej tragedii, co „polityczne awanturnictwo inspiratorów i przywódców powstania warszawskiego”. Zresztą samo to, że za czasów socjalkomunizmu cokolwiek krytykowano, pomniejszano, cenzurowano, sam ten fakt nie przesądzą jeszcze wcale, że teraz, po nastaniu „wolnej, niepodległej Polski”, jak ją widzą przywołani czujni strażnicy „pamięci powstania warszawskiego”, należy to od razu, na zasadzie prostej, odruchowej reakcji wynosić bezkrytycznie pod niebiosa. Np. wtedy także i osoba marszałka Piłsudzkiego znajdowała się na takim wprawdzie niepisanym, jednakże praktycznie funkcjonującym indeksie. Czy to jednak ma być wystarczający powód do tego, by przypisywać mu teraz częstokroć jakiejś zupełnie urojone dokonania i zasługi, i otaczać tą postać obowiązującym wszystkich Polaków oficjalnym kultem? Podobnie ma się sprawa i z powstaniem warszawskim.

    Zrozumiałbym jeszcze całą tą krytykę, gdyby we wspomnianej wypowiedzi Sikorskiego dało się wychwycić jakiś ton ironiczny, czy też, nie daj Boże, szyderczy. Ale nie – trudno się czegoś takiego w niej doszukać. Określenie „narodowa katastrofa” kojarzy się wyraźnie, niezależnie od intencji autora, z troską o naród, a zwłaszcza, biorąc pod uwagę kontekst ocenianego wydarzenia, o jego biologiczną substancję. Trudno też zrozumieć zarzut o „ataku na dowódców” w sytuacji, gdy ci zostali już w minionym czasie dużo bardziej krytycznie osądzeni i podsumowani przez cały szereg wybitnych Polaków: polityków, wojskowych, historyków, których w żaden sposób o brak patriotyzmu, a tym bardziej o „antypolonizm” oskarżyć się już nie da. Do tej kwestii jeszcze wrócimy.

    Tak samo nie rozumiem, na jakiej to zasadzie samo określenie „narodowa katastrofa” miałoby się wpisywać w „rosyjską wersję historii”. Taki zarzut byłby słuszny, gdyby, wypowiadając te słowa, ich autor usprawiedliwiał, czy też pochwalał stosunek Sowietów do powstania warszawskiego. To jednak nie miało miejsca. Paradoksalnie wywołanie tego powstania – wiadomo to powszechnie – było im, a zwłaszcza Stalinowi, bardzo na rękę. Było ono jeszcze bardziej na rękę tym, którzy, działając zza jego pleców, chcieli tym sposobem zniszczyć i zdezorganizować intelektualny mózg narodu i centralny ośrodek polskiego państwa podziemnego, by tym łatwiej zainstalować swoje polskojęzyczne rządy – w postaci ZPP, CBKP, PKWN itd. Jednak – nie mam tu najmniejszych złudzeń – p. Karskiemu nie chodzi wcale o robienie głębszych historycznych analiz. Jemu chodzi wyłącznie o to, by w wytworzonej posmoleńskiej psychozie, która na szczęście powoli wygasa, przypiąć oponentom łatkę stronników Moskwy, i tym prostym sposobem ich zdyskredytować, a tym samym zamknąć im usta.

     

     

    Powstanie w Warszawie było na rękę nie tylko Stalinowi, lecz także elitom nowej „polskiej” władzy, wkraczającym do Polski pod wodzą Jakuba Bermana, faktycznego szefa Centralnego Biura Komunistów Polskich (CBKP), które od stycznia 1944 r. zarządzało pozostałymi strukturami partyjnymi, politycznymi, wojskowymi, konspiracyjnymi i propagandowymi promoskiewskich socjalistów oraz organami państwowymi tzw. Polski lubelskiej. Na zdjęciach Jakub Berman wśród elity budowniczych socjalizmu komunistycznego w Polsce oraz widziany z bliska.  Восстание в Варшаве было на руку не только Сталину, но и элите новой „польской” власти, входящeй в Польшу под руководством Якуба Бермана, фактического руководителя Центральнoго бюро польских коммунистов (ЦБПК), называемoго также Центральным бюро коммунистов Польши в СССР, которoе с января 1944 г. упрaвлялo остальными партийными, политическими, военными, конспиративными и пропагандиcтскими структурами pro-московских  социалистов и также государственными органaми т.н. люблинcкoй Польши. На фотографиях Якуб Берман среди элиты строителей коммунистического социализма в Польше, и вблизи. Фотo: livejournal.com , dic.academic.ru

    Co do tezy p. Reszczyńskiego, to aż wprost nie mogę uwierzyć, że wyszła ona spod pióra publicysty tej miary. A to ze względu na przebijająca z niej całą ciasnotę i głupotę polityczną, zaprawioną niemałą dawką cynizmu. Nie trzeba tu głębszych domysłów – sprawa jest zupełnie oczywista. Mamy tu ani chybi do czynienia z próbą utrzymania czytelników w sztywnych okowach całej tej pseudopatriotycznej narracji; odwiedzenia ich, żeby przypadkowo nie próbowali się sami wgłębić w fakty i konkrety. Dlatego to podgrzewa się temperaturę sporu do granic wytrzymałości i feruje wyroki niby z ramienia jakiejś naczelnej narodowej wyroczni, która z góry wiążąco określa, co może być poczytane za patriotyzm, a co za postawę antypolską. Ciekawe tylko, kto powołał tą wyrocznię i zamianował p. Reszczyńskiego jej oficjalnym reprezentantem.

    Jeśli chodzi z kolei o p. Kieżuna, jest to, jeśli dobrze pamiętam, dokładnie ta sama osoba, która w swoim czasie opracowywała dla Buzka i jego kompanów plany nowego dzielnicowego rozbicia Polski, które nazwano tzw. reformą samorządową. Nie bardzo więc rozumiem, co p. Kieżun robi w tak bardzo patriotycznej gazecie. Dlaczego by jednak nie posłużyć się i nim, skoro to, co w tym przypadku twierdzi, tak dobrze pasuje do lansowanej od dawna linii polityczno-ideowej. P. Kieżun próbuje mianowicie za wszelką cenę uzasadnić słuszność i celowość powstania warszawskiego przy pomocy starego, wyświechtanego chwytu, który jeszcze do niedawna mocno chwytał Polaków za serce – przez zwrócenie uwagi na jego szerszy, ogólnoeuropejski, a nawet ogólnoświatowy wymiar. Odbija się w tym i jakieś echo bitwy pod Wiedniem, i zwłaszcza bitwy warszawskiej 1920 r., a więc tych wielkich wydarzeń historycznych, kiedy to Polacy własną piersią zasłonili Europę przed najazdem obcych, śmiertelnie jej wrogich sił, nie tylko w wymiarze politycznym, lecz także duchowym, kulturowym, cywilizacyjnym. Jest to jednak echo całkiem zwodnicze, fałszywe. Pomiędzy tymi wydarzeniami historycznymi a powstaniem warszawskim 1944 r. nie zachodzi żadna istotna analogia.

    P. Kieżun wykazuje się poza tym w swoich wywodach daleko posuniętą nieznajomością historii. Zdaje się m.in. całkowicie ignorować zupełnie zasadniczy w tej kwestii fakt, iż podziału Europy na strefy wpływów pomiędzy Związkiem Sowieckim a zachodnimi aliantami dokonano już wiele miesięcy wcześniej, na jesieni 1943 r., w trakcie konferencji w Teheranie. I że potem sygnatariusze tego porozumienia wiernie się tych ustaleń trzymali, nie wchodząc sobie w paradę aż do zakończenia wojny – potwierdza to cały szereg faktów. Sowiecki front stanął pod Warszawą nie tylko z powodu wybuchu powstania – choć pozwolenie Niemcom na jego swobodne zdławienie to był wybitny sowiecki interes – lecz również dlatego, że sowieckie armie były po długiej, frontalnej ofensywie mocno już wykrwawione i zmęczone. Żeby uderzać dalej na zachód, potrzebowały najpierw uzupełnień w ludziach, podciągnięcia linii zaopatrzeniowych, zgromadzenia odpowiednich zapasów amunicji, paliwa itd. Linia Wisły stanowiła mocną rubież obronną i sowiecki sztab generalny mógł w ciemno zakładać, że Niemcy będą jej z wielką determinacją bronić. Gdyby było inaczej, gdyby siły sowieckie zatrzymały się tylko z powodu powstania warszawskiego, to mogłyby one ruszyć na zachód niedługo po jego upadku, po rozbiciu polskiego centralnego ośrodka podziemnego, i po wypędzeniu z Warszawy przez Niemców całej ocalałej ludności, gdzieś w połowie października albo w listopadzie 1944 r., nie zaś dopiero w styczniu roku następnego. Poza tym front wschodni rozciągał się wtedy na przestrzeni kilku tysięcy kilometrów. Trzeba zwrócić uwagę, że Armia Czerwona podeszła do Warszawy stosunkowo wąskim klinem. Niemcy siedzieli w tym czasie jeszcze bardzo mocno w krajach bałtyckich, a zwłaszcza w Prusach Wschodnich. Sowieci byli też w tym czasie bardzo mocno zaangażowani w walkach na terenie południowej Polski – na początku września rozpoczęła się tam operacja dukielska, mająca umożliwić im wejście na teren Słowacji. Na samym południu wchodzili zaś dopiero na teren Rumunii, zaś siły niemieckie stawiały im tam zaciekły opór. Opanowanie natomiast tego kraju i następnie Węgier było dla Stalina niesłychanie ważne ze względu na konieczność odcięcia III Rzeszy od tamtejszych pól naftowych. Poza tym myślał on perspektywicznie i długofalowo. Dlatego nadrzędnym jego celem było jak najszybsze i najdokładniejsze zniszczenie wszelkich struktur politycznych i wojskowych, które mogłyby w przyszłości utrudniać i komplikować sowieckie panowanie w przyznanej mu strefie wpływów, a nie parcie za wszelką cenę do przodu. Niefortunne powstanie warszawskie bardzo mu realizację tej strategii ułatwiło.

    Nawiasem mówiąc, jeszcze dalej w tych historycznych fantasmagoriach poszedł znany publicysta katolicki, p. Tomasz Terlikowski. Zasugerował, że gdyby nie było powstania w Warszawie, to sowieckie armie doszłyby może nawet do Paryża. Nie wytłumaczył tylko, jakim to konkretnie sposobem. Nie zastanowił się też chyba na poważnie, po co ten Paryż wraz z kawałkiem Francji byłby tak w ogóle Stalinowi potrzebny. Bo chyba tylko do wywołania z miejsca III wojny światowej.

    Mniejsza jednak o te historyczne nonsensy. Bodaj jeszcze groźniejsze i bardziej szkodliwe dla polskiej świadomości historycznej, a w jeszcze większym stopniu myśli politycznej jest bowiem samo to dalsze uparte deklamowanie tego zgranego już całkowicie hasła: „Za naszą i waszą wolność”, które tak czytelnie przebija z wynurzeń obu panów. Zresztą, tak naprawdę tą kolejność rzeczy trzeba odwrócić – tu czyjaś wolność jest w istocie ważniejsza od polskiej. Jest to nic innego, jak tylko żywe echo tych wszystkich, podszytych masońskimi i węglarskimi machinacjami, XIX-wiecznych beznadziejnych prób powstańczych.

    Czy nas powinien obchodzić specjalnie Paryż? Czy my mamy ciągle obowiązek bić się, umierać i wykrwawiać za kogoś; czy naszym jedynym dziejowym przeznaczeniem ma być wyciąganie kasztanów z gorącego ognia dla innych? Dla ludzi tego pokroju nie jest ważne np. to, że przez całkowicie bezsensowne powstanie listopadowe doprowadziliśmy do zlikwidowania tak znaczącej namiastki polskiej państwowości, jaką było tzw. Królestwo Kongresowe; nieważne że ta bezmyślna awantura ściągnęła brutalne i tragiczne w skutkach dla całego narodu represje carskie w stosunku do rdzennie polskiego żywiołu, nie tylko na miejscu, ale przede wszystkim na wschodzie, na tzw. Ziemiach Zabranych! Ważne, że uratowaliśmy w ten sposób rewolucję lipcową we Francji, która była skądinąd niczym innym, jak tylko dalszym etapem niszczenia tradycyjnego porządku chrześcijańskiego w Europie. Mniej istotne jest dla nich w końcu to, że do gruntu błędna, by nie powiedzieć wprost zdradziecka polityka zagraniczna Józefa Becka przyczyniła się w sposób bardzo poważny do pogrzebania niepodległości sąsiedniej Czechosłowacji, a Polskę postawiła całkiem samotną oko w oko z groźną hitlerowską potęgą. Istotniejsze jest to, iż umiędzynarodowiła ona dwustronny konflikt polsko-niemiecki, kładąc tym samym podwaliny pod upadek III Rzeszy – tak mi kiedyś rzekł człowiek o bardzo wysokim statusie społecznym, sam mający się za wielkiego patriotę, i zapamiętale próbujący uczyć tego rodzaju patriotyzmu innych. Tu wyraźnie przebija podobne rozumowanie: skoro już wcześniej zginęło kilka milionów Polaków, to dalsze parę setek tysięcy ofiar nie robi przecież większej różnicy – ważne, że Paryż ocalał! To nie jest w istocie żaden patriotyzm. To jest myślenie podszyte daleko posuniętym internacjonalizmem; to myślenie, które traktuje Polskę zawsze przede wszystkim jako środek do cudzego szczęścia, nie zaś cel sam w sobie; to myślenie zatruwające do gruntu nasze zbiorowe zdrowie moralne, a jeszcze bardziej deformujące i wykoślawiające nasze pojęcia polityczne. Tego rodzaju opinie mogą pochodzić tylko od ludzi pozbawionych głębszej duchowej łączności z prawdziwą, autentyczną Polską, z jej potrzebami i interesami.

    Niemniej absurdalne są twierdzenia p. gen. Ścibor-Rylskiego. Twierdzenie: „Powstanie musiało wybuchnąć” jest przejawem jakiegoś historycznego determinizmu w czystej postaci. Poniżej udowodnię p. generałowi, że mija się na całej linii z prawdą. Zaś podpieranie się tą „wolnością i niepodległością” jest doprawdy żałosne. Ciekawe, w czym p. generał upatruje ową niepodległość: w orle z koroną na swojej generalskiej czapce, czy może w tych rozdętych oficjalnych uroczystościach ku czci narodowych klęsk.

    Suma summarum widzimy jak dłoni, że wszystkie te zacytowane wywody są tylko i wyłącznie zbiorem ogólników, nie mieszczących w sobie żadnej konkretnej, pozytywnej treści. Jest to zbiór różnych pseudopatriotycznych frazesów, zaklęć i sloganów, zaprawionych sporą porcją agresji w stosunku do tych wszystkich, którzy nie chcą ślepo w nie wierzyć. Jak się nie ma w ręku racjonalnych argumentów, to pozostaje właśnie tylko taki sposób prowadzenia dyskursu, a raczej zakrzykiwania oponenta. Przyjrzyjmy się więc wnikliwie kulisom powstania warszawskiego; przyjrzyjmy się nagim faktom, by stwierdzić, czy naprawdę to powstanie „musiało wybuchnąć”.

    Otóż, fakty te mówią zgoła coś przeciwnego – nie tylko nie musiało ono wybuchnąć, ale nie było nawet planowane – decyzja o jego wywołaniu zapadła dopiero w ostatniej dosłownie chwili. Nie chcę tu wdawać się w omawianie całego planu akcji „Burza”, ograniczę się tylko do samej stolicy. Otóż, pierwotny plan ewentualnego wywołania powstania w Warszawie zakładał, że, aby miało ono jakiekolwiek szanse powodzenia, muszą zostać spełnione następujące warunki: a) uzyskanie pełnego zaskoczenia Niemców; b) uzyskanie znaczącej pomocy z zewnątrz w postaci desantu Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego oraz wsparcia ze strony alianckiego lotnictwa; c) zakładano walkę wyłącznie z niemiecką policją, w żadnych wypadku z frontowymi oddziałami Wermachtu. Nawet pomimo wszystkich tych zastrzeżeń, z bardzo dużym sceptycyzmem odnosili się do koncepcji powstania zarówno Naczelny Wódz, gen. broni Władysław Sikorski, jak i Komendant Główny AK, gen. dyw. Stefan Rowecki ps. "Grot". Obydwaj zostali jednak odpowiednio wcześniej wyeliminowani z gry. Gen. Sikorski zginął w katastrofie gibraltarskiej, zaś „Grot” został skutkiem zdrady pojmany przez Niemców, osadzony w Sachsenhausen, i zamordowany tuż po wybuchu powstania na osobisty rozkaz Himmlera. Także i następca gen. Sikorskiego na stanowisku Naczelnego Wodza, gen. broni Kazimierz Sosnkowski był sceptyczny wobec projektu robienia powstania w Warszawie. Świadczy o tym choćby jego wypowiedź z 3 lipca 1944 r.: „Powstanie bez uprzedniego porozumienia z ZSRR na godziwych podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś bez uczciwego i prawdziwego współdziałania z Armią Czerwoną byłoby pod względem wojskowym niczym innym jak aktem rozpaczy”. Były to w tym momencie już tylko czysto teoretyczne rozważania, biorąc pod uwagę takie fakty, jak wcześniejsze zerwanie przez Związek Sowiecki stosunków dyplomatycznych z rządem polskim w Londynie; jawne przygotowywanie sobie przezeń własnego zaplecza polityczno-wojskowego w postaci ZPP i 1 Armii WP gen. Berlinga; wreszcie brutalną rozprawę z dużymi zgrupowaniami AK, realizującymi akcję „Burza” na Wileńszczyźnie i na Wołyniu. Można było, co prawda, robić sobie jeszcze jakieś złudzenia, że na zachód od linii Curzona scenariusz wypadków będzie inny. Były to jednak złudzenia małego dziecka – Sowieci nie po to przecież tworzyli swoje „polskie” marionetkowe agendy, by osadzać je w Wilnie czy Lwowie, ale (właśnie) w Warszawie. Jeszcze 14 lipca Komendant Główny AK, gen. Tadeusz Komorowski ps. Bór, po zapoznaniu się z przebiegiem i efektami „Burzy” na Kresach, meldował do Londynu, że w zaistniałej sytuacji powstanie w stolicy nie ma żadnych szans powodzenia. Wcale się do niego zresztą nie szykowano, skoro tydzień wcześniej wysłano z magazynów warszawskich na prowincję, szczególnie na teren Lubelszczyzny, 700 pistoletów maszynowych, stanowiących większą część posiadanych w Warszawie ogółem. Oznaczało to ogromne osłabienie siły ognia stołecznej AK, zważywszy, że pistolet maszynowy to bardzo cenna broń w walce w mieście, toczonej często na bliską odległość. Jak więc się to stało, że gen. Komorowski w ciągu dwóch tygodni raptem zmienił zdanie i dał rozkaz do powstania.

    Jeszcze w ostatnich dniach lipca dwóch wysokich oficerów KG AK: płk Emil Fieldorf ps. "Nil" – dowódca Kierownictwa Dywersji AK (Kedywu) i ppłk Ludwik Muzyczka, złożyło na ręce „Bora” pisemne memoriały sprzeciwiające się wywoływaniu powstania, uzasadniając ten sprzeciw zarówno postawą ZSRR, jak i przyczynami natury wewnętrznej – brakiem dostatecznej liczby żołnierzy, a zwłaszcza broni i amunicji. Ale decyzja zapadła już wcześniej. 21 lipca doszło do spotkania całej trójki AK-wskich generałów: Komorowskiego, Tadeusza Pełczyńskiego ps. Grzegorz oraz Leopolda Okulickiego ps. Niedźwiadek, Kobra – zrzuconego niedawno właśnie skoczka z Londynu. To na tym spotkaniu zapadła najprawdopodobniej wstępna decyzja o wywołaniu powstania, przy czym najsilniej parł do niego Okulicki, posuwając się wobec „Bora” nawet do gróźb i szantażu, choć nie miał w tej kwestii jakichkolwiek formalnych upoważnień ze strony Naczelnego Wodza. W następstwie tej narady „Bór” zadepeszował do Londynu gotowość do powstania. Zaś 26 lipca wysłał tam kolejną depeszę, informując, że Niemcy na wschód od Warszawy są już całkowicie rozbici, zatem Armia czerwona lada chwila może wejść do stolicy Polski. Tym samym trzeba więc przedsięwziąć powstanie. Jednakowoż konsultacje poczynione w alianckich kręgach politycznych i militarnych, m.in. przez ambasadora Raczyńskiego, szybko pokazały, że alianci, w tym również Brytyjczycy, nie widzą żadnych możliwości udzielenia mu efektywnej pomocy lotniczej, nie mówiąc już o przerzucie do Polski jakichkolwiek jednostek PSZ na Zachodzie. Wskazywano przy tym jasno nie tylko na trudności natury czysto technicznej, ale i na względy polityczne – na decyzje odnośnie podziału kontynentu, jakie zapadły w Teheranie, i wynikającą z nich dla aliantów niemożność wpływania na rozwój wypadków w Polsce poza plecami Stalina.



    Teheran 1943, zdrada USA i Wielkiej Brytanii. Churchill ze Stalinem, zadowolonym z powodu oddania mu Polski i wschodniej części Niemiec. Тегеран 1943, предательство США и Великобритании. Черчилль со Сталиным, счастливым из-за преданности ему Польши и восточной части Германии. Фотo: world-war.ru

    29 lipca doszło w Warszawie do spotkania specjalnego emisariusza rządu londyńskiego, kpt. Jana Nowaka-Jeziorańskiego (późniejszego dyrektora RWE) z gen. Komorowskim. Kurier miał wtedy przedstawić „Borowi” sytuację geopolityczną wytworzoną przez postanowienia teherańskie i uzmysłowić mu, że Stalin otrzymał już od USA i Wielkiej Brytanii pełne carte blanche odnośnie całej Polski. Zaznaczył też, że nie można liczyć na jakąkolwiek pomoc Zachodu. Wszelako jednocześnie miał mu zasugerować, że powstanie mogłoby ułatwić Mikołajczykowi rokowania ze Stalinem. Jeśli to faktycznie miało miejsce, to trzeba to uznać za wyraźną zachętę dla zrobienia powstania. Nie wiemy do dzisiaj, jaki dokładnie przebieg i konsekwencje miała ta rozmowa, ale jedno jest pewne – sławny kurier z Londynu nie odwodził bynajmniej w sposób zdecydowany „Bora” od powstania. Nie da się nawet wykluczyć, że jego wizyta w Warszawie miała przede wszystkim na celu wytworzenie swoistego alibi dla londyńskich czynników decyzyjnych na wypadek gdyby powstanie zakończyło się klęską i tragedią ludności stolicy.

    Zresztą, „Bór” posiadał już w tym momencie przyzwolenie na powstanie. Otrzymał je od Prezesa Rady Ministrów, Stanisława Mikołajczyka, który w depeszy z 26 lipca upełnomocnił Delegata Rządu na Kraj, Jana Stanisława Jankowskiego do ewentualnego podjęcia decyzji o powstaniu na miejscu, „w momencie przez was wybranym”. Mikołajczyk dopuścił się przy tym swoistej manipulacji, gdyż stosowna uchwała, przegłosowana przez Radę Ministrów, miała dużo bardziej ogólnikową treść. Upoważniała ona mianowicie Delegata do: „powzięcia wszystkich decyzji wymaganych tempem ofensywy sowieckiej, a w razie konieczności bez uprzedniego porozumienia się z rządem”. Tym samym, cedując na Jankowskiego formalne prawo decyzji w tej tak kluczowej dla Polski sprawie, złożono praktycznie tą decyzję ręce dowódców AK, którzy mogli łatwo na niezorientowanym w sprawach wojskowych Delegacie pożądaną przez siebie decyzję wymusić, czy to przez wywarcie nań odpowiednio silnej presji, czy też choćby przez zwykłe wprowadzenie go w błąd co do rozwoju sytuacji militarnej. Późniejsza jego wypowiedź ujawnia, że nie było to wcale trudne: „Chcieliśmy światu pokazać, że, dążąc do niepodległości, nie chcemy otrzymać od nikogo wolności w podarunku, aby wraz z podarunkiem nie były dyktowane nam warunki sprzeczne z interesami i tradycjami i godnością Narodu. Wreszcie chcieliśmy uwolnić Polskę od gniotącej zmory kaźni gestapo i mordowni więziennych. Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać”. Te słowa wiele mówią o rozległości horyzontów politycznych Jankowskiego. Chcieliśmy, chcieliśmy, chcieliśmy… Tak jakby jedyną treścią i wykładnią polityki były tylko same chcenia.

    W tym stanie rzeczy główna polityczna odpowiedzialność za wywołanie powstania warszawskiego spoczywa bez wątpienia na Stanisławie Mikołajczyku. Na poziomie zaś wojskowym nie jest bez winy sam Naczelny Wódz, gen. Sosnkowski. Co z tego, że niby wykazywał w tej kwestii sceptycyzm, skoro nie zdobył się w odpowiednim czasie na wydanie kategorycznego zakazu. Za to w krytycznych dniach wyjechał na inspekcję wojsk gen. Andersa do Włoch, tak jakby akurat to w tej chwili było najważniejsze. Równało się to zrzuceniu ciężaru odpowiedzialności z siebie, przysłowiowym umyciu rąk, i oddaniu możliwości decyzyjnych w ręce „Bora”, i działających za jego plecami ludzi pokroju Okulickiego, Pełczyńskiego i Chruściela, których to głównie działania doprowadziły do wywołania powstania. Osobną, bardzo istotną, a wedle wszelkich przesłanek bardzo złowrogą rolę odegrał tu również zrzucony na spadochronie b. osobisty plaster gen. Sikorskiego, Józef Rettinger.

    Ostateczna decyzja o wybuchu powstania zapadła 31 lipca po przybyciu do „Bora” płk. Antoniego Chruściela ps. "Monter" z meldunkiem, że sowieckie czołgi, wkraczają, po uprzednim zajęciu Okuniewa, Radzymina i Wołomina, na Pragę. Wiadomość ta była jednak albo skutkiem niedokładnego rozpoznania, albo też została rozmyślnie zmyślona. Działając pod tym impulsem, „Bór” wydał rozkaz rozpoczęcia powstania następnego dnia o godz. 17.00.

    Częstokroć podkreśla się, że niebagatelny wpływ na tą decyzję miało zarządzenie niemieckiego gubernatora Warszawy, Ludwiga Fishera z 27 lipca, nakazujące stawić się 100 tysiącom warszawiaków do robót fortyfikacyjnych, co sugerowało, że Niemcy zamierzają bronić Warszawy za wszelką cenę, zamieniając ją w twierdzę. W domyśle więc była ona tak czy owak skazana na zniszczenie. Nadto podkreśla się, że zastosowanie się do tej decyzji pociągnęłoby za sobą rozbicie całej siatki konspiracyjnej AK w stolicy. Jest to jednak bardzo naciągany argument, dorabiany ex post. Wymienieni wodzowie AK podjęli bowiem wstępną decyzję o powstaniu już znacznie wcześniej. Nadto, fakt ten nie mógł być dla nich istotnym motywem działania, skoro kierowali się ponoć kalkulacją, że Sowieci w każdej chwili mogą wkroczyć do stolicy. Poza tym, takie zarządzenie łatwo jest wydać, dużo trudniej wykonać, przy powszechnym oporze i sabotażu ze strony ludności.

    Przywołuje się też często jako rzekomy argument na usprawiedliwienie decyzji o powstaniu agitację sowieckich radiostacji na rzecz podjęcia przez mieszkańców stolicy zbrojnej walki z Niemcami, która groziła rzekomo tym, iż zwykli warszawiacy sami rzuciliby się do walki ze znienawidzonym okupantem, walki dużo bardziej jeszcze beznadziejnej. Czym jednak mieliby walczyć – gołymi rękami? Twierdzi się również, że powstanie wywołaliby w tej sytuacji i tak komuniści z AL. Otóż, formacja ta była tak słaba w stolicy, że Niemcy zdławili by taki podryw w ciągu kilku dni, a najpewniej godzin, bez tak straszliwych dla Warszawy następstw. To są kolejne naciągane argumenty i nic więcej.

    Skrajną nieodpowiedzialność w/w dowódców, którzy mają decydującą „zasługę” w wywołaniu powstania, ukazuje najlepiej fakt, że spośród 35 tysięcy zmobilizowanych do powstania żołnierzy stołecznej AK najwyżej 5 tysięcy dysponowało w tym momencie bronią. Na jej stanie uzbrojenia było w tym momencie nieco ponad 2,5 tys. karabinów ręcznych, 657 pistoletów maszynowych, 145 ręcznych karabinów maszynowych, 47 ciężkich karabinów maszynowych, ponadto 3800 pistoletów, 29 karabinów ppanc., 6 Piatów i 16 moździerzy i granatników. Do pierwszego natarcia zdołano w dodatku wykorzystać mniej niż połowę tego arsenału [czyli co 14-ty powstaniec miał broń - polski.blog.ru], szczególnie gdy chodzi o rkm i ckm (odpowiednio 60 i 7 sztuk). Było to spowodowane krótkim czasem mobilizacji i trudnością transportu broni w warunkach szczelnie obstawionego formacjami niemieckimi miasta. Że trudno było dostarczyć na czas oddziałom powstańczym ciężką broń maszynową – to jeszcze można jakoś zrozumieć. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że dostarczono im zaledwie 1000 kb, 300 pm i zaledwie 1000 pistoletów. To świadczy najlepiej o bardzo kiepskim poziomie przygotowania, a mówiąc wprost - o kompletnym nieprzygotowaniu do powstania. Ilość posiadanej amunicji wystarczała na 3 dni walki. Brak broni nie był jednak istotnym problemem dla inspiratorów powstania, bo tą przecież można było, jak dowodził np. „Monter”, zdobyć na wrogu, atakując niemieckie bunkry z kilofami itp.

    I tych straceńców posłano naprzeciw 20 tysięcy dobrze uzbrojonych Niemców, w tym około 7 tysięcy ostrzelanych żołnierzy regularnej armii niemieckiej, siedzących przeważnie w doskonale ufortyfikowanych bunkrach i budynkach. Posłano ich w dodatku w do tego szaleńczego ataku w pełnym świetle dnia, a nie pod osłoną nocy. Wymyślono mianowicie, że wyznaczenie godz. „W” na godz. 17.00 jest optymalnym rozwiązaniem, gdyż gromadzący się żołnierze znikną w tłumie wracających właśnie z pracy cywilów, i będą mogli podejść niepostrzeżenie do niemieckich stanowisk na odległość rzutu granatem. Była to jednak w rzeczywistości pora najgorsza. Niemieccy konfidenci, których było w Warszawie wystarczająco dużo, nie mogli nie wykryć koncentracji oddziałów powstańczych, stąd niemiecki garnizon został odpowiednio wcześniej uprzedzony o szykującym się powstaniu. Wydaje się, że znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby zgromadzenie pod wieczór żołnierzy na kwaterach i atakowanie nocą.

    W praktyce rozkaz nakazujący żołnierzom, w większości z gołymi rękami, szturmować niemieckie bunkry w biały dzień, równał się posłaniu ich na rzeź. I to pierwsze uderzenie zakończyło się właśnie taką rzezią. Ponieważ Niemcy nie dali się nigdzie zaskoczyć, atakujące oddziały zostały zdziesiątkowane ogniem broni maszynowej, a w niektórych przypadkach wybite wprost do nogi. Atakowanych niemieckich obiektów nie zdołano zaś ani w jednym wypadku opanować. Dopiero następne dni przyniosły sukcesy, i nie dzięki wcale genialnym planom „Bora” i jego otoczenia, ale wyłącznie dzięki bohaterstwu żołnierzy i męstwu lokalnych dowódców.

    Jest poza wszelką dyskusją, że pod względem czysto wojskowym powstanie warszawskie było czynem doprawdy imponującym; czynem, któremu trudno znaleźć jest odpowiednik w dziejach. Oddziały powstańcze, złożone zarówno z dobrze wyszkolonych żołnierzy, jak i z młodzieży, a nawet dzieci, potrafiły przez ponad 60 dni stawiać zaciekły opór posiadającym olbrzymią przewagę uzbrojenia siłom niemieckim, a składającym się, prócz pierwotnego garnizonu Warszawy, z ponad 25-tysięcznego specjalnego korpusu pacyfikacyjnego gen. SS gen. Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, same będąc pozbawione ciężkiej broni i wystawione na potężny ostrzał artyleryjski oraz nieustanne bombardowania lotnicze. Kto w świecie mógłby się na taki czyn zdobyć? Podobnie zaciekle i bohatersko walczyli chyba tylko Rosjanie w Stalingradzie i Japończycy na wyspach Pacyfiku, ale to były formacje regularne, nie zaś pospolite ruszenie. Zresztą, tak samo wzorowa, bohaterska i godna wielkiego podziwu i uznania była postawa całej cywilnej ludności stolicy, która wspierała powstańców, jak i czym tylko mogła, i zapewniała jakie takie funkcjonowanie miasta, mimo panujących w nim potwornych wprost warunków. Ale nie można też w tym zachwycie nad tą stroną powstania warszawskiego przesadzać. Można przypuszczać, że Niemcy, gdyby tylko naprawdę tego chcieli, zdławili by je wcześniej. Wystarczyłoby, by wprowadzili do walki jedną ze swoich znajdujących się w pobliżu dywizji pancernych. Dlaczego tego nie zrobili? Nasuwa się oczywista hipoteza – dopóki trwały walki w Warszawie mieli całkowitą pewność, że wojska sowieckie nie przystąpią w stosunku do nich na tym odcinku do działań zaczepnych, nie było zatem w ich interesie nadmiernie się spieszyć w tłumieniu powstania.



    Roosevelt, Churchill i Stalin w Teheranie (30.11.1943).
    Рузвельт, Черчилль и Сталин в Тегеране (30.11.1943).
    Фотo: narod.ru


    Najgorsze jest jednak to, że ta heroiczna powstańcza walka nie prowadziła do żadnego konkretnego celu; że była ona od samego początku skazana na całkowitą klęskę. W wymiarze militarnym klęska powstania warszawskiego była już całkowicie oczywista z tą chwilą, gdy Sowieci wstrzymali swoje natarcie i przeszli do obrony, dając tym jasno i dobitnie do zrozumienia, że na jakiekolwiek wsparcie z ich strony nie może ono liczyć. W takim stanie rzeczy nasuwa się wręcz pytanie, czy nie trzeba było już wtedy podjąć rozmów kapitulacyjnych z Niemcami, a nie narażać dalej półmilionowej rzeszy cywili na zagładę? Takie rozwiązanie nie wchodziło jednak zupełnie w grę z jednego bardzo prostego powodu – nie pozwalały na to osobiste ambicje i swoiście pojmowany „honor” Komorowskiego, Okulickiego, Pełczyńskiego, Chruściela i ich popleczników. To swoiste poczucie „honoru”, nie popchnęło jednak jakoś np. Okulickiego – w istocie głównego sprawcę powstania, w obliczu całkowitego bankructwa jego koncepcji, do stanięcia do walki z bronią w ręce na pierwszej linii i do poszukania sobie równie honorowej śmierci.

    Janusz Włodyka

    Źródło/Источник: „Nowy Przegląd Wszechpolski” nr 7-8-9/2011. „Новый Oбзор Всепольский” № 7-8-9/2011: http://npwmag.pl/archiwum/2011/7-8-9.pdf (lipiec-wrzesień 2011).

     

    Krzyż Powstania Warszawskiego – nieoficjalna nagroda polskich żołnierzy w czasie powstania warszawskiego 1944 roku. Wykonywany ze zdobycznych niemieckich „żelaznych krzyży” i przedwojennej monety 1 zł, mocowanej w centrum.  Крест Варшавского Восстания – неофициальный приз польских войск во время варшавского восстания 1944 года. Кресты изготавливались из трофейных немецких „железных крестов” и довоенной монеты 1 злотый, приколотой в центре. Фотo: ljplus.ru

    Zob. także:

    Powstanie Warszawskie: narodowa tragedia Polaków. Варшавское восстание: национальная трагедия
    поляков http://polski.blog.ru/124054995.html (31.07.2011).

    A. Śmiech, Apoteoza zbrodni. A. Cмех, Апофеоз преступления http://polski.blog.ru/124163411.html (03.08.2011). 

    Książka „Kulisy katastrofy Powstania Warszawskiego 1944. Wybrane publikacje i dokumenty”. Книга „За кулисами катастрофы Варшавского восстания 1944 года. Избранные публикации и документы” http://powstanie.pl/pobierz.php (9,5 MB)

    Leopold Okulicki i Ławrientij Beria. Леопольд Окулицкий и Лаврентий Берия http://sol.myslpolska.pl/2012/08/leopold-okulicki-i-lawrientij-beria/ (02.08.2012).  Alternatywa/Альтернатива: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4931/leopold-okulicki-i-lawrientij-beria (03.08.2012).

    Powstanie Warszawskie: chwała i hańba – artykuł Piotra Zagały z czasopisma „Stańczyk” nr 22/1994. Варшавское восстание: слава и позор – статья Петра Зaгaлы из журнала „Stańczyk” („Станчик”) № 22/1994 http://www.tomaszgabis.pl/?p=1048 (10.08.2012).



  • Św. Mikołaj II Romanow – cesarz i samodzierżca Wszechrusi, tytularny król Polski, zamordowany wraz z rodziną bez procesu i wyroku.
    Св. Николай Вторый – император и самодержец Всероссийский, царь Польский, убит вместе со своей семьей без суда и приговора.

    Fotogaleria/Фотогалерея: http://la-bella-devotchka.deviantart.com/gallery/ ;


    „Egzekucja rodziny carskiej. Czy rozkaz mógł przyjść z Ameryki?

    W lipcu (2012) minęły 94 lata od dnia zabójstwa rodziny carskiej. Kto za tym stał? – na ten temat spory się nie kończą. Piotr Мultatuli, kandydat nauk historycznych i pracownik Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych, autor sześciu książek o panowaniu cesarza Mikołaja II, opowiada swoją wersję wydarzeń.

    120 Broadway

    - Inicjatorem zbrodni było bolszewickie kierownictwo w Moskwie, przede wszystkim przewodniczący WCIK [Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego], Jakub Swierdłow [właśc. Jeszua-Salomon Mojżeszowicz Swierdłow vel Jankiel Miriamowicz Swierdłow], a wykonawcami na Uralu – Szaja Gołoszczokin [Filip Izajaszowicz Gołoszczokin, właśc. Izajasz Isaakowicz Gołoszczokin], Jakub Jurowski [właśc. Jankiel Chaimowicz Jurowski], Aleksander Biełoborodow. Okoliczności wyszły na jaw, gdy do Jekaterynburga weszła biała armia. Rozpoczęto śledztwo, w którym ważną rolę odegrał śledczy Mikołaj Sokołow – zdołał on wywieźć zebrany materiał do Europy. W 1924 r. Sokołow zmarł w w niewyjaśnionych okolicznościach (w wieku 42 lat) w maleńkim francuskim miasteczku Salbris. Wcześniej, w roku 1921, miał miejsce zbrojny napad na jego mieszkanie: zabrano niektóre tomy akt śledztwa w sprawie zamordowania rodziny carskiej. Nie ulega wątpliwości, że napad ten był dziełem OGPU. Zresztą, Sokołow dobrze wiedział, co posiada i wyprzedzając bieg wypadków zrobił cztery kopie akt sprawy.

    W latach 20-tych ukazał się w Belgradzie, w gazecie „Carskij Wiestnik” („Posłaniec Carski”), artykuł pt. „Kto zabił Rodzinę Carską?”, w którym stwierdzono, że podczas zbliżania się „białych” bolszewicy pozostawili w pośpiechu na jekaterynburskim telegrafie taśmy zaszyfrowanych rozmów pomiędzy Swierdłowem (Moskwa) i Jurowskim (Jekaterynburg). Taśmy te, wraz z innymi dowodami rzeczowymi, trafiły do śledczego Sokołowa. Udało się je rozszyfrować dopiero w 1922 roku w Paryżu. Okazało się, co następuje: Swierdłow wezwał do aparatu Jurowskiego i poinformował go, że z USA przyszedł rozkaz o „konieczności zlikwidowania całej rodziny”. Rozkaz został przekazany do Moskwy przez Misję Amerykańską, znajdującą się wtedy w Wołogdzie[1]. Po wykonaniu rozkazu 17 lipca 1918 roku Jurowski poinformował o tym Swierdłowa w zaszyfrowanym telegramie. Informacje te zostały przekazane bezpośrednio Sokołowowi w październiku 1924 roku, czyli na miesiąc przed jego nagłą śmiercią, przez bliskiego znajomego, A. Szinszina.



    Pracownicy poselstwa i misji wojskowej USA przed budynkiem poselstwa w Wołogdzie (1918). 
    Сотрудники посольства и военной миссии США у здания посольства в Вологде (1918).

    Фото: nason.ru


    To właśnie w Stanach Zjednoczonych powstała na początku XX w. – mówiąc dzisiejszym językiem – społeczność międzynarodowego kapitału, w skład której wchodzili przedstawiciele niektórych kręgów finansowo-przemysłowych: Ch[arles Richard] Crane, H[enry] Ford, J[ohn] Morgan, P[aul Moritz] Warburg, J[akob Heinrich] Schiff. Kwatera główna tej organizacji mieściła się w Nowym Jorku, w wieżowcu pod adresem: 120 Broadway. Społeczność ta dążyła do ustanowienia swojej światowej hegemonii i stworzenia świata jednobiegunowego. Oprócz swojej części finansowo-przemysłowej, społeczność ta posiadała także mistyczno-okultystyczny charakter. Miała swoich zwolenników na całym świecie. Bez zniszczenia samodzierżawnej prawosławnej Rosji plany tych ludzi były niemożliwe do spełnienia.[2]

    Właśnie dlatego carska Rosja i car-suweren wzbudzali w łonie tej organizacji bezkompromisową wrogość. Jej przedstawiciele szczodrze subsydiowali pierwszą rosyjską rewolucję 1905 roku –  sponsorowali oddziały bojowników-terrorystów (w l. 1905-1910 z rąk terrorystów zginęło w Rosji 16 tys. ludzi); udzielili także wielomilionowej pomocy Japonii w czasie trwania wojny rosyjsko-japońskiej. Podczas rewolucji lutowej przekazywali pieniądze na organizację zamieszek w Piotrogrodzie, do tego przez nie jeden rok finansowali lewicowe opozycyjne gazety, które dzięki temu ukazywały się w setkach tysięcy egzemplarzy. Jednym z najbardziej nieprzejednanych wrogów cara był bankier Jakub Schiff, który – według Szinszina – przesłał Swierdłowowi przedmiotowy telegram z rozkazem zabicia rodziny carskiej.

    W trakcie śledztwa, które trwało także i za granicą, Sokołow doszedł do wniosku: w nocy z 16 na 17 lipca 1918 r. w domu Ipatiewa rodzina carska i czworo jej wiernych sług zostali zamordowani przez bolszewików, którymi dowodził Jurowski. Ciała poćwiartowano na kawałki i palono przez dwa dni 20 km od Jekaterynburga, w rejonie Jamy Ganina [opuszczonego szybu na uroczysku „Czterej Bracia”], za pomocą benzyny. A te kości, które nie poddawały się spaleniu – rozpuszczono kwasem siarkowym. Generał Diterichs, zwierzchnik Sokołowa, szef grupy śledczej, utrzymywał, że głowy królewskich męczenników zostały odrąbane i przesłane Leninowi i Swierdłowowi w bańkach ze spirytusem do Moskwy, aby i u nich, i u ich amerykańskich wspólników nie było wątpliwości, że rodzina rosyjskiego cara została unicestwiona. Również i w przyszłości bolszewicy postępowali jak polityczne bestie. Ale nie możemy też zapominać, że wieść o zabójstwie cara (zabójstwo carycy i dzieci bolszewicy przemilczeli) wielu ludzi w Rosji przyjęło z obojętnością. Z jawnym potępieniem tej potwornej zbrodni wystąpił tylko patriarcha Tichon (Bielawin).

    Zwycięży miłość

    Morderstwo rodziny carskiej stało się prologiem czerwonego terroru, represji politycznych lat 30-tych, rozkozaczania, rozkułaczania, Sołowek i GUŁAGu, śmierci milionów naszych rodaków. Mordercy zrobili wszystko, aby pamięć o tej zbrodni zniknęła ze świadomości narodu. Przez długie lata walczącej z Bogiem władzy trwały szyderstwa i kłamstwa wokół imienia ostatniego cara. Lecz Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. I z każdym rokiem wzrastał szacunek dla ofiar. W 1981 r. rodzina carska została zaliczona w poczet męczenników Zagranicznego Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, a w 2000 r.  przez całą wspólnotę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Na miejscu domu Ipatiewa powstała zdumiewająca świątynia. Ale zaledwie kilometr od niej, do tej pory stoi pomnik mordercy rodziny carskiej – Swierdłowa. A w Moskwie na cześć innego jej zabójcy, [Piotra Łazarzewicza] Wojkowa [właśc. Pinkusa Wajnera vel Łazarza Pinkusa] (dostarczającego do Ganinowej Jamy  kwas siarkowy do rozpuszczania kości cesarskich dzieci), nazwano stację metra. Komu my oddajemy cześć – Panu Bogu, czy sługom szatana?[3]

    Tuż przed męczeńską śmiercią car przekazał światu swój testament, w którym mówił, by ci, którzy pozostali mu oddani, nie szukali za niego pomsty. „Zło, które jest teraz na świecie będzie jeszcze silniejsze, ale to nie zło zwycięży zło, tylko miłość” – był przekonany Mikołaj II, doskonale wiedząc, że już wkrótce wejdzie na swoją Golgotę.

    Maria Pozdniakowa”

    „Argumenty i Fakty” nr 30/2012 http://www.aif.ru/society/article/53707 (25.07.2012)

    Tłum./Перевод: Grzegorz Grabowski

    Przypisy tłumacza:

    [1] – W końcu lutego 1918 r. amerykańska misja dyplomatyczno-wojskowa w Rosji z posłem rządu Stanów Zjednoczonych, Dawidem Rowlandem Francisem oraz specjalna misja Amerykańskiego Czerwonego Krzyża z pułkownikiem Raymondem Robbinsem ewakuowały się z Piotrogrodu do Wołogdy, gdzie przebywały wraz z innymi przedstawicielstwami zagranicznymi do 24.07.1918 r.
    Zob.: Aleksander Bykow, Leonid Panow, Korpus dyplomatyczny w Wołogdzie w 1918 roku http://nason.ru/dipkorpus

    [2] – Zob.: Ideologiczne i finansowe źródła komunizmu http://www.kki.pl/piojar/polemiki/novus/komunizm/kom.html

    Antony Cyril Sutton, How the Order Creates War and Revolution
    http://www.rus-sky.com/history/library/sutton1/ (w jęz. rosyjskim)

    Antony Cyril Sutton, Wall Street and the Bolshevik Revolution
    http://reformed-theology.org/html/books/bolshevik_revolution/index.html (w jęz. angielskim)
    http://rus-sky.com/history/library/sutton/index.htm (w jęz. rosyjskim)

    Jüri Lina, Under the Sign of the Scorpion. The Rise and Fall of the Russian Empire (Spod znaku Skorpiona. Powstanie i upadek Imperium Rosyjskiego)
    http://ia600500.us.archive.org/23/items/UnderTheSignOfTheScorpion/sign_scorpion.pdf (w jęz. angielskim)
    http://maptys.files.wordpress.com/2012/08/jc3bcri-lina-spod-znaku-skorpiona.pdf (w jęz. polskim)

    [3] – Zob.: Czcić Rosyjskiego Cara („Ekskluzywny wywiad z historykiem Piotrem Мultatuli – prawnukiem zamordowanego w domu Ipatiewa osobistego kucharza Rodziny Carskiej, Iwana Charitonowa.”) http://www.segodnia.ru/content/111825 (27.07.2012)



    Jakub Michajłowicz Swierdłow (1885-1919, właśc. Jeszua-Salomon Mojżeszowicz Swierdłow vel Jankiel Miriamowicz Swierdłow), formalna głowa państwa bolszewickiego, w l. 1917-1919 przewodniczący WCIK, Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego – najwyższego organu ustawodawczego Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej między Zjazdami Delegatów Rad. Яков Михайлович Свердлов (1885-1919, имя при рождении: Иешуа-Соломон Мовшевич Свердлов либо Янкель Мираимович Свердлов) – формальный глава РСФСР, председатель ВЦИК в 1917-1919 гг. Фото: liveinternet.ru
    Jakob Heinrich Schiff (1847-1920) vel Jacob Henry Schiff – bankier amerykański urodzony w Niemczech w rodzinie rabinackiej związanej z domem Rotszyldów; od 1865 roku w USA. Якоб Генрих Шифф (1847-1920) или Джейкоб Генри Шифф – американский банкир, родился в Германии в раввинской семье связанной с домом Ротшильдов; с 1865 года в США.
    Фото: gutowski.de
    Piotr Łazarzewicz Wojkow (1888-1927, właśc. Pinkus Wajner vel Łazarz Pinkus) – rewolucjonista i bolszewicki komisarz, uczestnik mordu na rodzinie carskiej, odpowiedzialny za poćwiartowanie i zniszczenie zwłok, w l. 1924-1927 poseł nadzwyczajny i minister pełnomocny ZSRR w Polsce, zastrzelony w Warszawie przez świadka czerwonego terroru, Borysa Kowerdę. Пётр Лазаревич Войков (1888-1927, либо Пинхус Вайнер или Лазарь Пинхус) – революционер и большевистский комиссар, участник расстрела царской семьи – был ответственным за четвертование и уничтожение трупов, в 1924-1927 гг. чрезвычайный посол и полномочный министр СССР в Польше, застрелил его в Варшаве свидетель красного террора Борис Софронович Коверда. Фото: provizorii.ru


    Расстрел царской семьи. Приказ о нем мог прийти из Америки?

    В июле исполнилось 94 года со дня убийства царской семьи. Споры, кто за этим стоял, не умолкают. Сотрудник Российского института стратегических исследований, автор шести книг об императоре Николае II, кандидат исторических наук Пётр Мультатули рассказывает свою версию.

    Бродвей, 120

    - Инициатором злодеяния было большевистское руководство в Москве, главным образом председатель ВЦИК Яков Свердлов, а исполнителями на Урале - Шая Голощёкин, Яков Юровский, Александр Белобородов. Подробности выяснились, когда в Екатеринбург пришла белая армия. Началось расследование, где важную роль сыграл следователь Николай Соколов, сумевший вывезти собранный материал в Европу. В 1924 г. Соколов умер в маленьком французском городке Сальбри в возрасте 42 лет при невыясненных обстоятельствах. Ранее, в 1921 г., на его квартиру был совершён вооружённый налёт: похитили отдельные тома следственного дела по убийству царской семьи. Не вызывает сомнений, что налёт - дело рук ОГПУ. Впрочем, Соколов понимал, чем обладает, и заранее сделал четыре копии дела.

    В 20-е гг. в Белграде в газете «Царский вестник» вышла статья «Кто убил Царскую Семью?», где утверждалось, что большевики при приближении белых впопыхах оставили на екатеринбургском телеграфе ленты зашифрованных переговоров между Свердловым (Москва) и Юровским (Екатеринбург). Эти ленты наряду с другими вещдоками попали к следователю Соколову. Расшифровать их удалось лишь в 1922 г. в Париже. Выяснилось следующее: Свердлов вызвал к аппарату Юровского и сообщил, что из США последовал приказ о «необходимости ликвидировать всю семью». Приказ был передан в Москву через Американскую миссию, находившуюся тогда в Вологде[1]. После выполнения приказа 17 июля 1918 г. Юровский сообщил об этом Свердлову шифрованной телеграммой. Эти данные были лично рассказаны Соколовым в октябре 1924 г., то есть за месяц до своей внезапной смерти, близкому другу А. Шиншину.

    Именно в США в начале ХХ в. возникло, говоря сегодняшним языком, сообщество транснационального капитала, в которое входили представители некоторых финансово-промышленных кругов: Ч. Крейн, Г. Форд, Дж. Морган, П. Варбург, Я. Шифф. Штаб-квартира организации находилась в Нью-Йорке, в небоскрёбе по адресу: Бродвей, 120. Сообщест¬во стремилось к установлению своей мировой гегемонии и созданию однополярного мира. Помимо своей финансово-промышленной составляющей сообщество носило и мистико-оккультный характер. Оно имело своих сторонников во всём мире. Без уничтожения самодержавной православной России планы этих людей были невыполнимы.[2]

    Поэтому царская Россия и самодержец вызывали у организации непримиримую вражду. Её представители щедро субсидировали первую русскую революцию 1905 года - спонсировали отряды боевиков-террористов (в 1905-1910 гг. от рук террористов в России погибло 16 тыс. чел.); они выделили многомиллионную помощь Японии во время Русско-японской войны. Во время Февральской революции давали деньги на организацию беспорядков в Петрограде, до этого не один год финансировали оппозиционные левые газеты, которые благодаря этому печатались сотнями тысяч экземпляров. Одним из наиболее непримиримых врагов царя был банкир Яков Шифф, который, по утверждению Шиншина, и передал Свердлову ту самую телеграмму с приказом об убийст¬ве царской семьи.

    В ходе расследования, которое продолжалось и за границей, Соколов пришёл к выводу: в ночь с 16 на 17 июля 1918 г. в Ипатьевском доме царская семья и четверо её верных слуг были убиты большевиками, которыми командовал Юровский. Тела разрубили на куски и два дня сжигали в 20 км от Екатеринбурга, в районе Ганиной Ямы, используя бензин. А те кости, что не поддавались сожжению, растворяли серной кислотой. Начальник Соколова, руководитель следственной группы генерал Дитерихс, утверждал, что головы царственных мучеников были отчленены и отправлены в банках со спиртом в Москву Ленину и Свердлову, чтобы и у них, и у их американских подельников не оставалось сомнений: семья русского царя уничтожена. Большевики и в дальнейшем поступали как политические чикатило. Но не будем забывать, что известие об убийстве государя (об убийстве государыни и детей большевики помалкивали) многими в России было встречено равнодушно. Открыто с осуждением этого чудовищного преступления выступил только патриарх Тихон (Белавин).

    Победит любовь

    Убийство царской семьи стало прологом красного террора, политических репрессий 30 х гг., расказачивания, раскулачивания, Соловков и ГУЛАГ¬а, гибели миллионов наших соотечественников. Убийцы сделали всё, чтобы память об этом преступлении исчезла из сознания народа. Долгие годы богоборческой власти продолжалось глумление и ложь вокруг имени последнего царя. Но Бог поругаем не бывает. С каждым годом росло почитание убиенных. В 1981 г. царская семья была прославлена в лике мучеников Русской православной  церковью за границей, а в 2000 г. - всей полнотой Русской православной церкви. На месте Ипатьевского дома возник изумительный храм. Но в километре от него до сих пор возвышается памятник убийце царской семьи - Свердлову. В Москве в честь другого её убийцы, Войкова, доставлявшего на Ганину Яму серную кислоту для растворения костей царских детей, названа станция метро. Кому мы воздаём хвалу - Богу или слугам сатаны?[3]

    Незадолго до мученической кончины государь передал миру своё завещание, в котором говорил, чтобы те, кто остался ему предан, не мстили за него. «Зло, которое сейчас в мире, будет ещё сильнее, но не зло победит зло, а только любовь», - был уверен Николай II, прекрасно осознавая, что вскоре взойдёт на голгофу.

    Мария Позднякова

    „Аргументы и Факты” № 30/2012 http://www.aif.ru/society/article/53707 (25.07.2012)

    Примечания переводчика:

    [1] – Cм.: Александр Быков, Леонид Панов, Дипломатический корпус в Вологде в 1918 году http://nason.ru/dipkorpus

    [2] – Cм.: Энтони Сирил Саттон, Как Орден организует войны и революции
    http://www.rus-sky.com/history/library/sutton1/

    Энтони Сирил Саттон, Уолл-стрит и большевицкая революция
    http://rus-sky.com/history/library/sutton/index.htm

    Юри Лина, Под знаком Скорпиона: подъём и падение Советской власти
    http://ia600500.us.archive.org/23/items/UnderTheSignOfTheScorpion/sign_scorpion.pdf (на английском языке)

    [3] – Cм.: Чтить Русского Царя („Эксклюзивное интервью с историком Петром Мультатули – правнуком убитого в Ипатьевском доме личного повара Царской семьи Ивана Харитонова.”) http://www.segodnia.ru/content/111825 (27.07.2012)



    Cerkiew Na Krwi p.w. Wszystkich Świętych w Ziemi Rosyjskiej Jaśniejących – wybudowana w l. 2000-2003 na miejscu rozstrzelania ostatniego cesarza Rosji Mikołaja II i jego rodziny.
    Храм-на-Крови во имя Всех святых, в земле Российской просиявших – построен в 2000-2003 годы на том месте, где был расстрелян последний российский император Николай II и его семья.
    Фото: club.foto.ru

  • W tak zatytułowanym tekście Anatola Arciucha, działacza rosyjskiego ruchu patriotycznego „Sobór Narodowy”, pojawia się zdroworozsądkowe przesłanie: głównym wrogiem narodu rosyjskiego jest agresywny zachodni socjalizm liberalny, a kto nie jest przeciwko chrześcijańskiej Rosji – ten jest z jej obrońcami.
    В озаглавленном таким образом тексте Анатолия Артюха,  деятеля русского патриотического движения «Народный Собор», появляется здравомыслящее послание: главный враг русского народа – это агрессивный западный либеральный социализм, а тот, кто не против христианской России – тот вместе с ее защитниками.



    Powitanie prezydenta Putina w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie (26.06.2012).
    Приветствие президентa Путинa в храме Гроба Господня в Иерусалиме (26.06.2012). 

    Фото: kremlin.ru


    Czy Putinowi jest z nami po drodze?

    Widocznie nadszedł taki czas, że każdy chce znaleźć swoją drogę.

    Pytaniami: „z kim trzymać? i „dokąd iść?”[1] napełnione jest powietrze w naszym kraju. Tą sytuację umiejętnie wykorzystują wrogowie, prowokatorzy i rozłamowcy. Centralną postacią w tym zamęcie stał się – o dziwo – Włodzimierz Władymirowicz Putin. Osobistość znana nam już nie pierwszą kadencję. To właśnie on stał się przyczyną błotnych ataków piątej kolumny i to właśnie stosunek do niego stał się jedną z przyczyn rozłamu w ruchu patriotycznym Rosji. Przed wyborami wielu znowu pomyślało: „Czy jest nam po drodze z Putinem?”, ale zobaczywszy wrzeszczącą mordę Nawalnego[2], dokonali wyboru na korzyść Włodzimierza Władymirowicza. Ale to pytanie wisi w powietrzu także i po wyborach.

    Parafrazując znaną piosenkę Wysockiego, dla dużej części ludności Putin stał się „i nie-przyjacielem, i nie-wrogiem, lecz KIM?...”. Najwyraźniej bardzo źle znamy swego niejednorazowego Prezydenta. Co jest tego przyczyną? Albo jest on tak nieprzewidywalny, że nie nadążamy reagować na jego działania, albo to my utraciliśmy duchową i polityczną dalekowzroczność.

    Niektórzy mówią: „Putin to prawosławny chrześcijanin i nawet „obrońca wiary prawosławnej””, inni: „On jest Judejczykiem, modli się pod ścianą płaczu z Żydami...”[3]. A jeszcze inni mówią, że Putin to liberał, albo, że jest monarchistą, albo wreszcie, że dyktatorem. Patriota i państwowiec?... A zamienia Rosję w surowcowy dodatek do Zachodu i otwiera bazę NATO w Uljanowsku. Podobno wziął oligarchów „za pysk”, a w rzeczywistości zamienił jednych na innych.

    Pod wieloma względami sytuację z Putinem określił Plac Bołotny. Pomarańczowi i kolorowi wystąpili tu właśnie przeciwko Putinowi. Do Miedwiediewa takich pretensji u nich nie było i nie będzie. Miedwiediew przez cztery lata przygotowywał swoimi działaniami to „bagno”. Ale jednak „bagno” zakrztusiło się swoim mułem. Znaczącą rolę w tym odegrał Siergiej Kurginian[4]. Pojawił się w telewizji jako oponent Swanidze[5], a potem na wiecu na Pokłonnej Górze, już jako przeciwnik Nawalnego. Ale, co zaskakujące, to właśnie Kurginian stał się też przyczyną wielkiego zamieszania u prawosławnych patriotów, w szczególności w Ruchu „Sobór Narodowy”. Wielu prawosławnych zgorszyło to, że Kurginian i jego ruch „Istota Czasu”, to projekt „proputinowski”. I chociaż Siergiej Erwandowicz Kurginian krzyczał na mityngach w Moskwie i w Petersburgu, że jest przeciwnikiem polityki Putina, to jednak część ludzi traktuje jego i innych przeciwników pomarańczowych jako zwolenników Putina. Innych zaś zgorszyło to, że projekt Kurginiana jest szczerze „czerwony”. A jeszcze innych zgorszyło to, że Kurginian jest człowiekiem niewierzącym i nie jest prawosławnym chrześcijaninem.

    Jeśli chodzi o prawosławną wiarę uczestników ruchu „Sobór Narodowy” i w ogóle ruchu patriotycznego, to chciałoby się zapytać: a kto wziął na siebie śmiałość określania stopnia wiary drugiego człowieka? Nie należy zapominać, że odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero po śmierci. To smutne, gdy ludzie zdradzają ruch z tego powodu, że pojawiły się w nim osoby niewierzące lub niepraktykujące. Tak, Jewpatij Kołowrat[6] i Aleksander Newski[7] zwyciężyli modlitwą i czynem. I dlatego liczebność wroga miała w zasadzie mniejsze znaczenie. Lecz jeśli wspomnieć tego samego Stalina, któremu część patriotów tak lubi śpiewać dytyramby, to wygrał on wojnę za cenę krwi naszych żołnierzy. Ale jaki byłby wynik Wielkiej Ojczyźnianej Wojny, gdyby Józef Stalin zaczął wzywać na wojnę tylko ideowych komunistów, a nie wszystkich zdolnych do walki ludzi?

    Właśnie tak widzą dzisiaj ruch patriotyczny niektórzy z naszych kolegów. Ale to jest właśnie takie jednostronne myślenie, które prowadzi do nieporozumień, a następnie do rozłamu. Dlaczego część patriotów postrzega „Trzecią Siłę” lub „Trzecią Drogę”[8] proklamowaną przez „Sobór Narodowy” jako twardą przeciwwagę dla obecnej władzy i – odpowiednio – dla Putina? Myślę, że dlatego, iż Putin stał się dla wielu gwarantem stabilności i jedyną nadzieją na lepszą przyszłość. To ich naturalny przejaw tęsknoty za Cesarzem. Prawdziwe życie pokazuje jednak, że to nie jest zupełnie tak. Putin, to nie Car i w tym cały problem. Właśnie o tym zapomnieli ludzie uważający się za monarchistów i postrzegający  tworzenie „Trzeciej siły” jako zawoalowane wezwanie do obalenia istniejącej władzy, to znaczy Putina.

    Myślący w ten sposób członkowie „Soboru Narodowego” zapomnieli, że na fladze SN są nie dwa kolory, lecz trzy. Biały i czarny w złotym obramowaniu. To trzy kolory cesarskiej flagi i „złoto” można interpretować jako „złoty środek” – Carską Drogę. I to jest ta siła, która dzisiaj jest traktowana jako „trzecia”, chociaż w rzeczywistości jest pierwszą i podstawową.

    W obowiązującej obecnie Konstytucji FR jest napisane, że „Naród sprawuje swą władzę bezpośrednio, a także za pomocą organów władzy państwowej i organów samorządu terytorialnego” (Art. 3 ust. 2), i że „Obywatele Federacji Rosyjskiej mają prawo uczestniczyć w zarządzaniu sprawami państwa zarówno bezpośrednio, jak i za pośrednictwem swoich przedstawicieli” (Art. 32 ust. 1). Wobec tego pytanie: „Czy jest nam z Putinem po drodze?” – staje się nieaktualne. Pytanie należy postawić tak: „Czy Putinowi jest po drodze z nami?”. Odpowiedź da nam sam Włodzimierz Władymirowicz i to bardzo szybko. Zostało mu już bardzo mało czasu na rozmyślanie. Na plecach czuje oddech Zachodu. A za plecy my, prawosławni, spluwamy przecież kilkakrotnie, żegnając się znakiem Krzyża.

    „Sobór Narodowy” wykonuje wielką pracę, zmierzającą do konsolidacji i zjednoczenia narodu w Rosji na opoce prawosławnej Wiary i tradycyjnych wartości. Ale to nie oznacza, że posiadając uprawnienia kierownika Oddziału Petersburskiego, powinienem odmówić pomocy muzułmanom, którzy zwrócili się do nas. Oni – tak samo, jak i my – martwią się o swoje dzieci, które narażone są na niebezpieczeństwo zabrania ich przez państwo w ramach juwenalnych technologii[9]. Ich tak samo, jak nas niszczy liberalna zaraza i oni są naszymi towarzyszami w walce przeciwko niej.

    Uczciwa odpowiedź na pytanie: „po czyjej jesteś stronie?”, może pojawić się tylko w obliczu prawdziwego wroga. W obliczu siły, która zagraża życiu naszych rodzin i naszego kraju. Dzisiaj ten wróg jest już zidentyfikowany. Jest on widoczny i zdecydowanie nastawiony. To „liberalny kurs” narzucany nam przez Zachód.

    Rosyjski naród prawosławny żadnych złudzeń co do tego nie żywi. Ludzie niewierzący, ale kochający naszą Ojczyznę też zdają sobie sprawę, że liberalna droga – to śmierć dla Rosji. I dlatego znajdujemy się z nimi w jednym okopie. Przedstawiciele innych wyznań zdolni oddać życie za Rosję (jakby to dziwnie nie brzmiało dla „najbardziej prawosławnych”) istnieją także i oni również są z nami w „Soborze Narodowym”. To jest „Trzecia Siła” w moim rozumieniu. Władza narodu oparta na miłości do Rosji. A Rosji bez Prawosławia nie ma i być nie może.

      Фото: narodsobor.ru

    Anatol Аrciuch, przewodniczący Oddziału Sankt-Petersburskiego Ruchu „Sobór Narodowy”."

    Tłum.: Grzegorz Grabowski

    Źródło: http://www.narodsobor.ru/about/ns/news/10247-anatolij-artyux-po-puti-li-putinu-s-nami (09.07.2012)

    Przypisy tłumacza/Примечания переводчика:

    [1] – Autor nawiązuje do artykułu Włodzimierza Chomiakowa, współprzewodniczącego Wszechrosyjskiego Ruchu Społecznego „Sobór Narodowy”, w którym przypomniał on, że Sobór Narodowy „to organizacja świecka, a nie religijna i monarchistyczna”, prowadząca politykę wspierania tradycyjnych wartości wynikających z historii prawosławnego narodu i państwa rosyjskiego, popierająca te działania i tych polityków, którzy tym wartościom sprzyjają, lecz dzieląca ludzi "nie według wiary, nie według krwi i nie według politycznych sympatii, a w zależności od tego, po czyjej stronie walczą w 'ostatniej bitwie'." Chomiakow przeciwstawił się zaistniałej wewnątrz ruchu krytyce współpracy z osobami i organizacjami nie-prawosławnymi, stwierdzając, że „konkretne zło nastawione na rozbicie Rosji” należy powstrzymać wszelkimi sposobami, a pojawiające się żądania „tworzenia ‘ideologicznie czystej prawosławnej partii’, to – w dzisiejszych warunkach – nie tylko sekciarstwo, ale i celowa lub mimowolna zdrada Ojczyzny i Prawosławia.”
    Zob.: Z kim trzymać? O „dopuszczalnych aliansach” prawosławności i politycznych zasad
    http://www.narodsobor.ru/view/publication/10135-vladimir-xomyakov-s-kem-byt (03.07.2012)

    [2] – Aleksiej Nawalny (ur. 1974) – aktywista antyputinowskiej „dobrze przeszkolonej opozycji” i agitator na wiecach okołowyborczych w Rosji.
    Zob.: Wrogowie Narodu: Lista Hilarii http://vraginaroda.net/persona/navalny

    [3] – Zob.: Putin całujący mensę ołtarzową Grobu Chrystusa w Jerozolimie, na której złożył swój własny, noszony na szyi krzyż (26.06.2012). Путин целующий престол Гроба господня в Иерусалиме, на который он возложил свой нательный крест (26.06.2012): https://www.youtube.com/watch?v=PJsuVFDUdTc&;feature=related



    Putin w jarmułce z chasydami przy Ścianie Płaczu (26.06.2012). Путин в кипе с хасидами у Стены плача (26.06.2012): https://www.youtube.com/watch?v=V0a5LvQcjBA&;feature=relmfu

    Komentarz Izraela Szamira dla gazety „Komsomolska Prawda”: „Żydzi i Palestyńczycy rzadko są ze sobą zgodni, lecz przyjazd rosyjskiego prezydenta został uhonorowany przez jednych i drugich w sposób nieczęsty w przypadku krótkich roboczych wizyt. Putina przyjmowano tak, jak niewielu królów w znającej już niejedno Ziemi Świętej, a wpływowa gazeta „Haaretz” porównała jego wizytę do odwiedzin bizantyjskiego cesarza. Wszak Palestyna była częścią Cesarstwa Bizantyjskiego, a blask jego świetności do dziś nie zagasł w Jerozolimie i Betlejem. (…) Jak to przewidywaliśmy, przywódcy izraelscy chcieli zapewnić sobie rosyjską zgodę na bombardowanie Iranu. Lecz ich aluzje dotyczące ewentualnego ataku Izraela na Iran spotkały się z zimnym prysznicem. „Nie należy rozpoczynać awantur, których będziecie potem żałować” – powiedział Putin – „Przypomnijcie sobie Irak i Afganistan, nic dobrego z tych wojen nie wyszło”. Na temat Syrii Putin powiedział, że chociaż Rosja nie jest strażnikiem Baszara Asada, to jednak istnieją strategiczne stosunki między obydwoma państwami, co oznacza, że Rosja Syrii nie odda. „Wam także to niepotrzebne, bo wcale nie wiadomo, kto w takim przypadku doszedłby jeszcze w Damaszku do władzy”.

    W Świątyni Grobu Bożego przyjmowano Putina jak prawosławnego monarchę – z wyjściem patriarchy na powitanie i z nabożeństwem. A już po ciemku przybył on pod Ścianę Płaczu, podkreślając ponownie, że Rosja pragnie pokoju i spokojnego życia dla izraelskich Żydów. W odróżnieniu od większości amerykańskich i europejskich polityków, Putin nie był zmuszony podlizywać się Izraelowi, ani oglądać się na własne żydowskie lobby. Dlatego zachował przyjazny, ale nie pochlebczy ton. „Wizyta orędownika pokoju” – tak oceniły go izraelskie gazety. Jedna z reprezentacyjnych ulic w Betlejem, mieście Bożego Narodzenia, została nazwana imieniem Putina. „Zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domu” – mogliby napisać Putin i Ławrow w swoim dzienniku.”
    Zob.: Zasłużone honory dla Putina http://ufa.kp.ru/daily/25905/2862313/ (27.06.2012)

    O Izraelu Szamirze: Racibor Pietruszkin, Legenda Szamira, „Завтра” („Jutro”) nr 25(500) z dnia 17.06.2003 r. http://www.israelshamir.net/Polish/KabalaWladzy38.htm

    [4] – Siergiej Erwandowicz Kurginian (ur. 1949, syn prof. historii Erwanda Kurginiana – imię pochodzenia perskiego używane przez wielu satrapów Armenii – i badaczki literatury niemieckiej Marii Bekman, córki b. „białego” oficera, rozstrzelanego w 1938 r. z rozkazu Stalina) – politolog, działacz polityczny, reżyser teatralny, lider lewicowo-patriotycznego ruchu społecznego „Istota Czasu” i przewodniczący Antypomarańczowego Komitetu przeciwników tzw. śnieżnej/błotnej rewolucji, powstałego po wielkiej antyzachodniej demonstracji na Pokłonnej Górze (04.02.2012). W l. 2010-2011 Kurginian współprowadził (m.in. z Mikołajem Swanidze) niezwykle popularne telewizyjne programy polityczno-historyczne: „Sąd czasu” i „Proces historyczny”, będące w istocie konfrontacją współczesnych pro- i antyliberalnych postaw politycznych (w głosowaniach telefoniczno-internetowych antyliberalne poglądy Kurginiana uzyskiwały zawsze poparcie rzędu 72-97 %), a także włączył się ze swoim ruchem do organizowania rosyjskiej antyliberalnej kontrrewolucji, uruchamiając w 2011 r. cykliczne audycje internetowe: „Istota czasu” i „Sens gry”, występując już 24.12.2011 r. na kontrrewolucyjnym wiecu na Worobiowych Wzgórzach w Moskwie z hasłami: „Pieriestrojka 2 nie przejdzie!” i „Worobiowe Wzgórza przeciwko liberalnemu bagnu!” oraz paląc wtedy publicznie białą wstążkę – symbol antyputinowskich demonstrantów zwołujących się na Placu Bołotnym (błotnym, bagiennym) i na Prospekcie Sacharowa.

    Współorganizowane przez ruch Kurginiana demonstracje na Pokłonnej Górze (do 140 tys. ludzi zebranych pod hasłami: „Zmiany – tak! Rewolucja – nie!”, „Rosja to nie republika bananowa!”, „Nie pozwolimy zniszczyć kraju!”) i na stacji WDNCh moskiewskiego metra (Wystawka Dostiżenij Narodnowo Chaziajstwa, Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej), pod hasłem: „Trzecia Siła” – były istotnym elementem walki politycznej w Rosji w okresie ostatnich wyborów do Dumy i wyborów prezydenckich i przyczyniły się do klęski (anty)rosyjskiej „pomarańczowej rewolucji” oraz do mobilizacji opozycji propaństwowej, tzn. ruchów społeczno-politycznych optujących za Rosją suwerenną, chrześcijańską i skutecznie wdrażającą zasady personalizmu – z Putinem, czy bez Putina.

    W efekcie tych działań opozycja antyputinowska – jak mówił 12.07.2012 r. w wywiadzie dla Polskiego Radia dr Przemysław Sieradzan, ekspert Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych – jest coraz bardziej podzielona na zwalczające się odłamy: liberalny, lewicowy i nacjonalistyczny, niezdolna do sformułowania wspólnego programu i poprzestająca na wysuwaniu sprzecznych postulatów, a w jej łonie widać tylko kłótnie, konflikty i wykluczające się strategie. Miarą jej klęski jest fakt, że nawet największe protesty antyrządowe (w grudniu 2011 r.) objęły tylko niewielki odsetek mieszkańców Rosji, a z biegiem czasu uczestniczyła w nich coraz mniejsza liczba osób.
    Zob.: http://geopolityka.org/w-mediach/1580-kolejna-protesty-w-rosji-czy-beda-zmiany

    Zob. także:
    Wirtualny klub „Суть времени” („Istota Czasu”): http://eot.su/ , http://osutivremeni.ru/

    Skład Antypomarańczowego Komitetu: http://anti-orange.ru/post/34 (21.02.2012)

    Kontrrewolucyjne mityngi w Moskwie w lutym-marcu 2012 r. (organizatorzy, hasła, mówcy, foto, wideo): http://anti-orange.ru/post/cat/5

    Rosja: Uderzenie w piątą kolumnę http://xportal.pl/?p=5696 (16.07.2012)

    [5] – Mikołaj Karolowicz Swanidze (ur. 1955) – wnuk urodzonego w Abchazji Mikołaja Samsonowicza Swanidze, potomka szlachty gruzińskiej, syna dorewolucyjnego popa i rodzonego brata carskiego oficera, a zarazem działacza rewolucyjnego i członka partii bolszewickiej od 1917 r. (m.in. w l. 20-tych XX w. pierwszego sekretarza partii w Tyflisie/Tbilisi i tym samym zwierzchnika szefa miejscowej „Czeki”, Laurentego Berii, za sprawą którego później zginął, rozstrzelany wskutek rozgrywek wewnątrzpartyjnych w roku 1937) oraz Cylii (Cecylii) Izaakownej Swanidze, urodzonej niedaleko Mińska córki żydowskiego szewca, działaczki rewolucyjnej, członkini partii bolszewickiej od 1916 r. i pracownicy powołanego w 1919 r. tzw. Żenotdieła – bolszewickiego Wydziału ds. Pracy Wśród Kobiet przy Komitecie Centralnym RKP(b)/WKP(b), czyli pierwszego na świecie „urzędu ds. kobiet”, utworzonego w celu „wyzwolenia” i politycznego zaangażowania kobiet, szerzenia wśród nich rewolucji seksualnej i wpychania ich na traktory. Żenotdieł został zlikwidowany w 1930 r. w związku z kampanią promowania powrotu do tradycyjnych wartości rodzinnych, zarządzoną przez Stalina, którego zresztą Cylia Swanidze szczerze nienawidziła (zbieżność z nazwiskiem pierwszej żony Stalina, Katarzyny Swanidze, jest tu przypadkowa, natomiast rodzina Cylii i Mikołaja przyjaźniła się z rodziną Bucharina, zaś młodsza siostra Cylii – z Karolem Sobelsohnem ps. Radek, czyli ze znanymi działaczami bolszewickimi zgładzonymi pod koniec lat 30.).

    Jako dziennikarz telewizyjny i historyk, a także profesor i dyrektor Instytutu Masmediów RGGU (Rosyjski Państwowy Uniwersytet Humanistyczny w Moskwie), wykładowca MITRO (niepubliczny Moskiewski Instytut Telewizji i Radiofonii „Ostankino”), b. pracownik Instytutu Stanów Zjednoczonych Ameryki i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk, aktualny członek władz Izby Społecznej Federacji Rosyjskiej oraz członek Komisji ds. Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii na Szkodę Rosji przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej (do jej likwidacji w 2012 r.) – a przede wszystkim jako wieloletni członek KPZR, a potem współtwórca liberalnej partii „Słuszna Sprawa” (2008) i aktywny rzecznik nie-narodowej polityki historycznej – Mikołaj Karolowicz Swanidze był w telewizyjnych dyskusjach reprezentatywnym przedstawicielem tej części postkomunistycznych elit, która – optując już za socjalizmem liberalnym – „stale podkreślała swoją lojalność wobec przywódców Federacji Rosyjskiej”, najwyraźniej w nadziei, „że ‘rozsądny kontakt z Kremlem’ da liberałom ‘szansę przetrwania’” (russophobia.net).


    Fotografia Mikołaja Swanidze. 
    Фото:nakanune.ru

    Zob. także:

    Ukochane kobiety Mikołaja Swanidze, „Ogoniok” nr 28-29/2001 http://www.ogoniok.com/archive/2001/4703-4704/28-32-35/

    „МГУ в СМИ. В зеркале истории. 14.5.2004 г” („MGU w mediach. W lustrze historii. 14.5.2004 r”), /w:/ Nocny koszmar z Mikołajem Swanidze http://zapravdu.ru/content/view/67/51/1/5/ ;

    Mikołaj Swanidze http://www.russophobia.net/svanidze

    [6] – Jewpatij Kołowrat (1200-1238) – wojewoda riazański, bohater staroruskiej „Opowieści o tym, jak Batu-Chan zburzył miasto Riazań”, heroiczny obrońca Rusi przed mongolskimi najeźdźcami.

    [7] – Św. Aleksander Newski (1220-1263) – książę nowogrodzki z dynastii Rurykowiczów, wielki książę kijowski i włodzimierski, święty kościoła prawosławnego, pogromca Szwedów, Niemców i Litwinów atakujących Ruś Nowogrodzką.

    [8] – Trzecia Siła/Trzecia Droga:

    a/ „Trzecia Siła” – tytuł artykułu opublikowanego 13.12.2011 r. na portalu http://evrazia.org/article/1860 przez członka Antypomarańczowego Komitetu, prof. Aleksandra Dugina, który napisał wprost: „Należy natychmiast przystąpić do utworzenia trzeciej siły. Przeciwko zbuntowanym ultraliberałom i agenturalnym sieciom USA, występującym zarówno w charakterze bezkompromisowej opozycji, jak i ukrytym wewnątrz systemu Putina (a jest ich tam wcale nie mniej). Ale i przeciwko tym błędom Putina, których nie da się przyjąć i usprawiedliwić, a które mogą stać się dla kraju wyrokiem. Poza Putinem-Miedwiediewem-Surkowem i ich ugrupowaniem, poza Nawalnym-Niemcowem-Kasjanowem i ich ugrupowaniem, musi być trzecie ugrupowanie. Opowiadające się za mocarstwowością, sprawiedliwością społeczną, kulturą, ideą, narodową polityką, strategią, radykalną czystką wśród elit i intelektualnym odrodzeniem.

    Jest rzeczą jasną, że takie ugrupowanie musi się tworzyć na przeciwległym od ultra-liberałów i amerykańskiej agentury biegunie. Oznacza to, iż hołubieni przez [Borysa] Bieriezowskiego ‘pomarańczowi neonacjonaliści’ nie są naszymi towarzyszami podróży. A siły systemowe sparaliżowane są przez władzę, która (podobnie, jak w latach 80-tych) wciska im ciemnotę: ‘nie martwcie się, kontrolujemy sytuację’. Pozostaje nam więc liczyć na własne siły.”

    b/ demonstracje polityczne organizowane w 2012 r. przez członków Antypomarańczowego Komitetu pod hasłem „Trzecia Siła”, np. mityng zorganizowany przez ruch „Istota Czasu”: http://www.youtube.com/watch?v=N9eGH-JJM-U

    c/ „Trzecia Droga” – lansowany przez działaczy Soboru Narodowego alternatywny program społeczno-gospodarczy, mający – według Aleksandra Łapina, współprzewodniczącego Oddziału Moskiewskiego SN – pomóc rozwiązać „następujące kluczowe problemy, z którymi przyjdzie się zmierzyć każdej odpowiedzialnej rosyjskiej władzy:
    - wyludnienie pewnych obszarów i nierównomierne osadnictwo na terenie Rosji;
    - depopulacja i degradacja narodu rosyjskiego;
    - ekologia i jakość życia;
    - ekonomia i przesunięcie punktu ciężkości ze składnika surowcowego na przetwórstwo, z naciskiem na produkty wysokoprzetworzone o wysokiej wartości dodanej;
    - określenie kierunku rozwoju kraju i społeczeństwa poprzez przesunięcie punktu ciężkości na działalność naukowo-badawczą i wynalazczość jako formę przejścia do społeczeństwa informacyjnego;
    - rozwiązanie problemu samoidentyfikacji człowieka rosyjskiego i przywrócenie rosyjskiego wzorca socjogenetycznego.”

    Zob.: „Trzecia Droga” jako symbioza Tradycji i przełomowych innowacji
    Cz. I: http://mosnarodsobor.ru/?page=news&;id=1735 - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: mosnarodsobor.ru/?page=news&id=1735 (09.06.2012).
    Cz. II: http://mosnarodsobor.ru/?page=news&;id=1736 - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: mosnarodsobor.ru/?page=news&id=1736 (09.06.2012)

    W czerwcowym wywiadzie pt. „Odejście z ‘trzeciego toru’”, udzielonym portalowi „Narodowy Politolog”, Aleksander Łapin wyjaśnia, dlaczego personalistyczna „Trzecia Droga” oznacza nieuchronne zerwanie z dotychczasowymi, pseudowolnościowymi eksperymentami importowanego do Rosji liberalnego socjalizmu i z gospodarczą destrukcją jego „wolnorynkowego” kapitalizmu:

    „Narodowy Politolog”: - Swoją pozycję i swój stosunek do życia definiujecie Państwo jako „Trzecią Drogę”. Jaki sens wkładacie w to określenie? Czy nie wydaje się ono zbyt rozmyte?

    Aleksander Łapin: - Nie, akurat tutaj wszystko jest jasne i sprecyzowane. Jak wiadomo, zwolennikami „Trzeciej Drogi” lub „Trzeciej Siły” nazywają często siebie ci, którzy są zaliczani do nurtu narodowo-patriotycznego. Ale przymierzyć się do statusu „Trzeciej Siły” i stwierdzić (jak to mówią): jesteśmy „przeciwko komunizmowi i przeciwko kapitalizmowi” – to za mało. „Trzecia droga”, to droga oparta na symbiozie rosyjskiej moralnej tradycji i przełomowych innowacji w gospodarce, zarządzaniu i edukacji.

    Teraz na [moskiewskim] dworze jest epoka liberałów i wszyscy oni – zarówno antysystemowi, jak i ci, co pozostają u władzy – celowo (lub nawet w złej wierze) łączą postęp i model liberalno-rynkowy w jednym pojęciu. Nie osiągają więc pozytywnego rezultatu i nigdy go nie osiągną. Nasz naród już zrozumiał do czego prowadzą takie „wydumane” reformy.

    „Narodowy Politolog”:  - Jeśli „Trzecia Droga” jest konkretnym programem, to chciałoby się go maksymalnie dokładnie poznać...

    Aleksander Łapin: - Takiego programu nie można wymyślić, ani stworzyć sztucznie. On może się narodzić tylko w świadomości zbiorowej, kiedy to sam naród zajmuje się kwestią swojej dziejowej misji. I tu, niestety, wiele zależy od rosyjskich elit. A pojęcie elity jest dzisiaj albo rozmyte, albo wypaczone.

    Żeby elity mogły odzyskać twarz, muszą one sformułować ideał społeczny, oparty na historycznej tradycji, a nie na ogłoszonej znienacka „rynkowej moralności”, czy na czymś tam jeszcze. W przeciwnym razie czeka je los rosyjskiej elity z okresu wojny domowej [1917-1922].
    (…)
    „Narodowy Politolog”:  - Kiedy mówi się o priorytetach i planach władzy, operuje się kategoriami nie zawsze zrozumiałymi dla ludu. Co istotnie Rosja powinna zrobić w pierwszej kolejności?

    Aleksander Łapin: - Kluczowymi problemami, z którymi przyjdzie się zmierzyć każdej odpowiedzialnej rosyjskiej władzy, są: wyludnienie pewnych obszarów, nierównomierne osadnictwo, depopulacja i degradacja narodu.

    Koncentracja ludności na obszarach metropolitalnych i w wielomilionowych aglomeracjach prowadzi tylko do tego, że duża część zasobów naturalnych pozostaje niewydobywana i niewykorzystana, a zakłady przemysłowe wykorzystujące bogactwa naturalne działają w oparciu o przestarzałe technologie, przemielając w barbarzyński sposób to, co należy nie tylko do nas, ale i do naszych  potomków.

    Doświadczenie historyczne wielu krajów pokazuje, że w takich sytuacjach dalekosiężnie myślący i odpowiedzialni mężowie stanu uciekali się do polityki rozpraszania osadnictwa. Tak, najbardziej owocnym wydaje się być tworzenie i rozwijanie sieci małych miast rosyjskich, liczących do 50 tys. mieszkańców, z dobrze przemyślaną infrastrukturą, opartych na doskonałym systemie transportu i takichże kanałach komunikacji.

    Odpływ ludności z wielkich aglomeracji pozwoli rozwinąć w Rosji sieć małych miast, pomiędzy którymi mogą być rozmieszczone komfortowe osiedla-przedmieścia. Same obszary metropolitalne nigdzie przy tym nie znikną, ale ich rola w życiu gospodarczym i społecznym kraju znacznie się zmniejszy.”

    Źródło: http://www.narpolit.com/po_suti_dela/otpravlenie_s_tretego_puti_08-50-45.htm (23.06.2012)

    [9] – Juwenalne technologie (z łac. „iuvenalis” – młodzieńczy) – prawodawstwo i praktyka administracyjno-sądowa w Europie naruszająca wolność jednostki, autonomię rodziny i prawo rodziców do kierowania wychowaniem swoich dzieci, realizowane poprzez system nakazów, zakazów i kar dla rodziców, w tym także poprzez uznaniowo stosowaną przez urzędników sądowych i pozasądowych karę odebrania dzieci rodzicom i przymusowego umieszczenia ich w rodzinach zastępczych. Termin „juwenalne technologie” wprowadził do obrotu prawnego w Rosji Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej w 2008 roku.

    Opr. i tłum./Oбр. и пер. – GG.



    Rosji nie wolno stać się Sodomą i Gomorą! России не быть Содомом и Гоморрoй!
    Фото: zavtra.ru


    По пути ли Путину с нами?

    Видимо, время пришло такое, каждый хочет найти свой путь.

    Вопросами «с кем быть?» и «куда идти?» наполнен воздух в нашей стране. Эту ситуацию умело используют враги, провокаторы и раскольники. Центральной фигурой в этой неразберихе стал, как ни странно, Владимир Владимирович Путин. Личность нам известная уже не один срок. Именно он стал причиной болотных выпадов пятой колонны, и именно отношение к нему стало одной их причин раскола в патриотическом движении России. Перед выборами многие опять задумались: «По пути ли нам с Путиным?», но, увидев орущую рожу Навального, сделали выбор в пользу Владимира Владимировича. Но этот вопрос остался висеть в воздухе и после выборов.

    Перефразируя известную песню Высоцкого, Путин для большой части населения стал, «и не друг и не враг, а КАК?..». Видимо, мы очень плохо знаем своего неодноразового Президента. В чём причина? Либо он настолько непредсказуемо себя ведёт, что мы не успеваем реагировать на его действия, либо мы потеряли духовную и политическую дальнозоркость.

    Одни говорят: «Путин православный и даже «охранитель веры православной», другие: «Он иудей, с ж....дами у стены плача молится...». Одни говорят, что Путин либерал, другие, что он монархист, третьи – диктатор. Патриот и государственник?.. А превращает Россию в сырьевой придаток Запада и открывает базу НАТО в Ульяновске. Якобы прижал олигархов, а на самом деле заменил одних на других.

    Во многом ситуацию с Путиным определила Болотная площадь. Оранжевые и цветные выступили именно против Путина. К Медведеву у них таких претензий не было и не будет. Медведев четыре года своими действиями подготавливал «болото». Но, всё же, «болото» захлебнулось своей тиной. Немалую роль в этом сыграл Сергей Кургинян. Он появился на ТВ в противовес Сванидзе, а потом на митинге на Поклонной горе, уже в противовес Навальному. Но, что поразительно, именно Кургинян стал и причиной великого смущения у православных патриотов, в часности, в Движении «Народный Собор». Многих православных смутило то, что Кургинян и его движение «Суть времени», «пропутинский» проект. И хотя Сергей Ервандович на митигах в Москве и в Петербурге кричал, что он противник политики Путина, часть народа воспринимает его и других противников оранжевых – сторонниками Путина. Других смутило то, что проект Кургиняна откровенно «красный». Третьих смутило, что Кургинян человек неверующий и не православный.

    По поводу православности участников движения «Народный Собор» и вообще патриотического движения хочется спросить, - а кто взял на себя смелость определять степень веры другого человека? Не стоит забывать, что ответ на этот вопрос мы узнаем только после смерти. Печально, когда люди предают движение из-за того, что в нём появились неверующие или невоцерковлённые люди. Да, Евпатий Коловрат и Александр Невский побеждали молитвой и делом. И поэтому численность врага имела мало значения в принципе. Но если вспомнить того же Сталина, которому так любит петь диферамбы часть патриотов, то он выиграл войну ценой крови наших солдат. Но каков бы был исход Великой Отечественной Войны, если бы Иосиф Виссарионович начал призывать на войну только идейных коммунистов, а не всех дееспособных людей?

    Именно так сегодня видят патриотическое движение некоторые наши соратники. Но именно такое однобокое мышление и приводит к путанице, а далее и к расколу. Почему часть патриотов «Третью силу» или «Третий путь» провозглашённый «Народным Собором», воспринимают как жёсткий противовес действующей власти и соответственно Путину? Я думаю потому, что Путин для многих стал гарантом стабильности и единственной надеждой на светлое будущее. Закономерное проявление тоски по Государю. Но реальная жизнь показывает, что это далеко не так. Путин не Царь, и этим многое сказано. Но именно об этом забыли люди, считающие себя монархистами, и воспринимающие создание «Третей силы» как завуалированный призыв к свержению существующей власти, то есть Путина.

    Члены «Народного Собора» думающие так, запямятовали, что на флаге НС не два цвета, а три. Белый и чёрный в золотом обрамлениии. Это три цвета имперского флага, и «золото» можно толковать и как «Золотую середину» – Царский путь. Это и есть та сила, которая сегодня трактуется как «третья», хотя, на самом деле, является первой и основополагающей.

    В ныне действующей Конституции РФ написано что «Народ осуществляет свою власть непосредственно, а также через органы государственной власти и органы местного самоуправления» Статья 3 п.2 и «Граждане Российской Федерации имеют право участвовать в управлении делами государства как непосредственно, так и через своих представителей». Ст. 32 п.1. В этом случае вопрос «по пути ли нам с Путиным?» становится неактуальным. Вопрос надо ставить так: «По пути ли Путину с нами?». Ответ даст сам Владимир Владимирович и очень скоро. Унего уже очень мало времени на раздумье. Ему в спину дышит Запад. То место, куда мы несколько раз плюём при крещении.

    «Народный собор» делает огромную работу, направленную на коносолидацию и объединение народа в России на основе православной веры и традиционных ценностей. Но это не значит что я, на правах руководителя Петербуржского отделения должен отказать в помощи мусульманам, обратившимся к нам. Они, так же как и мы, переживают за своих детей, которые подверженны опасности быть изъятыми в рамках ювенальных технологий. Их так же уничтожает либеральная чума и они, в борьбе против неё, наши соратники.

    Честный овет на вопрос «на чьей ты стороне?», может прозвучать только перед лицом реального врага. Перед лицом силы, которая угрожает жизни наших близких и нашей страны. Сегодня этот враг обозначен. Он очевиден и настроен решительно. Это «либеральный курс» навязываемый нам Западом.

    Русский православный народ никахих иллюзий по этому поводу не питает. Люди не верующие, но любящие нашу Родину, тоже понимают, что либеральный путь – это гибель для России. И поэтому мы с ними находимся в одном окопе. Представители других конфессий способные отдать жизнь за Россию, (как это не странно покажется для «самых православных»), тоже существуют, и они тоже с нами в «Народном Соборе». Вот это и есть «Третья сила» в моём понимании. Власть народа, основанная на любви к России. А России без Православия нет и быть не может.

    Анатолий Артюх, председатель Санкт-Петербургского отделения движения «Народный Собор»

    Источник: http://www.narodsobor.ru/about/ns/news/10247-anatolij-artyux-po-puti-li-putinu-s-nami (09.07.2012)

    Zob. także/См. также: 

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).

    Nie rywale, lecz bracia. Cyryl i Franciszek na Kubie. Не соперники, а братья. Кирилл и Франциск на Кубе http://polski.blog.ru/221136803.html (13.02.2016).

    F. William Engdahl, Regime Change in the Russian Federation? Why Washington Wants ‘Finito’ with Vladimir Putin - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=28571 (10.01.2012)

    Ф. Уильям Энгдаль, Смена режима в Российской Федерации? Почему Вашингтон хочет покончить с Владимиром Путиным http://perevodika.ru/articles/20693.html (24.01.2012)

    F. William Engdahl, Rosja i globalna agenda USA http://bankowaokupacja.blogspot.com/2012/02/rosja-i-globalna-agenda-usa.html (18.02.2012)

  • „Dyskoteka Awaria” ułożyła piłkarski hymn Euro 2012. „Дискотека Авария” написала футбольный гимн Евро 2012.



    Едем, едем в Польшу, в Украину!

    Едем, едем в Польшу, в Украину,
    Поддержать российскую дружину.
    Мы верим, победа впереди.
    Мы знаем, Россия победит.

    Так, что там в программе? Чехи, поляки и греки.
    Не, ребят, вам ничего не светит в этом веке.
    Дальше там кто? ФРГ, Португалия.
    Ребята, домой, ребята, вы попали.

    Еще вариант, опять Нидерланды.
    Накажем их еще раз по самые гланды.
    Они на нас и сами-то попасть не хотят,
    Тем более, за нас нидерландский Адвокат.

    Англия, Франция, все мы проходили,
    Швеция, Ирландия -- тех недавно били.
    К Украине должок за 99-й,
    А к Испании должок -- с того чемпионата.

    Мы приехали победить, это нам по силам,
    За нами вся страна, за нами вся Россия.
    Здесь с вами на трибуне 12-й игрок,
    А Кубок Европы едет с нами на Восток.

    Едем, едем в Польшу, в Украину,
    Поддержать российскую дружину.
    Мы верим, победа впереди.
    Мы знаем, Россия победит.

    Россия победит!
    Россия победит!
    Победит! Победит!
    Россия победит!

    Сдавайся, соперник, тут нечего ловить,
    Саша Кержаков бил, бьет и будет бить,
    Андрей Сергеич закрутит угловой,
    Сережа Игнашевич вам заедет головой.

    За ... вас Алан Дзагоев,
    Кому неймется, Денисов успокоит.
    А если что, защита поддержит нападение,
    Василий Березуцкий -- через себя падением.

    Прорывы Быстрова, техника Жиркова,
    Давление Семшова, покаты Анюкова.
    Удары Павлюченко пробивают стенку,
    А там Зырянов пяткой и Глушаков коленкой.

    Вторым по флангу Динияр Билялетдинов.
    Вперед, Россия!
    Прострел, ход Дзюба, примите ....
    Вперед, Россия!

    Команда, внимание, идем на добивание,
    Нужен гол, нужен гол!
    Ногами, плечами, зубами -- нам неважно, как,
    А там на крайняк замыкает Погребняк.

    Нам все равно, что у вас хватает звезд,
    Игорь и Слава защитят свой пост.
    Злость свою можете срывать на арбитре,
    За это вас Широков потом опустит в фидере.

    Гали, Иньесты, Роналды, Ван Перси
    Нам не страшны, потому что мы вместе.
    Да будь ты хоть Месси, будь ты хоть Пеле,
    Все теперь мечтают играть в Махачкале.

    Так что успокойтесь, Лэмпарды, Осилы,
    Может, че срастется у вас потом в Бразилии.
    Пожалуйте в Россию к нам на свою беду,
    Мы еще вас хлопнем в 18-м году.

    Едем, едем в Польшу, в Украину,
    Поддержать российскую дружину.
    Мы верим, победа впереди.
    Мы знаем, Россия победит.

    Болельщик российский здоровый, плечистый,
    Его уважают бармены и таксисты,
    Пилоты, секьюрити, вражеские фаны,
    Мы лучшие танцоры, мы супер-меломаны!

    Наши кричалки -- самые громкие,
    Поляну перекроем от кромки до кромки.
    Мы нашим победам расширим географию,
    А вам там по ходу подправим демографию.

    Братским народам поднимем экономику,
    Оставим в подарок победную символику,
    Русские парни, братишечки, пареньки,
    Нас заждались там полячки, украинки.

    Верим в команду, все сделаем правильно
    Нас ожидают Польша, Украина.

    Вперед, Россия!
    Россия победит!
    Побеждай, побеждай, побеждай!
    Вперед, Россия!


    Песня российской группы „Дискотека Авария”: http://www.avariya.ru/



    Jedziemy, jedziemy do Polski, na Ukrainę!

    Jedziemy, jedziemy do Polski, na Ukrainę,
    Wesprzeć rosyjską drużynę.
    Wierzymy, że zwycięstwo przed nami.
    Wiemy, że Rosja zwycięży.

    A co tam jest w programie? Czesi, Polacy i Grecy.
    Nie macie, chłopaki, na co liczyć w tym stuleciu.
    Dalej kto jeszcze? Niemcy, Portugalia.
    Zbierajcie się do domu, chłopaki, źle trafiliście.

    Inny zaś wariant, to znowu Holandia.
    Damy im jeszcze raz do wiwatu.
    Oni sami nie chcieli na nas wpaść,
    Tym bardziej, że po naszej stronie jest holenderski Advokat.

    Anglia, Francja, wszystko przećwiczyliśmy,
    Szwecja, Irlandia -- tych niedawno pobiliśmy.
    Spłacimy Ukrainie dług za rok 99.,
    A Hiszpanii – dług z tych mistrzostw.

    Przyjechaliśmy zwyciężyć, mamy na to siły,
    Za nami cały kraj, za nami cała Rosja.
    Tutaj z wami na trybunie jest dwunasty zawodnik,
    A Puchar Europy pojedzie z nami na Wschód.

    Jedziemy, jedziemy do Polski, na Ukrainę,
    Wesprzeć rosyjską drużynę.
    Wierzymy, że zwycięstwo przed nami.
    Wiemy, że Rosja zwycięży.

    Rosja zwycięży!
    Rosja zwycięży!
    Zwycięży! Zwycięży!
    Rosja zwycięży!

    Poddaj się, przeciwniku, nie masz na co liczyć,
    Sasza Kierżakow bił, bije i będzie bić,
    Andriej Siergieicz podkręci rzut rożny,
    Siergiej Ignaszewicz strzeli wam głową.

    Za ... was, Alan Dzagojew,
    Kto się zbyt wierci, Denisow uspokoi.
    A jakby co, to obrona wesprze atak,
    Wasilij Bieriezuckij – uderzy z przewrotki.

    Rajdy Bystrowa, technika Żirkowa,
    Nacisk Siemszowa, dryblingi Aniukowa.
    Uderzenia Pawliuczenki przebijają mur,
    A tam Zyrianow piętą i Głuszakow kolanem.

    Drugi na flance Diniar Bilialietdinow.
    Naprzód, Rosjo!
    Dośrodkowanie, skok Dziuby i macie ....
    Naprzód, Rosjo!

    Uwaga drużyno, idziemy na dobitkę,
    Potrzebny jest gol, potrzebny gol!
    Nogami, ramionami, zębami – to nieważne jak,
    A tam ostatni zamyka akcję Pogriebniak.

    Nas to nie obchodzi, że macie dużo gwiazd,
    Igor i Sława obronią swoją pozycję.
    Złość swoją możecie odreagować na arbitrze,
    Za to was potem rozliczy Szirokow.

    Gaalowie, Iniesty, Ronaldowie, van Persie
    Nie boimy się ich, bo jesteśmy razem.
    Bądź sobie nawet Messim, bądź sobie nawet Pelem,
    Wszyscy teraz marzą, by grać w Machaczkale.

    Więc bądźcie spokojni, Lampardy, Ozilowie,
    Może coś się wam potem uda w Brazylii.
    Zapraszamy do nas do Rosji na swoją zgubę,
    Damy wam jeszcze łupnia w 2018 roku.

    Jedziemy, jedziemy do Polski, na Ukrainę,
    Wesprzeć rosyjską drużynę.
    Wierzymy, że zwycięstwo przed nami.
    Wiemy, że Rosja zwycięży.

    Kibic rosyjski zdrowy, barczysty,
    Jego szanują barmani i taksówkarze,
    Piloci, ochroniarze, sympatycy przeciwników,
    Jesteśmy najlepszymi tancerzami, super-melomanami!

    Nasze okrzyki -- najbardziej głośne,
    Boisko blokujemy od krańca do krańca.
    Nasze zwycięstwa rozniesiemy po świecie,
    A przy okazji poprawimy wam demografię.

    Bratnim narodom polepszymy gospodarkę,
    Zostawimy w prezencie symbole naszych zwycięstw,
    Rosyjscy chłopcy, braciszkowie, chłopaczki,
    Nas tam pragną Polki, Ukrainki.

    Jedziemy, jedziemy do Polski, na Ukrainę,
    Wesprzeć rosyjską drużynę.
    Wierzymy, że zwycięstwo przed nami.
    Wiemy, że Rosja zwycięży.

    Wierzymy w drużynę, zrobimy wszystko jak należy
    Czekają na nas Polska, Ukraina.

    Naprzód, Rosjo!
    Rosja zwycięży!
    Zwyciężaj, zwyciężaj, zwyciężaj!
    Naprzód, Rosjo!


    Piosenka rosyjskiego zespołu „Dyskoteka Awaria” z Iwanowa: http://www.avariya.ru/

    Tłum./Перевод: Grzegorz Grabowski




    Idą Rosjanie. Русские идут.


    Putin przypomniał premierowi Polski o odpowiedzialności za bezpieczeństwo kibiców

    W rozmowie telefonicznej z premierem Polski Donaldem Tuskiem prezydent Rosji Włodzimierz Putin przypomniał mu o odpowiedzialności strony polskiej za bezpieczeństwo kibiców – poinformował rzecznik prasowy przywódcy państwa rosyjskiego, Dymitr Pieskow.

    "Prezydent Rosji wyraził obawy w związku z sytuacją z rosyjskimi kibicami... Putin podkreślił, że wychodzi z założenia, iż na organizatorach tego typu turniejów międzynarodowych spoczywa pełna odpowiedzialność za zapewnienie na swoim terytorium bezpieczeństwa kibiców z innych krajów" – powiedział Pieskow.

    We wtorek, w dniu meczu reprezentacji Rosji i Polski, rosyjscy kibice odbyli w Warszawie przemarsz. Rosjanie, którzy poruszali się w gęstej obstawie miejscowej policji, byli stale narażeni na ataki i prowokacje ze strony polskich fanatyków. A potem rozpoczęły się starcia Polaków z policją i bójki pomiędzy kibicami obu drużyn.

    Niepokoje były kontynuowane także po meczu. Aresztowano ponad 180 osób, z czego 25 to  Rosjanie.

    Źródło: http://rus.ruvr.ru/2012_06_13/78035332/ (13.06.2012)

    * * *

    Путин напомнил премьеру Польши об ответственности за безопасность болельщиков

    Президент России Владимир Путин в телефонном разговоре с премьер-министром Польши Дональдом Туском напомнил ему об ответственности польской стороны за безопасность болельщиков, сообщил пресс-секретарь главы российского государства Дмитрий Песков.

    "Президент России высказал озабоченность по поводу ситуации с российскими болельщиками... Путин подчеркнул, что исходит из того, что организаторы подобных международных турниров несут полную ответственность за обеспечение безопасности болельщиков из других стран на своей территории", - сказал Песков.

    Во вторник, в день игры сборных России и Польши, российские болельщики провели в Варшаве марш. Россияне, которые двигались в плотном кольце местной полиции, постоянно подвергались нападкам и провокациям со стороны польских фанатов. После этого начались столкновения поляков с полицией и драки между болельщиками обеих сборных.

    Выяснение отношений продолжилось и после матча. Были задержаны более 180 человек, из них 25 - россияне.

    Источник: http://rus.ruvr.ru/2012_06_13/78035332/ (13.06.2012)


     

    Polskim pseudokibicom nie udało się przerwać rosyjskiego marszu.
    Польские фанаты не смогли сорвать российский марш.


    Fotogaleria/Фотогалерея: http://rus.ruvr.ru/photoalbum/77954144/



  • „Śmierć Ellenai”, czyli tragedia powstańców zesłanych na Sybir. Obraz Jacka Malczewskiego (1883). „Смерть Єлени”, то есть трагедия повстанцев, высланных в Сибирь. Образ Яцкa Мальчевскoго  (1883).

    Profesor Adam Wielomski, współczesny wyznawca konserwatyzmu, odżegnujący się od nacjonalizmu i mówiący wprost: „Jako katolik rzymski Polskę mogę poświęcić, bowiem narodowość jest kwestią incydentalną”[1]. Roman Dmowski, współtwórca i przywódca polskiego nacjonalizmu, twierdzący że „Naród jest jedyną w świecie naszej cywilizacji postacią bytu społecznego, obowiązki względem narodu są obowiązkami, z których nikomu z jego członków nie wolno się wyłamywać: wszyscy jego synowie winni dla niego pracować i o jego byt walczyć, czynić wysiłki, ażeby podnieść jego wartość jak najwyżej, wydobyć z niego jak największą energię w pracy twórczej i w obronie narodowego bytu. Wszelkie „izmy”, które tych obowiązków nie uznają, które niszczą ich poczucie w duszach ludzkich, są nieprawowite.”[2]. Wielomski i Dmowski. Antydemokrata i narodowy demokrata. Cóż łączy tych dwóch ludzi? – Krytyka romantyczno-rusofobicznej „porozbiorowej polityki narodowego samobójstwa”.

    Профессор Адам Веломcкий, современный последователь консерватизма, отсекающийся от национализма и говоррящий прямо: „Как римский католик Польшу я могу пожертвовать, потому что национальность – это инцидентальный вопрос”[1]. Роман Дмовский, один из создателей и лидер польского национализма, утверждающий что „Народ является единственной в мире нашей цивилизации формой социального существования, обязанности по отношению к нации являются обязанностями, которыe каждый из его членов должeн исполнять: все его сыновья обязаны работать на него и бороться за его существование, делать усилия, чтобы поднять его значение, как можно выше вверх, извлечь из него как можно большую энергию в творческой работе, и в защиту национального бытия. Все „измы”, которые эти обязанности не признают, которые разрушают их чувства в душах человеческих, они не законное.”[2]. Веломcкий и Дмовский. Анти-демократ и национал-демократ. Что связывает этих двух людей? – Критика романтическo-русофобическoй „политики национального самоубийства” после Третьего раздела Речи Посполитой.


    Adam Wielomski, Romantyczne rozumienie polityki

    Przez wiele dziesięcioleci utrzymywał się szkolny stereotyp o istnieniu głębokiej antytezy jaka miałaby istnieć pomiędzy myślą oświeceniową a romantyczną. W świetle nowszych badań poglądu tego nie sposób dalej podtrzymywać. Idee Romantyzmu nie stanowią zewnętrznej alternatywy dla koncepcji powstałych w Oświeceniu, lecz są wewnętrzną krytyką tego nurtu. Jakkolwiek epistemologie oświeceniowa (skrajnie racjonalistyczna i antyempiryczna) oraz romantyczna (uczuciowa) wydawać się mogą swoim przeciwieństwem, to w rzeczywistości są to dwie formy kontestacji tradycyjnej scholastycznej teorii poznania, harmonijnie łączącej empirię, racjonalizm i nadzorujący je autorytet.

    Oświeceniowa epistemologia jest buntem przeciwko autorytetowi i tradycji w imię indywidualistycznego rozumu, a Romantyzm to taki sam bunt przeciw tym samym autorytetom i tradycji, tyle, że w imię jednostkowego uczucia. Mimo tej aporii, w sumie mamy tutaj do czynienia ze wspólnym buntem wobec empirycznie istniejącego, zastanego świata. Podmiotem epistemologicznej insurekcji jest skrajnie indywidualistycznie pojęte ja, które kontestuje zastane stosunki za pomocą rozumu (Oświecenie) lub uczucia (Romantyzm). Prymat ja nad empirycznymi stosunkami łączy te dwie wizje. Różnią ją metody, którymi prymarne ja sprzeciwia się tradycyjnym stosunkom i tworzy alternatywy polityczne, społeczne i kulturowe.

    Idee polityczne Oświecenia i Romantyzmu są bardzo podobne: to indywidualizm, liberalizm i negacja tradycyjnej hierarchii oraz autorytetu. O ile w przypadku Oświecenia twierdzenie to jest powszechnie przyjęte, to dramatyzm narracji romantycznej, jej powiązanie z powstaniami powodują, że nie dostrzegamy dziś tego powinowactwa Romantyzmu z politycznym liberalizmem. A wszak ono istnieje, co potwierdza nawet Victor Hugo pisząc, że Romantyzm jest liberalizmem w literaturze. Literaci i pisarze polityczni tego kierunku – od Alphonse’a Lamartine’a po Adama Mickiewicza – to zwykle kontestatorzy polityczni świata Restauracji (1815-48). Klasyczne romantyczne ruchy polityczne kulminują się w Rewolucji Lipcowej we Francji (1830) i pan-europejskiej Wiośnie Ludów (1848-49). Nie przypadkowo rewolucje te uważamy za liberalne. W tym ruchu rewolucyjnym Romantyzm jest pewną koncepcją epistemologiczną, podczas gdy treścią polityczną jest liberalizm i demokratyzm.

    To, co rzeczywiście różnicuje Oświecenie i Romantyzm, to nie pozytywne idee polityczne i krytyka świata Restauracji, lecz stan ducha. Oświeceniowe rozumienie polityki opiera na niezwykle ciasnym dogmatyzmie. Prawda polityczna tworzona jest w umyśle filozofa, który programowo odcina się i gardzi tym, co empiryczne, wierząc, że sam tylko umysł, na podstawie rozumowania, a nie doświadczenia, może dotrzeć do obrazu świata takiego, jakim on powinien być. Rozum jest zdolny z oszałamiającą precyzję zaprojektować świat lepszy a alternatywny wobec istniejącego. Zadaniem polityki jest proste wcielenie tego projektu w życie, bez liczenia się z problemami jakie niesie za sobą ta realizacja. Polityka uważana jest za umiejętność praktyczną stosunkowo prostą i problemem nie jest praktyczne skonstruowanie lepszego świata, za pomocą prawodawstwa, lecz dobre obmyślenie rzeczywistości alternatywnej. Ten brak rozróżnienia pomiędzy teorią a praktykę – tak chętnie sygnalizowany przez konserwatystów – powoduje, że każda próba wcielenia w życie takiego projektu ma charakter dogmatyczny i sekciarski, bez liczenia się z oporem materii społecznej.

    O ile w polityce oświeceniowej dominuje rygorystyczny racjonalistyczny dogmatyzm i polityczna abstrakcja o charakterze uniwersalistycznym, o tyle w Romantyzmie tenże sam dogmatyzm wyzbyty jest tego racjonalistycznego sekciarstwa i utopizmu, przechodząc w stany ducha o charakterze mistycznym. Romantyk nie buduje swojej utopii lepszego świata rozumem, lecz uczuciem, gdyż uważa, że imaginacja jest prawowitym instrumentem poznania. Ta polityczna imaginacja powoduje, że romantycy wpadają w stany mistycznego uniesienia o charakterze para-religijnym. Jules Michelet pisał w tamtych czasach:

    Rewolucja była rodzajem kościoła. Tak jak agapa lub komunia. Niczego nie można porównać do roku 1790, fali federacyjnej. Absolut, nieskończoność poświęcenia dla wielkości, dar z samego siebie, bez oszczędzania samych siebie, wydaje się najwznioślejszy w fali roku 1792 – świętej wojny o pokój, o wyzwolenie świata.

    To mistyczne postrzeganie polityki szczególnie widoczne jest w Romantyzmie polskim, gdzie mamy do czynienia z utopijnymi projektami społecznymi odrodzonej Rzeczypospolitej, której obca będzie racja stanu i narodowy egoizm, gdzie nie będzie niesprawiedliwości, więzień, przestępstw, nierówności. Zwraca jednak uwagę niezwykle tu żywa utopia aktywizmu politycznego, który staje się celem samym w sobie. Insurekcja zbrojna traktowana jest nie jako dobrze zaplanowane działanie polityczne, lecz jako forma nowego objawienia czy też krucjaty pod Bożymi sztandarami. Dlatego niezwykle chętnie – od Piotra Ściegiennego po Adama Mickiewicza – nadużywano tu dyskursu religijnego i symboliki chrześcijańskiej, tworząc swojego rodzaju hybrydę niepodległościowo-katolicką, gdzie podmieniono Mesjasza. Chrystus jako Zbawiciel został zastąpiony mesjaszem zbiorowym w postaci cierpiącego za wolność naszą i waszą narodu polskiego. Hasło Mickiewicza, że Polska jest mesjaszem narodów to szczytowe zmieszanie nacjonalizmu z chrześcijaństwem w heretycką hybrydę.

    Ściśle rzecz biorąc mesjanizm nawet nie jest herezją. Pogląd heretycki to taki, który stanowi wypaczenie ortodoksji religijnej. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z ideami, które wprawdzie podane są w narracji chrześcijańskiej, ale nie mają z nią nic wspólnego. Oto ideologia stricte polityczna sprytnie posługująca się tradycyjną religijną symboliką, aby przyciągnąć tłumy tradycyjną retoryką, za którą kryją się rewolucyjne i ideologiczne treści o czysto laickim i doczesnym charakterze: walka o niepodległe demokratyczne i (w gruncie rzeczy) laickie państwo o silnie rewolucyjnym charakterze, bliższe projektom wolnomularskim niźli koncepcji katolickiej. Odwołując się do dzisiejszych dyskusji politycznych, i słynnego stwierdzenia przywódcy współczesnego nurtu polskiego neo-romantyzmu, można powiedzieć, że Chrystus był substytutem deifikowanej Ojczyzny. Oto radykalna sekularyzacja pod religijnym sztandarami. Nurt ten jest chrześcijański tylko w sferze hasłowej. To staranne zakamuflowany laicki obraz świata, gdzie religia została poddana procesowi starannej ideologicznej obróbki, w trakcie której usunięto z niej treści transcendentne, eschatologiczne i soteriologiczne, przeistaczając w zupełnie zsekularyzowany projekt politycznego urządzenia świata doczesnego. Królestwo Boże ma być tutaj, na ziemi. Powstanie drogą zbrojnej rewolucji politycznej lub niepodległościowej insurekcji.

    Mistyka jest jednak mistyką, nawet jeśli transcendencja jest fałszywa, gdyż stanowi tylko wymysł ideologiczny, czyli ludzki. Mimo to taka polityka warunkowana twierdzeniami ideologicznymi, kieruje się klasycznymi dla mistyki przesłankami. Posiadanie racji moralnej w sporze z zaborcami immunizuje mesjanistę od wymogu racjonalności działań. Rzekoma świętość sprawy zastępuje namysł polityczny i zwalnia z kalkulacji. Nieliczne i słabo uzbrojone watahy powstańcze prowadzić będzie na rosyjskie armaty laicki w treści, ale emocjonalny w formie duch narodu. Termin i miejsce wybuchu rebelii nie muszą być poddane rozumowej analizie, gdyż istotą tej koncepcji polityki jest czyn sam w sobie. Należy na nią patrzeć nie jako na działanie polityczne i militarne, lecz super-racjonalne i nadprzyrodzone, stające się rodzajem upolitycznionej i niepodległościowej teofanii nowego kolektywnego mesjasza – narodu polskiego, będącego drugim Chrystusem.

    Ewentualna porażka nie dyskredytuje insurekcjonistów: wszak pierwszy Mesjasz także skończył swoją ziemską egzystencję na krzyżu. Trudno więc powiedzieć czy godniejszą rzeczą jest zwycięstwo powstania czy jego chlubna porażka, egzekucje, wywózki i represje? Gloria victis – chwała nie przynależy zwycięzcom, lecz pokonanym, którzy reprezentują etyczną rację i odnoszą, właśnie swojej powodu swojej klęski w polu, walne zwycięstwo moralne. Jak pisze współczesny wielbiciel polskiego Romantyzmu, Zdzisław Krasnodębski, polski mesjanizm, czyli rozwijana przez polskich myślicieli i poetów teologia polityczna Polski jako reakcja na jej nieszczęścia, nie był mesjanizmem walki. Polski mesjanizm, w przeciwieństwie do ruchów mesjańskich w protestantyzmie, czerpie nie ze Starego, lecz głównie z Nowego Testamentu. I to nie Armageddon, lecz Golgota stała w centrum jego symboliki.

    Szaleńcze ataki podchorążych w listopadzie 1830 roku czy kuriozalne Powstanie Krakowskie w 1846 – uwieńczone wypowiedzeniem wojny przez zbuntowane miasto wszystkim trzem zaborcom równocześnie – to kwintesencja tak pojętej mistyki politycznej. Uwieńczeniem tej polityki rzeczywiście mogła być tylko Golgota. A u stóp góry stały matki poległych i powtarzały jak mantrę: Gloria victis, Gloria victis."

    Źródło/Источник: http://konserwatyzm.pl/artykul/4538/romantyczne-rozumienie-polityki (25.05.2012)



    „Choroba na Moskala” – z kosami na rosyjskie armaty.
    Польcкaя болезнь „нa москаля" – идти с косами на русские пушки.



    Roman Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, Warszawa 1989.

    Z rozdziału IV:

    „Nie ma takiego kraju na świecie, gdzie by polityka najbardziej zbawienna, najwyraźniej odpowiadająca interesowi narodowemu, miała cały naród za sobą. Tym bardziej nie można było tego oczekiwać w Polsce, w narodzie pozbawionym swego państwa, posiadającym tak złą tradycję polityczną, którego działania od dawna już na miano polityki właściwie nie zasługiwały, który wreszcie w znacznej części swych czynnych politycznie żywiołów zatracił był już pojęcie sprawy polskiej jako całości, ześrodkował swą myśl i swe wysiłki na miejscowych sprawach trzech dzielnic.

    Tym bardziej nie można było oczekiwać tego w warunkach, których polityka polska głosząca solidarność z Rosją przeciw Niemcom miała przeciw sobie rząd rosyjski i w walce z nim musiała być organizowana.

    Przy najlepszym planie zbawienia ojczyzny, mieć pretensję, że są tacy w ojczyźnie, co nas nie rozumieją, czy nie chcą rozumieć, co nam przeszkadzają – jest rzeczą śmieszną. Polityka nie jest tylko sztuką myślenia, ale i działania. Trzeba nie tylko się zdobyć na dobrą myśl, ale umieć ją w płodny czyn wcielić. Ten tylko może w polityce coś zrobić, kto nie boi się zwalczać przeszkód stojących mu na drodze. Smutna i godna politowania jest rola tych, którzy mówią: chciałem dobrze, ale mi nie pozwolili.

    Nieprawdą jest, że dla Polski można coś zrobić, ale z Polakami nigdy.

    Chcąc zrobić coś dla Polski, jak zresztą dla każdego innego kraju, trzeba iść z jednymi rodakami przeciw innym. Tylko trzeba mieć mocną wiarę w swój cel i w prowadzącą do niego drogę, i nie wahać się w walce o tę swoją wiarę. I główna rzecz, trzeba rozumieć swe społeczeństwo, jego duszę, znać jego instynkty, w których podstawie zawsze leży instynkt samozachowawczy narodu. Trzeba mu przez właściwą organizację polityki dać możność wypowiedzenia się.

    Jeżeli polityka Polski porozbiorowej była właściwie polityką narodowego samobójstwa, to nie dlatego, żeby nasz naród był pozbawiony instynktu samozachowawczego, tylko dlatego, że był bierny, niezorganizowany, co pozwalało zorganizowanym garstkom, popychanym przeważnie przez wpływy obce, narzucać mu samobójcze akty.
    (…)
    To przecie każdy wiedział, że mamy w społeczeństwie znaczną ilość ludzi, którzy w rzeczach politycznych nie umieją myśleć logicznie i działać planowo, którzy tylko reagują odruchami na podrażnienia. To zachowanie się szczególnie było właściwe młodzieży, kobietom mniej lub więcej dotkniętym histerią, i tym dość licznym u nas w czasach przedwojennych ludziom, którzy przez całe życie należeli do młodzieży i zwykle niewiele się różnili od histerycznych kobiet. Z góry można było przewidzieć, że ten rodzaj ludzi pójdzie przeciw Rosji”.

    Z rozdziału V:

    „Wiedziałem, z czym trzeba będzie walczyć, jaki ciężar bierzemy na swe barki, postanawiając politykę polską na tych jedynych rozumnych podstawach [współpracy z Rosją] zorganizować. Tyle było przeszkód i w Polsce, i w Rosji.

    Cała tradycja porozbiorowa, święcona stale w obchodach listopadowych i styczniowych, była przeciw tej polityce. Była to, co prawda, tradycja klęsk, tradycja stopniowego likwidowania sprawy polskiej, myśmy wszakże tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa. Gorsza, że autorowie klęsk umieją przemawiać jak mistrze.

    Pamiętam, raz w gronie emigrantów z 1863 roku za granicą ostro napadano na mnie za kierunek mojej polityki. Jeden z nich, szanowany zresztą antykwariusz Bukowski ze Sztokholmu zawołał:

    – Myśmy inaczej działali w 1863 roku, innymi drogami szliśmy do niepodległości!
    – Aleście nie doszli – odpowiedziałem. – Ten, kto przegrał, nie ma prawa żądać, żeby go naśladowano.

    Przeciw tej polityce była psychologia szerokich kół społeczeństwa, ich wstręt, ich nienawiść do Rosjan. Zwłaszcza każdy z nas, którzyśmy przechodzili szkołę apuchtinowską, o ile wyniósł z rodziny tradycję polską i podstawy polskiej kultury, wchodził w życie z „chorobą na Moskala", jak to Żeromski nazwał w jednym ze swych wcześniejszych utworów. Był to rodzaj psychozy, rozwiniętej pod wpływem cierpień moralnych w szkole, w której na każdym kroku poniżano godność ludzką, obrażano uczucia narodowe, plwano na to, co dla nas było święte.

    W miarę wszakże jak człowiek mężniał, jak charakter jego krzepł, otrząsał się z choroby. I musiał z niej wyrosnąć, jeżeli chciał o położeniu Polski logicznie myśleć, z zimną krwią działać, jeżeli chciał dawać rodakom wskazania polityczne.

    Niewola wychowuje niewolników. Niewolnicy bywają albo ulegli i posłuszni, albo zbuntowani. Zbuntowani umieją tylko szukać zemsty na swych panach, ale ani walczyć o wolność, ani żyć w wolności nie umieją; pozostają zawsze niewolnikami. W naszym kraju niewola tak długo trwała i tak była ciężka, że wytworzyła liczne zastępy niewolników – i uległych, i zbuntowanych. Iluż to mieliśmy ludzi, co umieją się tylko kłaniać, tylko szukać łaski czy to u jednego pana, czy u innego, który na jego miejsce przyszedł! Ilu takich, co się zaprzęgali do służby innemu panu, żeby się zemścić na poprzednim! Ilu wreszcie, którzy nie umieli myśleć o Polsce, jeno o tym, jakby Moskalom zaszkodzić! Wszystko ta niewolnicy, mniejsza o to, że w połowie zbuntowani. I, jako niewolnicy, nie byli zdolni do tworzenia wolnej Polski.

    Nie lekceważyłem sobie tej psychologii, wiedziałem, że walka z nią będzie bardzo ciężka. Przewidywałem, że i na swoich, na towarzyszy pracy, nie zawsze można będzie liczyć, że w chwilach większej próby zabraknie im odwagi do przeciwstawienia się psychice środowiska. Ale trzeba było iść naprzód, bo czasu do stracenia nie było. Trzeba było krok za krokiem robić wyłomy w zakorzenionym sposobie politycznego myślenia, o ile je można było nazwać politycznym”.

    Z rozdziału VIII:

    „Z najmniej przyjaznym przyjęciem naszych dążeń i naszego stanowiska spotkałem się w miejscu, w którym zdawałoby się najmniej należało tego oczekiwać, mianowicie w Watykanie. Miałem wrażenie, że papież Benedykt XV jest bardzo życzliwie dla Polski usposobiony, nie mogłem wszakże poznać bliżej jego stanowiska, bo dyplomacja watykańska postawiła mi za warunek, żebym na audiencji o polityce nie mówił. Natomiast rozmowy z kierownikami polityki watykańskiej aż nadto jasno mi określiły ich stanowisko.

    Poruszam przedmiot dla kraju katolickiego bardzo drażliwy, ale zarazem bardzo ważny i wymagający poważnego i ścisłego traktowania.

    Rozróżniam Kościół i politykę Stolicy Apostolskiej. Kościół dla katolików jest władzą, której w rzeczach wiary są obowiązani bezwzględne posłuszeństwo. Polityka watykańska jest rzeczą ludzką, jak każda rzecz ludzka nie wolną od błędów, i staje w równym rzędzie z polityką wszystkich państw. Najbardziej katolickie państwo ma obowiązek o tyle tylko z nią się łączyć, o ile nie stoi ona w sprzeczności z dobrem państwa i narodu.

    Mnie się zdaje, że polityka watykańska popełniła duże podczas wojny błędy, w szczególności w stosunku do Polski.

    Stanowisko jej w sprawie polskiej najlepiej określa rozmowa, jaką miałem w styczniu 1916 roku z wysokim dygnitarzem watykańskim, a z której dosłownie przytaczam część mającą znaczenie.

    Zostałem zapytany:
    – Dlaczego pan idzie z Rosją?
    – Bo mi trzeba, żeby Niemcy były pobite.
    – Na cóż panu przegrana Niemiec?
    – Bo bez niej nie będzie zjednoczonej Polski.
    – To pan sądzi, że zjednoczona Polska będzie szczęśliwa pod berłem monarchy rosyjskiego?
    – Sądzę, że Polska może pozostawać pod obcymi rządami, dopóki jest podzielona. Gdy będzie zjednoczona, będzie niepodległa. Dążąc do zjednoczenia, dążymy do Polski niepodległej.

    Na to usłyszałem wybuch śmiechu.
    – Polska niepodległa? Ależ to marzenie, to cel nieziszczalny!...

    Nie powiem, żeby moje polskie ucho było tym mile dotknięte. Zapytałem na to:
    – Cóż by nam Wasza Eminencja doradzała?
    – Wasza przyszłość jest z Austrią.”


     

    Krytycy romantyczno-rusofobicznej „polityki narodowego samobójstwa”: Roman Dmowski (1864-1939) – działacz polityczny, publicysta, chrześcijański nacjonalista, członek II i III Dumy Państwowej (1907-1909) i poseł na polski Sejm, zwolennik państwa narodu polskiego oraz trwałego porozumienia Polaków z Rosją i narodem rosyjskim, przeciwnik liberalno-masońskich rządów Józefa Piłsudskiego i przywódca największych partii narodowych w II Rzeczypospolitej; Adam Wielomski (ur. 1972 Warszawa) – historyk idei, publicysta, monarchista, doktor habilitowany nauk politycznych, profesor Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, redaktor naczelny kwartalnika "Pro Fide Rege et Lege" (łac. Za Wiarę, Króla i Prawo) oraz portalu konserwatyzm.pl
    Критики романтическo-русофобическoй „политики национального самоубийства”: Роман Дмовский (1864-1939) – политический деятель и публицист, христианский националист, член II и III Государственной Думы (1907-1909) и депутат польского Сейма, сторонник мононационального польского государства и прочного соглашения Поляков с Россией и русским народом, противник либерально-масонских правительств Юзефа Пилсудского и лидер крупнейших национальных партии вo Второй Речи Посполитой; Адам Веломcкий (род. в 1972, Варшава) – историк идей, католический публицист, монархист, хабилитированный доктор политических наук, профессор Природно-гуманистического университета в Седльцах, главный редактор ежеквартального журнала "Pro Fide, Rege et Lege" (лат. За веру, короля и закон) и портала konserwatyzm.pl


    Opr./Oбр. – GG.

    ------
    [1] – A. Wielomski, Błąd Saint-Simona, czyli głos polemiczny z Leszkiem Sykulskim http://konserwatyzm.pl/artykul/4433/blad-saint-simona-czyli-glos-polemiczny-z-leszkiem-sykulskim (11.05.2012)
    [2] – R. Dmowski, Kościół, naród i państwo, Warszawa 1927.
     


    Artur Grottger, Pojednanie (1864). Trup polskiego powstańca i trup rosyjskiego żołnierza.
    Артур Гротгер, Примирение (1864). Труп польского восстанца и труп русского солдата.

     

    Nie rywale, lecz bracia. Cyryl i Franciszek na Kubie. Не соперники, а братья. Кирилл и Франциск на Кубе http://polski.blog.ru/221136803.html (13.02.2016).

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).


  • Warto przeczytać: Lech Mażewski, Rzeczypospolita jeden i pół. O narodzinach, istnieniu i upadku państwa polskiego w latach 1806-1831, Wydawnictwo Rambler, Warszawa 2011.
    Стоит прочитать: Лех Maжeвский, Речь Посполита № один c половинoй. О рождении, существовании и падении польского государства в 1806-1831 гг., Издательство Рамблер, Варшава 2011.




    Od Wydawcy. От издателя:

    „Częstokroć wydaje nam się, że między ostatecznym upadkiem państwa polsko-litewskiego w 1795 r. a powstaniem Rzeczypospolitej Polskiej w 1918 r. żadne liczące się formy polskiej państwowości nie istniały, a Księstwo Warszawskie (1807-1815) i Królestwo Polskie (1815-1831) są traktowane jedynie jako efekty polityki zaborców, chociaż napoleońską Francję trudno za taką uznawać. Tymczasem jest to nieprawda, gdyż w latach 1806-1831 mieliśmy do czynienia z narodzinami, istnieniem i upadkiem polskiej państwowości, którą można określić mianem Rzeczypospolitej jeden i pół.

    Jest poza dyskusją, że obie te formy polskiej państwowości nie były bytami suwerennymi, ale zakres ich niepodległości, a więc możliwości rzeczywistego decydowania o swoich losach, był znaczący. Wyrazem tego było chociażby dwukrotne znalezienie się w stanie wojny z Rosją w imię odtworzenia przedrozbiorowej Rzeczypospolitej.

    Analiza narodzin, istnienia i upadku Rzeczypospolitej jeden i pół powinna pozwolić na udzielenie odpowiedzi na pytanie, dlaczego w tak spektakularny sposób załamał się proces wybijania się Polski na pełną niepodległość, a zamiast prowadzenia polityki w oparciu o własne instytucje państwowe staliśmy się przez dużą część XIX wieku niemal zawodowymi uczestnikami każdej rewolucyjnej zawieruchy, jakie często przewalały się przez ówczesną Europę.

    Lech Mażewski jest adiunktem w Katedrze Historii Państwa i Prawa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Autor i redaktor kilkunastu książek; ostatnio opublikował „System rządów w PRL 1952-1989” (Warszawa-Biała Podlaska, 2011) oraz „Długa dekada lat siedemdziesiątych (1968-1981). Rola nowelizacji z 10 lutego 1986 r. Konstytucji PRL z 22 lipca 1952 r. w ewolucji ustroju PRL na tle konstytucji europejskich państw socjalistycznych” (Toruń, 2011).”

    Źródło/Источник: http://www.wydawnictworambler.pl/wydalismy.php?id=38



    Orzeł Biały ze sztandarów Królestwa Polskiego (1815-1830).
    Белый Орёл co cтандартов Королевства Польского (1815-1830).


    Recenzja książki (fragmenty). Рецензия на книгу (фрагменты):

    „Obecna forma państwowości Polskiej nosi nazwę III Rzeczpospolitej. Kwestia to dość umowna. Oceniając współczesny stopień suwerenności, zależność od innych państw, wpływ Unii Europejskiej na system prawny, czemu właściwie dzisiejsza Polska ma mieć swój numer, a Polska kongresowa nie? Pryncypialni wrogowie Rosji, których w Polsce nie brakuje, zapewne powiedzieliby, że nie można liczyć, jako polskiej państwowości narzuconej przez cara. Po pierwsze, jak to było z tym narzuceniem pewnie można by dyskutować, po drugie, czemu w takim razie nie chcą nadać numeru Księstwu Warszawskiemu? Bez wątpienia Polacy służyli Napoleonowi bez sensu, ale służyli z własnej woli, a wręcz z zamiłowaniem. Skoro tak, to czemu numeru nie nadać też PRL-owi? W końcu Stalin konstytucję dla Polski tylko poprawiał, a nie od początku do końca, jak Napoleon, ją podyktował.

    Opis okresu ponad dwóch dekad początku XIX wieku dokonany przez autora wiedzie do wniosku, że Polacy po Tylży i kongresie wiedeńskim mieli pewne zdobycze, ówczesne zaś pokolenie nie stanęło na wysokości zadania i nie umiejąc przeciwstawić się młokosom i dziecinadzie nocy listopadowej zmarnotrawili swe szanse, likwidując całkowicie sprawę polską z areny międzynarodowej na wiele dekad. (…)

    Słabiutkie Księstwo Warszawskie mogło w warunkach podniesienia temperatury politycznej Europy licytować wysoko w obie strony. Zarówno Napoleon, jak i Aleksander wiedzieli, że Polacy mają alternatywę w tym drugim. Podobny był mechanizm zabiegania o Polaków zaborców w czasie pierwszej wojny. Jakżeż to odmienna sytuacja od obecnej, gdy zarówno politycy Unii Europejskiej, jak i USA doskonale wiedzą, że nie muszą się starać o względy Polaków, gdyż oni i tak będą realizować ich życzenia. Przecież żaden polski polityk nie może opowiedzieć się za opcją prorosyjską, gdyż w najbliższych wyborach uzyskałby śladowe poparcie. Pokazując to w realiach początku XIX wieku, Lech Mażewski pisze: „W ten sposób od bycia ekspozyturą interesów francuskich w środkowej Europie w okresie Księstwa Warszawskiego przeszliśmy do pełnienia podobnej roli przez Królestwo Polskie w interesie Rosji. W obu przypadkach polityka polska miała takie samo zadanie: służąc interesom silniejszego mocarstwa i jednocześnie mając na uwadze realny układ sił, uzyskać możliwie najwięcej w zakresie odbudowy państwa polskiego. Innymi słowy, ówczesnym kierownikom polskiej polityki powinna być bliska następująca maksyma: Za potęgę waszą (Francji, względnie Rosji) i wzrost pozycji naszej. I do pewnego momentu rzeczywiście polskie elity taką pragmatyczną politykę uprawiały – bez względu na to, jakim posługiwano się tu uzasadnieniem”.

    Jak przestroga brzmią w tej sytuacji słowa autora: „Co w takim razie doprowadziło do upadku Rzeczypospolitej jeden i pół? Przede wszystkim elita polityczna aleksandryjskiego Królestwa nie miała odwagi, ażeby rządów złożonych w ich ręce i programu realnego bronić wobec społeczeństwa”. Ten konserwatywny punkt widzenia powinien być rozpatrywany również dziś, gdy duża część społeczeństwa, narkotyzuje się oparami pseudo mistyki smoleńskiej, wypaczając sens życia publicznego i co gorsza, nauczania Kościoła.”

    Źródło/Источник: Ludwik Skurzak, Głos prawdziwego konserwatyzmu – o najnowszej książce Lecha Mażewskiego. Людвик Cкужaк, Голос истинного консерватизма – о последней книге Леха Maжeвскoгo: http://konserwatyzm.pl/artykul/4490/glos-prawdziwego-konserwatyzmu---o-najnowszej-ksiazce-lecha (19.05.2012)



    Sztandar Pułku Strzelców Konnych Gwardii Królestwa Polskiego z 1827 r. Szefem pułku był car Aleksander I Romanow.
    Знамя Гвардейского Польских войск конно-егерского полкa Царства Польского с 1827 г.
    Шефом полка был царь Александр I Павлович.


    Prof. Pogonowski: Anglia zniszczyła odbudowę Polski i skłóciła Polaków z Rosjanami.
    Проф. Погоновский: Англия уничтожила восстановлениe Польши и рассoроилa Поляков с Русскими:

    „Ważnym tłem Powstania Listopadowego był plan Adama Czartoryskiego z 1815 roku zjednoczenia wszystkich ziem zaborów Polski w Królestwie Polskim stworzonym w unii personalnej Polski z Rosją. W celu umożliwienia tego projektu, dzięki staraniom Adama Czartoryskiego, 3 stycznia 1815 roku Rosja i Prusy podpisały porozumienie o zjednoczeniu wszystkich ziem polskich w unii personalnej z Rosją, włącznie z zaborem pruskim, w zamian za zdominowanie Saksonii przez Królestwo Pruskie dzięki poparciu Rosji.

    Wówczas W. Brytania zagroziła Rosji wojną w ramach swojej polityki zdominowania sił na kontynencie europejskim przez Imperium Brytyjskie, podczas gdy równocześnie istniała kolizja interesów brytyjskich i rosyjskich w Azji Średniej w regionie Afganistanu, etc. Polityka brytyjska zniszczyła plan Adama Czartoryskiego w chwili, kiedy wyłoniła się możliwość powrotu Polski na mapę Europy dzięki połączeniu ziem polskich w dwadzieścia lat po zaborach (1772-1795) jako Królestwa Polskiego w unii personalnej z Imperium Rosyjskim pod Carem Rosji, który byłby jednocześnie królem Polski.

    Gdyby W. Brytania nie interweniowała, Austria sama nie podjęłaby wojny przeciwko Rosji w obronie swojej niemiłosiernie wyzyskiwanej kolonii w Galicji. Tak więc plan Adama Czartoryskiego, gdyby nie grożenie Rosji wojną przez Wielką Brytanię, dawał szansę na odbudowę państwa polskiego wraz z jego uniwersytetami i życiem kulturalnym oraz gospodarczym na bez porównania wyższym poziomie niż miało to miejsce w Rosji. Trzeba pamiętać przykład rozwoju przemysłu tkackiego w Łodzi.

    Polityka W. Brytanii nie tylko zniszczyła odbudowę Polski w granicach przedrozbiorowych, ale wręcz uczyniła z planu Czartoryskiego pułapkę [dla Polski i Rosji] z chwilą, kiedy polskie konstytucyjne Królestwo Kongresowe stało się bardzo małą częścią absolutystycznego Imperium Rosyjskiego. Tak więc [niszcząc w zarodku plan Czartoryskiego] W. Brytania osłabiła Rosję kosztem Polski i przyczyniła się w piętnaście lat później do wybuchu regularnej wojny Rosji z Polską w listopadzie 1830 roku, wojny znanej jako Powstanie Listopadowe.”

    Źródło/Источник: Iwo Cyprian Pogonowski, Tło Powstania Listopadowego (15.10.2011). Иво Киприан Погоновский, Фон ноябрьского восстания (15.10.2011): http://www.pogonowski.com/?p=2560

    Jędrzej Giertych: Otóż Polska była i jest jednym z państw w świecie najzawzięciej przez obóz masoński zwalczanych. To jest odkrycie Dmowskiego: że Polska ma obóz masoński przeciwko sobie. (...) Czy masoneria była na przestrzeni ostatnich dwustu lat narzędziem polityki brytyjskiej, czy też Wielka Brytania ze swą polityką była narzędziem masonerii? I jedno, i drugie. Miała tu miejsce symbioza, dążenie do wspólnego celu we wspólnym interesie. Wielka Brytania byłaby o wiele słabsza, gdyby nie było masonerii i gdyby polityka jej nie znajdowała pomocy i poparcia w działalności lóż na kontynencie europejskim, w Ameryce Południowej i gdzie indziej. A loże byłyby w świecie o wiele słabsze - gdyby nie miały za sobą oparcia w Wielkiej Brytanii. (O roli obozu masońskiego w przebiegu dziejów, "Komunikaty Towarzystwa im. Romana Dmowskiego", zeszyt I, Londyn, Rok 1970-1971).

    Wniosek: nie wszystko zależało od Rosji, bardzo mało zależało od woli polskich masonów w rodzaju księcia Czartoryskiego, a nic właściwie od polskiej ulicy, która mogła tylko pomagać przegrywać kolejne powstania i gubić sprawę polską na kolejne dekady. Na tym polegała nieśmiertelna „angielska pułapka”.

    Polacy miotali się w tej antyrosyjskiej pułapce prawie sto lat, aż do pamiętnego dnia sojuszniczej deklaracji posła Jarońskiegо w Dumie Państwowej (26 lipca 1914), zamiast tworzyć silne i zwarte katolickie państwo polskie, które działając w sojuszu z Rosją przywróciłoby Słowianom zachodnią granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej już w XIX wieku.

    Вывод: не все зависилo от России, очень мало зависилo от воли польских масонов вродe князя Чарторыйского, а ничего на самом деле от польской улицы, которая могла только помочь проигрывать все последующие восстания и погубить польский вопрос на последующие десятилетия. В этом заключалась бессмертная „английская ловушка”.

    Поляки метались в этой антироссийской ловушке почти сто лет, до рокового дня союзнической  декларации депутата Яронского в Государственной Думе (26 июля 1914), вместо того, чтобы создавать сильнoе и компактнoе польское католическое государство, которoе действуя в союзе с Россией, вeрнуло бы славянам западную границу на реке Одра и peke Ныса Лужицкaя уже в XIX веке.

    Opr./Oбр. – GG.



    Mapa rozsiedlenia ludności polskiej (ok. 1900). Źródło: S. Orgelbranda Encyklopedja Powszechna z ilustracjami i mapami, Tom XVIII, 1912. Карта расселения поляков по состоянию на 1900 год. Источник: С. Оргельбрандa Всеобщая энциклопедия с иллюстрациями и картами, Том XVIII, 1912.
  • Czy "Błękitna Polska" poprowadzi politykę propolską? – wypowiedź prof. Anny Raźny w biuletynie zjazdowym tego nowego katolickiego ruchu społeczno-politycznego może rodzić taką nadzieję.
    Проведет ли "Голубая Польша" пропольскyю политику? – выступление проф. Анны Разьны в бюллетене co cъезда этого нового католического социально-политического движения позволяет надеяться на это.



    Franciszek Kondratowicz, Oblężenie Jasnej Góry w 1655 roku.
    Франтишек Кондратович, Ocaдa Ясной Горы в 1655 году.



    Anny Raźny: Czas na geopolityczne zmiany. Аннa Разьны: Время на геополитические изменения

    Truizmem jest stwierdzenie, że nie można rozwiązać problemów wewnętrznych Polski bez uwzględnienia ich kontekstu międzynarodowego. Przedstawiciele najbardziej wpływowych środowisk politycznych w Polsce – zarówno ci związani z ugrupowaniami politycznymi i mediami, jak i ci związani ze środowiskami naukowymi i eksperckimi – zazwyczaj rozdzielają jednak te dwie sfery działalności w programach rozwoju naszego kraju. Co więcej, programy te – nade wszystko partii parlamentarnych – coraz częściej odstają od rzeczywistości, stając się utopią pociągającą marzycielskie bądź rewolucyjne umysły.

    Po 1989 roku dominującym motywem tych utopii stał się w sferze politycznej, gospodarczej i społecznej program tzw. reform Leszka Balcerowicza, zaś w sferze kulturowej i etycznej filozofia skrajnego liberalizmu oraz ideologia politycznej poprawności. Ewidentny kryzys w każdej z tych sfer jest faktem. Jego dobitnym świadectwem jest zniszczenie strategicznych dla Polski gałęzi przemysłu, przejęcie przez obcy kapitał majątku narodowego, pętla ekspresowo rosnącego zadłużenia kraju, katastrofa demograficzna, bezrobocie i przymusowa emigracja, groźne w skutkach rozwarstwienie społeczne, upadek szkolnictwa i kultury, kryzys tożsamości narodowej.

    Szczegółowa analiza przyczyn tego stanu rzeczy pozwala na konkluzję, iż jest on wynikiem nie tylko braku samodzielności intelektualnej i politycznej rządzących Polską elit okrągłostołowych, ale również ich powiązań personalnych, służbowych, organizacyjnych z zachodnimi ośrodkami władzy i różnego rodzaju instytucjami – fundacjami, stowarzyszeniami, uczelniami i instytutami – które realizują antynarodowy, jawnie antychrześcijański i ateistyczny program globalizmu. W perspektywie międzynarodowej ośrodkami realizującymi ten program, współpracującymi ze sobą i uzupełniającymi się wzajemnie są: Unia Europejska i Stany Zjednoczone. Obydwa znajdują się obecnie w stanie poważnego kryzysu – nie tylko finansowego oraz gospodarczego, ale również społecznego i kulturowego.

    Te dwa ostatnie jego aspekty mają znaczenie wyjątkowe, gdyż w stopniu o wiele większym, aniżeli podają to oficjalnie globalistyczni „reformatorzy”, wpływają na losy uzależnionych od Brukseli i Waszyngtonu krajów. Za sto lat liczyć się bowiem będzie nie to, czy weszliśmy do strefy euro, jakie podatki płaciliśmy na początku XXI wieku i jaki był nasz PKB, ale to, czy będziemy suwerennym państwem, jaką będziemy mieli liczbę ludności i czy będziemy jeszcze narodem polskim, czy zbiorowiskiem przypadkowych ludzi, oderwanym od tradycji religijnej, pozbawionym własnej kultury i tożsamości. To są priorytety polskiej racji stanu. Czynniki polityczne i gospodarcze są i muszą być wobec nich instrumentalne.

    W celu realizacji owych priorytetów w obecnej sytuacji należy zweryfikować rzutującą na nie politykę zagraniczną Polski i ukierunkować ją na obszar eurazjatycki, na którym usytuowane są trzy z czterech najbardziej dynamicznie rozwijających się gospodarek świata, określanych skrótem BRIC – Rosja, Indie, Chiny. W ukierunkowaniu tym istotny jest nie tylko potencjał gospodarczy tych państw, ale również znaczenie polityczne. BRIC, w którego skład wchodzi także Brazylia, stanowi siłę, która zdołała przekształcić jednobiegunowy świat ze Stanami Zjednoczonym jako jego hegemonem w układ policentryczny, rozpisany na rolę kilku mocarstw decydujących o jego kształcie.

    W otwarciu Polski na obszar eurazjatycki, nie wykluczającym relacji z Unią i USA, istotne jest to, że wymienione jego najsilniejsze podmioty gospodarcze i polityczne nie narzucają światu ateistycznej ideologii i kultury, nie zmuszają do politycznej poprawności i skrajnego liberalizmu. Rosja, która jako nasz sąsiad jest reprezentantem numer jeden tego obszaru, może i powinna być nawet naszym sprzymierzeńcem w obronie zagrożonego przez zachodnie trendy chrześcijaństwa. Coraz częściej występuje bowiem na forum międzynarodowym jako jego obrończyni.

    Ubiegłoroczne jej poparcie dla Włoch, domagających się w Trybunale Strasburskim zachowania krzyża w szkołach, nie okazało się sporadyczne. W 2012 roku przedstawiciele Rosji podjęli spektakularne działania nas rzecz chrześcijaństwa. Na forum Komisji Praw Człowieka ONZ wystąpili w obronie prześladowanych chrześcijan w świecie, a ponadto wezwali jej przewodniczącego do zbadania problemu chrystofobii. Natomiast na ostatnim spotkaniu państw G-8 wyrazili sprzeciw wobec próby włączania mniejszości seksualnych do grup podlegających obronie z uwagi na zagrożenie praw człowieka. Na uwagę zasługuje również specjalna międzyfrakcyjna grupa utworzona ostatnio w parlamencie rosyjskim dla obrony chrześcijańskich wartości i jej inicjatywa nawiązania w tym celu współpracy z przedstawicielami parlamentu europejskiego.

    Dokonanie jakichkolwiek zmian geopolitycznych w Polsce będzie trudne zwłaszcza w sferze ideowo-politycznej nie tylko dlatego, że jest im przeciwna – wywodząca się z okrągłego stołu i podzielona na role – „grupa trzymająca władzę”, ale również dlatego, że nie jest na nie gotowe społeczeństwo polskie. Jego przytłaczająca większość jest zniewolona utopiami globalizmu, związanym z nimi liberalizmem i kulturą postmodernizmu. Nade wszystko zaś zniewolona dwoma stereotypami: „złej Rosji” i „dobrej Ameryki”. Stereotypy te są tak mocne, a towarzyszące im mity tak głębokie, że prowadzą do błędnych konkluzji, iż największym współczesnym zagrożeniem dla Polski jest Rosja.

    Jakakolwiek próba odwołania do faktów – i wyjaśniania, że obecny stan Polski jest konsekwencją jej uzależnienia od Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a wyniszczające nas „reformy” Balcerowicza zostały podyktowane przez ekspertów amerykańskich z J. Sachsem na czele, reprezentującym nie rosyjską, lecz chicagowską szkołę ekonomiczną – jest bezskuteczna. Antyrosyjskie emocje, panujące po katastrofie smoleńskiej we wszystkich polskich opcjach politycznych i mediach są obecnie nie do przezwyciężenia. O ile są one uzasadnione, gdy idzie o polską historię i związane z nią nasze negatywne doświadczenia epoki rozbiorów, II RP i czasów komunizmu, o tyle w odniesieniu do współczesności są przesadne, czy wręcz irracjonalne. Są nade wszystko świadectwem błędnego odczytania autentycznych zagrożeń dla Polski i przyczyn kryzysu, jaki ją obecnie dotyka.

    Ten stan rzeczy leży w interesie raczej „dobrej Ameryki” niż Unii Europejskiej, która potrzebuje Rosji dla jej surowców energetycznych. W interesie Ameryki i wspieranego przez nią ateistycznego porządku światowego oraz koncepcji światowego rządu jest podsycanie antyrosyjskich nastrojów w Polsce wobec przygotowywanego przez Episkopat Polski i Patriarchat Moskiewski pojednania narodów: polskiego i rosyjskiego. Dla ich wzrostu wykorzystywana jest również katastrofa smoleńska. W tej sytuacji polskie obowiązki, jakie mają środowiska narodowe, zmuszają nas przede wszystko do racjonalnej oceny sytuacji i skoncentrowania działań w celu przezwyciężenia kryzysu myślenia i wyjścia z zaczarowanego kręgu utopii oraz mitów, czyniących beznadziejnymi nasze patriotyczne myśli i czyny.

    Prof. Anna Raźny

    Źródło/Источник: „Błękitna Polska” – biuletyn zjazdowy (28.04.2012). „Голубая Польша” – бюллетень co съезда „Голубoй Польши” (28.04.2012).
    http://blekitnapolska.home.pl/bp.pdf



    Okładka biuletynu „Błękitna Polska” (28.04.2012).
    Обложка бюллетеня „Голубая Польша” (28.04.2012). Фото: blekitnapolska.home.pl


    Zob./Cм.: 

    Anna Raźny, Czy Rosja będzie z nami bronić krzyża? – artykuł z miesięcznika „Aspekt Polski” nr 148/2010 (24.02.2010). Анна Разьны, Будет ли Россия защищать вместе с нами крест? – статья из журнала "Аспект Польский" № 148/2010 (24.02.2010):
    - po polsku/на польском языке: http://www.aspektpolski.com/czy-rosja-bedzie-z-nami-bronic-krzyza/
    - po rosyjsku/на русском языке: http://perevodika.ru/articles/11725.html

    W Polsce wspólną z rosyjskimi prawosławnymi obronę zwalczanego w Europie krzyża utrudniać będą nie tylko fanatyczni zwolennicy obecnego kształtu Unii Europejskiej oraz jej ustawy zasadniczej – Traktatu Lizbońskiego – ale również silne lobby amerykańskie, które kreuje naszą politykę wobec Rosji. Politykę transatlantycką, antyrosyjską. Taki charakter będzie ona miała tak długo, jak długo będą się z nim zgadzali polscy katolicy. Stanęli bowiem przed następującą alternatywą: albo będą nadal godzić się na dyktat Brukseli i Waszyngtonu w sprawach religii, albo pójdą za Ojcem Świętym i głosem sumienia, które podpowiada wspólną z Rosją obronę krzyża w Europie i świecie. (prof. Anna Raźny).

    В Польше совместную с русскими православными оборону креста будут затруднять не только фанатичные приверженцы нынешней структуры Европейского Союза и его основного закона - Лиссабонского договора, но также и сильное американское лобби, которое формирует нашу политику в отношении России. Политику трансатлантическую, антироссийскую. Такой характер она будет иметь так долго, как долго с ним будут соглашаться польские католики. Они оказались перед следующим выбором: либо они будут по-прежнему мириться с диктатом Брюсселя и Вашингтона в вопросах религии, или пойдут за Святым Отцом и за голосом совести, который подсказывает, что необходимо совместно с Россией защищать крест в Европе и в мире.
    (проф. Анна Разьны).


    Anna Raźny, Czy możliwe jest partnerstwo Polski z Rosją? – artykuł z miesięcznika „Aspekt Polski” nr 147/2010 (29.01.2010). Анна Разьны, Возможно ли партнерство Польши с Россией? – статья из журнала "Аспект Польский" № 147/2010 (29.01.2010):
    - po polsku/на польском языке: http://www.aspektpolski.com/czy-mozliwe-jest-partnerstwo-polski-z-rosja/
    - po rosyjsku/на русском языке: http://ursa-tm.ru/forum/index.php?/topic/2063-%d0%b3%d0%be%d1%81%d1%82%d0%b8%d0%bd%d0%b0%d1%8f-93/page__view__findpost__p__51705

    Wydarzenia ostatnich lat pokazały, że opcja transatlantycka nie obejmuje interesów polskiego społeczeństwa i polskiej racji stanu, a wręcz im przeczy. (…) W związku z tym rodzi się wiele pytań (…) również co do naszej roli w relacjach Unii z Rosją. Odpowiedź, iż jesteśmy czarnym koniem Stanów Zjednoczonych jest niewystarczająca. Nie tylko dlatego, że jest zbyt prosta, ale nade wszystko dlatego, że potwierdzałaby naszą niezdolność do partnerstwa na trzech osiach: Warszawa–Moskwa, Warszawa–Bruksela i Warszawa–Waszyngton. Decydujące o tych relacjach lobby amerykańskie w Polsce jest bowiem niezdolne do własnego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi, wobec których nie posiada żadnej autonomii i podmiotowości. (prof. Anna Raźny).

    События последних лет показали, что трансатлантическое направление не соответствует интересам польского общества и польским государственным интересам, но прямо им противоречит. (…) В связи с этим напрашивается множество вопросов (…) но также и о нашей роли в отношениях Евросоюза с Россией. Ответ, что мы являемся тёмной лошадкой Соединённых Штатов, недостаточен. Не только потому, что слишком прост, но прежде всего и потому, что подтверждает нашу неспособность к партнёрству на трёх осях: Варшава–Москва, Варшава–Брюссель и Варшава–Вашингтон. Определяющее эти отношение американское лобби в Польше неспособно к собственно партнёрству с Соединёнными Штатами, по отношению к которым не является субъектом и не обладает никакой автономией. (проф. Анна Разьны).


       Фото: old.bfrz.ru 

    Госпожа профессор Анна Разьны – директор Института России и Восточной Европы одного из старейших высших учебных заведений континента – Ягеллонского университета. Презентация Института – нa сайтe Библиотеки-фондa "Русское Зарубежье": http://old.bfrz.ru/cgi-bin/news.cgi?id=30-05-2008-3&;news=052008

    Zob. także/Cм. также: 

    Co nas łączy z Rosją i co dzieli. Что нас объединяет с Россией и что разделяет http://polski.blog.ru/221154067.html (17.02.2016).

    Odrzucić „cywilizację Oświecenia”. Oтказаться от „цивилизации Просвещения” http://polski.blog.ru/119385779.html (14.05.2011).
    O politykę propolską. O пропольской политикe
    http://polski.blog.ru/121578435.html (25.06.2011).
    Słowiańszczyzna i Rosja. Славянщизна и Россия
    http://polski.blog.ru/126388051.html (09.09.2011).
    Włodzimierz Odnowiciel. Владимир Восстановитель
    http://polski.blog.ru/144271379.html (03.03.2012).

    Opr./Oбр. – GG.

  • 23 апреля 2012 | 01:37 Dramat 3 maja – Драма 3 мая 



    „Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku” – odczyt Adama Doboszyńskiego, wygłoszony 24 maja 1939 roku w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie staraniem redakcji tygodnika literacko-społecznego „Prosto z Mostu". 
    "Драма 3-го мая в свете новейших исследований. Четыре предостережения XVIII-го века" – чтение Адама Дoбoшинскoгo, представленнoe 24 мая 1939 года в зале Ассоциации Техников в Варшаве, благодаря усилиям редакции литературно-общественного еженедельника "Прямо с моста".

    „Projekt włoskiego przybłędy

    Rok temu, w więzieniu lwowskim, wpadła mi w ręce książka wypożyczona jednemu z moich współwięźniów z biblioteki więziennej, napisana przez Józefa Bielińskiego w r. 1905 pod tytułem: „Żywot ks. Adama Czartoryskiego".

    Przypadkowo wziąłem tę książkę do ręki i zwróciłem uwagę na pewien niezmiernie charakterystyczny ustęp. Autor książki wspomina o memoriale, który ma się znajdować w archiwum Czartoryskich w Krakowie, memoriale podyktowanym w Paryżu w r. 1788 młodemu ks. Czartoryskiemu przez ks. Piattolego, włoskiego przybłędę, wówczas wychowawcę młodego Lubomirskiego, a następnie sekretarza Króla Stanisława Augusta i jedną z najwybitniejszych osobistości Polski w okresie Sejmu 4-letniego. Ks. Piattoli podyktował młodemu Czartoryskiemu schemat poczynań konspiracyjnych, które miały na celu przeprowadzenie w Polsce reform. Na czele tej konspiracji miał stać Quatuorvirat – czterech mężów, związanych przysięgą i tajemnicą. Mieli to być ludzie bardzo wpływowi, dobrzy patrioci, bogaci, światli. Do pomocy tym Quatuorvirom miano wybrać 8 członków, również wpływowych i możnych.

    Ta dwunastka stanowiłaby Kongres patriotyczny, który miał przeprowadzić zmianę ustroju w Polsce. Pierwszym zadaniem tego Kongresu byłoby skonfederowanie wszystkich województw, zawładnięcie wojskiem przy eliminowaniu zupełnym ówczesnego rządu, następnie przeprowadzenie wyborów do sejmu skonfederowanego. Sejm ten powinien był postanowić stworzenie stutysięcznej armii, wyznaczyć dwóch regimentarzów, jednego dla Korony, drugiego dla Litwy i wreszcie ustanowić Komitet Nadzwyczajny, który by kierował sprawami publicznymi na prawach dyktatorskich. Zamierzano poza tym utworzyć komisję, która zażąda od obywateli państwa przedstawienia sobie planów, projektów, myśli dotyczących przyszłej reformy.

    Z tych referatów miał się wyłonić projekt przyszłej konstytucji, która miała być uchwalona przez Sejm. Poza tym mieli Quatuorviri w tajemnicy przed królem i rządem rozesłać swoich zaufanych mężów do wszystkich państw Europy w charakterze nieoficjalnych ambasadorów Polski. Na tych ambasadorów kwalifikowaliby się ludzie wyższych sfer, światli, towarzyscy i odpowiednio pod względem dyplomatycznym przygotowani. Wreszcie Komitet ten miał zawrzeć odpowiednie traktaty i ustalić politykę zagraniczną.

    Masońskie kariery

    Przeczytawszy o tym projekcie Piattolego puściłem wodze wyobraźni i starałem się odtworzyć dzieje tego tak brzemiennego w następstwa czterolecia, 1788 do 1792. Wyobrażałem sobie postać Piattolego, który stał się z czasem sekretarzem królewskim, a wówczas był wychowawcą młodego Lubomirskiego. Że Piattoli w ogóle dostał się do Polski i na to stanowisko dowodzi tylko, iż musiał należeć do masonerii.

    Znamy z dzieła K. M. Morawskiego analogiczną karierę Lucchesiniego, również włoskiego przybłędy, który się dostał do masonerii, został powołany do Berlina, wkradł się w łaski Fryderyka i został posłem pruskim w Warszawie. Kariera Piattolego szła podobnie: dostał się do Warszawy, dostał się na dwór polski i jako preceptor jednego z młodych Lubomirskich wyjechał do Paryża. W Paryżu nastąpiło zapewne wtajemniczenie go do wyższych stopni masońskich. I wówczas Piattoli w tej stolicy ówczesnego świata, w której przygotowywała się rewolucja, podyktował młodemu Czartoryskiemu plan opanowania Polski, przeprowadzenia analogicznej imprezy, jaką masoneria zamierzała wykonać we Francji.

    Bo uprzytomnijmy sobie, kiedy to było.

    Jest to rok 1788. O dwa lata wcześniej we Frankfurcie odbył się zjazd zakonu masońskiego Illuminatów, na którym to zjeździe, jak to dzisiejsi historycy stwierdzają, zapadła uchwała zniesienia we Francji monarchii i jakoby zapadł również wyrok śmierci na Ludwika XVI. Nie będzie zapewne dalekie od prawdy przypuszczenie, iż równocześnie z postanowieniem wywołania we Francji rewolucji musiano postanowić wywołanie analogicznej rewolucji i w Polsce. Świadczy o tym zupełna synchronizacja rewolucji francuskiej i bezkrwawej rewolucji, jaką był Sejm Czteroletni. W roku 1788 – a więc w dwa lata po frankfurckiej decyzji wywołania rewolucji – czynione są we Francji przygotowania do zwołania Stanów Generalnych, a w rok później zostały zwołane te Stany, poprzedzone zarządzeniem przedłożenia przez wszystkie gminy tzw. „cahiers de doleances", zażaleń i wniosków poprawy. Rzecz ciekawa, iż Piattoli w swoim memoriale proponuje również zażądanie od obywateli Rzpltej przedstawienia Komisji projektów dotyczących przyszłej reformy. 

    Widzimy daleko idącą analogię. Jest rzeczą zupełnie jasną nie tylko dziś, ale musiało być jasne i wówczas, iż żądanie od każdej gminy w kraju przedstawienia projektów naprawy konstytucji jest rzeczą całkowicie utopijną i może mieć jedynie na celu wywołania nastrojów rewolucyjnych.

    Quatuorvirat

    Zastanawiałem się, kto mógł należeć do tego Quatuorviratu, kierującego losami Polski i skojarzyłem sobie w głowie projekt Piattolego z jednym ze sprawozdań, które w czasie Sejmu Czteroletniego wysłał do króla pruskiego jego wysłannik w Warszawie Lucchesini. Otóż Lucchesini pisze, że ówczesna Polska, jej polityka, a w szczególności działalność Sejmu Czteroletniego zależy od ściśle zakonspirowanej czwórki ludzi, do których należą Potoccy Ignacy i Stanisław, marszałek Stanisław Małachowski, i reprezentant Małopolski, będącej pod zaborem austriackim, Ignacy Morski. Tych czterech ludzi było tak zakonspirowanych, iż o tej czwórce kierującej nie wiedział król polski..., ale wie o nich ambasador króla pruskiego Lucchesini. Lucchesini zawiadamia swego monarchę, jakie będą posunięcia tych zakonspirowanych Quatuorvirów, daje im rady i wskazówki i nawet w liście skierowanym do króla pruskiego zapowiada, jakie będą przyszłe posunięcia tych zakonspirowanych władców Polski.

    Szczegół ten zaczerpnąłem z książki Jędrzeja Giertycha, który wziął go z Kalinki piszącego przed pięćdziesięciu laty. Giertych wyciąga wniosek, iż ludzie ci obdarzali Lucchesiniego swoim zaufaniem dlatego, iż był to ambasador sprzymierzeńca Polski. Mam wrażenie, iż podstawy zaufania rządzących Polską Quatuorvirów do Lucchesiniego nie tworzył fakt, iż Lucchesini był ambasadorem Prus, tylko, że Lucchesini był wysokiego wtajemniczenia masonem.

    Tak czy owak możemy stwierdzić fakt już dzisiaj niewątpliwy, ustalony historycznie, iż Polską z czasów Sejmu Czteroletniego kierowało, może mówię za silnie, w każdym razie w tej Polsce decydującą rolę odgrywało dwóch przybłędów, nie mających z Polską nic wspólnego: jednym z tych ludzi był Lucchesini, drugim był Piattoli. Doszło do tego, iż projekt Konstytucji 3-go Maja spisano po francusku, gdyż Piattoli językiem polskim nie władał i potem dopiero przetłumaczono ten projekt na język polski.

    Czy obalać mit?

    Tyle jako wstęp do tych rzeczy, które chciałbym Państwu dziś wieczorem powiedzieć.

    Przyznaję się, iż przemyśliwując te dziwne okoliczności Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3-go Maja popadłem w poważną rozterkę. Zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle posuwać się po tej drodze, czy interesować się kulisami tych zdarzeń, czy też raczej stanąć na stanowisku, na jakim Polska stoi od lat stu, na stanowisku nie tykania mitu 3-go Maja. Przecież na tym micie chowało się w Polsce szereg pokoleń, ten mit za czasów rozbiorów zagrzewał ludzi do wysiłków, ten mit rozgrzewał zesłańców wędrujących na Sybir – i wielu, wielu jest ludzi w Polsce, dla których ten mit stanowi rzecz bardzo szacowną i drogą. Mówię tutaj oczywiście o ludziach dobrej woli. Poza tym jest wielu ludzi, dla których ten mit stanowi broń, którą z pełną świadomością i cynizmem operują. Że ten mit działa, to widzimy co roku w dniu 3-go maja.

    Zastanawiając się nad rolą Lucchesiniego i Piattolego, zastanawiałem się nad tym, czy należy ten mit obalać, czy należy iść dalej po drodze, którą szło w Polsce wielu badaczy: i Kalinka przed 50 laty, i K. M. Morawski, po części prof. Skałkowski i wielu innych. Zastanawiałem się, czy my mamy dziś po odzyskaniu niepodległości burzyć ten mit, czy powinniśmy go zachować. Warunkiem zachowania tego mitu jest zaprzestanie wszelkich dalszych badań na ten temat i zaprzestanie popularyzowania rewelacyjnych wyników tych badań.

    I tu uprzytomniłem sobie dwa rodzaje zarzutów, które wysuwają przeciwnicy burzenia mitu 3-go Maja. Jeden zarzut klasyczny, znany wszystkim, o którym wie każda służąca i każdy dorożkarz, tj. zarzut szargania świętości: święto 3-go Maja, to święto narodowe. Nie wolno tego tykać.

    Zarzut ten łączy się w bardzo ciekawy sposób z tak żywą w ostatnich czasach dyskusją na temat bronzowienia i odbronzawiania wielkich ludzi i wielkich zdarzeń. Bywają mity pewnych faktów historycznych i bywają mity ludzi, i tak jak bronzowić i odbronzawiać można ludzi, tak również można ubronzawiać i odbronzawiać pewne fakty historyczne. Weźmy na przykład mit Unii lubelskiej, mit również działający potężnie na umysły i wyobraźnię. Nie trudno byłoby przypuszczam ten mit w takiej czy innej formie odbronzować i wiem, iż w tym kierunku przedsiębrane są próby. 

    Można by zbadać, jak to było w Lublinie, można by spróbować ten fakt historyczny umniejszyć, odbrązować, ośmieszyć. Czytałem niedawno książkę, która wprowadza za kulisy wyprawy wiedeńskiej. Ale jeżeli chodzi o kwestię ubronzowania pewnych faktów historycznych, to zdaje mi się, że sprawa 3-go Maja stanowi tutaj wypadek zupełnie klasyczny. Naród stoi dziś wobec dylematu, czy dalej bronzować akt 3-go Maja, czy puścić snop światła i starać się wykryć prawdę, prawdę historyczną, tyczącą się Sejmu Czteroletniego, w szczególności aktu 3-go Maja.

    Jest jeszcze druga strona tego medalu. Chodzi o rzecz bardzo dziś modną w psychologii i to zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej: o kwestię kompleksu niższości. Pytanie wygląda tak: czy należy w narodzie, który cierpi chronicznie od lat 200 na kompleks niższości, ten kompleks niższości pogłębiać przez dewaluowanie pewnych zdarzeń, które przywykliśmy uważać za zdarzenia wielkiej miary w życiu narodu? Czy nie jest niezręczna taktycznie chęć, by ten wspaniały zryw patriotyczny, tę wspaniałą reformę, którą zwykliśmy wielbić, nagle detronizować? Czy nie dojdzie wówczas naród do tego wniosku, iż skoro nawet tak wzniosły fakt okazuje się w rezultacie faktem ujemnym, i skoro największe nasze zrywy, że tak powiem, państwowotwórcze zostały w ciągu ostatnich dwustu lat inicjowane i wyreżyserowane przez ręce obce, ręce przynajmniej obojętne, jeżeli nie wrogie – czy uświadomienie sobie przez naród takiego faktu nie pogłębi w nim tej rozterki duchowej, w której naród polski od dwustu lat się znajduje? Czy w chwili, kiedy prężymy się do skoku, w chwili skupienia wszystkich sił psychicznych, moralnych i intelektualnych, tego rodzaju podważanie pewnych wszczepianych w umysły Polaków pojęć nie jest rzeczą po prostu karygodną?

    Wiem, iż wychodząc z tej sali będziecie się Państwo w rozmowach swoich nad tym zastanawiali, czy jest rzeczą dobrą czy złą, że ten temat dziś poruszam? Jestem przekonany, że zdania na ten temat będą rozbieżne. Jednak chcę stwierdzić, że zdaję sobie sprawę z tego, iż te próby odbronzawiania aktu 3-go Maja mogą tylko wówczas być usprawiedliwione, jeśli potrafi się wykazać, że ten mit w życiu narodu stał się szkodliwy. I to jest celem dzisiejszego odczytu.

    Szkodliwy mit

    Jestem najgłębiej przekonany, iż mit 3-go Maja, mit tego masowego zrywu, którym naród polski zadokumentował jakoby przed światem swoją wolę do samoistnego bytu i swą umiejętność stworzenia nowych form życia państwowego, stał się dziś szkodliwy. Uważam, iż w miejsce tego mitu powinna przyjść prawda. Dlaczego?

    Przyznam się, iż już dość dawno, może od lat dwudziestu, nie rozumiem w pełni ludzi, którzy mówią, że to jest takie niesłychanie krzepiące dla naszej świadomości narodowej poczucie, iż na dwa lata przed upadkiem zdobyliśmy się na tak wspaniały zryw. Przyznam się, że to rozumowanie nie trafia mi do przekonania. Gdybym wiedział, że Polska upadła w chwili największej depresji, największego wyczerpania sił twórczych, gdybym mał przekonanie, że Polska upadła dlatego, bo wszyscy wielcy ludzie w narodzie byli zgnici, bo Polska nie miała ani ludzi ofiarnych, ani dobrej woli, to wówczas można by powiedzieć, że była to rzecz nieunikniona: Polska musiała upaść.

    Ale ta myśl, iż znalazło się wielu ludzi światłych, ofiarnych, że znalazła się elita, grono wybrane, które zdobyło się na to, by naród wprowadzić na drogę świetlanego rozwoju i że naród zdobył się nawet na rzecz wiekopomną, którą zaimponował całemu światu, a w półtora roku później Polska upadła i to upadła w sposób haniebny, nie bójmy się tego wyrazu – kampania Poniatowskiego i Kościuszki, którzy mieli bronić Konstytucji 3-go Maja, miała przebieg niesłychanie żałosny; król i Kołłątaj w haniebny sposób zgłaszają swój akces do Targowicy – ta myśl o niechlubnym końcu niepodległego bytu Polski jest potworna. Odpowiada się na to: zrehabilitowało nas powstanie Kościuszki. Powstaniem Kościuszki Polska jakoby zadokumentowała, iż broni nie tylko swojej niepodległości, ale i idei wyrażonych w Konstytucji 3-go Maja. Czy to twierdzenie jest aby słuszne?

    Dla mnie cały problem naszych powstań łączy się psychologicznie ściśle z problemem Konstytucji 3-go Maja. Wielbię i podziwiam twórców, inicjatorów i wykonawców naszych powstań, uczestników powstania Kościuszki, uczestników Legionów, uczestników powstania w r. 1830, uczestników powstania w r. 1863, uchylam czoła również przed krwią ofiarnie przelaną w r. 1905, nie kwestionuję faktu, że z najtragiczniejszych nawet klęsk naród wyciągał duże korzyści moralne, krzepiące go do dalszej walki, ale te wszystkie zdarzenia historyczne pogłębiają we mnie jeszcze ten kompleks niższości.

    Ja mówię sobie: jeżeli tylokrotnie najlepsi członkowie naszego narodu, najbardziej ofiarni, najbardziej bohaterscy zdobywali się na walkę o niepodległość – tyle razy z takim poświęceniem, z taką ofiarą, i jeżeli zawsze ta rzecz paliła na panewce, jeżeli nasze powstania nie dały nam niepodległości, mimo iż niekiedy byliśmy od tej niepodległości bardzo niedaleko, to mam wrażenie, że bronzowanie tych wszystkich mitów jest niecelowe. I jest celowe i pożądane oświetlenie, dlaczego wysiłki najlepszych synów narodu polskiego na przestrzeni 150 lat prowadziły z reguły do przegranej.

    Uważam, że jeżeli się da to oświetlenie, i jeżeli w mózgi ogółu Polaków wrazi się myśl, iż był jakiś powód konkretny, wyraźny, dla którego wysiłki najlepszych synów narodu przez 150 lat nie doprowadziły do zwycięstwa, uważam, że jeżeli się myśl taka w umysłach ogółu Polaków wryje, to wówczas nasz kompleks niższości nie tylko się nie pogłębi, ale przeciwnie zniknie: poczujemy się na siłach do stawiania czoła niebezpieczeństwom, gdy będziemy wiedzieli, czego unikać, by zamiast tryumfu wszelkie nasze wysiłki nie kończyły się tragicznie.

    Problem bronzowienia

    Mówi się o szarganiu świętości, o symbolach, mówi się o autorytetach. Pamiętamy wszyscy niedawną dyskusję na temat bronzowienia Mickiewicza, na temat odbronzawiania Sobieskiego – opinia publiczna doszła wówczas mniej więcej do takiego wniosku:

    Każdy wielki człowiek ma swoje małe strony, ma swoje śmieszności, miał w życiu chwile, których się wstydzi, ma swoje zakamarki, do których nierad zagląda. Problem wygląda w ten sposób: czy te ujemne momenty, w życiu wielkiego człowieka nieuniknione, czy te ujemne strony równoważą jego zasługi, które w opinii polskiej zostały ubronzowane? Innymi słowy, czy zasługi Mickiewicza, o których wie każdy dwunastoletni czy czternastoletni Polak, czy te zasługi nikną w porównaniu z pewnymi ujemnymi cechami charakteru czy epizodami życia?

    Weźmy postać Sobieskiego. Sobieski w umyśle ogółu Polaków jest postacią rycerską, symbolizującą rolę Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, Sobieski to jest wielki wódz, to jest nieustraszony rycerz, to jest wielki katolik. I pamiętamy wszyscy niedawno wydaną książkę, oświetlającą życie zakulisowe, oświetlającą od tyłu życie Sobieskiego. Książka ta napsuła bardzo dużo krwi. I znowu wyłania się pytanie: czy pewne ciekawostki z życia Sobieskiego, które mogą rzucić na niego światło nieprzychylne, podrywają kontury postaci Sobieskiego, jakie się wyryły w mózgach i przede wszystkim w sercu każdego Polaka? Mam wrażenie, że nie podrywają. Tak samo, jeżeli chodzi o rewelacje o Mickiewiczu mam wrażenie, że nie podrywają bynajmniej zasadniczego obrazu tego najgenialniejszego moim zdaniem człowieka, którego wydały dzieje Polski.

    Problem bronzowienia czy odbronzowiania łączy się więc ściśle z problemem narastania pewnych świętości, pewnych autorytetów w życiu narodu. I może ustalimy tutaj pewne zasady: możemy powiedzieć, że jeżeli pewne mity osnuły się dokoła wielkich postaci i zdarzeń historycznych, jeżeli jakiś mit mający wielkie walory jest w ogólnych zarysach prawdziwy, wówczas mamy prawo żądać, by zbyt natarczywie nie szukano dziur na całym, by zbyt natarczywie nie zaglądano za kulisy ludzi i wypadków.

    Ale bywają wypadki, kiedy mity są w swym ogólnym zrębie nieprawdziwe, jak to jest z mitem 3-go Maja. Uważam, że skoro badania historyczne doprowadzają do wniosku, iż dany mit w ogólnym swoim zarysie jest nieprawdziwy, to nie jest celowe i nie jest wskazane ten mit bronzowić, przeciwnie – należy dążyć do prawdy.

    Przez lat 150 z Sejmu Czteroletniego i z Konstytucji 3-go Maja tworzono pewien symbol. Cel był podwójny. Jeden był cel, który przyświecał ludziom dobrej woli, aby naród w swej walce o niepodległość miał siłę motoryczną, która by zagrzewała serca i wyobraźnię. Drugi był cel jeszcze wyraźniejszy, cel masoński.

    Sejm Czteroletni i Konstytucja 3-go Maja, to typowe osiągnięcia masonerii, to nie tylko tryumf masonerii jako takiej, ale tryumf ducha masońskiego i metod masońskich w życiu polskim. Jest rzeczą jasną, iż masoneria, która rządzi Polską od lat dwustu, była zainteresowana w tym, by ten mit podsycać – i jest nadal zainteresowana. I ostrzegam Państwa przed wszelkimi próbami, czynionymi już od lat wielu, podważenia, podrywania i ośmieszenia wszelkich usiłowań, dążących do rzucenia światła na kulisy 3-go Maja. Powtarzam jeszcze raz: jest w Polsce dużo ludzi, którzy w dobrej wierze starają się ten mit galwanizować i utrzymywać. Ale mit ten stał się zupełnie wyraźnie określoną bronią i jednym z narzędzi masonerii dla utrzymania jej wpływów w Polsce. W tym sensie mit ten jest narzędziem bieżącej polityki i narzędzie to musi być z rąk masonerii wytrącone. (Oklaski).



    Antyrosyjski sojusz Rzeczypospolitej z Prusami, wspieranymi przez Wielką Brytanię (29.03.1790) był samobójczym błędem Polaków.
    Антирусский союз Речи Посполитой с Пруссией, поддерживаемой Великобританиeй  (29.03.1790), это была самоубийственнaя ошибка Поляков.


    Reformy Czartoryskich czy 3-ci Maj?

    Spośród Polaków najbardziej wpływowym działaczem był w epoce Sejmu Czteroletniego ks. Kołłątaj. Obok Kołłątaja znamy wiele nazwisk myślicieli, publicystów, działaczy politycznych i społecznych, widzimy imponującą plejadę ludzi dążących do naprawy Rzeczypospolitej. I utarło się u nas mniemanie, że Konstytucja 3-go Maja, że cały dorobek Sejmu Czteroletniego, to był przewrót, to był przełom w duchowym życiu Polski. Uczono nas, że po dwustu latach nierządu dopiero w latach 1788/92 skierowano wreszcie nawę Rzeczypospolitej na tory odrodzenia i odrzucono to wszystko, co w Polsce było zgniłym i rozszarpano wreszcie te węzły ustrojowe, które przeszkadzały narodowi w duchowym renesansie.

    W moim przekonaniu mniemanie to jest błędne. Nasze oficjalne dziejopisarstwo waha się z zajęciem stanowiska na ten temat. Mógłbym się jednak powołać na profesora Uniwersytetu Poznańskiego, Skałkowskiego, który rzucił tę myśl – myśl, którą podchwytuję, i która moim zdaniem powinna się stać w Polsce własnością szerokiego ogółu, myśl, że okres, w którym Polska weszła na drogę przełomowych reform, to był okres wcześniejszy o ćwierć wieku od Konstytucji 3-go Maja, okres reform Czartoryskich w latach 1764-1768.

    Ponieważ rzecz tę uważam za niezmiernie ważną, więc pozwolę sobie trochę szerzej na ten temat tutaj pomówić.

    Choroba saska

    Musimy sięgnąć do czasów saskich, do czasów najgłębszego upadku. Polska jest wówczas ciężko chora. Trawi ją od stu lat gorączka złotej wolności, choruje na demokratyzm, zanik władzy i autorytetu, choruje na nieodłączny od liberalnej demokracji pacyfizm, który zabija w narodzie cechy rycerskie i naród towarzyszów pancernych przemienia w naród hreczkosiejów. Choruje Polska na materializm – ciężkie niedomaganie, prowadzące do rozhartowania charakterów i do zaniku cnót obywatelskich.

    Prawda, że w tych ciężkich czasach zacieśniają się więzy, łączące polskość z katolicyzmem. Ale nie jest to już, niestety, katolicyzm Oleśnickich i Hozjuszów, a tym bardziej nie jest to surowy i zdobywczy katolicyzm średniowiecza, wiara gorąca jak płomień, w której ogniu przetapiają się przywary osobiste i niesprawiedliwości społeczne. Katolicyzm XVIII wieku jest chory. I to jest jednym z powodów, dla których tak ciężko chora była w XVIII wieku i Polska.

    Skończyła się już ofensywa kontrreformacji; podgryzany racjonalizmem, w rozbracie ze schodzącą na manowce wiedzą, podminowany masonerią, zagnieżdżającą się nawet w szeregach duchowieństwa, Kościół katolicki wchodzi w XVIII wieku w okres słabości, z którego zaczyna się tryumfalnie dźwigać dopiero w naszych czasach. Nawiasem mówiąc, w chwili, gdy katolicyzm tryumfalnie się dźwiga, dźwiga się również i Polska.

    Osłabiony w XVIII wieku katolicyzm nie mógł się stać dźwignią, która by dopomogła Rzpltej do poniesienia się z upadku. Pijana tradycjami dawnej świetności, pijana rozpasaniem demokracji szlacheckiej, pijana małmazją i węgrzynem, Rzeczpospolita staje się bezwładna i bezbronna. Dokoła warują uzbrojeni po zęby i żarłoczni sąsiedzi. Jeszcze 6 dziesiątków lat hamuje króla pruskiego Rosja, licząc na to, że cała Polska stanie się jej łupem.

    W wyczerpanym organizmie Polski zagnieżdżają się bakcyle masońskie. Masonem jest nie tylko August II, nie tylko bigot August III, ale stanie się nim również i Stanisław Poniatowski. Pierwszy ślad istnienia masonerii w Polsce spotykamy pod datą 1729. Im dalej w wiek XVIII, tym większy w Polsce zasięg wpływów masońskich.

    Z ducha i potrzeb narodu

    Ale epoka saska nie jest tylko epoką upadku i marazmu. Zawsze tak bywa, że gdy naród osiągnie dno upadku, wówczas widzimy już narastające siły, które mają, o ile naród nie jest przeznaczony na zagładę, wyprowadzić go z powrotem na drogę wielkości. W upadku saskim budzi się w narodzie polskim świadomość klęski i potrzeba odrodzenia. Dwu braci Czartoryskich, Michał i August, organizują stronnictwo zwane „familią", stronnictwo, które niewątpliwie wypływa z ducha narodu polskiego, stronnictwo, które nie szukało inspiracji z zewnątrz, które co prawda szukało nieraz pomocy na zewnątrz kraju, które pod koniec swojej działalności sprzymierzyło się nawet z Rosją, ale które było wyrazem ducha i potrzeb narodu. Obok Czartoryskich wysuwają się na czoło w tym stronnictwie kanclerz Zamoyski i ks. Konarski. Idee ich krążą po kraju, zastępy ich zwolenników są zwarte i liczne.

    I wreszcie przychodzi chwila pomyślna, w której Czartoryscy mogą przystąpić do wykonania swoich reform. August III umiera, Stanisław August Poniatowski, siostrzeniec Czartoryskich, zostaje królem. I wówczas to na sejmie r. 1764 Czartoryscy przystępują do reform zdaniem moim głębszych, dalej sięgających niż reformy, których dokonał Sejm Czteroletni. Przede wszystkim do reform przemyślanych, do reform dojrzałych. Reformy Czartoryskich są dojrzałe, przeprowadzane ręką mistrzowską. Nie będę się tutaj wdawał w szczegółową historię. Muszę stwierdzić, iż w najważniejszych dla życia polskiego sprawach, a więc w sprawie mieszczańskiej, w sprawie żydowskiej i w sprawie ustroju – Czartoryscy rzucili podwaliny pod odrodzenie Polski.

    Weźmy kwestię Żydów, tak chętnie przemilczaną przez naszych historyków. Czartoryscy przeprowadzili w r. 1764 na sejmie rozwiązanie sejmu żydowskiego, tzw. sejmu czterech prowincji, który od lat 150 rządził żydostwem w Polsce. Trzeba pamiętać, iż w latach minionych większość sejmów polskich zerwano za poduszczeniem Żydów. Czartoryscy położyli kres rozwojowi żydowskiej potęgi: rozwiązali sejm żydowski, skasowali automatyczną nobilitację chrzczonych Żydów, nałożyli na Żydów pogłówne. Wreszcie w r. 1763 wyszedł dekret, który mógł był rozwiązać problem żydowski: wydano nakaz zawierania przez Żydów paktu z każdym miastem polskim, przy czym jeżeli miasto paktu nie zawrze, to Żydom nie wolno działać i mieszkać w danym mieście. Jak widzimy, problem żydowski wszedł w reformach Czartoryskich na drogę radykalnego załatwienia.

    To samo, jeśli chodzi o sprawę mieszczan. Nie będę się wdawał w szczegóły. Muszę stwierdzić tylko, że renesans miast polskich datuje się już od reform lat 1764-68. Sejm Czteroletni przychodzi do gotowego, zastaje miasta zregenerowane, a jednak dopuszcza przedstawicieli miast do Sejmu tylko z głosem doradczym. Można powiedzieć, iż Sejm Czteroletni na punkcie mieszczan, ich prerogatyw okazał się o wiele mniej śmiałym i odważnym niż książęta Czartoryscy, pomimo, iż za czasów Sejmu Czteroletniego przewodnicy mieszczaństwa polskiego zorganizowali się w masonerii i dzięki temu mogli liczyć na większe uwzględnienie swoich dezyderatów.

    Jeżeli chodzi o kwestię chłopów, to w r. 1767 uchwalił sejm karę śmierci na szlachcica, zabijającego chłopa. Jest to bodaj od czasów Kazimierza  Wielkiego pierwsza ustawa na korzyść chłopa w Polsce, ustawa, która bierze chłopa pod opiekę prawa, która daje mu prawa ludzkie. Należy stwierdzić, iż Sejm Czteroletni, w szczególności Konstytucja 3-go Maja nie zrobiły dla chłopa nic.

    Wreszcie kwestia ustroju. Liberum veto jak rak toczyło Polskę do stu lat. Należy stwierdzić rzecz bezwarunkową i w naszej historii dziwnie mało podkreślaną, iż właśnie Czartoryskim zawdzięcza Polska faktyczne zniesienie liberum veto.

    Na sejmie elekcyjnym w r. 1764 Czartoryscy przeforsowali, iż wszystkie następne sejmy będą nadal odbywały się pod węzłem konferencji. Ustrój polski wymagał, jak wiadomo, do uchwał sejmowych jednomyślności, ale przewidywał instytucję konfederacji. Gdy naród polski był w niebezpieczeństwie, kiedy groziła mu katastrofa, wówczas zawiązywał konfederację, a w tej konfederacji obowiązywała zwykła większość głosów. Z reguły stawało się to z chwilą śmierci króla. Sejmy tzw. konwokacyjne, a następnie elekcyjne odbywały się od czasów Zygmunta Augusta pod węzłem konfederacji, tzn. decydowała większość głosów. Czartoryscy przeprowadzili swą reformę ustroju w sposób klasyczny, usuwając zło, a pozostając w ramach tradycyjnego ustroju Rzpltej. Zwalczyli liberum veto w ten sposób, że na przyszłość wszystkie sejmy miały się odbywać pod węzłem konfederacji, tym samym na przyszłość wszystkie sejmy miały rozstrzygać większością głosów.

    Najgłębsza tragedia naszych dziejów

    Gdyby ta reforma się była utrzymała, wówczas konstytucja polska, ustrój Polski, byłby w 95 % raz na zawsze uzdrowiony. Niestety, wróg czuwał. Katarzyna zorientowała się poniewczasie do czego dążą Czartoryscy i zażądała wycofania głównych reform, a w szczególności zażądała rozwiązania konfederacji. I tutaj następuje tragedia, jedna z najgłębszych tragedii naszych dziejów, tragedia, do której opisania nie wziął się do tej pory żaden pisarz, nie znalazł się dramaturg, który by ją wniósł na deski teatralne. Tragedia, z której płynie dla nas bardzo głęboka nauka.

    Tragedia tym większa, iż król Stanisław August, człowiek słabego charakteru, wiotki jak trzcina, człowiek, o którym historycy wydają jak najbardziej ujemny sąd, jednak zdecydował się na otwarty konflikt z Katarzyną i wydał odpowiednie rozkazy wojsku. Niestety, Czartoryscy ustąpili i przyjęli gwarancję Katarzyny.

    Obaj Czartoryscy, starcy liczący już wówczas grubo powyżej 60 lat, ludzie krwi jagiellońskiej, fortun ogromnych, przyzwyczajeni od lat kilkudziesięciu do rzucania swego głosu na szalę wszystkich wydarzeń w Polsce, ludzie, za którymi szła większość patriotów polskich, ludzie, którzy dla przeprowadzenia w Polsce reform nie wahali się posłużyć Rosją wbrew własnym interesom Rosji, wielcy politycy, którzy własnymi rękoma położyli zrąb swoich reform, którzy wprowadzili Polskę na drogę wiodącą do odrodzenia – natknąwszy się na sprzeciw Katarzyny załamali się i ustąpili.

    Pierwsza przestroga

    Są to rzeczy zbyt mało znane i dlatego uważałem za mój obowiązek szeroko Państwu tu o nich opowiedzieć, gdyż płynie z nich pierwsza przestroga, jaką musimy wynieść z tych bolesnych czasów, przestroga jakże aktualna dla dzisiejszej epoki. Okazuje się, iż nie wystarczy jasny pogląd na potrzeby kraju, bo tego Czartoryskim nie brakowało. Nie wystarczą dobre chęci, nie wystarczy zapał i patriotyzm – potrzeba hartu. Ludzie, stojący na czele narodu, muszą być twardzi i nieustępliwi, bohaterscy i ofiarni, nie zdemoralizowani posługiwaniem się zagranicznymi ideami i zagranicznym oparciem. Kierownicy narodu muszą mieć charaktery hartowne! Tylko wówczas naród może być pewny dobrej przyszłości, jeżeli ma to przekonanie, iż ludzie kierujący nim są hartowni jak stal! (Oklaski).

    Ostatni zryw

    Na gwarancję Rosji, która najbardziej ślepym z Polaków otworzyła wreszcie oczy, na dokonaną już faktycznie utratę niepodległości, odpowiedział naród konfederacją barską. Zapamiętajmy to sobie dobrze: Bar, to ostatni niezależny zryw narodu aż po nowożytny, obecny ruch narodowy. Ostatni.

    Podkreślam jeszcze raz to, o czym mówiłem na początku mego odczytu, iż uchylam jak każdy Polak czoło przed bohaterstwem i ofiarnością ludzi, którzy do bojów o niepodległość Polski w tylu heroicznych zrywach powstawali, ale stwierdzam, iż ostatnim zrywem podyktowanym duchem czysto polskim, nie skażonym obcymi ideami, a w szczególności ideami masońskimi, iż ostatnim czysto narodowym zrywem aż po czasy nowoczesnego ruchu narodowego, to był Bar.

    Wszystko, co się dziać będzie z Polską między epoką księdza Marka Karmelity, a czasami Romana Dmowskiego, to poczynania wyrosłe z ideologii obcej duchowi polskiemu, po części i z inspiracji obcej, choćby te poczynania były jak najbardziej ofiarne i bohaterskie. Polska była heroiczna, ale inspiracja, ale sposób myślenia, ale duch był obcy. Bar, to po nasze czasy ostatni samodzielny poryw ducha narodowego, poryw tak trudny do rozgryzienia dla masońskich historiografów, bo irracjonalny, nie usiłujący  realizować jakiegoś programu, ale samozachowawczy, poczęty z najgłębszego ducha duszy polskiej, chcącej bronić swej swoistości, swej najgłębszej  narodowej więzi psychicznej i swej wiary przed brutalnym dotykiem łap azjatyckiego najeźdźcy. I może dlatego, że walka ta szła nie o materialną stronę życia, ale o jego treść najgłębszą, zrozumieli do gruntu u nas epokę barską jak dotąd tylko poeci. Nie mogę czytać bez wzruszenia pieśni konfederatów, przypominających raczej hymny religijne, niż piosenki bojowe. Iluż poetów natchnęła promienna postać księdza Marka!

    Czasy te tak silny rzucają urok, że nie znam dziś nawet historyka, który by potrafił ustosunkować się do nich z beznamiętnym obiektywizmem. Jeśli kiedy, to niewątpliwie wówczas mogła Polska nagłym zrywem nawrócić na drogę, wiodącą do naprawy i zachowania niepodległości bytu. Nie 3-go Maja, bo wówczas Polska nie była już sobą, duch narodu był skażony. Nie 3-go Maja, nie w czasie Sejmu Czteroletniego, lecz w czasie Baru mieliśmy ostatnią szansę ratunku.

    Czytając te dzieje, widzi się to, czuje przez skórę. Przecież ówczesna Polska to jeszcze po obu stronach barykady ludzie myślący naprawdę narodowymi kategoriami: z jednej strony obóz Czartoryskich, którzy wzięli na swe barki ciężki trud wyprowadzenia z błota ugrzęźniętego wozu Rzeczypospolitej, z drugiej strony Pułascy, Krasiński, ludzie dążący, choć może chwilami po omacku, do tego samego celu. Niech się te dwa zwaśnione obozy ze sobą pogodzą, niech dojdzie rzeczywiście do zjednoczenia narodu na platformie wspólnej walki z Rosją, a zwycięstwo wydaje się niewątpliwe. Kilkakrotnie w ciągu tych długich czterech lat bojów konfederackich zjednoczenie to wydaje się tak bliskie, że tylko rękę wyciągnąć: zjednoczenie wydaje się być kwestią miesięcy czy tygodni.

    Ręka masońska

    Niestety, wówczas jak i dziś, wróg czuwa. Na podstawie najnowszych badań nie wolno nam wątpić, że to masońskie intrygi, konszachty i zabiegi udaremniły zgodę między konfederatami, a obozem króla i Czartoryskich. Badania Kazimierza Mariana Morawskiego wykazały, iż dwukrotnie w czteroletnich dziejach konfederacji barskiej zdawało się już dochodzić do zjednoczenia narodu, do zjednoczenia króla i Czartoryskich z Barem.

    W trzecim roku istnienia konfederacji przyjeżdża z Paryża płk. Dumouriez, delegowany przez rząd francuski na politycznego doradcę i wodza konfederacji. Płk. Dumouriez dostaje oficjalne polecenie doprowadzenia do zgody między królem a konfederacją. Przyjeżdża do Polski, i nagle z jego 
    wpływu Generalność konfederacji ogłasza detronizację króla. Grom z jasnego nieba, niszczący w zarodku wszelkie możliwości porozumienia. Przez półtora wieku fakt ten był niezrozumiały. Obecnie Kazimierz Marian Morawski wyjaśnił, że poza oficjalnym ministerstwem spraw zagranicznych działał w Paryżu jeszcze tzw. „sekret królewski” Ludwika XV, instytucja obsadzona przez masonów. Ten „sekret królewski” wydał Dumouriez'owi polecenie doprowadzenia do detronizacji Stanisława Augusta, a tym samym do śmiertelnego skłócenia narodu polskiego.

    Widzimy więc tutaj rękę masonerii, łapiemy ją in flagranti, widzimy jak niechętnie patrzała na wszystko, co zmierzało do zjednoczenia. A chęć do  zjednoczenia się u Polaków była tak silna, że w rok później i konfederaci mimo dawniejszej urazy wydają się dochodzić ponownie do zgody i porozumienia. I tu znów pada grom: tajemnicze i nieudane porwanie króla  Stanisława Augusta przez konfederatów. Kazimierz Marian Morawski twierdzi, że i tu działała inicjatywa masońska. Ten drugi epizod nie jest może tak dalece wyświetlony jak pierwszy z „sekretem królewskim", mamy jednak uzasadnione wątpliwości, czy i tutaj nie była w grze ręka masońska.

    Przypatrzmy się czteroletnim dziejom konfederacji barskiej, które każdy z Państwa studiował w szkole. Przypominamy sobie, że przedstawiają się one chaotycznie, jakoś dziwnie bezplanowo. Dla mnie dzieje konfederacji barskiej stanowią analogię do dziejów powstania 1830-31 r. Nie znam bardziej tragicznej i niepokojącej lekcji, jak dzieje powstania w 1830-31 r.
     
    To samo jest z konfederacją barską: jakiś chaos, jakaś tragiczna bezplanowość. Ludzie energiczni skądinąd i zdecydowani nagle zamieniają się w kunktatorów. Co chwila przestaje się rozumieć, o co chodzi, przestaje się rozumieć te wszystkie zwłoki, nie rozumie się dlaczego ludzie mądrzy robią rzeczy głupie, dlaczego ludzie porządni robią rzeczy podłe. Słyszałem niedawno zdanie – wydaje mi się – słuszne: jeżeli się widzi, że ktoś mądry robi rzeczy rażąco głupie, ktoś porządny robi jakieś świństwo, to wtedy można na pewno przypuszczać, iż tym kimś kieruje loża czy konspiracja. Pamiętając o tej zasadzie, zrozumiemy dzieje konfederacji barskiej i dzieje powstania 1831 r. Te rzeczy, których się uczymy w szkole, to jest jakby zewnętrzna fasada.

    Jeśli chodzi o konfederację barską, to niewątpliwie był to zryw powstały z najgłębszych pokładów ducha narodu. Cóż, kiedy wśród bohaterskich i szlachetnych ludzi zaczęła działać szeroko intryga masońska. Wielu masonów znajduje teren działania w konfederacji barskiej: obok licznych Polaków, spotykamy tam jubilera Poncet, Francuza, następnie Heykinga, Niemca, inicjatora loży „Cnotliwy Wędrowiec" w Preszowie, wywierającej decydujący wpływ na Generalność konfederacji. Niewątpliwie zdarzają się tarcia i między ludźmi ofiarnymi i ideowymi, ale masońska intryga działając konsekwentnie przez 4 lata toczących się bojów spaczyła przebieg i ducha konfederacji.

    Druga przestroga

    Stąd wynika dla nas przestroga druga, zasadnicza, niesłychanie aktualna. Naród polski wciśnięty pomiędzy dwu potężnych sąsiadów dążył do zjednoczenia, dążył widomymi wysiłkami swoich najlepszych synów, ale nic z tego nie wyszło, bo nie umiano się ustrzec tych ciemnych rąk, które zrywały nić zjednoczenia z chwilą, gdy zaczynała się nawiązywać. Więc przestroga druga, niesłychanie aktualna nauka z dziejów XVIII stulecia: jeżeli chcemy, by naród polski w obliczu niebezpieczeństwa się zjednoczył, patrzmy bacznie, komu powierzamy dzieło tego zjednoczenia. (Oklaski).

    150 lat rządów masonerii

    Po Barze nastąpił pierwszy rozbiór, ale gorzej jeszcze niż rozbiór, bo katastrofa ducha narodu. Od r. 1772 aż po dojrzenie nowoczesnego ruchu narodowego w ostatnich latach, przypomina naród polski ciało bez ducha. Upadek konfederacji barskiej to koniec na wiek cały idei narodowej, idei samodzielnej drogi polskiego narodu. 

    Naród wpada w stan zupełnej prostracji [załamania, zwątpienia], w stan wyjałowienia psychiki narodu z elementów rodzimych. W powstałą po wywiezieniu na Sybir konfederatów i po usunięciu się Czartoryskich próżnię wciśnie się teraz duch masoński. Droga dla niego wolna. On to opanuje niepodzielnie serca i umysły Polaków. Najlepsi synowie Polski stają się teraz masonami.

    Nie da się tego zaprzeczyć, jest to faktem stwierdzonym, iż przez 150 lat od pierwszego rozbioru wszyscy najlepsi synowie narodu polskiego byli masonami. I masoni próbują ten argument obrócić na swoją korzyść. Argument ten jednak nie jest na korzyść masonerii, bo możemy stwierdzić, iż te czasy, kiedy najlepsi synowie narodu polskiego wyznawali ideały masońskie, były najtragiczniejszą epoką w tysiącletnicn dziejach Polski. To jest fakt. Jeżeli chcemy, aby naród polski rozwinął skrzydła do lotu, by wzbił się na drogi wiodące ku wielkości, to musimy zerwać z tym, co kaziło duszę narodu przez 150 lat, musimy w miejsce idei masońskiej wziąć ideę narodową. (Oklaski).

    Po Barze staje się rzecz tragiczna: nie tylko starsi, dojrzali mężowie tracą ducha narodowego, ale dzieje się rzecz szczególnie groźna dla przyszłości narodu: jego młode pokolenia zaczynają chować się w duchu obcym, a nawet wrogim wszystkiemu, co długie wieki zwykły uważać za istotę polskości.

    Weźmy Komisję Edukacji Narodowej. Pozwolę sobie zatrzymać się przez chwilę nad tą instytucją. Głoszono nam, ze dopiero od tej chwili, kiedy zaczęliśmy czerpać wzory od encyklopedystów masońskich, kiedy duchem Woltera i Rousseau zaczęliśmy przepajać wychowanie młodzieży, zaczął się renesans Rzpltej. Niestety widzimy, iż renesans ten był tragiczny.

    Dlatego pozwolę sobie zacytować sąd Mickiewicza o Komisji Edukacji Narodowej, wypowiedziany w Wykładach o literaturze słowiańskiej: „Ale cała ta popiętrowana budowa oświaty (Komisja Edukacyjna) czyli instrukcji publicznej, nie miała podstawy w żadnej prawdzie moralnej, w żadnym dogmacie ogólnym. Nasprowadzano z zagranicy dzieł, które miały służyć za elementarne. Książki te, pisane przez filozofów encyklopedystów, znajdowały się w dziwnej sprzeczności z wychowaniem religijnym, zostawionym jeszcze w rękach duchowieństwa. Logika, umiejętności ścisłe i wszystko, czego uczono w szkołach, było już wykładane podług widoków materializmu. Podrzędne zbiory historii, wyciągane z dzieł cudzoziemskich republikanów, wpajały maksymy, tchnące nienawiścią przeciw monarchiii, a obok tego starano się wystawiać uczniom dziedziczną władzę królestwa jako jedyny środek zbawienia Rzeczypospolitej".

    Dziwna to była nauka. Z jednej strony starano się najmłodsze pokolenie polskie przerabiać w szkole na republikanów, z drugiej strony mówiono, iż tylko dziedziczna monarchia może uczynić Polskę silną; z jednej strony kazano młodzieży być gorliwymi katolikami, z drugiej strony przepajano ją duchem racjonalizmu. Czytając monografię Collegium Nobilium widzimy, iż księża pijarzy w pocie czoła tłumaczą wszystkie tragedie Woltera i każą je odgrywać wychowankom. Patrząc na to oczyma dzisiejszego człowieka ma się wrażenie jakiejś aberacji.

    Nic dziwnego, że oba pokolenia wychowane w takiej szkole (to jest pokolenie Sejmu 4-letniego i pokolenie powstania 1830 r.) to ludzie zupełnie zdezorientowani, pozbawieni busoli intelektualnej i moralnej, ludzie, którzy własnymi rękami wbrew swym najlepszym chęciom grzebali własną Ojczyznę.

    Trzecia przestroga

    Tutaj nasuwa się znów przestroga płynąca z tych czasów, przestroga, by wychowywać młodzież, która ma w przyszłości ująć w swe ręce los narodu zdala od wpływów obcego ducha. Przypomnijmy sobie dzieje wychowania w Polsce w ciągu ostatnich lat dziesięciu. Jeżeli Komisja Edukacji Narodowej łączyła się z nazwiskami takimi, jak ks. Kołłątaja, ks. Piramowicza, jak Czackiego, Ignacego Potockiego i innych, to reforma wychowania ostatnich lat dziesięciu łączy się z nazwiskami ks. Żongołłowicza i braci Jędrzejewiczów.

    Uważam, iż przestrogi płynące z głębi naszych dziejów są niezwykle aktualne. Uważam, iż rozpamiętywanie żałosnej historii pokolenia, które wyszło ze szkół Komisji Edukacji Narodowej powinno nas nakłonić do walki o to, by wychowanie w dzisiejszej Polsce przepojone było ideami i duchem narodowym. (Oklaski).

    W dyspozycji masońskiej

    Dochodzimy z powrotem do Konstytucji 3-go Maja. Konstytucję tę stworzyło – jak wiemy – pokolenie wychowane w duchu masońskim, ludzie ujęci w karby konspiracji masońskiej, kierowani przez masońskich przybłędów, którzy robią przymierze z królem pruskim nie tyle w przeświadczeniu, iż król pruski jest rzeczywiście przyjacielem Polski, ale dlatego, iż król pruski był masonem i że obowiązuje ich solidarność masońska. Fryderyk II, zwany Wielkim, był jak wiemy, jednym z najwyższych członków zakonu Illuminatów; masoni całego świata byli do jego dyspozycji. Nic dziwnego, że masoni polscy byli również do jego dyspozycji.

    Próbowano operować argumentem, że po stronie zwolenników Rosji znaleźli się również masoni. Zjawisko to normalne. Masoneria dąży zawsze do rozszczepienia swoich sił, do rzucenia swoich ludzi na obie strony barykady. Jest jednak faktem dowiedzionym, że w chwili, kiedy rozstrzygnęły się losy narodu polskiego, to co było w narodzie polskim najlepszego sprzymierzyło się z królem pruskim. To Polskę musiało prostą drogą doprowadzić do katastrofy. Na szczęście nie ma tutaj analogii z dzisiejszymi czasami, gdyż Polska na 5 minut przed dwunastą zawróciła z drogi, na której doszłaby ponownie do katastrofy rozbioru.

    Konstytucja 3-go Maja uczy nas jeszcze czegoś innego. W jaki sposób doszło do uchwalenia tej konstytucji? Rzeczy te są ogólnie znane. Wszyscy już wiemy o tym, że Konstytucja 3-go Maja została uchwalona przez zaskoczenie. Konspiracja była ścisła, reżyseria była staranna. Obrano datę 3-go maja jako leżącą tuż po świętach Wielkiej Nocy i korzystając z tego, iż większość posłów była poza Warszawą, ucieknięto się do oszustwa, fabrykując z pełną świadomością ich nieprawdziwości depesze zagraniczne, mające wpływać na wahających się posłów i nakłonić niezdecydowanych do uchwalenia reform.

    Zaniedbano przeprowadzić głębszej agitacji w kraju, w szczególności zlekceważono wolę bardzo wyraźną narodu, wyrażoną w sejmikach, tam gdzie chodziło o kwestię dziedziczenia tronu. Bezpośrednio przed Konstytucją 3-go Maja zwrócono się do sejmików z propozycją przyjęcia tronu dziedzicznego i wyboru następcy po Stanisławie Auguście za jego życia. Sejmiki odrzuciły dziedziczność tronu, lecz zgodziły się na wybór vivente rege jego następcy. Był to niesłychany wyłom w polskiej tradycji konstytucyjnej, równie może wielkiej wagi, jak swego czasu rozciągnięcie konfederacji na wszystkie sejmy. Sejm Czteroletni, zamiast na tym poprzestać, uchwalił wbrew wyraźnej woli narodu tron dziedziczny.

    Gdy się patrzy dziś na te posunięcia, na uchwałę o dziedziczności tronu wbrew woli sejmików i wbrew woli dynastii saskiej, na uchwałę o 100.000 wojsku, co do której było jasną rzeczą dla wszystkich polityków, iż w ówczesnych warunkach polskich zrealizować się nie da, gdy widzi się jak podstępnymi metodami narzucono narodowi te reformy, dochodzi się do wniosku, że przywódcy Sejmu Czteroletniego albo działali niesłychanie lekkomyślnie, albo popychały nimi jakieś ręce, które ryzykując te wszystkie karkołomne posunięcia dążyły nie do naprawy Rzeczypospolitej, ale do jej ponownego rozbioru, do tej ostatecznej zguby.

    To, że ludzie mądrzy robili źle, że ludzie stateczni robili lekkomyślnie, bo przecież reżyseria Sejmu Czteroletniego, będąca w rękach ludzi mądrych, była niesłychanie lekkomyślna, budzi podejrzenie, iż działały tutaj siły, którym zależało na zgubie Rzeczypospolitej. I rzeczywiście zguba ta nadeszła rychlej niż się spodziewano. Polska zginęła. Ginąc zostawiła nam nauki, przestrogi.

    Dziedzictwo historii

    Jeżeli mówimy dziś otwarcie o tym, jak te rzeczy działy się na Sejmie Czteroletnim, jak powstała Konstytucja 3-go Maja, to mówimy o tym dlatego, by wykorzystać te nauki, aby nie popaść z powrotem w dawne błędy. Jest to rzecz bolesna, jest to rozdrapywanie ran, które wolelibyśmy widzieć zabliźnione, ale jest to zabieg konieczny. 

    Roman Dmowski w słynnym ustępie, zaczynającym się od słów: „Jestem Polakiem", wyjętym z książki pod tytułem: „Myśli nowoczesnego Polaka" – pisał: „Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia..., to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą..., z przeszłą – z tą, która przed tysiącleciem dźwignęła się dopiero..., i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko..., i z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa...

    Wszystko, co polskie, jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to, co jest w nim marne". Jesteśmy dziedzicami i spadkobiercami nie tylko Grunwaldów, nie tylko Kircholmów, Kłuszynów, Chocimów, Wiedniów, ale jesteśmy również spadkobiercami ponurych chwil upadku, chwil poniżenia. Nie możemy się od nich oddzielić. Jesteśmy ich spadkobiercami, ale jesteśmy spadkobiercami nie tylko hańby, ale i nauki, która płynie z tych czasów.

    Czwarta przestroga

    Nauka, która płynie z Sejmu Czteroletniego jest następująca: Naród nie może być oddany pod zależność ani obcych podszeptów, ani rozkazów, ani nie może być uzależniony od obcego ducha. Naród musi wytyczyć swoją własną drogę i tylko po niej może dążyć do wielkości.

    Ta nauka, choć może bolesna, jest nauką krzepiącą. Trzeba z tych przeżyć narodu polskiego umieć wyciągnąć należyte wnioski i odnieść z tego korzyści wielkie, korzyści szczególnie aktualne w dzisiejszej epoce.

    Stoimy bowiem w przededniu wielkich wypadków, w obliczu zawieruchy dziejowej, na początku wielkiego dramatu dziejowego, właśnie zaczynającego się rozgrywać, dramatu, o którym wiadomo, jak się zaczyna, ale nie wiadomo, jak się skończy. Naród polski przypomina w tej chwili okręt miotany burzą wśród mroków, okręt, który chcąc utrzymać właściwy kurs, musi mieć pewnych sterników i niezawodną busolę. Busolą tą, która nas przeprowadzi przez burze i zawieruchy dziejowe, może być tylko idea narodowa. (Oklaski).

    Armia i idea narodowa

    Jeżeli ludzie, którzy starali się uratować Polskę w epoce Sejmu Czteroletniego, doprowadzili ją do zguby i upadku, to dlatego, że nie potrafili zrealizować dwóch podstawowych rzeczy w życiu narodu: nie potrafili zorganizować armii i nie potrafili wytworzyć idei narodowej. My jesteśmy dziś w tym szczęśliwym położeniu, że mamy obie te rzeczy, których brak było naszym przodkom. Mamy silną armię i mamy ideę narodową. (Oklaski).

    I dlatego w chwili, gdy zaczyna się dramat dziejowy, naród polski mając armię i mając ideę narodową może być przekonany, że ten dramat nie zakończy się dla niego tragicznie, jak się zakończył tragicznie dramat 3-go Maja, ale dramat, który zaczynamy przeżywać, zakończy się finałem zwycięskim! (Burzliwe oklaski)."

    Źródło/Источник: „Prosto z Mostu” nr 31(252)/1939, z dn. 30.07.1939 r.



    Adam Doboszyński (1904-1949) – polityk narodowy, pisarz, członek Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego, personalista, krytyk socjalizmu liberalnego i zwolennik zastąpienia kapitalizmu dystrybucjonizmem, skazany na śmierć i zabity strzałem w tył głowy w komunistycznym więzieniu w Warszawie.
    Адам Дoбoшинский (1904-1949) – национал-демократ, писатель, член Лагеря Великой Польши и Национальной Партии, персоналиcт, критик либерального социализма и сторонник замены капитализма диcтрибуциoнизмoм, осужден на смерть и убит выстрелом в затылок в коммунистической тюрьме в Варшаве.


    Zob. także:/См. также:

    Katolewica polskiego Oświecenia. Католевые польского Просвещения http://polski.blog.ru/120599139.html

    Bolszynstwo 3 Maja. Большинство 3 мая http://polski.blog.ru/118900579.html

    Zrehabilitować szlachecką Polskę. Реабилитировать шляхeтcкую Польшу http://polski.blog.ru/119744515.html

    Dylematy związane ze świętowaniem rocznicy Konstytucji 3 Maja – artykuł Władysława Obrzuta z „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego” nr 5-6/2008. Дилеммы, связанные с празднованиeм годовщины Конституции 3 мая - cтатья Владислава Oбжута c "Нового Oбзорa Всепольского" № 5-6/2008 http://npwmag.pl/archiwum/2008/5-6.pdf

    Jeszcze kilka uwag o konstytucji 3 maja – artykuł Andrzeja Turka z „Nowego Przeglądu Wszechpolskiego” nr 4-5-6/2011. Еще несколько замечаний о конституции 3 мая – cтатья Анджея Туркa c "Нового Oбзорa Всепольского" № 4-5-6/2011 http://piastpolski.pl/npw/2011/4-5-6.pdf , http://npwmag.pl/archiwum/2011/4-5-6.pdf

    Konstytucja 3 maja zgubiła Rzeczpospolitą – wywiad z prof. Andrzejem Chwalbą, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Конституция 3 мая уничтожила Речь Посполитую - интервью с проф. Андреeм Xвaльбoй, историкoм Ягеллонского университета: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/konstytucja-3-maja-zgubila-rzeczpospolita,1,3351402,wiadomosc.html - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/konstytucja-3-maja-zgubila-rzeczpospolita,1,3351402,wiadomosc.html

    Obraz Wiktora Wasniecowa, Jeźdźcy Apokalipsy (1887). Изображение Викторa Васнецовa, Воины Апокалипсиса (1887).

    Opr./Обр. – GG.



    Doboszyński: powinniśmy wyciągnąć wnioski z dramatu 3 maja i porzucić szkodliwe mity. Foto: Jan Styka, Polonia (1891) – mitologiczna alegoria na stulecie konstytucji 3 maja.
    Дoбoшинский: мы должны сделать выводы из драмы 3 мая и отказаться от вредных мифов. Фото: Ян Стыка, Полония (1891) – мифологическaя аллегория на столетие конституции 3 мая.


  • „Moskwa i tworzenie Nowego Światowego Systemu

    Imad  Fawzi Shueibi analizuje przyczyny i konsekwencje niedawnego stanowiska Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.



    Mapa topograficzna Syrii. Na obszarze ok. 3/5 całej powierzchni kraju panuje susza i wieje gorący suchy wiatr z pustyni. Żyzna nadbrzeżna równina położona jest w północno-zachodniej części Syrii, na ziemiach alawitów – tutaj skupia się praktycznie całe rolnictwo. Топографическая карта Сирии. На территории ок. 3/5 всей площади страны царит засуха и дует горячий сухой ветер из пустыни. Плодородная прибрежная равнина расположена на северо-западе Сирии, на землях алавитoв, – здесь сосредоточено практически все сельское хозяйство.

    Pomoc, którą Moskwa okazuje Damaszkowi, to nie jest stanowisko pochodzące z czasów zimnej wojny, lecz wynik głębokiej analizy zmiany stosunku sił na świecie.  Dzisiejszy kryzys doprowadzi do powstania nowej międzynarodowej konfiguracji, która będzie stopniowo ewoluowała od modelu jednobiegunowego, powstałego w wyniku rozpadu ZSRR, do systemu innego typu, który jeszcze jest do ustalenia. Takie przemodelowanie prowadzi nieuchronnie do pogrążenia się świata w okres geopolitycznych wstrząsów.

    Niektórzy, jak zwykle, stawiają na to, że Rosja zmieni swój stosunek do Bliskiego Wschodu i powróci do stanowiska, które zajęła w konflikcie libijskim i syryjskim. Jednakże bardziej szczegółowa analiza rosyjskiego stanowiska obala tę hipotezę z następujących powodów:

    W dzisiejszych warunkach Rosja nie może się wycofać, wziąwszy pod uwagę ten fakt, że Moskwa widzi w obecnych wydarzeniach i w swojej konfrontacji z Zachodem – USA i Europą – możliwość bardziej jasnego określenia nowego światowego systemu, który zastąpi porządek (jeśli to można nazwać "porządkiem") panujący w stosunkach międzynarodowych po zimnej wojnie i rozpadzie ZSRR; był to porządek charakteryzujący się jednobiegunowością i dążący do wielobiegunowości po wojnie w Libanie w 2006 roku.

    Właśnie to pragnął podkreślić Włodzimierz Putin 14 stycznia 2012 roku, kiedy powiedział, że uczestniczymy w tworzeniu nowego porządku światowego, różniącego się od tego, jaki powstał po rozpadzie ZSRR. Oznacza to, że Moskwa pójdzie do końca w swych staraniach, by zapobiec wszelkim próbom zatrzymania tego procesu, nawet jeśli trzeba będzie pójść na konfrontację. Oświadczenie ministra spraw zagranicznych Rosji, że Zachód popełnia wielki błąd, jeżeli myśli, iż może uderzyć na Iran, po którym nastąpiło nowe oświadczenie Putina, że jeżeli Zachód spróbuje zadziałać na arenie międzynarodowej w sposób jednostronny, to Moskwa nie będzie patrzeć na to bezczynnie, a nawet da mocną odpowiedź – stanowi nic innego, jak ultimatum, które oznacza, że Moskwa nie zamierza się  targować, jak to było z Irakiem, lub zastygać w niezdecydowaniu, jak w przypadku Libii, i że dzisiaj  wszystko sprzyja utworzeniu nowego światowego porządku – w chwili strategicznego wycofania wojsk USA z Iraku i w momencie, gdy prezydent Barack Obama zawiadamia o zmniejszeniu liczebności amerykańskich sił zbrojnych z 790 000 do 490 000 ludzi, a także o zmniejszeniu budżetu wojskowego do 450 miliardów dolarów.

    Wszystko powyższe świadczy o niemożności jednoczesnego prowadzenia dwóch różnych operacji wojskowych, a także oznajmia o początku konfrontacji z Chinami w Azji Południowo-Wschodniej (i zbrojeniu tego regionu). Pekin odpowiedział 7 stycznia 2012 roku, stwierdzając że "Waszyngton nie jest więcej w stanie przeszkodzić wzejść Chińskiemu Słońcu". Waszyngton szykuje się, by powtórzyć swój nierozumny postępek i stara się wejść w konfrontację z Chinami po tym, jak przegrał z Moskwą walkę na wielu frontach, takich jak wielka gra wokół turkmeńskiego i irańskiego gazu, albo bitwa o wschodnie wybrzeża Morza Śródziemnego (z chwilą ogłoszenia swojej nowej strategii Waszyngton odchodzi z tego regionu, biorąc przy tym na siebie zobowiązanie zagwarantowania stabilności i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie i twierdząc, że będzie monitorować zachodzące tu wydarzenia).

    Putin napisał niedawno na temat swojej strategii: "świat przygotowuje się do wejścia w długą i bolesną strefę turbulencji" – i należy odczytywać te słowa nie tylko jako zwykłe przedwyborcze deklaracje o zamierzeniach. Tak, Putin wyraźnie powiedział, że Rosja nie ściga złudnych celów jednobiegunowego panowania na tle ogólnej jego ruiny, i że nie może ona zagwarantować światowej stabilności w momencie, gdy pozostałe bieguny wpływu nie są jeszcze gotowe, by wspólnie podjąć się tego zadania. Innymi słowy, jesteśmy na progu długiego okresu konfrontacji z systemem jednobiegunowym, która będzie trwała dopóty, dopóki inne wpływowe mocarstwa nie umocnią nowego porządku na świecie.

    Zazwyczaj Stany Zjednoczone rejterują, gdy nie mogą liczyć na szybki i pewny sukces. Amerykanie doskonale wiedzą, jak wali się ich ekonomia i jak bardzo spadły wpływy ich sił zbrojnych, zwłaszcza po tym, gdy straciły one swój prestiż, wyplątując się z nieoczekiwanych wojen. Chociaż Putin rozumie, że czasu nie można cofnąć wstecz, to jednak wzywa stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, a także Grupy Ośmiu i Grupy Dwudziestu do ukrócenia wszelkich prób rozpalania napięć wzdłuż linii etnicznych lub społecznych podziałów, bądź też podtrzymywania tych niszczycielskich sił, które mogą spowodować zagrożenie dla bezpieczeństwa światowego. Jest to wyraźny sygnał do wyrzeczenia się przez organy przyjmujące rozwiązania uwzględniania interesów tych grup religijnych lub ugrupowań zbrojnych, które nie są częścią systemu państw narodowych. Putin jasno określa te grupy jako obiektywnych sojuszników tych państw, które zajmują się eksportem "demokracji" na drodze wojen i przymusu. Moskwa nie będzie szczędzić sił w walce z tymi trendami politycznymi i uzbrojonymi grupami. Premier Rosji kończy swoją myśl stwierdzeniem, że prawo międzynarodowe już więcej nie będzie usprawiedliwieniem, nawet jeśli początkowe intencje były dobre. Oznacza to, że Rosja już więcej nie przyjmie ze strony Francji, Wielkiej Brytanii i USA żadnych prób zastępowania zasady suwerenności zasadą interwencji humanitarnych.

    W rzeczywistości USA nie mogą całkowicie wyjść z regionu Bliskiego Wschodu. Amerykanie po prostu zajmują się dostosowaniem tej strefy do prowadzenia „wojny przez zaufane osoby". I dzieje się to w momencie, gdy Putin przyznaje, iż wschodzące mocarstwa na razie nie są gotowe, by zająć swoje miejsce w nowym, nie-jednobiegunowym świecie. Takimi wschodzącymi mocarstwami są Chiny, Indie i państwa Szanghajskiej Organizacji Współpracy jako całość. To zaś oznacza że:

    - Świat będzie odtąd mniej jednobiegunowy, niż był w okresie od 2006 do 2011 roku.

    - Konflikty będą miały charakter globalny i będą towarzyszyć coraz bardziej niepokojącym dyskursom, tworzącym poczucie, że świat zmierza w kierunku przepaści i może być w nią wciągnięty.

    - Reguła, zgodnie z którą "supermocarstwa nie umierają w swoim łóżku" wymaga ostrożności w związku z ryzykiem prób wyprzedzania wydarzeń; zwłaszcza, gdy supermocarstwo znajduje się poza głównym systemem, do którego jest przyzwyczajone od czasów drugiej wojny światowej, a sposoby jego działania oscylują pomiędzy wojną i zwiększaniem napięć w strefach wpływów innych państw. Ponieważ wojna między supermocarstwami jest trudno wykonalna i raczej niemożliwa z powodu broni jądrowej, dlatego jej alternatywą staje się wzrost napięcia i/lub rozpętanie wojny przez zaufane osoby w celu samoutwierdzenia się na arenie międzynarodowej. Istnieje również opcja zadowalającego wszystkich podziału stref wpływów w nowym traktacie typu jałtańskiego. Dzisiaj nie może być o tym mowy, ale co będzie jutro? W polityce niczego nie można wykluczyć na zawsze. Istnieje zasada, zgodnie z którą można pokonać supermocarstwo, ale lepiej tego nie robić. Lepiej pozwolić mu uratować twarz i pozwolić nowym i starym supermocarstwom współistnieć w jednym systemie. Właśnie tak stało się z Francją i Wielką Brytanią po II wojnie światowej.

    - Najpoważniejsza obawa dotyczy walki o zmianę status quo, która w swojej brutalności przewyższa starcia z czasów zimnej wojny (choć w dzisiejszych czasach różni się stosowanymi metodami) – i będzie ona utrzymywała się tak długo, dopóki państwa członkowskie SOW [Szanghajskiej Organizacji Współpracy] nie zdołają stanąć mocno na swoich pozycjach. Oznacza to, że niespokojne czasy w strefach konfliktów (Korea-Iran-Syria) potrwają jeszcze przez długi czas. W języku współczesnej polityki może to być traktowane jako drzwi otwarte dla efektu domina, a właściwie dla wszystkiego nieprzewidywalnego i bezprecedensowego, a także przejście od ograniczonych konfrontacji do bardziej nieprzemyślanych konfliktów, gdzie każdy z uczestników będzie stawiać na swojego konia wszystko, co posiada.

    Jest oczywiste, że kraje zaangażowane w tę walkę opowiedzą się za nowym podziałem wpływów i ten przyszły międzynarodowy podział niekoniecznie będzie dla nich szkodliwy, ponieważ zaangażowały się w tę walkę. Nowy światowy podział odbywać się będzie kosztem innych państw, które znajdują się na peryferiach konfliktów lub będą wykorzystane jako instrumenty rozwiązywania konfliktów. Wśród zasad konfliktów międzynarodowych jest jedna, zgodnie z którą udział uprawnia do podziału, i to do tej pory się potwierdzało, pod warunkiem, że uczestniczące kraje nie tracą swojej inicjatywnej zdolności, wolnej woli i zdolności do działania, a także hołdują zasadzie twardości, która jest podstawową zasadą w zarządzaniu kryzysowymi okresami.

    W rzeczywistości zarządzanie kryzysami stanie się wspólnym zadaniem w najbliższym okresie, który może trwać lata. Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na tym, że jedne kryzysy zaczną być rozwiązywane przy pomocy innych kryzysów, w wyniku czego wschodnia część Morza Śródziemnego i Południowo-Wschodnia Azja mogą stać się przewlekle niestabilnymi strefami.

    Imad Fawzi Shueibi” – prezes Centrum Dokumentacji i Studiów Strategicznych w Damaszku.

    Tłum. Grzegorz Grabowski

    Tekst oryginalny/Оригинальный текст: http://rus.ruvr.ru/2012_03_20/68987210/ (20.03.2012). Alternatywa/Альтернатива: http://komitet-libya.livejournal.com/618293.html (20.03.2012).

    Pierwodruk w języku angielskim: Moscow and the formation of The New World System http://www.voltairenet.org/article172705.html (11.02.2012)



    Pomoc, którą Moskwa okazuje Damaszkowi, to nie jest stanowisko pochodzące z czasów zimnej wojny, lecz wynik głębokiej analizy zmiany stosunku sił na świecie. Prezydent Syrii Baszar Asad z prezydentem Miedwiediewem (maj 2010). Поддержка, которую Москва оказывает Дамаску, - это не позиция, унаследованная со времен холодной войны, а результат глубокого анализа изменения соотношения сил в мире. Президент Сирии Башар Асад с президентом Медведевым (май 2010 г.). Фото: kremlin.ru

    Москва и образование Новой мировой системы

    Имад Фавзи Шуэйби анализирует причины и последствия недавней позиции России в Совете Безопасности ООН.

    Поддержка, которую Москва оказывает Дамаску, - это не позиция, унаследованная со времен холодной войны, а результат глубокого анализа изменения соотношения сил в мире. Сегодняшний кризис приведет к образованию новой международной конфигурации, которая будет постепенно эволюционировать от однополярной модели, сложившейся в результате распада СССР, к другому типу системы, который еще предстоит определить. Такой переход неизбежно приведет к погружению мира в период геополитических потрясений.

    Некоторые, как обычно, ставят на то, что Россия изменит свое отношение к Ближнему Востоку и вернется к позиции, которую она заняла по ливийскому и сирийскому конфликтам. Однако более тщательный анализ российской позиции опровергает эту гипотезу по следующим причинам:

    В современных условиях Россия не может вернуться назад, принимая во внимание тот факт, что Москва видит в сегодняшних событиях и в своей конфронтации с Западом – США и Европой – возможность более четкого определения новой мировой системы, которая придет на смену порядку (если его можно назвать «порядком»), преобладавшему в международных отношениях после холодной войны и распада СССР; это был порядок, характеризовавшийся однополярностью и стремящийся к многополярности после войны в Ливане в 2006 году.

    Именно это хотел подчеркнуть Владимир Путин 14 января 2012 года, когда заявил, что мы присутствуем при образовании нового мирового порядка, отличного от того, который сложился после распада СССР. Это значит, что Москва пойдет до конца в своих усилиях предотвратить любые попытки остановить этот процесс, даже если придется идти на конфликт. Заявление министра иностранных дел России о том, что Запад совершает большую ошибку, если думает, что может нанести удар по Ирану, за которым последовало новое заявление Путина о том, что если Запад попытается действовать на международной арене в одностороннем порядке, Москва не будет бездействовать и даже даст мощный ответ, представляют собой не что иное, как ультиматум, означающий, что Москва не собирается торговаться, как это было с Ираком, или замереть в нерешительности, как в случае с Ливией, и что сегодня все способствует становлению нового мирового порядка, на фоне стратегического вывода войск США из Ирака, в момент, когда президент Барак Обама заявляет о сокращении численности американских вооруженных сил с 790 000 до 490 000 человек, а также о сокращении военного бюджета до 450 млрд. долларов.

    Все вышеизложенное свидетельствует о неспособности одновременно проводить две разные военные операции, а также возвещает о начале конфронтации с Китаем в Юго-Восточной Азии (и вооружении этого региона). Пекин ответил 7 января 2012 года, заявив, что «Вашигтон более неспособен помешать Китайскому Солнцу взойти». Вашингтон вновь собирается повторить свой безумный поступок, пытаясь вступить в конфронтацию с Китаем, после того как он проиграл Москве сражение на многочисленных фронтах, таких как большая игра вокруг туркменского и иранского газа или битва за восточные берега Средиземного моря (с объявлением своей новой стратегии Вашингтон уходит из этого региона, при этом взяв на себя обязательство гарантировать стабильность и безопасность на Ближнем Востоке, заявляя, что будет следить за событиями в нем).

    Путин недавно написал по поводу своей стратегии: «мир готовится войти в долгую и болезненную зону турбулентности», и необходимо учитывать эти слова не только как простые предвыборные заявления о намерениях. Так, он четко заявил, что Россия не преследует иллюзорных целей однополярного господства на фоне всеобщей разрухи и что она не сможет гарантировать мировой стабильности в тот момент, когда другие полюса влияния еще не готовы коллективно взять на себя эту задачу. Другими словами, мы находимся на пороге длительного периода конфронтации с однополярной системой, которая будет продолжаться до тех пор, пока другие влиятельные державы не укрепят новый мировой порядок.

    Обычно США ретируются, когда не могут рассчитывать на быстрый и уверенный успех. Они прекрасно знают, как разрушается их экономика и насколько сократилось влияние их вооруженных сил, особенно после того как они растеряли свой престиж, развязывая несвоевременные войны. Путин, хотя он и понимает, что время нельзя повернуть вспять, приглашает постоянных членов Совета Безопасности ООН, а также Группы восьми и Группы двадцати пресечь любые попытки разжигания напряженности по этническому или социальному признаку либо поддержания деструктивных сил, которые могут угрожать мировой безопасности. Это четкое указание на отказ органами, принимающими решения, учитывать интересы религиозных течений или вооруженных группировок, которые не являются частью системы государств-наций. Путин четко определяет эти группировки как объективных союзников тех государств, которые занимаются экспортом «демократии» военным и принудительным путем. Москва не будет жалеть сил в борьбе с этими политическими тенденциями и вооруженными группировками. Премьер-министр России завершает свою мысль утверждением, что международное право более не является оправданием, даже если намерения изначально были благие. Это означает, что Россия более не приемлет никаких попыток со стороны Франции, Великобритании и США заменить принцип суверенитета принципом гуманитарного вмешательства.

    В действительности, США не могут полностью уйти из региона Ближнего Востока. Они просто занимаются переустройством этой зоны для ведения «войны через доверенных лиц». И это происходит в тот момент, когда Путин допускает, что развивающиеся державы пока не готовы занять свою позицию в новом, неоднополярном мире. Такими развивающимися державами являются Китай, Индия и государства Шанхайской организации сотрудничества в целом. Это подразумевает следующее:

    - Мир отныне станет менее однополярным, чем он был в период с 2006 по 2011 годы.

    - Конфликты будут иметь мировой характер и сопровождаться все более тревожным дискурсом, создающим ощущение того, что мир движется к пропасти и может быть в нее затянут.

    - Правило, в соответствии с которым «супердержавы не умирают в своей постели» требует осторожности в связи с риском попыток опередить события; особенно когда супердержава находится вне основной системы, к которой она привыкла со времен Второй мировой войны, и варианты ее действий колеблются между войной и повышением напряженности в зонах влияния других держав. Поскольку война между супердержавами трудно осуществима и скорее невозможна из-за ядерного оружия, рост напряженности и/или развязывание войны через доверенных лиц становятся альтернативой конфликтам с целью самоутвердиться на международной арене. Есть также вариант удовлетворяющего всех распределения зон влияния по новому договору типа Ялтинского. Сегодня об этом не может быть и речи, но что будет завтра? В политике ничего нельзя исключать навсегда. Существует правило, в соответствии с которым можно победить супердержаву, однако лучше этого не делать. Лучше позволить ей спасти лицо и позволить новым и старым супердержавам сосуществовать в одной системе. Именно это произошло с Францией и Великобританией после Второй мировой войны.

    - Самая серьезная озабоченность касается борьбы за изменение статус-кво, которая по своей жестокости превосходит столкновения времен холодной войны (хотя сегодняшнее время отличается используемыми методами), и она будет продолжаться до тех пор, пока государства-члены ШОС не смогут твердо стоять на своих позициях. Это означает, что смутные времена в зонах конфликтов (Корея-Иран-Сирия) затянутся еще на долгое время. На языке современной политики это может рассматриваться как дверь, открытая для эффекта домино, а именно для всего непредсказуемого и беспрецедентного, а также переход от ограниченных противостояний к более необдуманным конфликтам, где каждый из участников будет ставить на кон все, что имеет.

    Очевидно, что страны, вовлеченные в эту борьбу, выступят за новое распределение влияния, и это будущее международное распределение необязательно будет им в ущерб, поскольку они вовлечены в эту борьбу. Новый мировой передел будет осуществляться в ущерб другим странам, которые находятся на периферии конфликтов или будут задействованы в качестве инструментов конфликтов. Среди правил международных конфликтов существует одно, в соответствии с которым участие диктует распределение, и это до сих пор подтверждалось, при условии, что эти страны-участники не теряют своей инициативной способности, свободной воли и способности к действию, а также следуют принципу твердости, который является фундаментальным правилом в управлении кризисными периодами.

    В действительности управление кризисами станет общей задачей в ближайшем периоде, который, возможно, продлится годы. Настоящая опасность состоит в том, что кризисы начнут урегулировать посредством других кризисов, в результате чего Восточное Средиземноморье и Юго-Восточная Азия могут стать хронически нестабильными зонами.

    Имад Фавзи Шуэйби – президент Центра документации и стратегических исследований в Дамаске.

    Источник:
    http://rus.ruvr.ru/2012_03_20/68987210/ (20.03.2012). Alternatywa/Альтернатива: http://komitet-libya.livejournal.com/618293.html (20.03.2012).

    Первое издание на английском языке: Moscow and the formation of The New World System http://www.voltairenet.org/article172705.html (11.02.2012).



    Dr Imad Fawzi Shueibi.
    Д-р Имад Фавзи Шуэйби.


    Zob. także/См. также:

    Rosja i zmieniający się świat – artykuł programowy Włodzimierza Putina opublikowany 27.02.2012 r. w “Moskiewskich Wiadomościach”. Россия и меняющийся мир – авторская статья Владимира Путина опубликована 27.02.2012 г. в "Московских новостях": http://www.putin2012.ru/events/314/event

    Tekst po angielsku/По английскому: Vladimir V. Putin, Russia and the changing world http://www.voltairenet.org/Russia-and-the-changing-world (29.02.2012)

    Baza rosyjska w Syrii. Iran na drodze do Azji Centralnej – artykuł prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego. Российская база в Сирии. Иран на пути в Центральную Азию – статья проф. Иво Киприанa Погоновского: http://www.pogonowski.com/?p=2651 (20.03.2012)

    Opracowanie/Oбработка – GG.

  • Cyprian Kamil Norwid (1821-1883), Do publicystów Moskwy (1868). Циприан Камиль Норвид (1821-1883), Публицистам Москвы (1868). Фoтo: fotki.yandex.ru


    Do publicystów Moskwy

    1
    Wy -- głosicie Słowian potęgę,
    O! Rosjanie -- już biorący w dłoń
    Dziejów--ludzkich poważną księgę,
    Jak tabuna grzywę... wy!... na koń!

    2
    Wy -- śpiewacie, że słowiańską łzą
    Wzgardził Lach dla Niemca... ależ wy?!
    Z Petters-Bürgiem holenderskim -- co?...
    Lane z brązu, nie hirkańskie lwy!...

    3
    Ile? czci -- wy -- i ludzkiej sprawy
    Uczestniki, nie puszcz-tumany,
    Tyle -- naszłe z mgieł Skandynawy,
    Tyle; nie Ruś -- wy -- wy! -- Germany!

    4
    Duża kolonia holenderska,
    Której się Oryginalność śni (!!),
    Z dołu w meszty ubrana z perska;
    Niemców -- mózg, pot -- Słowian, misja -- krwi!

    5
    Dzień zabłyśnie! gdy ostatni miecz
    Pęknie -- -- walcząc z wami zajadle;
    W stali jego, jako w zwierciadle,
    Zobaczywszy się...
    ...runiecie wstecz.


    Pisałem oktobra 1868, w Paryżu

    Cyprian Kamil Norwid




    Orzeł Biały ze słupa granicznego II RP. Белый Oрел с пограничного столба II PП. Фoтo: polityka.pl

     

    Публицистам Москвы

    1.
    Глашатаи славянской силы,
    о, русские! чьи властные ладони
    уж книгу судеб наших охватили
    что гривы табуна!.. по ко`ням!

    2.
    Поёте, что славянская слеза
    поляка немцу невдомёк... а вы?!
    Ваш Питерс-бург, Голландии сезам?
    Вы, бронзовые-- не Гиркана львы!..

    3.
    Что? Вы--... во вселюдском упряге,
    не пар с болотного лесного донца,
    сколь вас... из мглы полуночи варягов
    вас столько; вы не Русь! Тевтонцы!

    4.
    Колония голландская большая,
    которой Самородство снится (!!),
    парчой Ирана роскошь сокрушает:
    мозг немцев, пот славян-- чей крови литься?!

    5.
    Настанет день! когда последний меч
    сломается противника; вгляните
    в его обломок-- в зеркала зените
    себя узрите...
    ...чтобы жертвой лечь.


    октябрь 1868 года, Париж

    Циприан Камиль Норвид

    Перевод с польского Терджимана Кырымлы
    http://www.poetryclub.com.ua/printpoem.php?id=250310